Kolejny tydzień z polską piłką za nami, a jeśli tak, to kolejny tydzień pełen błędów sędziowskich też za nami – to już właściwie działa jak automat, sędziowie regularnie wpływają na wyniki meczów, a wszyscy byśmy woleli, żeby robili to na przykład napastnicy albo pomocnicy. Było bardzo źle w Warszawie przy okazji Pucharu Polski, potem było również źle w Gdyni, gdzie arbitrzy zresztą do błędu się przyznali, na koniec Puszczy zabrano rzut karny, a kolejny mecz w Warszawie okazał się polowaniem na nogi ze strony Baluty i Jędrzejczyka, którzy nie doczekali się odpowiednich konsekwencji. Można machnąć ręką i uznać, że tak będzie co kolejkę, a można wymagać działań.
I to jest moment, w którym należy zaapelować do Tomasza Mikulskiego, by podał się do dymisji. Nie powinien być dłużej szefem kolegium sędziów.
Po pierwsze przede wszystkim potrzebujemy człowieka, który widzi problem i głośno o nim mówi. Tymczasem Mikulski w wywiadzie u nas stwierdził: – Nie uważam, by błędów było znacząco więcej niż w przeszłości (wywiad z 24 listopada 2024, zatem już po wielu błędach jak padolino Ameyawa czy czerwona Gurgula).
To odważna teza, ale załóżmy nawet, że prawdziwa. Znaczyłoby to, że obecny – wysoki – poziom kontrowersji utrzymuje się od wielu lat, a to oczywista katastrofa. Szef sędziów starał się na sprawę spojrzeć optymistycznie, tymczasem strzelił sobie w stopę. Bo jeśli błędów nie jest „znacząco więcej”, jeśli taki poziom gwizdania uznaje się za normalny, to naprawdę można się martwić (że jest źle i że szefa sędziów to akurat nie martwi).
Ponadto – w sędziowaniu, jak wszędzie, chyba chodzi o rozwój, prawda? Ma być lepiej, a nie tak samo lub tylko trochę gorzej. No a rozwoju nie widać.
Po drugie, a propos, czy widzimy rozwój któregoś z arbitrów na arenie międzynarodowej? Nie, UEFA jakoś nie czerpie garściami z usług naszych sędziów, było, jak jest – Marciniak i długo nic. Coś jak z Małyszem na początku XXI wieku. Oczywiście nikt nie oczekuje, że co drugi finał będzie gwizdany przez Polaka, ale fajnie by było, gdyby w końcu ktoś inny niż Marciniak dostał mecz na poważnym poziomie, na przykład ćwierćfinału Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Tak się nie dzieje, bo najwyraźniej UEFA nie uważa, by komukolwiek innemu można zaufać. Taki Paweł Raczkowski ma 22 mecze w Lidze Europy, ale osiemnaście w grupie, najdalej doszedł do 1/8 finału, dlaczego nikt go nie chce popchnąć wyżej?
Po trzecie – brakuje nam świeżej krwi w Europie, impulsu, że nie tylko Marciniak potrafi, ale przecież brakuje nam go też w Ekstraklasie. W tym sezonie widzieliśmy jednego debiutanta: Rzucidłę. W poprzednim też jednego: Szczerbowicza. Czy to nie wydaje się wynikiem zbyt okrojonym, by nie powiedzieć – śmiesznym? Pamiętajmy, że mówimy o środowisku, w którym arbitrów trzeba zawieszać: na przykład dlatego, że po pijaku zabierają znaki, albo dlatego, że zarzuca się im znęcanie nad partnerką.
Mikulski zresztą broni się w ten sposób: mam krótką ławkę rezerwowych.
No, ale co zrobił, by ona była dłuższa? Rządzi od prawie czterech lat i po takim czasie stać nas tylko na jednego debiutanta w sezon? Jeśli coś nie działa w drużynie piłkarskiej, trener szuka nowych rozwiązań, czasem nieoczywistych. W drużynie sędziowskiej ewidentnie coś nie działa, ale trener tych rozwiązań nie szuka. Gra tymi samymi nazwiskami, licząc, że nagle będzie lepiej.
Cóż – nie jest.
Po czwarte funkcja szefa kolegium sędziów jest na tyle poważna, że po prostu trzeba ją pełnić na pełen etat. Mikulski jest jednak jednocześnie lekarzem, a to – przyznajmy – również bardzo odpowiedzialna rola. Skoro jest źle, bo jest źle i nikt nie jest w stanie temu zaprzeczyć, potrzebujemy człowieka, który skupi się na naprawie w pełni. Nie między pacjentami, nie po pacjentach, nie przed. Od rana trzeba być gotowym i zastanawiać się, co zrobić, by więcej nie dochodziło do takich historii jak w ćwierćfinale Pucharu Polski.
Może z arbitrami byłoby lepiej, gdyby Mikulski poświęcił się im w pełni, a nie tylko przez pół swojego czasu? Może, na pewno warto było spróbować. Natomiast teraz tego już nie chcemy sprawdzić, bo Mikulski miał okazję na tę decyzję wcześniej. Teraz po prostu chcemy zmiany na stanowisku i już darujemy sobie złośliwość, czy w równie kiepskiej kondycji, co sędziowie, jest gabinet kardiologiczny w Lublinie.
Pan Mikulski to z pewnością sympatyczny człowiek, którego można pochwalić choćby za to, że nie boi się konfrontacji i chętnie staje do wywiadów, by tłumaczyć kontrowersje albo błędy arbitrów. Natomiast to za mało – przeżyjemy mniejszą liczbę wywiadów, jeśli błędów sędziowskich też będzie mniej.
I do tego najwyraźniej potrzebny jest nowy szef.
CZYTAJ WIĘCEJ:
- Marciniak mętnie się tłumaczy, a protokół VAR ma w głębokim poważaniu
- Awans Legii i ogromna kontrowersja. Jagiellonia oszukana?
- Szymon Marciniak tłumaczy brak rzutów karnych z Legia – Jagiellonia
- W Pucharze Polski bez zmian: o tym, kto po niego sięgnie, decydują sędziowie
Fot. FotoPyk