Reklama

Perła w koronie. Arabia Saudyjska zorganizuje mistrzostwa świata – co to oznacza?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

03 listopada 2023, 14:51 • 15 min czytania 26 komentarzy

Formalnie, żeby poznać gospodarza mistrzostw świata, trzeba wygrać głosowanie. Nawet jeśli w grze pozostaje jeden kandydat, jak miało to miejsce w przypadku mundialu w 2034 roku, który zorganizować chce już tylko Arabia Saudyjska.  Gianni Infantino stwierdził jednak, że w żadne głosowania się nie będzie bawił. Prezydent FIFA przyznał turniej Saudyjczykom za pośrednictwem swojego konta na Instagramie. Futbol znów zawita więc na bliskowschodnią pustynię, ale to chyba jedyny punkt wspólny pomiędzy imprezami w Katarze i sąsiadującym z nim królestwie.

Perła w koronie. Arabia Saudyjska zorganizuje mistrzostwa świata – co to oznacza?

Wpis na Instagramie Gianniego Infantino to być może ostateczny dowód na to, że Włoch wyrósł ponad system, który go stworzył. Przed laty pokornie wyciągał kulki z koszyka z łagodnym uśmiechem na twarzy. W mgnieniu oka przekształcił się jednak w główną personę światowej piłki. Już nie wzbudza sympatii, a odrazę. Już nie robią mu zdjęć podczas losowania. Teraz pozuje do nich w towarzystwie kogo tylko zapragnie.

Z Władimirem Putinem podbijał piłkę w spocie promocyjnym. Rosyjski dyktator przyznał mu medal przyjaźni. Przyjaźni, o której Infantino nie omieszkał wspomnieć, gdy celebrował mistrzostwa świata w kraju ze stolicą w Moskwie.

Przyjęliście świat jak swoich przyjaciół, a świat nawiązał z Rosją więzy przyjaźni, które będą trwały wiecznie.

W Zurichu już tylko bywa, przeprowadził się do Kataru. W Dosze mieszka w ekskluzywnej willi, posłał dzieci do prywatnej szkoły. Rzekomo doglądał organizacji mundialu. Niedługo potem ściskał się już z Donaldem Trumpem, wiwatując na cześć Stanów Zjednoczonych, współgospodarza Mistrzostw Świata 2026.

Reklama

Stałość w uczuciach u Infantino jest jednak niepodważalna, wszak być może świeci łysiną u coraz to różnych oficjeli, ale serce skradła mu jedna, jedyna mamona.

Wykazuje to samouwielbienie. Taką niezdrową fascynację tym, że poleci sobie podstawionym odrzutowcem na prywatną audiencję u Władimira Putina czy innego szejka z Kataru. Naturalniej byłoby wsiąść do pasażerskiego samolotu z normalnymi ludźmi i pokazać, że jest się równym gościem, a nie sybarytą. Infantino – podobnie jak Blatter – buduje wieżę z kości słoniowej – diagnozował w rozmowie z nami Michał Listkiewicz.

Gianni Infantino nie ma jednak zamiaru grać Plebejusza. Kształcił się na dyplomatę, drążył działaczowski beton po to, żeby obracać się w świecie niedostępnym zwykłemu śmiertelnikowi. W swojej wyobraźni był już każdym, dosłownie każdym, wspominając słynną przemowę z Kataru, w której oznajmiał światu, że jest robotnikiem, czarnoskórym i gejem. Jednocześnie zawsze dbał o to, żeby nitki łączyć tak, by nigdy nie zerwać żadnej z nich. Jeszcze gdy Katar był z Arabią Saudyjską skonfliktowany, wspierał dążenia tej drugiej do przyjęcia mistrzostw świata w swoje skromne progi.

W 2021 roku stał się częścią kampanii promocyjnej kraju. Przekonywał, że każdy powinien przyjechać do Arabii Saudyjskiej i zobaczyć na własne oczy, jak niesamowite wrażenie robi to pustynne królestwo.

W 2022 roku spotkał się w Arabii Saudyjskiej z Mohammedem bin Salmanem, ministrem sportu księciem Abdulazizem bin Turki Al-Faisalem oraz prezydentem saudyjskiej federacji piłkarskiej Yasserem Al-Mishalem, żeby rozmawiać o rozwoju tamtejszego futbolu.

Obok bin Salmana siedział, gdy bokserskie show w Dżuddzie dawali Ołeksandr Usyk i Anthony Joshua. Gdy do Rijadu przylecieli Tyson Fury i Francis Ngannou, których walka otwierała „Riyadh Season 2023”, także siedział w pierwszym rzędzie.

