Reklama

#Nikogo. Mecz Śląska stracił sens, zanim się w ogóle zaczął

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

25 maja 2024, 20:12 • 4 min czytania 32 komentarzy

Kiedy jechałem z Wrocławia do Częstochowy, towarzyszyło mi słońce, przy jakim chętnie wylegiwałbym się na wakacjach. Zaburzyła to chwila opadów deszczu, ale dosłownie chwila, tak żeby akurat zamoczyć opony i trochę wyczyścić karoserię. Nic groźnego, a na pewno pikuś przy tym, co bóg Ekstraklasy zesłał do Częstochowy pół godziny przed planowanym rozpoczęciem meczu.

#Nikogo. Mecz Śląska stracił sens, zanim się w ogóle zaczął

Jest tutaj pewna symbolika. Inny bóg zapukał do bram Jasnej Góry i być może stwierdził – jak kiedyś Bóg sprawdził Arkę Noego – że rzuci wyzwanie stadionowi Rakowa. Posłał burzę, silny deszcz i grad. Murawę, dosłownie w zaledwie 15 minut, zalało, a ktokolwiek chciał wystawić się na strzały z niebios, mógł poczuć duży dyskomfort przez małe, białe kulki.

Powódź pod Jasną Górą – tak, to byłby świetny tytuł, gdyby nie fakt, że sytuację ostatecznie udało się uratować. Ale jednocześnie współczuję kibicom i piłkarzom, a szczególnie tym pierwszym, że musieli przeżyć ostrą nawałnicę bez zadaszenia. Gdyby można było ocenić stadion Rakowa na Bookingu, dostałby ode mnie okrąglutkie 2 na 10. Kiedy pogoda dopisuje, daje radę i na jego mankamenty można przymknąć oko. Ale jeśli pojawia się jakiekolwiek oberwanie chmury, chce się wysłać ten obiekt w diabły.

Reklama

Tym drugim, czyli piłkarzom, współczuję ze względu na stan murawy. Sam wiem i widziałem na przykładzie innych, ile szkód potrafi wyrządzić doszczętnie zalane boisko. Inna sprawa, że w takich warunkach po prostu trudno gra się w piłkę, choć z drugiej strony – jakie to miało znaczenie? Kiedy mecz Rakowa ze Śląskiem zaczynał się z prawie godzinnym opóźnieniem, mieliśmy już pobite gary. Jagiellonia zdążyła wbić Warcie trzy bramki i jeśli wcześniej Jacek Magiera wyprawił jakąś mowę motywacyjną, miała ona taki termin ważności jak topniejące dzisiaj kulki lodu na Limanowskiego.

Szkoda, że ten mecz nie miał sensu w chwili swojego rozpoczęcia. Raz, że czasami piłka słuchała się zawodników jak głuchy ślepego, dwa – emocje związane z walką o mistrzostwo Polski w multilidze totalnie opadły. Ba, taka to była multiliga, że spotkanie w Częstochowie mogłoby równie dobrze w ogóle się nie odbyć.

Od pewnego momentu najciekawsze były wydarzenia boiskowe, ale w Poznaniu. Trybuna prasowa razem z piłkarzami Rakowa, nieobecnymi w kadrze meczowej, zdecydowanie chętniej zaglądała do spotkań o utrzymanie, czemu trudno się dziwić. Raz wydawało się, że spada Korona, a chwilę później, że z hukiem zleci jednak Warta. Na takim tle, opisując śląskowe granie, czułem się, jakbym wykonywał najbardziej niepotrzebną rzecz na świecie.

A przecież to był materiał na kapitalną filmową historię, multiligę, jakiej dotąd nie widzieliśmy. Wyobraźcie sobie, że „Jaga” remisuje albo przegrywa, kończy swój mecz, a Śląskowi zostaje jeszcze 45 minut gry z wynikiem na styku. Wtedy cała Polska patrzyłaby właśnie na to, co dzieje się pod Jasną Górą, a tak będzie ze śmiechem jedynie wspominać, jak pewnego dnia zalało „kurnik” Rakowa.

Przy czym muszę zaznaczyć, że Śląsk absolutnie nie ma się czego wstydzić. Nie dostał co prawda okazji na zawalczenie o mistrzostwo Polski w ostatniej kolejce, ale skończył ze srebrnym medalem i zwycięstwem z ustępującym mistrzem. Przegrał jedynie szansę przez okoliczności niezależne, nie cały sezon. Bo ten, patrząc na ostatnie lata, zapisze się w historii klubu jako jeden z najlepszych w XXI wieku. Z jednej strony będzie więc niedosyt, z drugiej w pełni uprawniona feta na ulicach Wrocławia. Świętowanie po sezonach przeciętnych i wręcz dramatycznych WKS-owi się po prostu należy.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Ekstraklasa

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Komentarze

32 komentarzy

Loading...