Reklama

Zjazd Stipicy równie spektakularny jak Bargiela z K2. Od kozaka do przeciętniaka

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

28 lipca 2023, 13:04 • 7 min czytania 22 komentarzy

Dante Stipica to nieustanna zagadka. Przez pierwsze dwa, może nawet trzy lata w Pogoni Szczecin zastanawiano się, jakim cudem taki fachura większość kariery przesiedział na ławce w Hajduku Split oraz CSKA Sofia. Z kolei przez kolejny rok z okładem trudno nie głowić się, co się stało z gościem, który bronił, jakby miał osiem rąk i stąd przydomek „Ośmiornica” nadany przez kolegów z zespołu, a następnie podłapany przez kibiców.

Zjazd Stipicy równie spektakularny jak Bargiela z K2. Od kozaka do przeciętniaka

Kiedy na początku października 2021 władze Pogoni ogłosiły przedłużenie kontraktu z Dante Stipicą do końca czerwca 2026, wydawało się, że właśnie na dłuższy czas skreślają z listy jeden z problemów. Co by się nie działo, mają z głowy obsadę pozycji bramkarza. Tyłów będzie im pilnował jeden z najlepszych w lidze, a momentami po prostu numer jeden.

Zjazd Dante Stipicy. Od kozaka do przeciętniaka

Chorwat trafił do Portowców przed sezonem 2019/20 i pierwsze dwa lata układały się bajkowo. Głęboki rezerwowy CSKA Sofia po przyjeździe do Polski okazał się herosem, który z miejsca zaczął ratować cztery litery drużynie z Pomorza Zachodniego. Jak żaba, co to tak naprawdę jest księciem, tylko potrzebowała sposobu na zdjęcie czaru. Tyle że w przypadku Stipicy obyło się bez pocałunku, wystarczyło zaufanie i miejsce w podstawowym składzie.

SUPER PROMOCJA W FUKSIARZ.PL! MOŻESZ ODEBRAĆ 100% DO 300 ZŁ

W debiucie pomógł wygrać z Legią w Warszawie (pierwszy raz od 36 lat!), potem kapitalnie bronił choćby z Arką Gdynia (sam na sam Kamila Antonika) czy Piastem w Gliwicach (cudem nie dał się pokonać Jorge Feliksowi), a później po prostu trzymał poziom. Zasłużenie został wybrany najlepszym golkiperem rozgrywek 2020/21, w których granatowo-bordowi zdobyli brązowy medal i finiszowali na podium po równiutko dwóch dekadach przerwy. Bezwzględnie był jednym z głównych autorów tego sukcesu.

Reklama

Następny sezon może nie był już tak spektakularny, aczkolwiek ciągle nie można było mieć do Stipicy jakichś większych pretensji. Aż nadeszły rozgrywki 2022/23 i zaczął się zjazd Chorwata. Ale to taki, że tylko Jędrek Bargiel ze swoim zjazdem na nartach z K2 może się równać.

Gangsterka odstawiona wczoraj w Belfaście przeciwko Linfield to tylko kolejny etap zjazdu. Gdyby tylko Jens Gustafsson znał klasyki Ekstraklasy, miałby pełne prawo po pierwszym golu dla gospodarzy odwrócić się do Roberta Kolendowicza czy Andrzeja Krzyształowicza i zacytować Janusza Wójcika: – Nie mam bramkarza, kurwa. Gramy bez bramkarza, kurwa.

I tak z krótkimi przerwami od dwunastu miesięcy, bo tak się złożyło, że potyczka w Irlandii Północnej wypadła rok bez jednego dnia po porażce z Broendby 0:4, do której wydatnie przyczynił się Stipica. Kto zapomniał (na pewno nie kibice Pogoni, wiemy), Portowcy po remisie 1:1 u siebie w Danii zaczęli zaskakująco dobrze i cisnęli miejscowych, tyle że kiedy wydawało się, że już za chwilę, za momencik ich napoczną, a im to nic złego nie grozi, „popisał się” Stipica. Chorwat podał za lekko do Luisa Maty, ten próbował nieporadnie ratować sytuację i bęc, karny z niczego. Granatowo-bordowi mogli czuć się jak podczas spaceru w piękne, ciepłe, majowe popołudnie, gdy na niebie nie ani jednej chmurki, a tu nagle bach! Jak nie pieprznie piorun…

Co gorsza, po pierwsze, to był dopiero początek, a po drugie, Stipica wszystko sprowadził do braku szczęścia, jak tłumaczył w Interii.