Reklama

Michał Listkiewicz twierdził, że najważniejsi działacze FIFA i UEFA uwierzyli w swoją wielkość; że wydaje im się, że są przynajmniej tak samo ważni jak głowy najważniejszych państw świata. Gianni Infantino w swoich wizjach jest więc panem futbolu, słońcem, wokół którego krążą planety. Ogłosił gospodarza kolejnego mundialu poprzez swój profil na Instagramie, bo miał taki kaprys. Bo chciał, żeby to jego nazwisko widniało w komunikacie obwieszczającym wydarzenie, które przejdzie do historii.

Szaleństwo czy wybitny plan? Jak i po co Arabia Saudyjska chce przejąć futbol

Mistrzostwa Świata 2034 w Arabii Saudyjskiej. Mohammed bin Salman realizuje swój plan

A przejdzie, bo choć jego obrzydliwość Infantino usiłuje pozować na pierwszoplanowego aktora, w scenariuszu, który Arabia Saudyjska realizuje od dawna jest tylko malutką przystawką, koreczkiem z serem i oliwką. Bliskowschodni mundial zniesmaczył nam Katar, ale to case nieporównywalny. Owszem, jedni i drudzy chcą zrobić dobre wrażenie, ale zaczynają z zupełnie innego poziomu; oferują zupełnie inny pakiet startowy. Maleńki Katar ciężko było osłodzić ludziom tak, żeby nie kojarzył się ze sztucznością i zepsuciem. Oto na powierzchni województwa świętokrzyskiego rozlokowano kilka nikomu niepotrzebnych stadionów, które wybudowano rękami tysięcy biedujących imigrantów.

Kraj-gospodarz nie dominował nawet jako nacja, gdy zerkaliśmy w demografię ambitnego emiratu. Ciężko to było sprzedać inaczej niż jako kaprys szastającego kasą szejka.

Zwłaszcza że wszystko polano sosem korupcji, która unosiła się nad przyznaniem Katarowi praw do organizacji imprezy od momentu pierwszych przecieków i pogłosek. Arabia Saudyjska rozegrała wszystko znacznie zgrabniej. Co prawda zachodnie media zdążyły już zaalarmować, że sponsoringowa ofensywa turystycznego podmiotu Visit Saudi, która objęła nowopowstałą Afrykańską Superligę, może przełożyć się na 54 głosy „za” z Afryki, ale szybko okazało się, że nie ma nawet nad czym głosować.

Australia, jedyny kontrkandydat, okazała się niezdolna do wybudowania wystarczająco dużej liczby stadionów, żeby mistrzostwa świata zawitały do Oceanii. Co prawda dla Kataru ten punkt nagięto, bo obiektów w emiracie powstało mniej obiektów, niż zakładał regulamin FIFA, ale Australijczykom coś podpowiadało, że z nimi taki numer nie przejdzie. Rozesłali wici po sąsiadach, szukając wsparcia, ale Malezja, Indonezja i Singapur wolały poprzeć Saudyjczyków. Jedność muzułmańska, albo po prostu logika — nie było sensu kopać się z koniem, bo skoro Arabia Saudyjska porzuciła plan organizacji turnieju w 2030 roku, to wiadomo było, że zrobi wszystko, żeby w 2034 roku ją ugościć.

Sadio Mane i Cristiano Ronaldo w barwach Al-Nassr. W ubiegłym roku frekwencja na meczach „Zwycięzców” wzrosła o 110%. Teraz notuje skok o kolejne 17%. Mrsool Park na meczach ligowych wypełnia średnio 20 tys. osób.

Wszystko jest bowiem skrzętnie wyliczone od dekad. Machina reform gospodarczych i obyczajowych, w której sport jest jednym z najważniejszych elementów, zmienia królestwo na modłę Mohammeda bin Salmana. Jego Vision 2030 przynosi na Bliski Wschód szeroko pojętą cywilizację. „Reuters” wylicza najważniejsze zmiany w obszarze społeczeństwa i kultury:

  • 2016 rok: zmarginalizowanie znaczenia policji religijnej
  • 2017 rok: zniesienie zakazu istnienia kin i budowa 300 takich placówek
  • 2018 rok: kobiety mogą prowadzić auta
  • 2019 rok: w restauracjach i miejscach publicznych można puszczać muzykę

