Reklama

Poszukiwania napastnika i niezadowolony Moskal. Raport z obozu Wisły Kraków

Piotr Rzepecki

Autor:Piotr Rzepecki

30 czerwca 2024, 12:06 • 15 min czytania 12 komentarzy

Wisła Kraków zakończyła miniony sezon na 10. pozycji. Śmiało więc możemy klub z Krakowa nazwać pierwszoligowym średniakiem, który zawiódł na całej linii. Czy „Biała Gwiazda” odbije się od dna i pokaże, że rozgrywki 2023/2024 to była anomalia? Co prawda z napisaną piękną historią w Pucharze Polski ale z kompletną mizerią w lidze. Odwiedziliśmy Wisłę na letnim obozie, zajrzeliśmy za kulisy, zapytaliśmy o nastroje i przygotowania przed nadchodzącym sezonem.

Poszukiwania napastnika i niezadowolony Moskal. Raport z obozu Wisły Kraków

Piłkarze Wisły przygotowują się do sezonu w Woli Chorzelowskiej, niedaleko Mielca, podobnie jak w ostatnich latach. W ośrodku niczego nie brakuje, to piętrowy budynek z kilkoma boiskami. Na terenie kompleksu znajduje się restauracja do dyspozycji zawodników, a całość jest otoczona malowniczym lasem. Nic tylko trenować w spokoju i przygotowywać się do intensywnego początku sezonu.

No właśnie – jak będzie wyglądał kalendarz „Białej Gwiazdy” na starcie rozgrywek? Wiemy na pewno, że zarówno mecz o Superpuchar Polski z Jagiellonią Białystok, jak i spotkanie pierwszej kolejki z ŁKS-em nie odbędą się w pierwotnych terminach. PZPN ostatnio zakomunikował, że jest w stałym kontakcie zarówno z „Jagą”, jak i Wisłą Kraków i wkrótce związek ustali dogodny termin, by rozegrać to spotkanie. Na dziś możliwy jest wrzesień, choć ciężko wskazać choćby orientacyjną datę meczu w Białymstoku. Mistrz Polski także może mówić o nawałnicy spotkań z uwagi na występy w europejskich pucharach.

Jeśli z kolei chodzi o mecz z ŁKS-em, którym Wisła miała rozpocząć sezon ligowy, to na prośbę „Białej Gwiazdy” został on przełożony. – Wniosek ten podyktowany jest nagromadzeniem meczów w lidze i w europejskich pucharach zaplanowanych na lipiec. Nowy termin spotkania zostanie podany po zatwierdzeniu przez PZPN, kluby i nadawcę sygnału telewizyjnego – czytamy w komunikacie Wisły Kraków.

Wisła Kraków – Llapi. Pełny stadion na Reymonta? Problemy z komunikacją

Pierwszym oficjalnym meczem Wisły Kraków w nowym sezonie będzie spotkanie I rundy eliminacji Ligi Europy z kosowskim Llapi. Mecz przy Reymonta odbędzie się 11 lipca, choć pierwotnie pierwsze starcie miało odbyć się w Kosowie, a rewanż Wisła miała rozegrać przed własną publicznością. Powód zmiany? 11 lipca w kosowskim Podujewie zostanie rozegrany mecz I rundy el. Ligi Konferencji między miejscową Malishevą a czarnogórskim Buducnost.

Reklama

Dwa spotkania pod egidą UEFA rozgrywane tego samego dnia stanowiłyby problem dla organizatorów, jeśli chodzi o zabezpieczenie spotkań, kwestie policji i ochrony. Stąd nie było możliwe, by pierwsze starcie Wisła rozegrała na wyjeździe, skorzystano z furtki i dokonano zmian.

Czy to dobrze? W pewnym sensie tak, bo Wisła Kraków, która miała bardzo długą przerwę w rozgrywkach europejskich (ostatnie spotkanie ze Standardem Liegie zostało rozegrane wiosną 2012 roku). Organizacja meczu i dostosowanie się do wszelkich wymogów europejskiej federacji będzie więc dla Wisły pewną nowością.

