Trela: Oranje z Oranii i Azzurri z Sabaudii. Nieoczywiste stroje piłkarskich reprezentacji

Michał Trela

09 września 2025, 14:16 • 8 min czytania 10

Reklama
Trela: Oranje z Oranii i Azzurri z Sabaudii. Nieoczywiste stroje piłkarskich reprezentacji

Holandia, czyli „Pomarańczowi”. Włosi to „Squadra Azzurra”. Na biało-czarno grają Niemcy, a Japończycy na niebiesko-biało. To, co dla kibiców piłkarskich nie podlega dyskusji, gdy spojrzeć na flagi państwowe, nie zawsze jest oczywiste.

Reklama

Czasem sprawa jest zupełnie prosta. Flaga Polski jest w kolorach białym oraz czerwonym, więc takie są i stroje reprezentacji. Co więcej, pochodzi od nich przydomek kadry narodowej, o którym kibice przypominają, skandując „Polska, Biało-Czerwoni!”. Są jednak kraje, w których kwestie barw są znacznie bardziej skomplikowane, a tradycyjne kostiumy piłkarskie wyraźnie odbiegają od kolorów widocznych na flagach. Źródła takich niespójności są ukryte w pionierskich czasach futbolu. A czasem znacznie wcześniej.

Nieoczywiste stroje piłkarskich reprezentacji. Azzurri z Sabaudii i Oranje z Oranii

Jednym z najbardziej charakterystycznych przykładów sytuacji, w której barwy piłkarskie nie pokrywają się z kolorami państwowymi, jest niedawny rywal kadry Jana Urbana, czyli reprezentacja Holandii. Trudno o bardziej jednoznaczne powiązanie w głowie kibiców z całego świata niż charakterystycznej pomarańczowej koszulki z Holandią. Zgodnie z nią, drużynę nazywa się Oranje, a w polskich warunkach, nawiązuje się często do tytułu słynnej powieści „Mechaniczna pomarańcza”. Kolor jest do tego stopnia sklejony z drużyną, że łatwo można zapomnieć, że nie ma go wśród trzech barw flagi holenderskiej.

Oranje od Oranii

Źródło aktualnego zamieszania pochodzi sprzed ponad czterystu lat. Wilhelm I Orański, żyjący w XVI wieku, to do dziś bohater narodowy Holandii. To o nim śpiewa się w tamtejszym hymnie. I jego nazywa ojcem narodu. W języku polskim połączenie między Księstwem Oranii, którym władał, a pomarańczowym, nie jest może jednoznaczne. Ale jego nazwa pochodzi od miasta Orange na południu Francji. To z kolei nie nawiązywało do koloru, czy owocu, lecz do celtyckiego Arausio, czyli bóstwa wody, które w średniowieczu zmieniło się brzmieniowo we francuskie Orange. A to z kolei zaczęło się zlewać z nazwą koloru, który uwzględniono potem we fladze domu orańskich, noszącej barwy pomarańczowo-biało-niebieskie. To właśnie w tych kolorach walczyły więc wojska Wilhelma Orańskiego podczas holenderskiej wojny o niepodległość. Krótko potem równolegle zaczął być także używany kolor czerwony i ta dwoistość funkcjonowała aż do XX wieku, gdy dekretem królowej rozstrzygnięto kontrowersję na korzyść czerwieni. Miało to jednak miejsce już trzy dekady po tym, jak holenderska reprezentacja zaczęła grać w tradycyjnych tamtejszych kolorach pomarańczowych. Flaga z czasem się zmieniła, ale stroje pozostały.

Podobny przypadek dotyczy innej wielkiej piłkarskiej nacji, czyli Włoch. Tamtejsza Squadra Azzurra, czyli błękitna drużyna, nie ma pokrycia w kolorach flagi państwowej. Nawiązuje jednak do oficjalnego koloru herbu dynastii sabaudzkiej, która rządziła krajem od powstania Królestwa Włoch w 1861 roku do 1946 roku, gdy monarchia została tam zastąpiona przez republikę. Zielono-biało-czerwona flaga funkcjonowała jako oficjalny symbol państwowy już od Zjednoczenia Włoch, ale akurat drużyna piłkarska bazowała na herbie rządzącej dynastii. I tak pozostało do dziś.