Do tego dorzucić trzeba liczne, proturystyczne zmiany, które mają przyciągnąć ludzi z całego świata. Wspierają je inwestycje z pogranicza świata fantasy i rzeczywistości, bo tak trzeba nazwać projekt zbudowania miasta w linii pionowej na środku pustyni, powstanie największego parku rozrywki na Bliskich Wschodzie czy nawet zimowego kurortu. Nie chodzi jednak tylko o turystów. W lipcu, przedstawiając kulisy i plany piłkarskiej ekspansji Saudyjczyków, pisaliśmy:

„Arabia Saudyjska jest regionalnym gigantem aspirującym do miana giganta globalnego. Kontrowersje wokół królestwa nie przeszkodziły 44 międzynarodowym firmom w przenosinach do Rijadu. “Reuters” wylicza, że do 2030 roku przyciągnąć uda się 400 kolejnych. Saudyjczycy ściągają do siebie przedsiębiorstwa, modyfikują system wiz, jawią się jako destynacja dla ambitnych Arabów. Konsekwentnie, element po elemencie, dążą do budowy światowego imperium”.

Zmiany w systemie podatkowym, zmiany prawne, modyfikacja przepisów dotyczących inwestycji… Szereg rzeczy, o których można pisać nie artykuły, a książki. Wszystko ma jeden wspólny cel. Nie jest nim sportswashing, a dywersyfikacja przychodów państwa.

Nowe pokolenie Saudyjczyków pokochało sport i czeka na kolejne gwiazdy

Nie śmiemy rzecz jasna twierdzić, że Arabia Saudyjska nie ma nic na sumieniu, bo królestwo ma swoje grzechy i grzeszki, co chwilę wyciągane i przypominane przez zachodnie media oraz organizacje pozarządowe. Jednak nawet profesor Simon Chadwick, wybitny ekspert w tej dziedzinie, który czarno na białym wykładał Katarowi, że ten kupuje sobie dobry wizerunek, zaznacza, że w przypadku Saudyjczyków sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i złożona.

To próba dywersyfikacji gospodarki i uczynienia z futbolu istotnej gałęzi życia ekonomicznego kraju, źródła stałych przychodów oraz zabieg spod znaku soft power. Piłka nożna to niezwykle silne narzędzie oddziaływania i przyciągania ludzkiej uwagi. Rząd chce wytworzyć wrażenie i chęć odwiedzenia ich kraju. W okolicy Rijadu powstanie wielki projekt rozrywkowy — Qiddiya. Władze chcą, żeby ludzie chcieli przyjechać tu na wakacje, na wydarzenia sportowe, może nawet na studia czy po prostu — przeprowadzić się do Arabii Saudyjskiej. Wszystkie te działania mają też na celu ochronę królewskiej rodziny. 70 procent populacji Arabii Saudyjskiej to osoby poniżej 35. roku życia. To kraj generacji „Z”. Władze królestwa nie chcą więc, żeby ta młoda społeczność się zradykalizowała i, nie daj Boże, zapragnęła wziąć przykład z innych krajów i zorganizowała kolejną odsłonę „Arabskiej Wiosny”. To swego rodzaju kontrakt społeczny: damy wam wszystko, czego chcecie. Najlepsze imprezy, najlepsze kino, najlepszy sport — ale nie podważajcie naszej władzy. To także zabezpieczenie przyszłości królewskiej rodziny w aspekcie ekonomicznym. Bogactwo Arabii Saudyjskiej to ropa naftowa i gaz, więc gospodarka kraju jest oparta na bardzo wąskim i konkretnym sektorze. Trzeba ją przekształcić tak, żeby ludzie nie czuli się zagrożeni z powodu tego, że zasoby naturalne się skończą i kraj pogrąży się w kryzysie — mówił nam Chadwick w lipcu tego roku.

Prof. Simon Chadwick dla Weszło: Arabia Saudyjska chce być globalną siłą [WYWIAD]

Wiemy, jak wiele wydarzyło się od tamtej pory. „Deloitte” liczył niedawno, kto przepalił najwięcej pieniędzy w letnim oknie transferowym. Saudi Professional League wydała 850 milionów euro, ustępując jedynie Premier League. Przy czym dodajmy, że Arabia Saudyjska własnoręcznie odpowiada za niemal połowę tego, co angielskie kluby latem zarobiły. Eksperci dodali, że to pierwszy raz od 2016 roku, kiedy ktokolwiek wydał tyle, by prześcignąć którąś z lig stanowiących tradycyjne europejskie TOP 5.