Jak usłyszeliśmy stresu przed meczem nie brakuje. Pojawił się także problem komunikacyjny na linii Llapi – Wisła. Okazuje się bowiem, że cały dział medialny i osoby wyznaczone do współpracy z Wisłą nie są stricte pracownikami klubu wicemistrza Kosowa, a są narzucane przez… federację.

Z kolei z dobrych informacji, to możemy w ciemno założyć, że kibice Wisły Kraków licznie przyjdą na stadion 11 lipca, by dopingować swój zespół. Pora co prawda wakacyjna, jednak stęsknieni za grą w Europie fani najpewniej będą chcieli pomóc na trybunach. Dodajmy, że wszystkie dostępne miejsca na stadionie przy Reymonta będą dostępne dla wiślaków, kilka dni temu bowiem Llapi wydało komunikat, że z Kosowa nie przyjedzie zorganizowana grupa kibiców.

Kadra nie jest kompletna. Napastnik to najbardziej paląca pozycja

Pierwszy mecz Wisły Kraków w Europie jest więc trochę niewiadomą pod kątem organizacji. Ale i nie brakuje wątpliwości co do kwestii czysto sportowych. Nie jest tajemnicą, że kadra Wisły Kraków nie jest kompletna i gotowa na pełen wyzwań początek sezonu, czyli mityczną grę co trzy dni.

Jarosław Królewski zdradził na Twitterze, że zespół wzmocni jeszcze trójka bądź czwórka zawodników. Prezes Wisły apelował o cierpliwość i zapewniał, że są toczone rozmowy.

Reklama

Podsumujmy, zespół po sezonie opuściło dziewięciu zawodników, z Miki Villarem czy Szymonem Sobczakiem na czele. Do klubu z Krakowa trafiła z kolei dwójka: Olivier Sukiennicki (ósemka) i Rafał Mikulec (lewy obrońca). Co prawda wróciło także kilku zawodników w wypożyczeń, ale Kazimierz Moskal wciąż ma nie ma wystarczającej liczby piłkarzy w kadrze.

Nowy-stary trener Wisły nie ukrywał zresztą niezadowolenia jeśli idzie o przygotowania do rozgrywek. Na horyzoncie puchary i start ligi, a jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Szczególnie biednie wygląda formacja ataku, gdzie trener ma do dyspozycji wyłącznie Angela Rodado.

Rodado: Po finale na Narodowym byliśmy szczęśliwi, miesiąc później zdruzgotani

Zamieniliśmy z Hiszpanem kilka słów. Najskuteczniejszy piłkarz minionego sezonu pierwszej ligi zapewniał, że mimo wielu ofert on się z Wisły Kraków nie rusza. Powiedział także o końcówce minionego sezonu i tej zapaści po finale Pucharu Polski.

Dużo się wokół ciebie dzieje. Łączy z wieloma klubami. To męczące czy nie wpływa na ciebie, na twoje przygotowanie?

Nie myślę o tym. Kiedy trenujemy, koncentruję się na tym. To nie jest w ogóle coś, czym zaprzątam sobie aktualnie głowę.

Kraków to twój drugi dom?

Oczywiście, świetnie się tutaj czuję. Dobrze mi się żyje i też w samym klubie fantastycznie się odnajduję. Mamy bardzo dobry zespół, świetną atmosferę w drużynie.

Czym różni się dzisiejszy Angel Rodado od tego, który trafił do Wisły dwa lata temu?

Dwa lata temu nie miałem specjalnie żadnych oczekiwań. Nie wiedziałem wiele o polskie lidze (śmiech). To było dla mnie coś nowego, Wisła to mój pierwszy zagraniczny klub. Początek był rzeczywiście trudny, wejście do zespołu nie było łatwe, ale teraz czuję się świetnie.

Co było najtrudniejsze w polskiej lidze dla ciebie żeby się przystosować?

Szczerze mówiąc, nie jestem odpowiednim gościem, żeby to porównać, nigdy tego nie analizowałem. Odnajduję się w zespole, moją rolą jest strzelanie bramek. To wszystko.

No właśnie – strzelanie bramek. W zeszłym sezonie strzeliłeś aż dwadzieścia sześć. Jak to się robi?

