Świątek i Hurkacz znów zwycięsko!

Sebastian Warzecha

17 sierpnia 2023, 22:48 • 3 min czytania

Reklama
Świątek i Hurkacz znów zwycięsko!

Hubert Hurkacz i Iga Świątek nie mieli dziś łatwych zadań, ale zgodnie wygrali swoje mecze w 1/8 finału turnieju w Cincinnati. Hubert w świetnym stylu pokonał Stefanosa Tsitsipasa, natomiast Iga po gorszym pierwszym secie, w dwóch kolejnych zdecydowanie górowała nad Chinką Qinwen Zheng. 

Reklama

Hubert Hurkacz nie był faworytem starcia ze Stefanosem Tsitsipasem. Z Grekiem grał do tej pory w karierze ośmiokrotnie, triumfował tylko dwa razy, ale – co dawało pewne nadzieje – to on był lepszy w ich jedynym spotkaniu w Stanach Zjednocznych (Miami 2021). Polak zresztą w ostatnich tygodniach wygląda na korcie naprawdę nieźle – na Wimbledonie sprawił problemy Novakowi Djokoviciowi, w Kanadzie z kolei przegrał po niezwykle zaciętym meczu z Carlosem Alcarazem, a w Cincinnati w kluczowych momentach meczów jest lepszy od rywali.

Dziś zresztą lepszy był od samego początku, bo już w drugim gemie – choć w pierwszym sam bronił break pointa – przełamał rywala. A potem przewagę utrzymywał, choć bywało, że Stefanos był bliski odrobienia strat. Choćby w siódmym gemie, gdy wypracował sobie dwa break pointy, ale wtedy do roboty wziął się Hubert, wygrał cztery punkty z rzędu i utrzymał podanie. Zresztą dziś szło mu to o tyle łatwiej, że doskonale funkcjonował jego serwis. Często wygrywał własne gemy do zera – choćby na zakończenie pierwszego seta.

W drugim tempa nie zwolnił, co normalnie często mu się zdarza. Od razu przełamał Stefanosa, a potem pewnie trzymał podanie. I właściwie niezagrożony dotarł do samego końca partii i meczu, który okazał się jednym z najlepszych w wykonaniu polskiego tenisisty w całym trwającym sezonie. Pokonał w końcu czwartego tenisistę świata, a w nagrodę dostanie mecz z nierozstawionym Alexeiem Popyrinem. Jeśli wygra, w półfinale może mieć okazję do rewanżu za niedawną porażkę – w teorii powinien tam trafić na Carlosa Alcaraza. Choć Hiszpan gra aktualnie z Tommym Paulem, z którym mu wyjątkowo nie po drodze – przegrał dwa z ich trzech meczów.

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Reklama

Iga Świątek zaczynała swój mecz w chwili, gdy Hubert Hurkacz rozgrywał ostatnie punkty spotkania z Tsitsipasem. I o ile Hubi dał nam wiele radości, o tyle Iga na starcie spotkania tego nie zrobiła, bo dała się przełamać i to… dwa razy z rzędu. Jedno przełamanie odrobiła co prawda na dystansie seta, ale Chinka Qinwen Zheng i tak doprowadziła do swojej wygranej w całym secie. Trzeba jej przy tym oddać, że była solidna, dobrze serwowała, a Iga z kolei nie mogła w pełni odnaleźć swojego rytmu.

Inna sprawa, że zgadzało nam się to z tym, czego spodziewaliśmy się przed meczem – Zheng bowiem już kilka razy sprawiała Polce problemy, ale ta zawsze wygrywała. I tym razem nie było inaczej.

Bo po pierwszym secie Iga poszła do toalety, zmieniła strój i zaczęła grać jak inna tenisistka. Dużo precyzyjniej, mocniej i pewniej. Zheng popełniała mnóstwo błędów, w swoich pierwszych trzech gemach serwisowych w tym secie nie zdobyła nawet punktu(!), odżyła dopiero przy stanie 0:5, ale było stać ją na wygranie tylko jednego gema. W trzecim secie obraz gry nie uległ zmianie, a wynik był identyczny. Iga znów wygrała 6:1 i spokojnie zamknęła mecz.

– Trener powiedział mi kilka miesięcy temu, by zmieniać strój po przegranym secie. Dla takiego resetu, żeby wyjść na drugi set „na świeżo”. Myślałam, że to [szeptem] bullshit. (śmiech) Jestem dumna z tego, co osiągam. Dobrze, że ludzie w moim teamie mi o tym wszystkim przypominają, bo sama często skupiam się na tym, co przede mną. Jestem zadowolona z mojego sezonu, osiągnięcia są nawet czasem przytłaczające – mówiła Iga po meczu.

Reklama

Jutro Polka zmierzy się z inną mistrzynią wielkoszlemową z tego sezonu – Marketą Vondrousovą, sensacyjną triumfatorką Wimbledonu.

Hubert Hurkacz – Stefanos Tsitsipas 6:3, 6:4 

Iga Świątek – Qinwen Zheng 3:6, 6:1, 6:1 

Fot. Newspix

Reklama

Czytaj więcej o tenisie:

Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Suche Info

Reklama
Ekstraklasa

Jest obsada sędziowska na Multiligę. Dwóch nieobecnych

Jan Broda
27
Jest obsada sędziowska na Multiligę. Dwóch nieobecnych
Mundial 2026

Włosi reagują na propozycję zastąpienia Iranu. Jasne stanowisko

Jan Broda
16
Włosi reagują na propozycję zastąpienia Iranu. Jasne stanowisko
Piłka nożna

Rekord frekwencji w kobiecej piłce! Piłkarki Lecha rozbiły bank

Jan Broda
29
Rekord frekwencji w kobiecej piłce! Piłkarki Lecha rozbiły bank