Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Pogoń za marzeniami. Ale Gent w teorii mocniejszy od Karabachu

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

09 sierpnia 2023, 11:46 • 6 min czytania 48 komentarzy

Kto dobrze życzy Pogoni Szczecin, raczej nie powie, że wieczorem w Gandawie w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji ma wygrać lepszy. Bo na pierwszy, drugi, trzeci i może nawet czwarty rzut oka, lepszym zespołem zdaje się być Gent.

Pogoń za marzeniami. Ale Gent w teorii mocniejszy od Karabachu

Jean de La Fontaine był bajkopisarzem, napisał ich blisko 250, zalicza się go do czołowych przedstawicieli francuskiego klasycyzmu, ale w naszym dziennikarstwie to przede wszystkim kluczowa postać anegdoty rozpropagowanej przez ojca polskiego reportażu Melchiora Wańkowicza.

Otóż pewnego razu w gospodzie trzech mężczyzn wykłócało się zawzięcie o kolor promieni słonecznych, załamujących się w stojącej na stole karafce z winem. Jeden zarzekał się, że są czerwone. Drugi rękami i nogami zapierał się, że niebieskie. Trzeci zaklinał na czym świat stoi, że różowe. Za cholerę nie mogli się porozumieć, więc poprosili jednego z gości – właśnie La Fontaine’a – o rozstrzygnięcie sporu.

Bajkopisarz się zgodził i zaczął obchód stołu. Patrzy zza pleców pierwszego – czerwone. Znad głowy drugiego – no niebieskie. Dochodzi do trzeciego – kurde, różowe!

Każdy miał rację!

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Puenta i rozpropagowana przez Wańkowicza lekcja dla dziennikarzy – perspektywa wszystko zmienia. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Gent – Pogoń Szczecin: zapowiedź

Dlatego na rywalizację Pogoni Szczecin z Gentem staramy się spojrzeć z różnych stron, ale jak byśmy nie patrzyli, faworytem rywalizacji pozostaje drużyna z Gandawy.

Po pierwsze, liga belgijska jest zdecydowanie silniejsza niż polska. Ósma w rankingu UEFA za ostatnie pięciolecie, a nasza zajmuje 24. miejsce. Przepaść.

Ale z drugiej strony przed sezonem 2020/21, w którym Lech Poznań wyeliminował z kwalifikacji do Ligi Europy RSC Charleroi, było jeszcze gorzej (ósma i 29. pozycja), a jednak to Kolejorz był górą i wszedł do fazy grupowej, więc może to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy?

Po drugie, w jaki ranking klubowy nie zerknąć, wychodzi na to, że dużo silniejszy jest Gent. Według klasyfikacji UEFA to 47. ekipa kontynentu, Portowcy – 291., daleko w tyle, ale to tak naprawdę świadczy o doświadczeniu w europejskich pucharach, niekoniecznie o aktualnej sile, dlatego sprawdzamy dalej.

Ranking Elo. Przed dzisiejszym starciem Gent z 1627 punktami to szósty zespół całych eliminacji Ligi Konferencji, za Club Brugge, Besiktasem, Fenerbahce, Twente oraz AZ Alkmaar. Pogoń z wynikiem 1480 to 20. drużyna. Sporo lepsza od MSK Zilina (1364), która został brutalnie oklepana przez Belgów (10:3 w dwumeczu), aczkolwiek ciągle słabsza.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

EKSTRAKLASA W FUKSIARZ.PL!

Power ranking Opta. Tutaj Gent plasuje się na 72. miejscu w Europie (83,5 punktu na 100) i trzecim w kwalifikacjach do Ligi Konferencji, Pogoń – na 183. pozycji (78,3) i gdzieś daleko w eliminacjach. Znowu – znacząca różnica, ale nie tak przygniatająca jak w przypadku wspomnianej ekipy ze Słowacji, którą w najnowszym zestawieniu kontynentalnym sklasyfikowano na 756. miejscu (70.4).

Czyli Portowcy raczej unikną egzekucji, której wątpliwą przyjemność mieli okazję doświadczyć nasi południowi sąsiedzi, ale dalej łatwo im nie będzie (tak oględnie to ujmując).

Po trzecie, doświadczenie w europejskich pucharach. Tak, już o tym wspomnieliśmy przy okazji rankingu UEFA, ale w tym miejscu warto to rozwinąć o poprzedni sezon. Otóż tylko w ostatniej kampanii Gent rozegrał więcej meczów (czternaście w Lidze Europy i Lidze Konferencji) niż Pogoń w całej swojej historii występów na międzynarodowej scenie do rozgrywek 2022/23 włącznie, czyli do potyczek z Broendby (dwanaście). Dzięki rywalizacji z Linfield granatowo-bordowi wyrównali rezultat De Buffalo’s z poprzedniego roku.

Miazga.

Dopiero niedawno w Belfaście granatowo-bordowi odnieśli pierwsze zwycięstwo w pucharach na wyjeździe, tymczasem ekipa z Gandawy właśnie w minionym sezonie dotarła do ćwierćfinału Ligi Konferencji i odpadła dopiero po walce z przyszłym triumfatorem – West Hamem (1:1 i 1:4).

Po czwarte, wartość obu zespołów. Tak, tak, wiemy, jeszcze nigdy worek pieniędzy gola nie strzelił, ale – niestety dla nas – najczęściej wychodzi na to, że ci, co kosztują więcej, są lepsi od tych tańszych. Nie zawsze, to prawda, aczkolwiek najczęściej. Tylko albo aż.

