Reklama

Wreszcie są mistrzami. Jayson Tatum i Jaylen Brown, czyli najlepszy duet NBA?

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

18 czerwca 2024, 13:56 • 7 min czytania 2 komentarze

Gdyby historia ułożyła się trochę inaczej, obaj graliby obecnie w Brooklyn Nets. Filozofia tamtego klubu, zakładającą wygrywanie „tu i teraz”, sprawiła jednak, że dwójka młodych Amerykanów trafiła w kolejno 2016 i 2017 roku do Boston Celtics. Jayson Tatum i Jaylen Brown mieli swoje kryzysy i bolesne porażki. Ale wierzyli w siebie, a klub wierzył w nich. Teraz sprowadzili Celtom rekordowy, osiemnasty tytuł NBA.

Wreszcie są mistrzami. Jayson Tatum i Jaylen Brown, czyli najlepszy duet NBA?

Był 27 czerwca 2013 roku. Brooklyn Nets, którzy od trzech lat znajdowali się w rękach rosyjskiego miliardera Michaiła Prochorowa, dobili targu z Boston Celtics. Pozyskali 37-letniego Kevina Garnetta, 35-letniego Paula Pierce’a oraz 35-letniego Jasona Terry’ego (a także D. J. White’a, który rok później już nie grał w NBA). W zamian oddali rywalom z Konferencji Wschodniej kilku mało istotnych graczy, ale też trzy wybory w drafcie oraz tak zwane „swapping rights”.

W tamtym czasie Nets wierzyli, że trójka podstarzałych gwiazd ma jeszcze trochę paliwa w baku i doprowadzi ich do sporych sukcesów. Skończyło się jednak inaczej. W przeciągu paru sezonów Brooklyn spadł na dno. A że władze klubu pozbyły się wyborów w drafcie, to na ich nieszczęściu mieli skorzystać właśnie Boston Celtics.

W 2016 roku siedemnastokrotni mistrzowie NBA wykorzystując wybór Brooklynu, pozyskali 19-letniego Jaylena Browna. Rok później natomiast użyli wspomnianych „swapping rights” (czyli zamienili się wyborem z Nets) i niedługo później podpisali kontrakt z kolejnym obiecującym młodzieńcem z draftu, czyli Jaysonem Tatumem. Świat NBA wówczas jeszcze nie poczuł istoty wspomnianych wydarzeń, ale wkrótce miało się to zmienić.

Z perspektywy czasu wymiana na linii Nets – Celtics jest jednym z najważniejszych ruchów transferowych w historii ligi. Gdyby nie niecierpliwość Prochorowa oraz spółki, ekipa Bostonu być może nie należałaby obecnie do elity NBA. Nie pokonałaby dziś Dallas Mavericks i nie świętowała zdobycia osiemnastego mistrzostwa.

Reklama

Mistrzowie

– To efekt pełnej zespołowej współpracy. Dzielę to z moimi braćmi i z moim kompanem, Jaysonem Tatumem. Był ze mną od początku. Mam w dupie to, co ktokolwiek mówi. My zawsze wychodzimy na boisko i gramy w koszykówkę – mówił po odebraniu nagrody dla MVP Finałów Jaylen Brown, wbijając szpilkę krytykom. W innych wypowiedziach 27-latek chwalił chociażby Paytona Pritcharda, cennego rezerwowego, który w ostatnim meczu trafił rzut z połowy. Nigdy nie starał się jednak „odseparować” od Tatuma. – Brak mi słów na to, co zrobił i co poświęcił w tym roku. To mój brat do końca życia – dodawał.
Obecnie trudno nie nazywać gwiazd Celtics jednym z najlepszych duetów w NBA, a być może nawet najlepszym. To rzadki obrazek – obserwować dwóch graczy, którzy po pierwsze, mają olbrzymi talent, po drugie, przepadają za sobą, a po trzecie, znakomicie uzupełniają się na boisku. Zarówno Tatum, jak i Brown potrafią zdobywać punkty na wszystkie sposoby. A także bronić najlepszych strzelców drużyn przeciwnych.

