Na kłopoty – Jordi Sanchez. Błysk debiutanta w Górniku

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

18 sierpnia 2023, 23:13 • 4 min czytania

Reklama
Na kłopoty – Jordi Sanchez. Błysk debiutanta w Górniku

W serialu Canal+ o Widzewie jest taki fragment, w którym ówczesny prezes Dróżdż przyznaje, że gdyby nie gol Kuna w meczu z Miedzią, to trener Niedźwiedź straciłby robotę. Czy gdyby teraz kręcono drugi sezon tego serialu, to podobnie ktoś z władz klubu mógłby powiedzieć o trafieniu Sancheza w Zabrzu? Czort wie. Ale Widzew na przestrzeni tygodnia nieco odkuł się punktowo.

Reklama

Zwolennik Niedźwiedzia może powiedzieć – spójrzcie na tabelę, Widzew na piątym miejscu po tym starciu, z punktami nie ma tragedii. Ale nie bądźmy naiwni. Nikt od Widzewa cudów nie oczekuje. A niestety gra wygląda tak, jak dziś w Zabrzu. W sumie mamy wrażenie, że spotkały się dziś dwie ekipy, które już kilkukrotnie grały mecze spod znaku „mogliśmy przegrać, zremisować lub wygrać – o rezultacie decydował czynnik farta”.

Ale dość o posadzie Niedźwiedzia. Póki co to tylko spekulacje. To trzeba usiąść, na spokojnie, a nie tak na gorąco. Jeszcze przyjdzie czas rozliczeń i analiz.

Co nas dziś najbardziej ciekawiło przed meczem Górnika z Widzewem? W sumie nie „co”, a „kto”. Adrian Kapralik. Gość wykręcił double-double w poprzednim sezonie w Żylinie. Teraz zaczął sezon od dwóch goli w pucharach, od gola w lidze. Ale Słowacy chcieli go wypożyczyć, by się chłopak wypromował w silniejszej i bardzo medialnej lidze. A Górnik na to – słuchajcie, macie fajnego piłkarza do gry na już? To Lukas do niego zadzwoni. Zadzwonił, pojechał dyrektor Milik, trochę było w tym przeciągania struny, ale Kapralik wylądował w Zabrzu.

No i widać, że ma gość skłonności do bycia taką Zosią-samosią ofensywy. Często grał pod siebie. Jak mógł podawać, to wolał strzelać. Gdy mógł zagrać nieco spokojnej, to wchodził w drybling. Ale tak po prawdziwe – ekipa trenera Urbana potrzebuje kogoś, kto będzie chciał i pokiwać, i postrzelać, i pościgać się z obrońcami. Natomiast najważniejsza rzecz z debiutu Kapralika jest taka, że w debiucie strzelił gola.

Reklama

Chociaż tak po prawdzie, to ten gol miał dwóch architektów. Po pierwsze – Lukasa Podolskiego, który ruszył do pressingu, pociągnął akcję po przechwycie i elegancko obsłużył nowego kolegę. A po drugie – Mateusza Żyro, który chciał być Beckenbauerem, chciał elegancko zgasić sobie piłkę z wysokości. Skończyło się bardziej na przyjęciu klasy „stoper okręgówki, grający ze stabilizatorem na kolano”. Poszła strata, poszedł też gol.

Śmialiśmy się, że ten progres Górnika przebiega w formule „krok po kroku”, więc odnotujmy:

  • pierwszy mecz – zero celnych strzałów
  • drugi mecz – jeden celny strzał
  • trzeci mecz – dwa celne strzały
  • czwarty mecz – pierwszy gol
  • piąty mecz – pierwszy gol z akcji

Widzew gola stracił, więc Widzew chciał się odgryźć. Problem gości polegał na tym, że zabierali się do tego z zawziętością godną skacowanego studenta zabierającego się do uprzątnięcia swojego pokoju. Czyli dość niemrawo. Wrzutka za wrzutką, na ogół na głowę Janickiego czy Jensena. Kiepsko wyglądały dziś boki – Pawłowski zagrał swój najgorszy mecz tego początku sezonu, Terpiłowski przepadł kompletnie, a Przybułka dostrzegliśmy dopiero wtedy, gdy trener go zdjął z boiska. A właściwie nawet nie wtedy, bo po prostu nie wyszedł już na drugą połowę.

Najwięcej ochoty do gry miał Jordi Sanchez. Kopał się z tymi obrońcami, przepychał, rozpychał. Skakał do główek, schodził nieco głębiej do rozegrania. Żal nam go trochę było, bo napracował się strasznie, a niewiele miał wsparcia od kolegów.

Reklama

Górnik czekał na to, by to skromne zwycięstwo dowieźć, a Widzew coraz bardziej desperacko próbował zrobić cokolwiek. No i wreszcie dopiął swego za sprawą – a jakże – Sancheza. Laga w pole karne, zgranie Milosa, półwolej Hiszpana, Bielica puścił piłkę pod pachą i skończyło się na 1:1.

Oczywiście można pójść w narrację, że ten remis to dwóch poszkodowanych. Górnik może mieć niedosyt, bo stracił gola w doliczonym czasie gry. Widzew mógł mieć niedosyt, bo częściej atakował bramkę zabrzan. Ale tak po prawdzie… Mamy wrażenie, że ten remis jest po prostu sprawiedliwy i oba zespoły powinny ten punkt uszanować. Zwycięstwo Górnika byłoby minimalistyczne, bo od gola niewiele sobie wykreował. A Widzew dochodząc do remisu w takich okolicznościach powinien też być w miarę zadowolony, że z niewielu szans i tak wcisnął to jedno trafienie.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Reklama

Fot. Newspix

 

Damian Smyk

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
13
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
24
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont