Kupowaliście kiedyś coś na krechę? Część z was na pewno, choćby za dzieciaka – chipsy, colę albo lizaka. Obiecywaliście w sklepie osiedlowym, że wrócicie z tą piątką od rodziców i faktycznie wracaliście, bo wtedy głupio było nie oddać. Ale im człowiek starszy, tym bardziej rozumie, że proste i często słuszne zasady z dzieciństwa nijak mają się do rzeczywistości. Ba, jako dorosły możesz iść do sklepu i powiedzieć, że… kupujesz cały sklep, bo tak, bo masz pieniądze. Będąc gołym i wesołym.
Trochę tak wyglądała sytuacja w Szczecinie. Do Jarosława Mroczka przyszedł jakiś Brazylijczyk, a to dialog z życia wzięty:
– Proszę pana, chcę kupić ten klub
– Na pewno? Ma pan na to pieniądze?
– Oczywiście. Inaczej bym nie kupował
– Super, ale niech pan to jakoś udowodni
– Pokażę panu papiery, proszę się nie martwić
No i coś pokazał. Ale wała.
Wydrukował, skopiował, podrobił, naszpącił – nie wiemy, co właściwie zrobił Nilo Effori, że przekonał poprzedniego właściciela do oddania Pogoni. A słysząc doniesienia, że od 12 lutego Brazylijczyk nie spełnił żadnej poważnej obietnicy finansowej, jesteśmy wręcz w szoku. Bo to pokazuje niebezpieczny precedens -jako prywatny właściciel wcale nie musisz mieć dużej kasy, żeby kupić klub. Możesz trochę poudawać, pobujać się przez kilka tygodni na sprzedawaniu samych wizji, a potem powiedzieć „Sorry, głupio wyszło”, robiąc przy okazji nikomu niezrozumiały na razie biznes.
Wygląda na to, że Efforiego nie możemy już traktować poważnie. Istnieje opcja, że w przejęciu Pogoni był tylko postacią-wydmuszką, częścią większego planu, którego kulisy być może poznamy w przyszłości. Tak czy siak, zrobił trochę szumu, dał swoją twarz, pokazał się piłkarzom i kibicom. A więc zrobił coś więcej niż kiedyś Vanna Ly w Wiśle Kraków, ale także tutaj, kiedy przyszło co do czego, nie dał złamanej złotówki. Poza tym nie możemy mieć pewności, że wręcz przeciwnie: niczego sobie z klubu nie przygarnął.
Wyobraźcie sobie, że to wy – na przykład bazując na fałszywych oświadczeniach majątkowych – przejmujecie klub wart miliony. Potem, póki jest na to czas, przykładowo wyciągacie przychody z transferów, z dnia meczowego, transz z telewizji czy innych sponsorów. Aż wreszcie znikacie z bagażem łatwej forsy i osiadacie się gdzieś na Wyspie Zielonego Przylądka.
Myśleliśmy, że takie czasy już minęły. Że kluby są uważniejsze, że proces castingowy nie przebiega pod dyktando desperacji. Ale najwyraźniej w mniejszym lub większym stopniu wciąż da się przekręcić naiwne polskie kluby w taki sposób, że potencjalny „inwestor” może zostawić je na lodzie, samemu za chwilę lądując na leżaku, z drinkiem z palemką. Jeśli Effori nie spotka się z żadnymi konsekwencjami, tak właśnie będzie.
Z kolei Pogoń wchodzi w kolejny, zupełnie nieoczekiwany etap burdelu, i tak trwającego od miesięcy. Podobno już trwa proces oddawania Pogoni w ręce poprzedniego właściciela, Jarosława Mroczka, który jednak nie zamierza zmieniać zdania. On już nie chce Pogoni, jest nią zmęczony. Pytanie tylko, czy aby ta niechęć do dalszego prowadzenia dużego klubu Ekstraklasy nie sprawi, że Portowcy trafią w morderczą dla spółki spiralę zdarzeń. Miało być fajnie, skończy się najprawdopodobniej skandalem i przekrętem, a jakby tego było mało, pozytywnych punktów zaczepienia na najbliższą przyszłość brakuje.
To wszystko brzmi jak przedsmak kolejnego kroku Pogoni w przepaść. Jeden cwaniak (albo stojący za nim ludzie) już spróbował, a przecież będą pojawiać się kolejni. Oczywiście wraz z rosnącą desperacją, żeby klub wreszcie komuś oddać na dłużej niż kilka tygodni.
WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Apel Weszło do szefa sędziów. Niestety – to czas na dymisję
- Dramat Pogoni. “Klub na już potrzebuje 20-25 milionów złotych”
- W Widzewie wizja i stabilizacja! Mają trenera na kolejny tydzień