W tle tych gigantycznych inwestycji w kadry gigantów z Dżuddy (Al-Ahli, Al-Itthad) i Rijadu (Al-Hilal, Al-Nassr) jest budowa fundamentów dla saudyjskiej piłki. Zaplecza, które przyćmi i przykryje wszystko, co widzieliśmy w Katarze. Niedawno nowy obiekt otworzył Al-Shabab, były klub Grzegorza Krychowiaka. Drużynie wiedzie się marnie, ale dwunastotysięcznik został wypełniony, co zademonstrowało wszystkim, że nowoczesne i odrestaurowane obiekty będą magnesem na kibiców, którzy dziś często męczą się na stadionach z poprzedniej epoki. Już niedługo, bo swój stadion buduje także Al-Fateh, a do 2027 roku sfinalizowane zostanie osiem inwestycji, które posłużą Arabii Saudyjskiej podczas Pucharu Azji.

Rozmiary imponują, są zaplanowane tak, żeby spełniały wymogi mistrzostw świata. W przeciwieństwie do Kataru nie trzeba będzie jednak martwić się o to, co się z nimi stanie, gdy miliony kibiców wyjadą z Rijadu, Dżuddy czy Dammam po zakończeniu wyczekiwanego turnieju. Tradycje piłkarskie w Arabii Saudyjskiej są niepodważalne. Gdy mundial organizowali sąsiedzi, Saudyjczycy dosłownie zalali granicę, będąc jedną z najliczniej reprezentowanych nacji na trybunach. Najważniejsze mecze w kraju przyciągają pięćdziesięciotysięczne widownie.

Saudyjczycy przygotowują oprawy, odpalają race i celebrują transfery kolejnych gwiazd. Kochają Premier League, ale uwierzyli w obietnicę Mohammeda bin Salmana i chcą mieć Premier League u siebie. Nie jest to czcze gadanie – „Footballco” przygotowało raport, w którym analizuje wpływ nowego pokolenia, Gen Z, na piłkę nożną. Arabia Saudyjska była jednym z krajów wziętych pod lupę (obok Wielkiej Brytanii, Włoch, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Holandii, ZEA, USA, Brazylii i Japonii), a tamtejsza młodzież wykazała jeden z największych wzrostów, jeśli chodzi o zainteresowania futbolem.

Wzrost zainteresowania futbolem wśród Gen Z według badań „Footballco”:

  1. Zjednoczone Emiraty Arabskie
  2. Brazylia
  3. ARABIA SAUDYJSKA
  4. USA
  5. Japonia

Przypomnijmy: 70 procent populacji Arabii Saudyjskiej to osoby poniżej 35. roku życia. Pula „świeżych kibiców” do zagospodarowania jest więc ogromna, a tym, co przyciąga Saudyjczyków z pokolenia Gen Z jest show fundowany przez PIF i inne państwowe podmioty. Jako dwa główne powody zainteresowania futbolem ankietowani wymienili:

  • rozwój ligi saudyjskiej i ściąganie do niej światowych gwiazd
  • ogólny wzrost zamiłowania do futbolu po mundialu w Katarze

Można więc sobie wyobrazić, jak dużym wydarzeniem dla mieszkańców królestwa będzie organizacja mistrzostw świata u siebie. Jedenaście lat przygotowań ma sprawić, że wszyscy na własnej skórze przekonają się, że Arabia Saudyjska jest drogowskazem i latarnią dla błyskawicznie rosnącej arabskiej cywilizacji. Mohammed bin Salman chce się prezentować nie tylko jako ten, którego kochają poddani, ale też jako człowiek, który jest pionierem zmian, pewnej westernizacji Bliskiego Wschodu.

Z zaznaczeniem, że będzie to westernizacja na saudyjskich zasadach, w granicach tego, co muzułmanie uznają za słuszne. Ukłon w stronę zachodu przy jednoczesnym zachowaniu szacunku do własnej tradycji.

Arabia Saudyjska i sponsoring europejskiej piłki. Real Madryt, AS Roma, wkrótce też Chelsea

Arabia Saudyjska inwestuje jednak w futbol nie tylko na własnym podwórku. Saudyjczycy lata temu opracowali plan wejścia na rynek europejski. Chcą uchodzić za mniej buńczucznych niż sąsiedzi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którzy stali się bohaterami Football Leaks, gdzie ujawniono, w jaki sposób załatwiali problem z karaniem Manchesteru City za liczne machlojki finansowe. Chcą też być mniej zuchwali niż sąsiedzi z Kataru, którzy myśleli, że pieniądze wszystko załatwią.

