Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Starcie gigantów w cieniu wydarzeń w Alkmaar [ZAPOWIEDŹ 11. KOLEJKI EKSTRAKLASY]

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

06 października 2023, 13:46 • 12 min czytania 11 komentarzy

Cała piłkarska Polska żyje w piątek tylko jednym tematem, a mianowicie skandalicznymi wydarzeniami, do których doszło w Alkmaar. Nie ma się co oszukiwać, dyskusje na ten temat zdominują także kolejne dni i niewykluczone, że mocno wpłyną na najbliższą kolejkę Ekstraklasy. Niewykluczone jest bowiem, że zdecydowanie największy hit tej najbliższej serii gier, a więc starcie Legii z Rakowem, może się nie odbyć, z uwagi na to, że dwóch zawodników tej pierwszej drużyny… wciąż przebywa w holenderskim areszcie. Mają wyjść jeszcze w piątek, ale czas pokaże. Absurd, skandal, niedowierzanie. Ale bez względu na to, jaki los spotka ostatnie z niedzielnych spotkań, pozostałe z pewnością odbędą się zgodnie z planem. Tak więc, zapraszamy na naszą zapowiedź 11. kolejki Ekstraklasy. 

Starcie gigantów w cieniu wydarzeń w Alkmaar [ZAPOWIEDŹ 11. KOLEJKI EKSTRAKLASY]

11. KOLEJKA EKSTRAKLASY: ZAPOWIEDŹ

KORONA KIELCE – WARTA POZNAŃ (6.10, GODZ. 18:00)

Kamil Kuzera w końcu może odetchnąć. Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie na wyjeździe ze Stalą Mielec (3:2) jego drużyna w końcu opuściła strefę spadkową. W dodatku zaprezentowała się naprawdę efektownie, wykorzystując bezlitośnie wszystkie słabości mielczan, którzy na własnym stadionie byli niepokonani od 10 spotkań.

Póki co przewaga Korony nad strefą spadkową wiąże się tylko z lepszym bilansem bramkowym, ale już w piątek kielczanie będą mieli idealną okazję do tego, żeby potwierdzić zwyżkę formy i zapewnić sobie trochę więcej spokoju. Szanse na to są tym większe, że podopiecznym trenera Kuzery nie przyjdzie się zmierzyć z rywalem z górnej połowy tabeli, a z drużyną z nimi sąsiadującą – Wartą Poznań. Wartą, która w tym sezonie przechodzi trudne chwile, ale geniusz Dawida Szulczka wciąż pozwala jej trzymać się mocno na nogach.

Warciarze punktują z trudem, ale sama gra wygląda całkiem nieźle. Ostatnia porażka ze Śląskiem Wrocław (0:1) nie musiała im się przytrafić, bo można się nawet pokusić o stwierdzenie, że byli w tym meczu lepsi od rywali, ale brakowało wykończenia. Brak Zrelaka wciąż jest aż nadto widoczny. Vizinger to napastnik z zupełnie innej półki i gdyby nie konieczność, to zapewne nie miałby zbyt wielkich szans na grę w pierwszym składzie. Przełamać się wciąż nie potrafi też Kajetan Szmyt, który w starciu ze Śląskiem nie wykorzystał rzutu karnego, choć jego cztery trafienia w tym sezonie, to właśnie te z 11. metra. Na bramkę z gry 21-latek wciąż czeka.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

LECH POZNAŃ – PUSZCZA NIEPOŁOMICE (6.10, GODZ. 20:30)

Prawdziwy rollercoaster przeżyli w ostatnim tygodniu kibice Kolejorza. Najpierw byli w euforii, kiedy to ich ukochana drużyna w zaległym meczu szóstej kolejki Ekstraklasy efektownie pokonała na własnym stadionie Raków Częstochowa aż 4:1, ale już trzy dni później w Wielkopolsce rozpoczęła się żałoba. Lech rozanielony wysokim zwycięstwem z mistrzami Polski pojechał do Szczecina i został dosłownie zmasakrowany. Podrażniona Pogoń, która kilka dni wcześniej, również w zaległym spotkaniu, wypuściła z rąk zwycięstwo z grającą w dziesiątkę Legią, strzeliła poznaniakom aż pięć bramek i nie straciła ani jednej.

