Lechia chce być jak Atalanta. A dlaczego nie jak Barcelona?

Wojciech Górski

03 marca 2025, 14:10 • 5 min czytania 42

Reklama
Lechia chce być jak Atalanta. A dlaczego nie jak Barcelona?

Uroczego wywiadu udzielił „Gazecie Wyborczej” prezes Lechii Gdańsk Paolo Urfer. Jego klub funkcjonuje niczym Wodociągi Kieleckie – w sposób wzorcowy. Uczciwie wobec rywali odwiesza licencję, przejrzyście prezentuje strukturę właścicielską, a gdyby nie przeklęci pismacy – nie mógłby się opędzić od napływu sponsorów.

Reklama

Ale nam najbardziej podobało się inne stwierdzenie.

– Chcielibyśmy pójść w ślady takich klubów jak Feyenoord czy Atalanta. Te kluby stały się topowymi dzięki długotrwałej, ciężkiej pracy. Mamy wielkie ambicje, a naszym celem jest regularna gra w Europie – tak utopijną wizję maluje przed kibicami Paolo Urfer.

To miłe, że prezes patrzy w przyszłość, unosząc wysoko głowę. Problem jest taki, że unosząc ją za wysoko, można zacząć bujać w obłokach. Bo gdy spojrzymy na chwilę w dół, by zerknąć jak Lechia wygląda w teraźniejszości, ujrzymy obraz raczej przygnębiający. Klubu, będącego na przedostatnim miejscu w tabeli Ekstraklasy, zadłużonego po uszy, z zawieszaną co chwila licencją i niejasnymi powiązaniami właścicielskimi.

To tak, jakby kierowca ubera podjechał pod drzwi klienta zardzewiałym polonezem, a przez całą drogę nawijał mu o planach startu w Rajdzie Dakar – tym właśnie samochodem. Opowiadać można, tylko po co?

Reklama

Prezes Lechii jest zaskoczony

Paolo Urfer nie widzi oczywiście nic niewłaściwego w sposobie, w jaki Lechia odzyskała licencję. Oddajmy mu zresztą na moment głos:

– Jestem bardzo zaskoczony. Ani my, ani Ekstraklasa nie zrobiliśmy nic złego. Zawsze, w każdych warunkach, chcemy przede wszystkim działać zgodnie z prawem i w pełnej transparentności. Ten, tak zwany skandal, został wyolbrzymiony przez brak zrozumienia sytuacji – mówi.

Dobrze, skoro prezes Lechii nie rozumie, na czym polega problem, chętnie wytłumaczymy. Akurat tak się składa, że niedawno w swoim tekście sytuację klarownie przedstawił Szymon Janczyk. Oto co pisał na temat niebezpiecznego precedensu tworzonego przed gdański klub:

Lechia może wywalczyć utrzymanie piłkarzami, za których nie zapłaciła w ustalonym wcześniej terminie. To, że przełożyła płatność, że po paru miesiącach znalazła pieniądze (znalazła, bo spłynęły one np. z Ekstraklasy), nie ma większego znaczenia — klub kupował na kreskę, funkcjonował za coś, czego nie ma i jeszcze tak wszystkich wysterował, że w praktyce nic nie dało się z tym zrobić, bo w przypadku ostrej reakcji wierzyciele ryzykowali, że zostaną z niczym.

Reklama

W normalnej sytuacji klub, któremu nie spina się budżet, sprzedaje swoich piłkarzy po zaniżonej cenie rynkowej. Coś takiego zrobił Radomiak, który zimą pozbył się najlepszych zawodników, żeby mieć za co płacić w kolejnych miesiącach. Klub z Radomia nie jest przykładem wzorcowym, miewa przecież problemy z płaceniem na czas zawodnikom, nie uchodzi za ideał pod względem poukładania spraw finansowych. Niemniej zrobił to, do czego zmusiły go błędy organizacyjne, przeszacowanie budżetu. Poniósł tego konsekwencje, bo osłabił się sportowo, zmniejszając szanse na utrzymanie.