Reklama

Pruskie stroje Niemców

Jeszcze końcem XX wieku Włosi nie byli jedyną europejską reprezentacją nazywaną „Błękitnymi”. Podobny przydomek w swoim ojczystym języku nosili bowiem Jugosłowianie, znani jako „Plavi”. Nawiązywało to w przejrzysty sposób do kolorów flagi tego kraju. Kiedy jednak nastąpił jego rozpad na osobne republiki, Serbowie, będący w sensie tradycji piłkarskich spadkobiercami dorobku Jugosławii, zdecydowali się postawić na własne symbole – flagę czerwono-niebiesko-białą, zamiast niebiesko-biało-czerwonej. Głównym kolorem stroju piłkarskiego stał się czerwony. Co za tym idzie, musiał się też zmienić przydomek reprezentacji. Dziś zwanej „Orłami”, od serbskiego godła przedstawiającego tego ptaka w wersji dwugłowej.

Niestandardowe – patrząc z dzisiejszej perspektywy na flagę państwową – tradycyjne stroje mają też Niemcy, grający zwykle na biało-czarno, choć ich barwy narodowe są czarno-czerwono-złote. Przeszło sto lat temu, gdy tamtejsza drużyna rozgrywała pierwsze mecze w historii, kolorystyka strojów dziwić musiała jednak znacznie mniej niż obecnie. Barwy biało-czarne należały bowiem do Prus, najbardziej wówczas wpływowej i potężnej części kraju. Mimo zmieniających się wielokrotnie porządków politycznych w państwie, pruskie barwy jako kolory reprezentacji przetrwały do dziś, choć np. Juergen Klinsmann jako selekcjoner próbował przeforsować częstsze granie w czerwonych strojach, co miało wyzwalać w zawodnikach dodatkowe moce mentalne. Spotkało się jednak z silnym społecznym oporem.

Austriacka zmiana barw

Kolory flagi RFN, obowiązujące od czasów powojennych, od końca lat 80. są stale obecne w strojach reprezentacji narodowej, ale zwykle tylko w mniej lub bardziej subtelnych akcentach. Co ciekawe, od lat używany wyjazdowy strój reprezentacji Niemiec – zielony – również nie odnosi się do barw narodowych. Nawiązuje natomiast do zielono-białych barw DFB, czyli Niemieckiego Związku Piłki Nożnej. Tym samym tropem w czasach podziału Niemiec poszli w NRD. Choć flaga, jak na zachodzie, była czarno-czerwono-złota, tamtejsza reprezentacja piłkarska grała na biało-niebiesko i nawiązywała kolorystycznie do barw związku piłkarskiego.

W przeszłości w biało-czarnych strojach, identycznych jak dzisiejsze niemieckie, grali także Austriacy, którzy nawiązywali w ten sposób do barw Monarchii Habsburskiej. Przetrwało to bardzo długo, bo jeszcze na mundialu w 1998 roku występowali właśnie w takich barwach. Gdy jednak kolejny raz wzięli udział w wielkim turnieju, podczas organizowanego przez siebie Euro 2008, grali już na czerwono-biało, w barwach nawiązujących do aktualnej flagi, co w XXI wieku stało się ich główną kolorystyką. To jeden z nielicznych współczesnych przykładów dość bezbolesnej zmiany barw reprezentacji narodowej.

Reklama

Cali na biało

Patrząc na scenę pozaeuropejską, podobne przykłady można znaleźć m.in. w Japonii, grającej na niebiesko-biało, mimo że we fladze ma kolory biały i czerwony. Odnosi się to do samurajskiego indygo, koloru tradycyjnie przynoszącego w tamtej części świata szczęście wojownikom. Japończycy grali tak w piłkę od lat 30. i flaga państwowa nie miała tu nic do rzeczy. Podobnie jak w Australii, znanej w sporcie ze złotego i zielonego koloru, mimo posiadania ciemnogranatowej flagi. To jednak kolory oficjalnie uznawane za tradycyjnie australijskie. Pochodzą od barw złotej mimozy, czyli rośliny będącej jednym z symboli tego kraju.