W tym sezonie czasami brakowało szczęścia, kiedy piłka odbijała się od rękawicy i wpadała do siatki, zamiast potoczyć się poza boisko. Tak bywa – wyjaśniał na początku marca, już na chłodno.

Cóż, w ten sposób to skomentowaliśmy:

Reklama

Nie sprowadzajmy wszystkiego do fartu. Bo to nie pech podał za lekko do Luisa Maty w starciu z Broendby, co skończyło się karnym i mecz się posypał. To nie pech znokautował Damiana Michalskiego z Wisły Płock i z niczego wykreował jedenastkę. To nie pech zaliczył pusty przelot z Piastem Gliwice, co tylko dzięki asekuracji kumpli nie skończyło się golem. To nie przez łapska pecha prześlizgnęła się piłka po uderzeniu Jesusa Imaza z Jagiellonii Białystok czy Macieja Żurawskiego z Warty Poznań… I tak dalej, i tak dalej.”

Po tym, jak obśmialiśmy te brednie, czyli na początku marca, akurat Stipica zaczął znowu robić swoje. Nie wyczyniał cudów, nie było chodzenia po wodzie czy wskrzeszania zmarłych, natomiast przynajmniej nie wpuszczał wszystkiego, co leciało w jego kierunku. To już dużo. Przy czym wciąż na przestrzeni całego sezonu Pogoń miała jednego z gorszych golkiperów w Ekstraklasie. Wszystkie statystyki to potwierdzają.

Najpierw zerknijmy w skuteczność interwencji – 68,8%. Uwaga, to 22. rezultat w lidze. Ktoś powie – bo obrona. W porządku, po zmianach taktycznych wprowadzonych przez Gustafssona Portowcy stali się bardziej wrażliwi w tyłach (jakkolwiek to nie brzmi), tyle że w Wiśle Płock, Miedzi Legnica, Lechii Gdańsk czy Widzewie Łódź (głównie wiosną) też nikt dostępu do bramki nie murował, a golkiperzy tych ekip bronili pod tym względem lepiej od Chorwata – Bartłomiej Gradecki (77,5%), Mateusz Abramowicz (76,6%), Dusan Kuciak (73,2%) oraz Henrich Ravas (72,2%, wszystkie dane za EkstraStarts).

Idźmy głębiej – w statystykę „uratowanych goli” WyScouta. Zgodnie z tymi wyliczeniami Stipica to 11. bramkarz ligi z 1,42. Tak, warto docenić, że jest na plusie, a więc uchronił ekipę ze Szczecina od przynajmniej jednej straconej bramki, ale generalnie wychodzi na to, że na przestrzeni całego sezonu wpuszczał, co miał wpuszczać. A do tego przydarzały mu się wspomniane cyrki, jak nokaut Michalskiego czy pusty przelot z Piastem albo sprokurowanie karnego ze Stalą Mielec, przecież nieuwzględniane w tej statystyce.

Lepiej wypadli m.in. Abramowicz, Gradecki czy Krzysztof Kamiński.

Zerknijmy jeszcze w rubrykę „uratowanych goli na 90 minut”, bo kto wie, może po prostu inni mieli mniej okazji do popełnienia błędu, jako że Gradecki wymieniał się z Kamińskim? No też nie. W tym zestawieniu Chorwat uplasował się na 12. pozycji, m.in. za Gradeckim, Kamińskim czy Marcelim Zapytowskim z Korony Kielce.

Niewiele lepiej wypadł Stipica w ogólne ocenie – WyScout Index, ale ciągle daleko to TOP 4. Dlaczego wspominamy TOP 4?

Dla mnie najważniejsze jest, że utrzymuję dobry poziom, godny bramkarza Pogoni – stwierdził wiosną.