Lechia, która dawno temu deklarowała, że chce na transferach zarabiać, że po to ściąga talenty w wieku sprzedażowym, żeby robić na tym biznes, nie sprzedała nikogo. Ba, chce się wzmocnić, lecz wisi nad nią zakaz transferowy, który uniemożliwia jej zgłoszenie nowego zawodnika do rozgrywek. To niesprawiedliwość nie tylko względem jednego sąsiada z ligowej tabeli. Stal Mielec, Zagłębie Lubin, Korona Kielce i cała reszta też może się oburzać na to, co wyprawia Lechia, która może się utrzymać kosztem którejś z tych drużyn.

Prowadzący wywiad Krzysztof Romański skonfrontował zresztą Urfera z prostym zarzutem: Lechia wywalczyła awans dzięki piłkarzom, na których nie było jej stać.

– Udało nam się awansować, ponieważ graliśmy lepiej niż inne kluby. Kropka – ucina Urfer.

Reklama

Gadał dziad do obrazu.

Prezes Lechii jest transparentny

Zresztą pełna transparentność, deklarowana wcześniej przez samego prezesa Lechii, wylewa się z jego odpowiedzi pełnymi garściami. Zobaczcie sami:

Urfer o tym, czy bywa w klubie: – Staram się bywać na meczach domowych i wyjazdowych, co pozwala mi jak najlepiej odpowiadać na potrzeby drużyny i koordynować bieżącą pracę.

I już wiemy wszystko. Jak często bywa, dokładnie i precyzyjnie.

Reklama

O tym, czy prawdą jest, że nie stawił się na pierwszej rozprawie przeciwko Szymonowi Jadczakowi: – Mam zaufanie do polskiego wymiaru sprawiedliwości, nawet jeśli sprawy toczą się dość wolno. Jestem przekonany, że pewnego dnia prawda wyjdzie na jaw, a straty wizerunkowe i finansowe poniesione przez klub zostaną należycie zrekompensowane. Zapewniam, że będę się stawiał na każde wezwanie sądu. 

I już dokładnie i transparentnie wiemy, czy Paolo Urfer był obecny na pierwszej rozprawie przeciwko dziennikarzowi. A ściślej biorąc: nie wiemy. Jadczaka udało się za to obciążyć winą za brak klubowych sponsorów, a nawet zasugerować, że to przez jego publikacje Lechia jest tam, gdzie jest. Czyli w dupie.

Odpowiadanie w stylu rzecznika Wodociągów Kieleckich nie nudzi się jednak Urferowi, a cała rozmowa prowadzona jest przez niego w podobnym duchu. Szwajcar zaprzecza powiązaniom Mada Global z rosyjskimi funduszami, ale gdy chcemy dowiedzieć się czegoś więcej, znów natrafiamy na mowę-trawę.

– Fundusz private equity w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest regulowany przez Urząd ds. Papierów Wartościowych i Towarów (SCA). Kontrola nad źródłem funduszy jest bardzo ścisła. Wybraliśmy ten instrument do nabycia klubu nie dlatego, że chcieliśmy coś ukryć, ale dlatego, że istnieje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Polską, która może kiedyś okazać się bardzo korzystna dla prywatnych inwestorów…

Reklama

Wodociągi Kieleckie w sposób wzorcowy usuwają awarie…

Prezes Lechii jest ambitny

W tym całym ukrywaniu faktów Urferowi udało się jednak przekazać jedną ciekawą, a nawet bardzo ciekawą myśl. A można powiedzieć nawet więcej – cel, klubową ambicję.

Tajemniczy dubajski fundusz chce bowiem, by będąca na spadkowej pozycji Lechia rosła w siłę, budowała swoją potęgę i regularnie grała w europejskich pucharach. By była jak Feyenoord. Albo Atalanta.

Tylko czemu mierzyć tak nisko? A dlaczego nie jak FC Barcelona?

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ:

42 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala

Mikołaj Duda
1
Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala
Ekstraklasa

Media: Szwarga ma nowy klub! Będzie asystentem w Ekstraklasie

Jan Broda
7
Media: Szwarga ma nowy klub! Będzie asystentem w Ekstraklasie