Była to podróż z nieba do piekła Johna van den Broma, który po raz kolejny musiał się zmierzyć z ogromną falą krytyki. Część fanów oczywiście zaczęła się już domagać nawet zwolnienia Holendra, co stało się już pewną tradycją. Ale na Bułgarskiej, póki co, nawet nie myślą o zmianach na ławce trenerskiej. Jednak, żeby tak pozostało, opiekun Kolejorza musi wstrząsnąć swoją drużyną i zadbać o to, żeby ta nie pogrążyła się w rozpaczy, a raczej zareagowała dokładnie tak, jak Pogoń Szczecin. Czyli doszczętnie ich kompromitując i poprawiając sobie jednocześnie nastrój po meczu z Legią.

Zadanie to powinno być o tyle łatwe, że w 11. kolejce przyjdzie im się zmierzyć z jedną z najsłabszych drużyn w lidze – Puszczą Niepołomice. Będzie to historyczne wydarzenie, ponieważ obie drużyny jeszcze nigdy ze sobą nie grały. To też pewnie niesie ze sobą pewne zagrożenia dla Kolejorza, ale trudno o tym w ogóle mówić. Lech musi po prostu zrobić swoje – wymazać z pamięci porażkę z Pogonią, pewnie pokonać ligowego outsidera i skupić się na dalszej walce o mistrzostwo Polski.

Jeżeli jednak Kolejorzowi jakimś cudem nie uda się pokonać drużyny z Niepołomic, to wówczas już z pewnością nie chcielibyśmy być w skórze Johna van den Broma.

RADOMIAK RADOM – ŁKS ŁÓDŹ (7.10, GODZ. 12:30)

To, co dzieje się obecnie w Radomiu, jest doskonałym materiałem do stworzenia jakiejś nowej opery mydlanej. Człowiek, który miał być twarzą nowego, mniej przaśnego Radomiaka, klubu z nowym stadionem i większymi ambicjami, czyli Constantin Galca, okazał się kimś nie do końca poważnym. Na początku przygody Rumuna w Radomiu, atmosfera była sielankowa. Trener odmienił oblicze zespołu, zaczął nieźle punktować. Wyglądało na to, że to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Z czasem z Galką zaczęło się dziać coś dziwnego. Zaczął narzekać na wszystko dookoła – na wzmocnienia, na zbyt krótki obóz przygotowawczy i tym podobne. Zaczął wysnuwać coraz bardziej absurdalne żądania. Początkowo można było jednak przymknąć na to oko, bo Radomiak wyglądał całkiem nieźle na początku sezonu, ale ostatnio sytuacja się zmieniła. Radomianie zaczęli grać kiepsko, a po ostatniej porażce z Rakowem rumuński szkoleniowiec znów wytoczył najcięższe działa i zaczął strzelać w kierunku zarządu klubu. Zawodnikom powiedział na treningu, że nie chce już z nimi pracować i czeka tylko, aż klub wypłaci mu pieniądze do końca kontraktu. Kibicom powiedział coś zupełnie innego, zarządowi coś podobnego, co piłkarzom, ale przecież w klubie nie mają pieniędzy na to, żeby mu zapłacić.

Przygotowania do meczu z ŁKS-em to podobno jakiś totalny absurd, więc nietrudno przewidzieć, jak może wyglądać to spotkanie. W takiej atmosferze, bez wsparcia trenera, który jest skłócony ze wszystkimi, włącznie z własnym sztabem szkoleniowym, Radomiak raczej nie powojuje z łodzianami, dla których ten mecz może być w końcu szansą na jakąkolwiek zdobycz punktową. Fanom z Radomia pozostaje tylko liczenie na słabość przeciwnika i na to, że ich ukochana drużyna zdoła się zmobilizować na własną rękę, żeby nie skompromitować się przed własną publicznością.

Problem w tym, że na swoim nowym stadionie wygrali w tym sezonie zaledwie jedno spotkanie i miało to miejsce w sierpniu. Notabene było to w ogóle ostatnie zwycięstwo Radomiaka.

WIDZEW ŁÓDŹ – STAL MIELEC (7.10, GODZ. 15:00)

Daniel Myśliwiec robi co może, ale, póki co, może niewiele. Widzew pod jego wodzą wciąż szuka tożsamości, gra wygląda całkiem nieźle, wyniki też były coraz lepsze, ale w ubiegły weekend przydarzyła się ta bolesna porażka z Piastem. Łodzianie niezbyt dobrze weszli w mecz w Gliwicach, do przerwy przegrywali 0:2. Do prądu podłączył ich na początku drugiej połowy samobój Placha, ale dość szybko dostali cios od Dziczka. W końcówce zdołali się jeszcze zbliżyć do rywali dzięki trafieniu Rondicia, ale było już za późno. Wynik lepszy niż gra, ale właśnie chociażby bramka Bośniaka może być jednym z kolejnych pozytywnych sygnałów.