Do pewnego momentu Saudyjczycy byli na tyle dyskretni, że mało kto zauważał, że przez kilkanaście lat Manchester United otrzymywał ok. 10 milionów funtów rocznie w ramach współpracy z Saudi Telecom. Mówimy o jednym z największych deali „pozakoszulkowych” w historii Premier League.

Dziś rzecz jasna rozgłos jest adekwatny do rozmachu. A rozmach jest coraz większy; wystarczy przejrzeć stale rosnącą listę współprac i sponsoringów – najświeższa to wejście Saudi Investment Bank do grona partnerów Realu Madryt. Ostatnio saudyjskie wpływy zebrał i podsumował portal „Play The Game”. Efekty?

Arabia Saudyjska i sponsoring europejskiej piłki:

  • Newcastle United – właściciel (PIF); sponsorzy: Saudi Telecom Company (PIF), Sela (PIF, przód koszulki), Saudia Airlines
  • Real Madryt – Saudi Investment Bank
  • Atletico Madryt – Riyadh Air (PIF, przód koszulki)
  • AS Roma – Riyadh Season (przód koszulki)
  • La Liga – Visit Saudi (partner rozgrywek)
  • Superpuchar Hiszpanii – Ministerstwo Sportu, Neom (PIF), Read Sea Global (PIF)
  • Superpuchar Włoch – Ministerstwo Sportu, EA Sports (PIF), Quality of Live (Vision 2030)
  • Superpuchar Turcji – Riyadh Season, saudyjska federacja piłkarska

Wkrótce wciąż jeszcze nieobsługujące pasażerów linie powietrzne Riyadh Air zostaną sponsorem Chelsea, mają zawitać na przód koszulki The Blues. W Anglii już gości reprezentacja Arabii Saudyjskiej, która korzysta ze stadionu Newcastle United. Poza licznymi sponsorami piłkarskiej sekcji tego klubu trzeba pamiętać także o prężnie rozwijającym się na Bliskim Wschodzie e-sporcie. Gamingowe Newcastle ma wsparcie Savvy Games, saudyjskiego giganta wspieranego przez PIF.

Do długiej listy można doliczyć indywidualny kontrakt sponsorski dla Lionela Messiego. Visit Saudi płaci Argentyńczykowi 25 milionów dolarów za to, że spędzi wakacje w Dżudzie i okolicach, udokumentuje to w swoich mediach społecznościowych i udostępni swój wizerunek do wszelkich akcji promujących turystykę w regionie.

Podobne, choć okazjonalne, kontrakty miały największe muzułmańskie gwiazdy futbolu – Karim Benzema jeszcze przed przyjściem do Al-Ittihad promował „Riyadh Season”, jesienny festiwal oferujący wszystko, czego dusza zapragnie. W promocji uczestniczył także Mohamed Salah, a jednym z hitów trwającego od października aż do marca show, był transfer Cristiano Ronaldo do Al-Nassr. Tegoroczny „Riyadh Season” otworzyło bokserskie „Battle of the baddest”, a wkrótce do Rijadu zawita specjalne wydarzenie wrestlingowej federacji WWE. Wśród atrakcji są centra rozgrywek wzorowane na świecie „Barbie” czy „Monopoly”.

Od października na froncie koszulki AS Roma oglądamy nowego sponsora – Riyadh Season

Fani futbolu także znajdą coś dla siebie. Do stolicy Arabii Saudyjskiej zjechały gwiazdy, Al-Nassr chwaliło się odwiedzinami Ronaldo Fenomeno i Luisa Figo. Cristiano Ronaldo swoim nazwiskiem firmuje „CR7 experience”, muzeum poświęcone jego karierze. Zwiedzić będzie można także „Hall of Legends”, czyli wystawę poświęconą innym największym nazwiskom w piłkarskim uniwersum. Częścią „Riyadh Season” będą trzy spotkania o superpuchar kraju – 30 grudnia o trofeum zagrają Galatasaray i Fenerbahce, w połowie stycznia odbędzie się turniej o Superpuchar Hiszpanii, a pod koniec miesiąca w takim samym trybie o puchar rywalizować będą kluby z Włoch.

Czy gospodarza mundialu w 2034 roku poznaliśmy w zaskakująco szybkim, „specjalnym trybie”, żeby na starcie wyjątkowego saudyjskiego święta naród otrzymał kolejny wielki prezent? Takiej opcji nie można wykluczyć.