I tak – Transfermarkt wycenia kadrę Gent na ponad 82 miliony euro i to numer pięć w eliminacjach, a Pogoń – niecałe 13 i pół bańki, co daje pozycję 46. Wiemy, to nie jest idealne źródło, absolutnie, ale podajemy je jako poszerzenie horyzontu. Tutaj nie ma mowy o niewielkiej różnicy, a sześciokrotnej przebitce. Skądś to musi wynikać. To nie granica błędu statystycznego. Tylko w ostatnich siedmiu latach władze klubu z Gandawy 33-krotnie kupowały piłkarzy za minimum 1,5 miliona euro. Rekord transferowy Portowców to 900 tysięcy za Wahana Biczachczjana.

Czy w związku z tym wszystkim Pogoń stoi na straconej pozycji?

Liczby nie grają

Nie, ale po prostu będzie jej bardzo, bardzo trudno i chcieliśmy to uwypuklić, żeby potem nie było, że ktoś pompował balonik. Pokazać skalę wyzwania, co podkreślimy jeszcze jedną statystyką – Karabach w dniu rewanżu z Rakowem w rankingu Elo miał 1559 punktów, czyli mniej niż dzisiaj Gent. Tak, drużyna z Baku w ubiegłym tygodniu prawdopodobnie była słabsza niż ta z Gandawy tego wieczoru (to samo wynika z Power Rankingu Opta).

Co na końcu nie znaczy, że musi wygrać. Te wszystkie klasyfikacje nie biorą się z nieba i najczęściej mają odbicie w rzeczywistości, ale ostatecznie na boisku będzie walczyć jedenastu chłopów z jedenastoma chłopami i czasem na murawie wszystkie wyliczenia biorą w łeb. Przykład pierwszy z brzegu – Klaksvik. U progu eliminacji Ligi Mistrzów mistrz Wysp Owczych był drugi najgorszy w stawce wg Elo (słabszy tylko Lincoln z Gibraltaru), ale jakoś w wyeliminowaniu Ferencvarosu i Hacken mu to nie przeszkodziło. Teoretycznie taki Niedercorn z Luksemburgu nie powinien mieć podejścia do Midtyjlland, a odpadł dopiero po dogrywce. Crusaders z Irlandii Północnej – poziom niższy niż Linfield – napędził stracha Rosenborgowi i też dał się wyeliminować po dogrywce.

Wielki sen małej mieściny. Klaksvik na drodze do piłkarskiego raju

Czyli można albo awansować, albo przynajmniej się postawić, startując z gorszej pozycji.

I Pogoń ma argumenty przynajmniej ku temu, żeby się postawić. Efthymios Koulouris jest w takim gazie, że kiedy przechodzi obok boiska szkolnego, wystrzelona przypadkowo piłka odbija się od niego i wpada do bramki. Marcel Wędrychowski ma taką manianę w nogach, że od jego balansu ciałem nogi obrońców plączą się jak po dobrej wódeczce. Kamil Grosicki strzela, podaje, drybluje, jakby nie miał tych 35 lat na karku. Wahan Biczachczjan ma takie piźnięcie w nodze, że nawet armata w twierdzy Kłodzko się chowa. Luka Zahović błyszczy dzięki obecności Koulourisa i może robić to, co wychodzi mu najlepiej, czyli angażować się w rozegranie i biegać, gdzie chce. Linus Wahlqvist i Leonardo Koutris nie zatrzymują się na bokach obrony i we dwóch mogą sobie stworzyć akcję bramkową. Mariusz Malec już nie tylko świetnie wprowadza, lecz także imponuje w obronie.

No właśnie, ta obrona. Nieszczęsna obrona. Bo tak jak łatwo znaleźć argumenty „za” w ofensywie, tak prosto je obalić defensywą. Z dobrych wiadomości – do podstawowego składu wróci Benedikt Zech, z którym na boisku Portowcy w tym sezonie bramki nie stracili (cały mecz z Wartą Poznań i połówka z Linfield). A co z Dante Stipicą, pewnie największym powodem do niepokoju, od którego samego imienia i nazwiska kibice granatowo-bordowych dostają palpitacji serca? Cóż, raczej uporał się z drobnymi kłopotami zdrowotnymi, natomiast to nie przesądza, że zagra on, a nie Bartosz Klebaniuk, który udanie zastąpił Chorwata w rewanżu z gośćmi z Irlandii Północnej. Trudna decyzja przed trenerem Jensem Gustafssonem. Oby wybrał mądrze. W ciemno można stawiać, że taka gangsterka bramkarza jak rok temu Stipicy z Broendby albo niedawno w Belfaście skończy się klęską.

Jeszcze raz – łatwo nie będzie, poprzeczka zawieszona bardzo wysoko, jednak też nie aż tak, by jej nie przeskoczyć. To nie tak, że zwykli śmiertelnicy jadą na Olimp do bogów, których muszą błagać o litość. Po prostu muszą zagrać na swoim najwyższym możliwym poziomie – szczególnie pod własnym polem karnym – i wówczas jak u Anity Lipnickiej: wszystko się może zdarzyć. Ale jeśli Portowcy nie unikną baboli popełnianych na początku sezonu, wszystkie rankingi znajdą potwierdzenie w rzeczywistości. Niestety, Gent nie da im szans.

WIĘCEJ O POGONI SZCZECIN:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Konferencji

Komentarze

48 komentarzy

Loading...