Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Marco Burch – wielki talent naznaczony życiowymi udrękami

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

04 października 2023, 11:24 • 7 min czytania 17 komentarzy

Po miesiącu od transferu Marco Burch w końcu dał się poznać kibicom Legii Warszawa. Z Pogonią Szczecin zaliczył dobry występ, ale szybko przyćmił go fatalnym spotkaniem z Jagiellonią Białystok. Na papierze to jednak materiał na klasowego środkowego obrońcę, o którego zabiegało wiele klubów, ale to wicemistrzowie Polski okazali się najbardziej konkretni i hipotetycznie zbili na transferze świetny interes. Jak okaże się w rzeczywistości?

Marco Burch – wielki talent naznaczony życiowymi udrękami

W debiucie w podstawowym składzie otrzymał czerwoną kartkę i w głosowaniu kibiców Legii Warszawa był najsłabszym piłkarzem na boisku w meczu z Jagiellonią Białystok. Symptomy jego gorszej gry można było zauważyć już wcześniej. Mimo to trafił do stołecznego klubu za mniej niż milion euro, choć portal transfermarkt.de wycenia go na cztery. Wydaje się jednak, że pierwsze niepowodzenia go nie zniechęcą, bo w przeszłości zmagał się z większymi problemami i wychodził z nich obronną ręką. Oto nowy obrońca wicemistrzów Polski Marco Burch.

Kontuzja jak nieśmieszny żart

Nie mogłem normalnie wrócić do domu, iść do toalety, ugotować sobie czegoś, wziąć prysznic. Wszystko było bardzo trudne i nie mogłem tego zaakceptować. Wciąż na wspomnienie tych wydarzeń bardzo się denerwuję. Były sytuację, że po prostu uderzałem pięściami w poduszkę, tylko po to, by poczuć się lepiej – opowiadał o jednym z trudniejszych momentów w karierze na łamach “Janicka-Wetterwalda” Marco Burch.

Zaledwie dwa tygodnie po wznowieniu ligi szwajcarskiej z powodu pandemii koronawirusa, nowy obrońca Legii Warszawa wypadł na wiele miesięcy. A wszystko zapowiadało się tak dobrze. Po pandemicznej przerwie odzyskał miejsce w podstawowym składzie FC Luzern. Wystąpił w pięciu meczach z rzędu, a w feralnym starciu z Thun zaliczył asystę, pierwszą na seniorskim poziomie. Spotkania jednak nie dokończył. Z powodu kontuzji kolana opuścił boisko kilka minut przed końcem zwycięskiego 3:0 meczu. Wtedy jeszcze nie wiedział, że radość z wygranej za moment zamieni się w łzy bezsilności.

W pierwszej chwili nie czułem się źle. Pomimo urazu grałem dalej, ale z każdą chwilą ból stawał się coraz bardziej intensywny. Kolano mi spuchło i blokowało się podczas biegu. Nie myślałem o możliwej kontuzji, chciałem jedynie cieszyć się z wygranej – zaczął wspominać Burch, po czym dodał ze łzami w oczach. – Gdy usłyszałem diagnozę, myślałem, że Sigi [lekarz Luzern Siegfried Reichenbach przyp. red.] robi sobie ze mnie jaja. Przecież nie czułem się tak źle. Wtedy zacząłem myśleć. Moi bliscy mówili mi, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Kontuzja może przynieść coś pozytywnego. Zacząłem zadawać sobie różne pytania i wciąż szukam odpowiedzi. 

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Śmierć brata

Kontuzja to dopiero początek problemów. Odpowiednia rehabilitacja to dużo większe wyzwanie, z którym 22-latek na początku sobie nie radził. – Operacja przebiegła pomyślnie, ale po dwóch dniach mój stan zaczął się błyskawicznie pogarszać. Mogłem tylko leżeć na łóżku. Nie byłem w stanie ruszyć kolanem. Rurka, która odsysała z niego płyn, powodowała duży dyskomfort i bardzo mnie wkurzała. Starałem się z wszystkim radzić samodzielnie. Czytałem książki, grałem na konsoli, żeby oczyścić głowę. Czasem jednak to nie wystarczało i po prostu biłem pięściami w poduszkę. 