Od Pucharu Konfederacji do mistrzostw świata. Wielkie piłkarskie imprezy w Arabii Saudyjskiej

Nadchodzące jedenaście lat będzie okresem testu dla Arabii Saudyjskiej. Ich plan zaszedł już tak daleko, że nie można zawrócić w pół drogi. W grę nie wchodzi żadna fuszerka, ani wycofanie się z mocarstwowych planów Saudi Pro League. Wręcz przeciwnie, trzeba iść dalej. Zbudować coś trwalszego i lepszego niż Aspire Academy, które wykształciło Katarowi drużynę narodową, która już w pierwszym spotkaniu mundialu sprawiała, że ludzie wychodzili ze stadionu przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Arabia Saudyjska w piłkę kopie lepiej, to nie ulega wątpliwości, ale piękne porażki, takie jak na przełomie listopada i grudnia poprzedniego roku, przyzwolenia nie będzie.

Olivier Jarosz z „LTT Sports” uważa jednak, że sprawy mogą zajść jeszcze dalej. W lipcu tłumaczył nam, że Saudyjczycy spróbują ściągnąć do siebie największe sportowe instytucje.

– Europejczycy boją się, że stracą najlepszych piłkarzy, ale to nie na tym trzeba się skupiać. Największym ryzykiem jest przeniesienie centrum grawitacji na całkowicie inny teren. Dochody funduszu PIF czy Aramco przewyższają dochody Google, więc jest to potężne narzędzie do budowania siły saudyjskiego sportu. 74% piłkarzy grających na mistrzostwach świata gra w ligach europejskich, więc byliśmy przyzwyczajeni, że centrum znajduje się u nas, ale ono się przesuwa na Bliski Wschód. Nie będzie już tak, że Big Five o wszystkim decyduje. Z dwudziestu największych klubów w Europie siedem ma mocne powiązania z Bliskim Wschodem. Najlepsze hotele w Paryżu czy w Szwajcarii, na najlepszych ulicach, są w rękach Kataru czy Arabii Saudyjskiej, więc europejska kontrola nad nimi jest nikła. Tak samo może być z piłką. Czy coś stoi na przeszkodzie, żeby Arabia Saudyjska zrobiła z futbolem to, co zrobiła z golfem? Przejęła całą organizację, w pewnym sensie „zawłaszczyła” sport?

Dyskusje o dołączeniu tamtejszych drużyn do Ligi Mistrzów czy stworzeniu specjalnych, dedykowanych rozgrywek, też nie są pisane palcem po wodzie. W grudniu do Dżuddy zawitają Klubowe Mistrzostwa Świata, ale mało kto pamięta dziś, jak w ogóle narodził się Puchar Konfederacji. To nie FIFA wpadła na pomysł zbierania najlepszych drużyn narodowych w jednym miejscu. W 1992 roku król Fahd bin Abdulaziz Al-Saud, wielki fan futbolu, chciał nacieszyć nim oko na własnej ziemi. Wyłożył więc grube pieniądze i ściągnął do Rijadu mistrzów obydwu Ameryk oraz Afryki – Argentynę, USA i Wybrzeże Kości Słoniowej.

Siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi oglądało Diego Simeone, Claudio Caniggię i Gabriela Batistutę w drodze po końcowy triumf.

Trzy lata później Arabia Saudyjska poszła jeszcze dalej. Wtedy na Bliski Wschód przyjechał także mistrz Europy – Dania, oraz mistrz Azji – Japonia. Znów z największymi gwiazdami w składzie. Dopiero wtedy do gry wkroczyła światowa federacja, która w 1997 roku po raz pierwszy ściągnęła do Rijadu przedstawicieli wszystkich kontynentów. Niemcy co prawda odmówili udziału w zabawie, ale w ich miejsce zaproszono finalistów EURO 1996, Czechów. Szał był jeszcze większy – mecz otwarcia, w którym Brazylia złoiła gospodarzy, obejrzało 80 tysięcy osób. Hattricki Ronaldo i Romario w finale widziało na żywo 65 tysięcy ludzi.

W 2033 roku, na rok przed mundialem, Puchar Konfederacji wróci tam, gdzie wszystko się dla niego zaczęło. Arabia Saudyjska zanuci „it’s coming home”, a do tego czasu to hasło rzucone w takim kontekście, może nabrać całkiem rzeczywistego znaczenia.

WIĘCEJ O FUTBOLU W ARABII SAUDYJSKIEJ:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

26 komentarzy

Loading...