Oczywiście z pomocą kolegów i ze wsparciem kibiców. Te liczby to nie jest tylko moja zasługa czy tylko mój sukces. To efekt wspólnej pracy.

Czuję zaufanie kolegów z drużyny i ich wsparcie, bez nich nie byłoby to możliwe, ale nie traktuję tego wyniku jako czegoś dużego. Ubolewam, że to nie wystarczyło, byśmy wywalczyli awans do Ekstraklasy.

Napastnika cieszą bramki, ale dla mnie najważniejsze są cele drużynowe. Czy te gole finalnie dały na przykład awans? Nie. Nie jestem więc szczęśliwy, ale oczywiście taki wynik cieszy i w nadchodzącym sezonie będę starał się go jeszcze poprawić.

Wrócę do pytania o przyszłość – uważasz, że twoja misja w Wiśle Kraków się jeszcze nie skończyła?

Oczywiście. Kiedy przyszedłem tutaj dwa lata temu, to cel był jasny – żeby awansować. I to się nie zmieniło. Jestem dumny, że wygraliśmy Puchar Polski, ale po dwóch latach gry cały czas jesteśmy w pierwszej lidze. Przez cały ten okres zrobiliśmy kawał pracy, były fantastyczne momenty, ale to wciąż nie wystarczyło, by zrealizować najważniejszy cel, jakim jest awans.

Wiesz może co się wydarzyło po finale Pucharu Polski? Na cztery ligowe mecze trzy przegraliście, raz zremisowaliście i pozbawiliście się szans na grę w barażach.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Po prostu nie wiem. Myśleliśmy, że zwycięstwo w Pucharze Polski sprawi, że będziemy mocniejsi i bardziej zmotywowani, ale wszystko się wywróciło do góry nogami. Nie mogliśmy wygrać ani jednego meczu, sam się zastanawiam, jak to możliwe z taką jakością, którą mieliśmy. Traciliście mnóstwo bramek, otrzymywaliśmy w łatwy sposób czerwone kartki.

Po finale z Pogonią powtarzaliście, że to jeszcze nie koniec. Że prawdziwe świętowanie odbędzie się miesiąc później. Tymczasem przyszła jakaś zapaść.

Długo to analizowaliśmy. Po wygranym pucharze wszyscy byliśmy szczęśliwi, a miesiąc później kompletnie zdruzgotani.

Co mówi ci hasło „europejskie puchary”?

Zobaczymy, co się wydarzy (śmiech). To dla nas na pewno duże wyzwanie, ale też wielka możliwość pokazania się na międzynarodowej scenie i konfrontacja z zawodnikami nie tylko z Polski, ale też z innych krajów.

Czekają nas minimum cztery mecze, ale mam nadzieję, że zagramy zdecydowanie więcej.

Awans do europejskich pucharów to może być wymarzony start, ale z drugiej strony możecie sobie utrudnić życie, szybko odpadając z eliminacji europejskich pucharów i gubiąc punkty w lidze.

Wiem, o czym mówisz. Ale dla mnie zdecydowanie bardziej istotny jest koniec sezonu. Jaką będziemy mieć formę w końcówce rozgrywek, bo jak pamiętasz po zeszłym sezonie, to jest bardzo istotne.

Europejskie puchary to bardzo kusząca wizja, ale pamiętamy jaki jest nasz główny cel na ten sezon.

Myślę, że podobnie będzie w meczu o Superpuchar z Jagiellonią, kiedykolwiek go zagramy (śmiech). Jesteśmy zespołem z drugiej ligi, będziemy mierzyć się z mistrzem kraju. Presja nie będzie po naszej stronie.

W eliminacjach do europejskich pucharów też nie będziemy pod jakąś ścianą. Oczywiście, że chcemy awansować, nie ma tutaj żadnych wymówek, ale jeśli nie wszystko pójdzie po naszej myśli, będziemy musieli wyczyścić nasze umysły, zapomnieć o tym i grać dalej jak najlepiej w lidze. Bo awans to nasz główny cel.

Wizja gry co trzy dni wpływa jakoś na wasze przygotowania? Kalendarz na początku sezonu wydaje się napięty.