Bardzo ważne w dojściu do zdrowia dla Burcha były mecze piłkarskie. Zaczął analizować spotkania swojego zespołu zupełnie pod innym kątem. Szybko potrafił zauważyć, w jakich fragmentach meczu jego koledzy realizują nakreśloną strategię, a w których zupełnie się to nie udawało. Pomogło mu to później, gdy wrócił na boisko. Nie dokonałby tego, gdyby nie rodzice i brat, którzy od zawsze go wspierali. To dzięki nim, nie porzucił Luzern, gdy miał 12 lat i odrzucono jego kandydaturę do starszego rocznika. Nie stracił również wiary, gdy rok po urazie zmarł jego brat Sven. Wręcz przeciwnie, to wydarzenie stało się dla niego ogromną motywacją do dalszej pracy. Brata honoruje po każdym strzelonym golu, pokazując liczbę osiem. Z takim numerem grał właśnie Sven w macierzystym FC Alpnach.

Praca z psychologiem

Już cztery miesiące po śmierci brata Marco jako 21-latek otrzymał opaskę kapitańską Lucerny. Wcześniej zdobył z nią Puchar Szwajcarii, co uważa za ogromny sukces, i powołano go do młodzieżowej reprezentacji Helwetów. Z drużyną Mauro Lustrinellego wywalczył awans na mistrzostwa Europy do lat 21, które odbyły się w czerwcu tego roku w Rumunii i Gruzji. Z boku wszystko wyglądało świetnie. Burch wyglądał jakby kontuzja pomogła mu w staniu się lepszym zawodnikiem.

W środku nie wyglądało to już tak dobrze. Jego drużyna radziła sobie coraz gorzej. Odcisnęło to również piętno na nim. – Na początku musiałem się zmuszać, żeby wchodzić w pojedynki. Czasami ich unikałem. Ale przyszedł moment, w którym powiedziałem sobie: “musisz przez to przejść”. Wcześniej miałem kilka dni, które wcale nie były dobre. Czułem się jak gówno. Potrzebowałem pomocy – opowiedział 22-latek na łamach “Pilatus Today”. Skorzystał zatem ze wsparcia psychologa, z którym pracuje do dziś, co potwierdził w rozmowie z legia.com.

Wiem, jaki mam potencjał. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem zapewne najsilniejszym, czy najszybszym obrońcą. Codzienną pracą będę starał się dążyć do bycia takim zawodnikiem. Tym bardziej istotne, żeby być silnym mentalnie. Pracuję z trenerem mentalnym. Bardzo dużo z nim rozmawiałem przed pierwszym spotkaniem w roli kapitana Luzerny. Powiedział mi, że nie powinno być żadnej różnicy w moim podejściu, gdy gram jako kapitan albo jeden z jedenastu zawodników pierwszej jedenastki. Jesteś cały czas tą samą osobą, tym samym Marco. Spodobało mi się to nowe wyzwanie. Chciałem pokazać jeszcze więcej i udowodnić trenerom, że zasłużyłem na tę opaskę. Dowodzenie drużyną było zaszczytem – wyjaśnił.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zakup poniżej wartości

Dziennikarze w Szwajcarii zauważyli jednak, że dzieje się coś niedobrego z Burchem. Nie był już tak pewny. Popełniał więcej błędów. Stracił przez to również miejsce w podstawowym składzie młodzieżowej reprezentacji podczas Euro U-21 po dwóch meczach grupowych. Swój brak pewności przeniósł na Lucernę, która w trudnych do zrozumienia okolicznościach przegrała dwumecz eliminacji Ligi Konferencji ze szkockim Hibernian.