Dlatego TOP 4. Pogoń absolutnie zalicza się do czołowej czwórki w lidze (np. suma punktów za ostatnie cztery lata), więc poziom godny jej bramkarza powinien oznaczać bycie w czołowej czwórce. Jasne, plus minus, ale Stipica w większości statystyk nie łapie się nawet do pierwszej dziesiątki, a na dokładkę raz na jakiś czas daje występ jak w Danii czy Irlandii Północnej. W Belfaście w zasadzie od pustego przelotu w pierwszej połowie wszyscy regularnie oglądający Portowcy przeczuwali katastrofę. Gołym okiem widać było niepewność 32-latka.

Czyli – niech to wybrzmi – Stipica od roku nie dość, że w najlepszym wypadku broni tylko, co generalnie bronią inni, jeszcze pomaga przeciwnikom. A jeszcze można do tego dodać grę nogami, która skończyła się karnym dla Broendby, a w czwartek żółtą kartką dla Linusa Wahlqvista (Szwed musiał ratować sytuację po niedokładnym dograniu Chorwata). Średnia celność długich podań Stipicy w minionym sezonie Ekstraklasy to 59%. Dla porównania – Filipa Bednarka 62%, Vladana Kovacevicia 65%, Frantiska Placha 64%, a Karola Niemczyckiego 78%. Też daleko mu do czołówki w kraju, dlatego kopanie po autach na Windsor Park nie powinno dziwić.

Fakt, dane dotyczą poprzednich rozgrywek, a przecież te finalne dwa miesiące były już przyzwoite, stąd może nie ma co rozdzierać szat po jednym babolu? Może się czepiamy? Może warto zmienić perspektywę na bardziej optymistyczną i to wcale nie jest kolejny etap zjazdu? Cóż, może i dałoby się wierzyć, że to wyjątek i nie wraca „tryb Broendby”, aczkolwiek w ostatnim sparingu przed rozpoczęciem sezonu z Hansą Rostock Stipica też sprezentował gola przeciwnikom – „wypluł” piłkę po rzucie wolnym. I – podobnie jak w czwartek – nie musiał radzić sobie z jakąś bombą w stylu Roberto Carlosa, a takim sobie dośrodkowaniem/strzałem.

I dochodzimy do sedna – Pogoń ma w najlepszym wypadku przeciętnego bramkarza, co sprawia, że walka z Gentem w trzeciej rundzie eliminacji staje się jeszcze trudniejsza, a już była cholernie trudna. Według rankingu Elo w tym momencie to czwarta ekipa całych kwalifikacji (1611 punktów), mocniejsze są jedynie Twente, Besiktas oraz Club Brugge, a słabsze m.in. FC Basel, Viktoria Pilzno czy Bodo/Glimt. To Bodo/Glimt, które co prawda kilka miesięcy temu wyeliminował Lech Poznań, jednak lekko, łatwo i przyjemnie nie było. W ciemno można stawiać, że jeżeli Portowcy w ogóle mają podjąć rękawice i może sprawić niespodziankę, muszą mieć między słupkami fachurę. Kogoś, kto będzie bronił, jakby miał osiem rąk. Tak, Stipicę w wersji 2019-21. Bo ta obecna to prezent dla rywali.

Rzecz jasna, nie ma opcji, by teraz, zaraz władze granatowo-bordowych kogoś zatrudniły, ewentualny dubler – Bartosz Klebaniuk – leczy uraz, dalej już w ogóle nie ma doświadczenia i pewnie umiejętności (Axel Holewiński ma 17 lat, w seniorach wystąpił raz – w trzecioligowych rezerwach). Pozostaje wierzyć, że jakimś cudem Stipica przeistoczy się w dawną wersję siebie. A jeśli to się nie wydarzy (to i pewnie Gentu się nie przejdzie) i do zimy dalej będzie taki, jak przez ostatni rok, znalezienie nowego golkipera stanie się priorytetem. Bez kozaka między słupkami drużyna ze stolicy Pomorza Zachodniego nie wykona następnych kroków w przód. A na dzisiaj pozycja bramkarza zdaje się być najgorzej obsadzona w podstawowej jedenastce ekipy Gustafssona.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro

Patryk Fabisiak
0
Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro
Ekstraklasa

Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Patryk Fabisiak
6
Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Ekstraklasa

Inne kraje

Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro

Patryk Fabisiak
0
Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro
Ekstraklasa

Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Patryk Fabisiak
6
Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Komentarze

22 komentarzy

Loading...