Jeśli będziemy mieli skompletowany skład na nowy sezon, to nie powinno być problemu. Teraz trener Kazimierz Moskal testuje różne opcje, sprawdza wielu zawodników. Musimy jednak mieć odpowiednio szeroki skład, by się regenerować i być gotowym na grę co trzy dni.

Jak wyglądało wejście Kazimierza Moskala do szatni?

Przygotowanie przebiegają dobrze, ale wiele odpowiedzi poznamy, gdy zacznie się sezon. Ja czuję się bardzo dobrze, rozumiem założenia i pomysł na grę Kazimierza Moskala.

Porównałbyś go jakoś do trenera Alberta Rude?

Każdy szkoleniowiec jest inny. Ma swój pomysł. Od trenera Rude nauczyłem się bardzo dużo. Współpraca układała się bardzo dobrze, ale finalnie nie osiągnęliśmy tego, co sobie zakładaliśmy.

Formacja ataku w Wiśle dużo straciła na odejściu Szymona Sobczaka?

Będzie wyglądała na pewno inaczej. Klub pewnie kogoś pozyska do ataku, ale muszę powiedzieć, że bardzo dobrze czułem się w duecie napastników z Szymonem. Mieliśmy fajną chemię, lubiłem z nim grać.

Chciałbyś coś zmienić w swojej grze albo któryś z elementów poprawić?

Czuję się dobrze. Podobnie jak moi koledzy, musimy się skupić na pracy, treningu i jak najlepiej wystartować.

Masz cele indywidualne przed sezonem? Liczbę goli, które chcesz strzelić?

Kiedy sezon się zacznie, zaplanuje sobie, ile chcę zdobyć goli, ale pozwól, że zatrzymam to dla siebie (śmiech). I zobaczymy, czy uda się ten cel osiągnąć.

***

Najgłośniej w kontekście Rodado mówiło się o zapytaniu ze strony Lecha Poznań. Według naszej wiedzy Wisła szybko ucięła temat, słysząc niezadowalające propozycje. To nie były jednak oficjalne złożone oferty, a wstępne zapytania za autora 26 trafień w minionym sezonie.

Na dziś możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że Rodado w Wiśle zostanie do wypełnienia kontraktu. Latem 2025 roku jednak ustawi się po niego kolejka chętnych i „Biała Gwiazda” nie będzie miała nic do powiedzenia. No chyba, że klub wywalczy awans i napastnik przedłuży kontrakt. Bo w Krakowie czuje się fantastycznie, tryska optymizmem i póki co ani nie myśli o przeprowadzce.

Wisła Kraków i transfery. Kto może trafić do klubu tego lata?

Poza wspomnianą formacją ataku, gdzie trener Moskal ma do dyspozycji tylko Angela Rodado, wzmocnień potrzebuje także pozycja lewego obrońcy – obecnie zdrowy i gotowy do gry jest tylko sprowadzony z Resovii Rafał Mikulec, grał zresztą od 1. minuty w sparingu z Puszczą Niepołomice właśnie na tej stronie. Transfer do Bolonii dopina Jakub Krzyżanowski, a Dawid Szot jest kontuzjowany, więc lewa obrona potrzebuje wzmocnień. Środek obrony wydaje się odpowiednio zabezpieczony (Alan Uryga, Igor Łasicki, Joseph Colley), podobnie zresztą z prawą stroną, gdzie gra Bartosz Jaroch oraz Kuba Wiśniewski, 20-latek, który trenuje z pierwszym zespołem.

W środku pola nie wygląda to także źle, bo Moskal ma do dyspozycji Kacpra Dudę, Marka Carbo, Patryka Gogóła, Igora Sapałę czy Piotra Starzyńskiego, który wrócił z wypożyczenia z Górnika Łęczna.

Ofensywa jednak ma największe braki kadrowe, bo w nadchodzącym sezonie Kazimierz Moskal nie będzie mógł liczyć na Michała Żyrę, Szymona Sobczaka, Mikiego Villara, a dyspozycja Goku czy Jesusa Alfaro w końcówce minionego sezonu dawała sporo do życzenia.