– Ciągniemy się do przodu. Często gramy jeden na jeden po treningach – mówił w trakcie finałów Tatum. – Myślę, że naszym kolejnym krokiem będzie jeszcze lepsza współpraca na boisku. „JB”, jak zaczynał, bywał określony jako zawodnik, który nie potrafi rzucać. A potem zaczął trafiać za trzy z 38-40% skutecznością i zagrał w Meczu Gwiazd. Nie mogłem nie cieszyć się jego sukcesem. Przed każdym sezonem, mamy to samo podejście: ja staję się lepszy i on staje się lepszy. Nigdy nie ustajemy. Jesteśmy dwoma najbardziej głodnymi graczami w lidze.

Słowa Jaysona mają swoje poparcie w rzeczywistości. Tatum i Brown nie mieli w NBA aż tak piorunującego startu jak Luka Doncić czy nawet Trae Young. Poprawiali się z roku na rok, żeby dopiero w okolicach czwartego, piątego sezonu dołączyć do ścisłego grona najlepszych zawodników w lidze.

Musieli też sporo przegrać, żeby nauczyć się wygrywać.  Tatum oraz Brown co prawda nigdy nie byli członkami słabej ekipy – Celtics od 2016 roku regularnie wygrywali około 50 meczów w sezonie regularnym – ale każda porażka w półfinale, finale konferencji albo w finale NBA była dla nich lekcją.

Reklama

Oglądałem finały z 2022 roku już z cztery albo pięć razy. Tak samo finały konferencji z zeszłego sezonu. Jestem zdania, że możesz uczyć się na podstawie wszystkiego. Wyłączyć emocje, analizować to, co się stało i myśleć, co mogłeś zrobić inaczej – opowiadał na konferencji prasowej Brown.

W 2018 roku ten sam zawodnik usłyszał pytanie dziennikarki Taylor Rooks dotyczące tego, ile mistrzowskich tytułów spodziewa się zdobyć przed ukończeniem 28. roku życia. Odpowiedział, że pięć. Życie sportowca go mocno zweryfikowało, bo zdąży zdobyć tylko jedno. Czasem jednak pojedyncze zwycięstwo po serii porażek potrafi smakować najlepiej.

MVP mógł być tylko jeden

Brown i Tatum co roku słyszeli w amerykańskich mediach to samo. Że nie mogą koegzystować na boisku. Że razem nic nie wygrają. Że lepiej dla nich obu byłoby pełnić rolę lidera zespołu, niż dzielić się tym zaszczytem. Do klubowych biur presja z zewnątrz jednak nigdy nie docierała.

W 2023 roku dostaliśmy tego najlepszy dowód. Jaylen Brown otrzymał kontrakt w wysokości niespełna 304 milionów dolarów. Najwyższy w historii amerykańskich rozgrywek. Stało się absolutnie jasne, że Celtics nie wyobrażają sobie zespołu bez niego.

O ile Jayson przez bycie najlepszym młodym Amerykaninem w NBA, miał zazwyczaj nad sobą parasol ochronny (choć nie zawsze), tak Brown wielokrotnie musiał mierzyć się z krytyką. Głównym zarzutem w stosunku do niego było to, że słabo operuje lewą ręką. Po podpisaniu nowego kontraktu słyszał też, że jest przepłacony. – Wiem, jak to może zabrzmieć, ale Celtics muszą wykonać ruch. Duet Tatum i Brown niezbyt działa. Bo Brown to samiec alfa, a Tatum jest lepszym graczem. Gdybyś jednak sprowadził Andrewa Wigginsa i Jordana Poole’a z Warriors, to Tatum byłby niekwestionowanym zawodnikiem numer jeden – mówił w 2023 roku Colin Cowherd, czołowa „gadająca głowa” w amerykańskim sporcie.

Oczywiście, Brown dalej nie jest zawodnikiem, o którym możemy powiedzieć, że zasługuje na bycie najlepiej opłacanym koszykarzem na świecie. Bo jednak trudno wymieniać go w jednym gronie z Nikolą Jokiciem, Luką Donciciem czy Joelem Embiidem. Ale pomysły co do pozbycia się amerykańskiego skrzydłowego z Bostonu, brzmią obecnie śmiesznie.

