Reklama

Marchwiński znowu na zakręcie [KOZACY i BADZIEWIACY]

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

13 grudnia 2023, 11:47 • 4 min czytania 28 komentarzy

Już się wydawało, że Filip Marchwiński na dobre się odkręcił i z piłkarza-obietnicy stał się zawodnikiem pełną gębą, a tu znowu bęc, zjazd formy i szybki powrót do tego, co widzieliśmy przez dłuższy czas. Reprezentant Polski (tak, tak) po raz kolejny na boisku częściej obecny jest jedynie ciałem, bo na pewno nie duchem – ten pojechał na szybsze wakacje.

Marchwiński znowu na zakręcie [KOZACY i BADZIEWIACY]

A było tak fajnie. Do końcówki września Marchwiński strzelił pięć bramek w Ekstraklasie, dwie dorzucił w Europie, na początku października zaś doczekał się debiutu w drużynie narodowej. Nie były to występy przydługie – dwa ogony z Wyspami Owczymi i Mołdawią – niemniej wszyscy dostrzegali, że kariera Polaka zaczyna iść w dobrą stronę.

Za to chwalony był też van den Brom, ponieważ Marchwiński dołączał do grona piłkarzy, do których Holender trafiał. Wcześniej rozwinął się przy nim Skóraś, następnie Velde, no i następny w kolejce miał być właśnie Marchwiński. Ten, o którym przez lata mówiło się, że ma duży talent, lecz jednocześnie ten sam, który te swoje możliwości pokazywał tak incydentalnie, że dało się o nich zapomnieć.

A błyszczał, grał na wielkim luzie, z dużą jakością techniczną, oglądało się to ze sporą przyjemnością. Niestety coś się skończyło i nie jest trudno wskazać moment, kiedy to się stało – chodzi oczywiście o czas, gdy regularnie w wyjściowym składzie zaczął grać wracający do zdrowia Ishak. Marchwiński przestał być z konieczności dziewiątką, został cofnięty niżej, na dziesiątkę.

I cóż – to, co wydawało się zabiegiem chwilowym, bardzo 21-latkowi jednak pomagało, bo na kierownicy wyraźnie poczuł się gorzej. Kibice Lecha pewnie liczyli, że duet Marchwiński-Ishak rozniesie ligę, a niekoniecznie tak to wygląda – obu znajdziemy w jedenastce kolejki, ale właśnie: tej najgorszej. Zresztą obaj lądują tam już trzeci raz. Jak na jedną rundę i granie w Lechu, a nie – załóżmy – w ŁKSie… No kiepsko.

Reklama

Wracając do Marchwińskiego: ewidentnie znów brakuje mu pewności siebie. Przypomnijcie sobie gol z Rakowem – zabawił się z przeciwnikiem, dał na pustaka. Wiedział, co i jak chce zrobić, a potem wykonał to znakomicie. Wróćcie natomiast pamięcią do meczu z Piastem – dramacik. Złe decyzje, jak trzeba strzelać bez przyjęcia, to Marchwiński przyjmuje i traci idealny moment. Jak trzeba rozegrać dobrze zapowiadającą się kontrę, to piłka po jego podaniu leci w aut.

Marchwiński w formie tylko po tych dwóch sytuacjach miałby gola i co najmniej kluczowe podanie. A nie ma nic poza nominacją do badziewiaków.

W kozakach zaś wielka pochwała ofensywy Jagiellonii. Rany, jak to się przyjemnie ogląda. Już przy nieuznanej bramce Naranjo było widać, że Raków będzie miał ogromne problemy – chciał założyć pressing na gospodarzach, a został zgubiony trzema podaniami i tylko szczęście sprawiło, że nie przegrywał wcześniej. Co się jednak odwlecze, absolutnie nie uciecze, Jaga rozbiła mistrza Polski bez większych problemów.

Doceniamy pracę Jacka Magiery w Śląsku, całkowicie, niemniej to, co robi Siemieniec z Jagiellonią, jest chyba warte jeszcze więcej uwagi. Z piłkarzy, których znaliśmy z ligi i uznawaliśmy za solidnych, ale nic więcej oraz z tych jeszcze anonimowych, zrobił kapelę, która gra najpiękniejsze koncerty w tym kraju. Buja się przy tym znakomicie.

I zobaczcie, że – w przeciwieństwie do wspomnianego Śląska – Jaga nie jest aż tak uzależniona od jednego zawodnika. Mamy w kozakach Naranjo, Pululu i Nene, ale nie ma Imaza, czyli Hiszpan wcale nie musiał grać wielkiego meczu, by Jagiellonia wygrała. Zabrakło też na boisku Hansena, który wcześniej też świetnie odnalazł się w Białymstoku. I co? I to dalej żre.

Reklama

Siedmiu piłkarzy Jagiellonii przekracza pięć punktów w klasyfikacji gole, asysty i kluczowe podania. Cały zespół ma nastukane już 42 gole, osiem więcej niż kolejny w tym zestawieniu Raków.

Klasa, panowie, wielka klasa.

Czytaj więcej o Ekstraklasie:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

28 komentarzy

Loading...