Moskal: Mam plan na Wisłę. Chcemy grać atrakcyjnie, ale i odpowiedzialnie

O osamotnionym Rodado na „dziewiątce” już wspominaliśmy. Temat napastnika jest ponoć dopinany, a sprowadzenie go absolutnie kluczowe.

Zamieniliśmy też kilka zdań ze Starzyńskim, jak zmieniła się jego perspektywa po rocznym pobycie w Górniku Łęczna i jak ocenia swój rozwój na wypożyczeniu.

Starzyński: Najlepiej wspominam trenera Gulę. Stawiał na młodych zawodników

Co ci dało wypożyczenie do Górnika Łęczna?

Złapałem pewność siebie, to bardzo ważne. Dostałem trochę minut, strzeliłem trzy bramki. Nie żałuję tej decyzji, to był dobry wybór.

Kiedy pojawiła się ta oferta, to był moment zawahania?

Nie. Od razu wiedziałem, że to krok w dobrą stronę. Trener Ireneusz Mamrot do mnie zadzwonił, przedstawił plany na mój rozwój. Wiedziałem, że pobyt w Łęcznej mi dobrze zrobi.

Miałeś taki komunikat ze strony Wisły, że lepiej iść na wypożyczenie, bo w Krakowie będzie trudno o minuty?

Nie było żadnego nakazu, ale piłkarz czuje takie rzeczy, że być może lepiej byłoby pójść na wypożyczenie. Złapać minuty.

Nie grałem za dużo u trenera Radosława Sobolewskiego i szukałem różnych możliwości. Wtedy pojawiła się szansa na wypożyczenie do Łęcznej. Długo się nie zastanawiałem.

Wydawało się, że Górnik Łęczna będzie grał o trochę inne cele, ale finalnie zakończył sezon o pięć pozycji wyżej nad Wisłą.

To jest piłka, nie przewidzisz tego. Walczyliśmy z Górnikiem o najwyższe cele, chociaż były trudne momenty, jak chociażby odejście trenera Mamrota.

Fajnie, że udało się awansować do baraży, ale oczywiście szkoda, że przegraliśmy z Motorem Lublin w półfinale.

Miałeś duży żal do trenera Pavola Stano, że w tym spotkaniu nie podniosłeś się z ławki?

Była sportowa złość, ale myślę, że to jest normalne. Każdy piłkarz chce grać. Tak trener zadecydował i trzeba było się z tym pogodzić.

Pompka przed meczem była spora?

Na pewno. To były baraże, dodatkowo spotkanie derbowe. Dało się to odczuć. Duże napięcie przed meczem i wielkie rozczarowanie po.

Ty, Mateusz Młyński i Enis Fazlagić trzymaliście się cały czas razem?

W Górniku była super atmosfera. Mieliśmy dobrą chemię ze wszystkimi piłkarzami w drużynie. Nie było grupek. Wszyscy się razem trzymaliśmy.

Rozmawiałem z Adrianem Gulą i bardzo często wspominał twoje nazwisko. On lubił stawiać na młodych piłkarzy. Czuć było od niego takie zaufanie, którego być może nie otrzymywałeś później?

Trener Gula dużo rozmawiał ze mną. Podpowiadał mi podczas treningów i meczów. Bardzo mi pomógł w rozwoju.

Później przyszedł Jerzy Brzęczek.

I też stawiał na młodych zawodników. Myślę, że ja i inni młodzi piłkarze to wykorzystaliśmy. Co prawda wyniki nie były wtedy najlepsze.

Którą współpracę najlepiej wspominasz?

Z trenerem Gulą bardzo dobrze mi się pracowało. Fajne treningi, inny pomysł na grę.

Pozostali trenerzy też oczywiście mieli swoją koncepcje, swój pomysł na to, jak ma grać drużyna i ciężko ich porównać. Każdy z trenerów dał mi dużo, jeśli chodzi o rozwój.

Trener Gula uchodził za bardzo dobrego szkoleniowca. Jak myślisz, dlaczego jego praca w Wiśle trwała tak krótko?