Był najlepszym stoperem w drużynie. Zrobił zdecydowany progres względem wcześniejszego sezonu. Patrząc na całą ligę, z pewnością zaliczał się do czołówki obrońców, lecz byli od niego lepsi: Cedric Zesiger, który tego lata trafił do Wolfsburga, czy Leonidas Stergiou aktualnie reprezentujący VfB Stuttgart. W ostatnich miesiącach grał jednak gorzej, popełniał dużo błędów szczególnie w eliminacjach LKE. To dziwne, bo zazwyczaj był stabilnym zawodnikiem. Choć miał mecze, w których grał świetnie, a nagle przydarzał mu się niewytłumaczalny babol. Wcześniej było to związane z jego wiekiem, bo wciąż jest młody. Ostatnio może to wynikało z tego, że bardzo zależało mu na transferze? Burch chciał zmienić otoczenie, szukał nowych wyzwań – skomentował Raphael Gutzwiller z “Luzerner Zeitung” na łamach “Przeglądu Sportowego”.

Burchem interesował się m.in. Hannover. Obserwowały go również kluby z Turcji i Włoch. Sam zawodnik miał przeświadczenie, że to odpowiedni moment na zmianę. Kolejny rok wyłącznie w lidze szwajcarskiej mógł spowolnić jego karierę. Nie zamierzał przedłużać umowy, która wygasała z końcem czerwca 2024 roku. Zaczął się również interesować innymi rzeczami, nie tylko piłką, dlatego w wolnym czasie zrobił patent na łódkę. Sprytnie te fakty wykorzystała Legia, która wynegocjowała kwotę odstępnego na poziomie 500-800 tys. euro, choć 22-letni obrońca wyceniany jest przez portal transfermarkt.de na cztery miliony euro.

Czas zwodować karierę

Były oferty, były zapytania. Hannover też pytał, ale nie było tam żadnych konkretów. Legia była konkretna, a ja chciałem tutaj trafić – powiedział Burch na łamach legia.com, po czym szybko nawiązał do swojej rodzinnej pasji.

Mój ojciec miał łódkę. W przeszłości spędzaliśmy wiele czasu na wodzie, na łódce. Gdy doznałem kontuzji w tym roku, uznałem, że będę miał chwilę czasu, aby zrobić patent na łódkę. Można powiedzieć, że to było takie moje małe marzenie. Zacząłem się przygotowywać, uczyć wszystkich zasad. Naukę przerwały mecze reprezentacji Szwajcarii U21, ale później ponownie siadłem do książek i praktyki na wodzie. Miałem kilka lekcji, które gwarantowały wiele emocji i śmiechu. Ostatecznie przystąpiłem do egzaminu i zdałem! Szkoda, że nie mam czasu, aby trochę popływać, ale na pewno skorzystam z tej możliwości przy najbliższej okazji – dodał 22-latek.

Teraz Burch musi zwodować swoją łódkę kariery w Warszawie. Na początku nie obyło się bez problemów, bo choć o ile w trudnych okolicznościach meczu z Pogonią Szczecin, wchodząc z ławki, spisał się bez zarzutu, o tyle w starciu z Jagiellonią Białystok otrzymał pierwszą w karierze czerwoną kartkę i zdaniem kibiców Legii był najsłabszym piłkarzem przegranego spotkania. Nie po raz pierwszy 22-latek napotyka problemy na swojej drodze. Zwykle wychodził z nich obronną ręką i na to liczą wszyscy w zespole wicemistrza Polski, jak i sam Szwajcar.

WIĘCEJ O LEGII:

Fot. FotoPyk

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Bracia Williams wprowadzili Athletic Bilbao do finału Pucharu Króla

Piotr Rzepecki
6
Bracia Williams wprowadzili Athletic Bilbao do finału Pucharu Króla

Ekstraklasa

Hiszpania

Bracia Williams wprowadzili Athletic Bilbao do finału Pucharu Króla

Piotr Rzepecki
6
Bracia Williams wprowadzili Athletic Bilbao do finału Pucharu Króla

Komentarze

17 komentarzy

Loading...