W sobotę Widzew powinien już wyglądać znacznie lepiej, przede wszystkim dlatego, że wystąpi przed własną publicznością, a w ostatnim czasie z reguły prezentuje się przed nią lepiej. W dodatku rywalem będzie Stal Mielec, która ostatnio ma słabszy moment, a i gra na wyjazdach też nie jest jej najmocniejszą stroną. Drużyna Kamila Kieresia w delegacji wygrała w tym sezonie tylko raz i to nie w Ekstraklasie, a w Pucharze Polski z pierwszoligową Odrą Opole. W czterech wyjazdowych spotkaniach Ekstraklasy zdobyła zaledwie jeden punkt. Natomiast średnia punktowa Widzewa na własnym sezonie to 2,25. W teorii łodzianie powinni więc wrócić na zwycięskie tory, ale to tylko teoria.

ZAGŁĘBIE LUBIN – PIAST GLIWICE (7.10, GODZ. 17:30)

W Lubinie będziemy świadkami jednego z najciekawszych spotkań w 11. kolejce Ekstraklasy. Spotkają się tam bowiem dwie bardzo ciekawe drużyny, które ostatnio zaczynają stabilizować swoją formę. Obie odniosły w ubiegły weekend bardzo ważne zwycięstwa w bardzo trudnych spotkaniach. Zaimponowała przede wszystkim ekipa Waldemara Fornalika, która mierzyła się co prawda z pogrążonym w problemach Górnikiem Zabrze, ale wcale nie przeważała w tamtym spotkaniu. To zabrzanie dominowali w zasadzie przez cały mecz i to od pierwszej minuty, oddali aż 25 strzałów na bramkę Dioudisa, ale byli wyjątkowo nieskuteczni. W przeciwieństwie do przeciwników.

Piłkarze Zagłębia niewiele sobie robili z poczynań ofensywnych rywali, co mieli do wykorzystania, to wykorzystali i wyjechali ze Śląska z kompletem punktów. Zagrali solidnie w obronie, w końcu bramkę i to wyjątkowo pięknej urody zdobył Bułeca, kolejne dwie asysty zanotował Kacper Chodyna. W Lubinie naprawdę zaczyna się dziać coraz lepiej i nie jest to przypadek. Który to już raz trener Fornalik udowadnia, że jeżeli da mu się odpowiednio dużo czasu, to będzie w stanie wyjść z każdego kryzysu i rozkręcić nawet najbardziej zblazowaną drużynę.

Sobotni pojedynek będzie też wyjątkowy dla byłego selekcjonera z oczywistych względów. Fornalik zostawił w Gliwicach kawał serducha, a na koniec potraktowano go, łagodnie mówiąc, niespecjalnie elegancko. Tak więc każdy kolejny mecz przeciwko byłemu klubowi będzie dla niego idealną okazją do rewanżu, której sobie z pewnością nie odpuści. Tym bardziej że pierwszej nie wykorzystał, bo pod koniec poprzedniego sezonu, również w Lubinie, górą byli Gliwiczanie.

RUCH CHORZÓW – POGOŃ SZCZECIN (7.10, GODZ. 20:00)

W poprzedniej kolejce Jarosławowi Skrobaczowi udało się uciec przed przeznaczeniem, a tak przynajmniej wszystkim się wydawało. Przewidywania były bowiem takie, że jeżeli Ruch przegra w starciu z Puszczą Niepołomice, to w Chorzowie dojdzie do zmiany trenera. Niebiescy ledwo zremisowali z Żubrami, ale okazało się, że w gabinetach przy Cichej nikt wcale nie myśli o rozstaniu z 56-letnim szkoleniowcem. Tak przynajmniej twierdzi prezes klubu Seweryn Siemianowski.