Na początku to fajnie ruszyło. Wygraliśmy wysoko z Zagłębiem Lubin i wydawało się, że będziemy grać o wyższe cele. Później to przystopowało. Zastanawialiśmy się, co można zmienić, dlaczego wyniki były słabsze. Teraz się tego nie dowiemy.

Kazimierz Kmiecik powiedział, że cały czas układa sobie wszystko w głowie i zastanawia, dlaczego Wisła Kraków spadła. Jak to wyglądało z perspektywy 18-letniego zawodnika?

Był to duży szok. Nigdy wcześniej czegoś takiego oczywiście nie doświadczyłem. Ja wtedy byłem kontuzjowany, generalnie to był dla nas wszystkich bardzo trudny czas. Myślę, że sytuacja nie do wyobrażenia przed sezonem. Bez wątpienia najbardziej dramatyczne wspomnienie piłkarskie.

A najlepsze?

Debiut w Ekstraklasie. Mecz w styczniu 2021 roku z Piastem Gliwice. Spotkanie niezwykłe, niestety przez nas przegrane.

Nie spodziewałem się, że debiut tak szybko nadejdzie. Zacząłem trenować z pierwszym zespołem zimą, przed rundą rewanżową. Kilka tygodni później dostałem debiut. Wspominam fajnie, bo to było ogromne przeżycie.

Jak oceniłbyś potencjał waszego składu?

Myślę, że mamy obecnie mocny zespół. Będziemy walczyli o awans, ale też będziemy twardo stąpać po ziemi. Doświadczyłem tego w Górniku Łęczna, że pierwsza liga jest bardzo wyrównana, jest mnóstwo silnych drużyn.

Początek sezonu wydaje się bardzo ekscytujący.

Wizja w gry w europejskich pucharach jest niesamowita, świetnie byłoby dobrze wystartować, jednak zachowujemy chłodne głowy. Znamy swoje możliwości i cele na nadchodzący sezon. Do każdego meczu będziemy podchodzić z myślą o wygranej.

Od kogo w szatni Wisły może młody chłopak najwięcej się nauczyć?

Alan Uryga jest bardzo pomocny. To z krwi i kości kapitan. Podpowiada na boisku, czasami krzyknie (śmiech). Igor Sapała też pomaga, czuć od niego spokój, wiele można podpatrzeć. Generalnie uważam, że mamy fajną szatnię z charakterami, piłkarzami dzielącymi się swoją wiedzą.

***

Przed Wisłą Kraków jeszcze jeden sparing przed sezonem (pierwszy, z Puszczą Niepołomice, w eksperymentalnym składzie, został przegrany 0:1). Ogłoszenie rywala ma nastąpić wkrótce. W Wiśle panuje spokój, nikt się nie „podpala” słysząc o grze w europejskich pucharach.

Bardzo możliwe, że „Białą Gwiazdę” czeka aż trzynaście meczów na przestrzeni ośmiu tygodni (siedem meczów w lidze i cztery pewne konfrontacje w europejskich pucharach oraz potencjalny dwumecz w przypadku awansu w kolejnej rundzie). Do wrześniowej przerwy na kadrę piłkarze Wisły mogą mieć w nogach spokojnie po ponad 1000 minut. Nie wspominając o potencjalnych dogrywkach itd.

Brzmi to bardzo ciekawie. Będziemy się przyglądać, bo pierwszoligowiec walczący o awans do europejskich pucharów to ogromna rzadkość. Co jednak może uspokoić kibiców Wisły, to pełna świadomość celów na sezon, spokój bijący od piłkarzy i sztabu. W zasadzie największa bolączka to kwestie kadrowe, choć wydaje się, że wkrótce wspomniana trójka czy czwórka zawodników dołączy do drużyny, by ta była odpowiednio zbudowana na nadchodzący sezon.

WIĘCEJ O WIŚLE KRAKÓW:

Fot. Newspix

Urodził się dzień po Kylianie Mbappe. W futbolu zakochał się od czasów polskiego trio w Borussi Dortmund. Sezon 2012/13 to najlepsze rozgrywki ever, przynajmniej od kiedy świadomie śledzi piłkarskie wydarzenia. Zabawy z kotem Maurycym, Ekstraklasa, powieści Stephena Kinga.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

12 komentarzy

Loading...