To właśnie Jaylen najpierw otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika finałów konferencji. A dzisiaj dla najlepszego gracza wielkich finałów NBA. Co ciekawe, przed kilkoma dniami Tatum został zapytany o scenariusz, w którym to jego kolega z drużyny zostałby indywidualnie nagrodzony, a nie on. I zdecydowanie pokazał klasę.

– Isiah Thomas nie wygrywał MVP finałów za każdym razem. Tim Duncan nie wygrywał MVP Finałów za każdym razem. Larry Bird to samo. Steph Curry ma tylko jedną taką statuetkę. Kobe zdobył dwie na pięć mistrzostw. Jako zawodnik chcesz wygrać i osiągnąć wszystko, co możliwe, oczywiście. Ale nie byłbym w najmniejszym stopniu smutny, gdybym nie został MVP Finałów. Byłbym za to w siódmym niebie, bo wygrałem mistrzostwo – odpowiedział.

Albo dzieci, albo czas na Harry’ego Pottera

Tatuma i Browna łączy talent sportowy, ale poza parkietem poszli nieco inną drogą. Pierwszy od 19. roku życia wychowuje syna, którego regularnie zabiera na swoje mecze. Drugi mówił natomiast, że jest singlem, nie ma rodziny i przed finałami, kiedy jego zespół miał dziesięć dni przerwy, w wolnym czasie głównie oglądał Harry’ego Pottera.

Dodał też, że gdyby sam trafił do słynnego świata czarodziejów, uczęszczałby do Gryffindoru, a postacią, z którą najbardziej się identyfikuje, jest Hermione Granger. Trudno uznać te słowa za przypadkowe, bo Brown też ma w sobie coś z kujona. Jako uczelnię wybrał UC Berkeley, ze względu na mocny program akademicki. Był tam członkiem nie tylko drużyny koszykarskiej, ale grał też w szachy. A już w trakcie kariery w NBA zdarzyło mu się poprowadzić wykład na Harvardzie. W międzyczasie został również wiceprezydentem Związku Zawodników.

Życie Tatuma kręci się natomiast głównie wokół koszykówki i rodziny. Można nawet zażartować, że dojrzały był od zawsze. W 2013 roku, jako 15-latek, wrzucił na Youtube filmik, na którym pokazuje, jak właściwie… zawiązać krawat. Po latach to nagranie stało się viralem i uzbierało ponad osiem milionów wyświetleń.

W 2024 roku Jayson postanowił nagrać kolejny tutorial. Tym razem w ramach żartu pokazał, jak zawiązać buta. Niezależnie od tego, czy był to jego pomysł, czy posłuchał się pijarowych głów, trzeba przyznać, że pokazał spory dystans do siebie. A wracając jeszcze do czasów, gdy Tatum miał naście lat – jego dobrym kolegą ze szkoły był Matthew Tkachuk. Obecnie znakomity hokeista, który za parę dni może wraz z Florida Panthers wygrać Puchar Stanleya.

Tatum swoje trofeum już zdobył. Niby czekał na nie bardzo długo, a jednak wciąż ma dopiero 26 lat. Brown w październiku skończy natomiast 28. W teorii to, co najlepsze, może być jeszcze przed nimi.

Ostatnie lata w najlepszej lidze świata uczyły jednak wszystkich pokory. Ostatnim klubem, który obronił tytuł mistrzowski, byli Golden State Warriors w 2018 roku. Ta sztuka nie udała się zatem Toronto Raptors, Los Angeles Lakers, Milwaukee Bucks albo Denver Nuggets.

Czy zatem Celtics zaczną faktycznie kolekcjonować tytuły? Zobaczymy. Ale Brown i Tatum bez wątpienia udowodnili, że warto było mieć co do nich cierpliwość. Są być może najlepszym duetem w NBA. A już na pewno bólem głowy starych władz Brooklyn Nets.

KACPER MARCINIAK

Czytaj więcej o Boston Celtics:

Fot. Newspix.pl

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Koszykówka

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

2 komentarze

Loading...