Nie możemy trenera demonizować, robić nerwowych ruchów, nie o to chodzi. Klub jest przygotowany na każdy scenariusz, wiadomo. Ale tak jak zawodnicy mają szansę, żeby się wykazać, tak też zaufaniem obdarzamy sztab szkoleniowy, w końcu pierwszy raz pracuje na poziomie Ekstraklasy. Wierzę, że uniosą ten ciężar i przeskoczą poprzeczkę, którą sami zawiesiliśmy sobie na tak wysokim pułapie. Niech ta ekstraklasowa historia trwa dłużej niż tylko jeden sezon – w ten sposób Siemianowski odpowiedział na pytanie o przyszłość trenera Skrobacza w rozmowie z Janem Mazurkiem. Nie pozostaje nic innego jak mu wierzyć. A przynajmniej narazie.

Trudno wyrokować, że prezes Ruchu szybko nie zmieni zdania, bo, póki co, perspektyw na poprawę sytuacji nie ma, a w najbliższej kolejce chorzowianom przyjdzie się zmierzyć z rozpędzoną Pogonią Szczecin, która w poprzedniej kolejce rozniosła Lecha Poznań. Tak więc pewnie mało kto podejrzewa, że drużyna Jensa Gustafsson potknie się w starciu akurat z Niebieskimi. Trener Skrobacz musi raczej wkalkulaować sobie kolejną porażkę i skupić się na walce w kolejnych kolejkach, choć te… łatwiejsze nie będą.

Kolejni rywale Ruchu to Widzew, Śląsk i Lech. Dopiero w 15. kolejce chorzowianom przyjdzie się zmierzyć ze znacznie mniej ekskluzywnym rywalem – pogrążonym w kryzysie Radomiakiem – i pewnie dopiero wtedy będzie można myśleć o drugim zwycięstwie od momentu powrotu do Ekstraklasy…

ŚLĄSK WROCŁAW – GÓRNIK ZABRZE (8.10, GODZ. 12:30)

Jednym z najważniejszych pytań, jakie możemy obecnie zadać w kontekście wydarzeń w Ekstraklasie jest: ” Jak długo Śląsk będzie w stanie utrzymać tak wysoką formę?”. Wrocławianie, ku zdziwieniu wszystkich, są po 10 kolejkach liderem, a przecież wszyscy pamiętamy, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej tylko i wyłącznie dzięki słabości Wisły Płock utrzymali się na powierzchni. Jacek Magiera okazał się być cudotwórcą, ulepił coś z niczego, wprowadził swoją drużynę na poziom, o którym przez ostatnie lata mogła co najwyżej pomarzyć. Oczywiście wciąż jest obawa, że Śląsk podzieli los wspomnianych już płocczan, którzy też w poprzednim sezonie dość długo prowadzili, a ostatecznie przywitali się z I ligą. Wydaje się jednak, że pewne rzeczy po prostu dwa razy się nie zdarzają.

Choć trzeba też przyznać, że pozycja Śląska nieco się zachwiała przed tygodniem, bo meczu z Wartą Poznań nie sposób zaliczyć do specjalnie udanych. Ostatecznie udało się wywalczyć trzy punkty, ale gra była daleka od tego, czego zapewne oczekiwał trener Magiera. To podopieczni Dawida Szulczka prowadzili grę, stwarzali więcej zagrożenia, ale nie potrafili wykorzystać okazji, które sobie wypracowali. Kajetan Szmyt nie potrafił nawet wykorzystać rzutu karnego w końcówce, choć do tej pory był w tym bezbłędny.

Jednak nawet pomimo jakiegoś potencjalnego kryzysu, trudno podejrzewać, żeby Śląsk potknął się akurat w tej kolejce, bo przyjdzie mu się zmierzyć na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze. Ekipa ze Śląska jest kolejną drużyną, która coś tam pograć potrafi, okazje stworzyć potrafi, ale nie potrafi tego co najważniejsze – trafić do bramki. Idealnym tego przykładem może być ich ostatni mecz z Zagłębiem Lubin. Drużyna Jana Urbana oddała w tamtym spotkaniu aż 25 strzałów i… przegrała 0:2.

CRACOVIA – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK (8.10, GODZ. 15:00)

Podobne pytanie, co w przypadku Śląska, można zadać w odniesieniu do Jagiellonii. Drużyna z Podlasia jest drugą obok wrocławian rewelacją tego sezonu, a przynajmniej jego początku. W tym przypadku cudotwórcą jest Adrian Siemieniec, którego wcześniej w ogóle mało kto kojarzył. Władze Jagi same się przekonały, że warto stawiać na młodych polskich trenerów, którzy mają nieco inne spojrzenie na futbol.