Stroje niepochodzące stricte od flagi mają też Nowozelandczycy. Sportowcy z tego kraju zwykle występują w czarnych kostiumach, wywodzących się z tradycyjnych barw maoryskich. Nie inaczej było z piłkarzami. Ale gdy w 1981 roku zagrali w eliminacjach przeciwko Tajwanowi cali na biało, komentator telewizyjny, żartobliwie, nazwał ich „All Whites”, co miało być przeciwwagą dla drużyny rugby zwanej „All Blacks”. Żart się spodobał, a że akurat tamta drużyna pierwszy raz w historii awansowała na mundial, białe stroje przylgnęły do piłkarzy na stałe.

Biel szczęśliwa i pechowa

Biały przyniósł szczęście także reprezentacji Ghany, która w 1963 roku, grając w takich strojach, zdobyła swoje pierwsze mistrzostwo Afryki. Co w tamtych czasach wynikało tylko z pragmatyzmu i przypadku, później stało się tradycyjnym upamiętnieniem wielkiego sukcesu. Mimo więc że w ghańskiej fladze widnieją kolory czerwony, żółty i zielony, a drużynę nazywa się „czarnymi gwiazdami”, co również nawiązuje do symboli państwowych, piłkarski zespół zwykle gra na biało.

Znacznie gorsze skojarzenia z tym kolorem mają natomiast w Brazylii, gdzie biały początkowo także był pierwszym wyborem tamtejszej reprezentacji, co dziś wydaje się kompletnie nieoczywiste. Po klęsce w finale mistrzostw świata w 1950 roku, gdy Brazylia szukała przyczyn narodowej traumy dosłownie wszędzie, zdecydowała się nawet na zmianę kolorów reprezentacji piłkarskiej. Rozpisano konkurs na nowe, w którym zwyciężyła legendarna dziś żółta, kanarkowa, koszulka z zielonymi lub niebieskimi elementami, jasno nawiązującymi do flagi państwowej. To w niej Canarinhos święcili największe sukcesy.

Reklama

Stroje połowicznie oczywiste

Są też kraje, w których stroje piłkarskie można nazwać hybrydowymi. Ich część zgadza się z flagami państwowymi, ale inny element już nie do końca. Tak jest chociażby z Anglikami, grającymi zwykle w białych koszulkach i granatowych spodenkach. Biała koszulka, patrząc na angielską flagę, jest jak najbardziej oczywista. Jako że krzyż świętego Jerzego jest na niej czerwony, bardziej naturalny wydawałby się dobór strojów zbieżny z polskimi. Reprezentacja piłkarska ma jednak barwy zaczerpnięte przede wszystkim z kolorów FA, czyli federacji piłkarskiej. A te są biało-granatowe. Co z kolei pochodzi prawdopodobnie od barw nie angielskich, lecz brytyjskich, gdzie granat jest dominującym kolorem.

Przeprowadzenie podobnego dochodzenia nie jest natomiast łatwe w przypadku Hiszpanii, kojarzonej tradycyjnie z czerwoną koszulką i ciemnymi – niebieskimi, granatowymi lub czarnymi spodenkami. O ile patrząc na flagę Hiszpanii, czerwony nie jest niczym dziwnym, o tyle bardziej pasujące wydawałyby się żółte spodenki. Najbardziej dominujący kolor flagi hiszpańskiej w strojach piłkarskich obecny jest jednak tylko w wykończeniach. Hiszpanie, prawdopodobnie ze względów zupełnie prozaicznych, już przeszło sto lat temu wystąpili na Igrzyskach Olimpijskich w ciemnych spodenkach i tak, zgodnie z tradycją, pozostało.

Gdy kilka lat temu próbowano eksperymentować i grać w jednolitych czerwonych strojach, nie spotkało się to z przychylnością kibiców. Mistrzostwo Europy przed rokiem „La Roja” zdobyła więc w granatowych spodenkach i nikt nie musiał nad tym specjalnie się zastanawiać. Tak już po prostu się przyjęło. Po tylu latach oglądania tych akurat strojów, zobaczenie nagle Holendrów na czerwono-biało-niebiesko, Włochów w zielonych koszulkach, czarno-czerwono-złotych Niemców i biało-czerwonych Japończyków wywołałoby wrażenie burzenia tradycyjnego porządku świata.

CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJACH NA WESZŁO:

Reklama

fot. Newspix

10 komentarzy
Michał Trela

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu

Braian Wilma
0
Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu

Felietony i blogi

Reklama