Reklama

Rudzki: Ahmedhodzić bez tęczowej opaski dostarczył nam kolejnych dowodów na czarno-białe postrzeganie świata

Przemysław Rudzki

Autor:Przemysław Rudzki

11 grudnia 2023, 20:41 • 7 min czytania 27 komentarzy

Anel Ahmedhodzić to piłkarz, o którym być może nigdy nie słyszeliście. Bośniacki obrońca Sheffield United znalazł się jednak w samym środku jednej z burz, jakie uwielbia współczesny świat. Odmówił założenia tęczowej opaski, stając się tym samym pierwszym kapitanem w Premier League, który tak postąpił. Oznacza to z grubsza, że jawnie nie poparł akcji Rainbow Laces, mającej na celu wsparcie dla osób ze środowisk LGBT. A potem stało się to, co zwykle i poszło już szybko – ludzie podzielili się na dwa plemiona. Jedno wspiera zachowanie Ahmedhodzicia, drugie go potępia. Według mnie oba nie mają racji.

Rudzki: Ahmedhodzić bez tęczowej opaski dostarczył nam kolejnych dowodów na czarno-białe postrzeganie świata

Ciężkie nastały czasy dla tych, którzy szukają argumentów w debacie, analizują i próbują wyciągać logiczne wnioski. W dobie internetowych sądów, mających wokandy w mediach społecznościowych, wyrok musi być wydany szybko. Tutaj winni i skazani nie mają szans na uczciwe procesy. Wyważone opinie giną w zalewie histerii randomowych postaci. Wirtualne pochodnie płoną, gdy tłum przemieszcza się w kierunku sceny zbrodni lub miejsca egzekucji. I tak do następnej „niezwykle istotnej sprawy, którą należy się niezwłocznie zająć”.

Nie jest ważne, naprawdę, czy chodzi o wycinkę lasów, dozwoloną prędkość na autostradzie, ocenę serialu na Filmwebie czy poczucie humoru – musisz być w jakiejś konkretnej grupie. Stanie z boku czyni cię wyrzutkiem społecznym. Ahmedhodzić został zapytany przez dziennikarzy SVT Sport, dlaczego nie chciał nosić opaski kapitańskiej tak jak inni, choćby Virgil van Dijk z Liverpoolu, przeciwko któremu w tygodniu grało Sheffield United. Odpowiedział esemesem: „Zgadnij”.

Nie jest to zadanie z gwiazdką. Anel wyznaje islam i wykonanie takiego gestu jest niezgodne z jego przekonaniami religijnymi. Jako że nie ufam żadnemu piłkarzowi, zbyt wielu ich w życiu poznałem, zostawiam sobie tutaj margines na tani populizm i chęć przypodobania się kibicom, nie tylko tym, którzy są muzułmanami, jak Ahmedhodzić, ale zdecydowanej większości z nich, gdyż nie jest chyba dla nikogo wielką tajemnicą ludzkości, że trybuny stadionów to ostatnie miejsce, w którym czci się środowiska LGBT.

Widać to zresztą doskonale po komentarzach w Internecie. Potępiający sprzeciw gracza Sheffield United toną w zalewie gratulacji dla jego odwagi. Czyli stało się dokładnie coś, co było do przewidzenia. Okej, ale załóżmy, że Ahmedhodzić naprawdę tak uważa. Czy ma do tego prawo? Tak. Czy Premier League ma z kolei prawo narzucić komukolwiek poglądy polityczne czy religijne? Absolutnie nie.

Reklama

Weźmy taki gest klękania przed meczami w celu zwiększenia świadomości ludzi w kwestii walki z rasizmem. Przecież nawet Wilfred Zaha, wielokrotnie lżony przez kibiców drużyn przeciwnych na tle rasistowskim, uznał po jakimś czasie, że to jedynie pusty gest. Nic nie zmieni. Nic za nim nie idzie. I przestał się angażować w cały proces. Dlaczego? Bo mógł. I miał rację.

Ponieważ osobiście nie wierzę w tego typu akcje, widzę w nich za dużo marketingu, a za mało szczerości, w pełni zgadzam się z tymi zawodnikami, którzy opuścili gardę. Problemem jest, jak niemal zawsze, edukacja. To jej brak sprawia, że ludzie kończą jako prymitywy. Bez odpowiedniego wychowania przez rodziców i należytej edukacji, dostajemy jako produkt uboczny na przykład tych dwóch troglodytów, którzy śmiali się ze śmierci Bradleya Lowery’ego, dzieciaka-kibica Sunderlandu, który przegrał batalię z rzadkim nowotworem.

I to akurat przypadek, gdy możemy postrzegać sytuację jako czarno-białą. Haniebny wyjątek, potwierdzający regułę, mroczny zakątek świata. Ahmedhodzić kilka dni temu pokazał, że nie chce robić czegoś, co narzucają mu inni. Może poczuł potrzebę chwili, nie chciał iść – jak reszta kapitanów – w tłumie, przemyślał sprawę i dzięki temu uznał, że jego wcześniejszy udział w podobnej akcji, we Francji (jako zawodnik Bordeaux zakładał koszulkę z tęczowym numerem), był błędem? Nie wiem.