Jeszcze w zeszłym sezonie mało kto by się spodziewał, że ta drużyna będzie w stanie grać tak miłą dla oka, ofensywną piłkę. Faktem jest jednak, że białostoczan ogląda się w każdym meczu wyjątkowo przyjemnie i niesie to też za sobą bardzo dobre wyniki. W końcu żółto-czerwoni zajmują czwarte miejsce w tabeli i do prowadzącego Śląska tracą zaledwie trzy punkty (mając jeden mecz zaległy). Pod względem strzelonych bramek zajmują drugie miejsce, obok Pogoni i tuż za Rakowem.

Nie zastanawiamy się, czy nam dzisiaj starczy pary, czy to będzie trwało tydzień albo dwa. Staramy się ciężko pracować z tygodnia na tydzień, walczyć o punkty w każdym kolejnym meczu. Nie wybiegamy za daleko w przyszłość. Teraz skupiamy się na najbliższym przeciwniku i… tyle. Gdzie nas to zaprowadzi? Na dzisiaj nie wiemy, ale też się nad tym nie zastanawiamy, tylko cieszymy się i doceniamy to, co mamy obecnie. Zdajemy sobie sprawę, że musimy jeszcze więcej pracować, żeby tę dobrą formę utrzymać – powiedział trener Siemieniec w poniedziałkowych Weszłopolskich.

Oby gra Jagiellonii wyglądała tak, jak wygląda, jak najdłużej.

LEGIA WARSZAWA – RAKÓW CZĘSTOCHOWA (8.10, GODZ. 17:30)

Z oczywistych względów trudno na ten moment powiedzieć o tym meczu cokolwiek. Szczególnie że wciąż nie wiemy nawet czy aby na pewno się on odbędzie. W skandaliczne sceny, do których doszło w Alkmaar, użycie przemocy wobec Dariusza Mioduskiego, zatrzymanie Josue i Pankova, trudno uwierzyć, ale niestety do nich doszło. Obaj zawodnicy mają jeszcze w piątek wrócić do Polski, ale nawet jeżeli obaj wrócą, to trudno mówić o normalnych okolicznościach i spokojnych przygotowaniach. A nie są to przecież jacyś przypadkowi zawodnicy, tylko kapitan zespołu i obrońca, który regularnie występuje w pierwszym składzie Wojskowych. W tej sytuacji nikt nie będzie zdziwiony, jeżeli władze Legii spróbują przełożyć mecz. Więcej dowiemy się zapewne na konferencji prasowej prezesa Mioduskiego.

W takich okolicznościach trudno mówić o piłce, a przecież ma to być jej święto. W końcu na Łazienkowskiej mają się spotkać nasi pucharowicze, dwa zespoły, które zdołały przejść przez eliminacje i awansować do fazy grupowej europejskich pucharów. Dwie prawdopodobnie najlepsze drużyny w lidze. Obie przegrały swoje czwartkowe mecze w Europie po 0:1, ale to nie znaczy, że w niedzielę nie stworzyłyby fantastycznego widowiska. Miejmy jednak nadzieję, że wszystko szybko się wyjaśni i mecz odbędzie się zgodnie z planem.

Trzeba czekać.

Czytaj więcej o Ekstraklasie:

Fot. 400mm.pl

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Krótka przygoda Podstawskiego. Portugalczyk odchodzi z Ruchu

wstellmach
1
Krótka przygoda Podstawskiego. Portugalczyk odchodzi z Ruchu
Ekstraklasa

Kwekweskiri: Zawiodłem jako ojciec. Incydent alkoholowy zmienił moje życie [WYWIAD]

Kamil Warzocha
0
Kwekweskiri: Zawiodłem jako ojciec. Incydent alkoholowy zmienił moje życie [WYWIAD]

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Krótka przygoda Podstawskiego. Portugalczyk odchodzi z Ruchu

wstellmach
1
Krótka przygoda Podstawskiego. Portugalczyk odchodzi z Ruchu
Ekstraklasa

Kwekweskiri: Zawiodłem jako ojciec. Incydent alkoholowy zmienił moje życie [WYWIAD]

Kamil Warzocha
0
Kwekweskiri: Zawiodłem jako ojciec. Incydent alkoholowy zmienił moje życie [WYWIAD]

Komentarze

11 komentarzy

Loading...