Wiem natomiast, że nikogo nie da się zmusić, choćbyśmy nie wiem, ile zrobili takich akcji, by polubił gejów, jeśli ich nie lubi. Nie krzyczcie na mnie, proszę, że nigdy nie jest za późno na naukę tolerancji, bo odpowiem: a co z takiej nauki wynika, skoro ambasador całej akcji z tęczowymi sznurówkami, Jordan Henderson, wybrał ligę w kraju, który dyskryminuje ludzi o homoseksualnej orientacji, bo poleciał do Arabii Saudyjskiej zarabiać chore pieniądze.

I dobrze wiemy, że słowo „dyskryminuje” jest bardzo delikatnym określeniem. Świat jest pełen nie tylko plemiennych przepychanek – jak ta o opaskę kapitana Sheffield United, ale również pustych frazesów. Słów, za którymi nie idą czyny. Słowo się zdewaluowało, wartości ludzi runęły wraz ze spadkiem notowań tegoż słowa. Czasem nie umiemy zaakceptować faktu, że dobrego rozwiązania zwyczajnie nie ma. Podam wam przykład: comingouty piłkarzy. Było ich kilka i zawsze wokół nich jest dużo treści, nagłówków, klików, dyskusji, a na koniec oczywiście karczemnych awantur. Nie potrafię zrozumieć, czemu kogokolwiek to obchodzi, kto sypia z facetem, a kto z kobietą?

Dlaczego w 2023 roku jesteśmy tak bardzo źle wyedukowani, że nie umiemy poradzić sobie z tematem banalnym, oczywistym. Zostawić go. Ale nie rozumiem również drugiej strony. Muszę wam to ogłosić! Koniecznie powiem wam, że mam chłopaka o imieniu Bryan i jesteśmy razem od czterech lat. Fajnie, ale co nas to interesuje? Zwróćcie uwagę na jeszcze jedną rzecz. W zasadzie czymś zupełnie normalnym są związki homoseksualne piłkarek, praktycznie nie zdarza się, by ktoś im z tego powodu czynił wyrzuty, ale kiedy tylko ujawnia się piłkarz-gej, ludzie natychmiast robią z tego aferę. Kompletnie tego nie rozumiem.

Reklama

Mam znajomych, już chciałem napisać, że w obu tych światach, ale przecież samego siebie bym tym zniesmaczył. W jednym świecie, bo oni pochodzą dokładnie z tego samego świata. Podstawą oceny naszych relacji jest zawsze to, jak się zachowują jako ludzie, nie co i z kim robią w sypialni. To chyba nie jest fizyka kwantowa? Ahmedhodzić założył opaskę kapitańską na chwilę, na co dzień nosi ją Oliver Norwood, on akurat w tęczowej wersji.

Bośniak zdobył parę tysięcy lajków, choć jeśli w szatni Sheffield United jest jakiś homoseksualista, to pewnie zrobiło mu się przykro. Łzę uroniły organizacje LGBT z Sheffield. Uwierzcie na słowo, niczyjego życia to jednak nie zmieniło. Nie jest to sprawa, z powodu której zatrzymają się barki na Tamizie, ale skupia jak w soczewce ogólnospołeczną obsesję do bycia w ciągłym rozłamie. Zapisywanie się do wspomnianych wcześniej plemion ma charakter atawistyczny. Wśród swoich możemy czuć się bezpiecznie, zawsze poklepią nas po plecach i powiedzą, że mamy rację, ale nie dlatego, że mamy ją naprawdę, lecz dlatego, że nasze zdanie jest takie samo jak ich.

Mamy wielki problem ze spokojną dyskusją na argumenty. Jeszcze większy z wycofaniem się z jakiejś opinii, zmianą zdania. Wtedy uznaje się nas za zdrajców, grabarzy ideałów. Bardzo tego „talibowania”, tego słownego strzelania w powietrze pociskami ze słów, nie lubię. Uważam, że granica leży zawsze tam, gdzie czyjeś zdanie, bronione przez daną osobę jak niepodległość, jest w porządku, jeśli nie wyrządza innym wielkiej szkody.

I sądzę, że środowiskom LGBT dużo większą krzywdę wyrządził Henderson, w którym widziały pewnie kogoś w rodzaju lidera, który ich na swój sposób oszukał, niż Ahmedhodzić, dający do zrozumienia wprost i szczerze, że tego nie chce. Że to nie jego sprawa. Bez względu na to, czy mówimy o rządach państw, ładach korporacji, czy religiach, wszystkie są one przepełnione hipokryzją. W każdym nakazie jest coś z góry podejrzanego.

Inaczej – każdy nakaz miałby większy sens, gdyby egzekwowali go wszyscy. Kiedyś poleciałem na mecz do Londynu. Wieczorem w hotelowym lobby piliśmy z kumplem piwo, gdy podszedł do nas ortodoksyjny Żyd i poprosił, abyśmy kupili mu drinka. Kolega odparł, że nie ma takiej opcji, bo jest dorosły i przecież może sobie kupić sam. – Chyba że oszukujesz swojego Boga. Ale wtedy tym bardziej nie mogę ci pomóc – wzruszył ramionami kumpel.

Żyd się wściekł, tak na maksa, i zaczął nam grozić, że wezwie policję. – A wezwij – odparł ze spokojem przyjaciel. – I co im powiesz, że nie chciałem ci kupić drinka? Odszedł w końcu wściekły i znalazł chętnego, triumfalnie wznosząc w naszym kierunku toast. Ale wątpię, szczerze, czy tak naprawdę w tamtej sytuacji był zwycięzcą, oszukując własne ideały.

WIĘCEJ O ANGIELSKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

Dziennikarz Canal+

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Anglia

Komentarze

27 komentarzy

Loading...