Reklama

„Grecki Benzema”. Kim jest Efthymios Koulouris, nowy piłkarz Pogoni Szczecin?

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

09 lipca 2023, 16:20 • 15 min czytania 21 komentarzy

Z jednej strony – najmłodszy król strzelców ligi greckiej od 51 lat, w sumie w trakcie swoich dwóch ostatnich sezonów w ojczyźnie zdobył 33 bramki, a karierę w Ligue 1 zaczął tak, że France Football i The Guardian stawiały go w jednym szeregu z Victorem Osimhenem. Z drugiej – nagle bez wyraźnego powodu kompletnie odstawiony od składu we Francji, w Austrii wyróżnił się tylko spektakularnym „pudłem”, a w Turcji był głównie rezerwowym. Które oblicze Efthymios Koulouris pokaże w Pogoni Szczecin?

„Grecki Benzema”. Kim jest Efthymios Koulouris, nowy piłkarz Pogoni Szczecin?

Efthymios Koulouris całe życie marzył o jednym – o grze w PAOK-u Saloniki. O biało-czarnej koszulce ze swoim nazwiskiem na plecach i herbem z dwugłowym orłem na klatce piersiowej. O wiwatach tłumów zgromadzonych na Toumba. O radości z goli strzelanych ku chwale Dikefalos tou Vorra.

Ale świat padł mu do stóp, kiedy zaczął godzić się z niespełnieniem tego marzenia i zdecydował się na wypożyczenie.

Okres przygotowawczy do sezonu 2018/19 jeszcze rozpoczął w PAOK-u, tyle że po rozmowie z trenerem Razvanem Lucescu już wiedział. To nie ma sensu. Znowu będzie w rezerwie. Trzeba wyfrunąć z gniazda. Wybrał Atromitos Ateny i rok później został królem strzelców Super League z 19 golami. Chciał go Celtic. Ponoć również Fenerbahce. Był na liście Anderlechtu. Sporting Lizbona pytał o wypożyczenie. Pisano również o Derby County i Watfordzie. Ale to Toulouse zapłaciła 3,5 miliona euro.

Do Ligue 1 wszedł jak do siebie – w pierwszych dziewięciu kolejkach zdobył cztery bramki i dołożył asystę. The Guardian umieścił go na liście dziesięciu najlepszych transferów pod względem stosunku ceny do jakości, obok m.in. Ismaela Bennacera z Milanu czy Victora Osimhena z Lille. France Football wybrał do piątki piłkarzy, którzy na starcie Ligue 1 zachwycili najbardziej, wspólnie z Osimhenem, Dario Benedetto z Olympique Marsylia, Wissamem Ben Yedderem i Islamem Slimanim z AS Monaco.

Reklama

Do naszego klubu trafia zawodnik bardzo dużego kalibru – więc jakim cudem cztery lata później szef pionu sportowego Pogoni Szczecin Dariusz Adamczuk mógł powiedzieć te słowa po podpisaniu umowy z Koulourisem?

Efthymios Koulouris – sylwetka

Mówili o nim „Ringo”, bo trener dzieciaków z Aetos Skydra – Apostolos Mastoras – akurat był w kinie na jakimś westernie, w którym kowboj o tym imieniu strzelał z pistoletów z obu rąk, i skojarzyło mu się to z Koulourisem, który uderzał z obu nóg. A uderzał tak, że w końcu, w 2009 roku, zwrócili na niego uwagę skauci PAOK-u.

Tego PAOK-u, w którym latach 50. i 60. brylował jego wujek Leandros Symeonidis. Tego PAOK-u, o którym marzył Efthymios odkąd podawał piłki w trakcie meczu i z bliska zobaczył Stefanosa Athanasiadisa. Tego PAOK-u, który mógł dać „Ringo” szansę na zawodową karierę zabraną jego ojcu Prokopisowi przez nakaz dziadka o rozpoczęciu studiów i zakończeniu kopania w juniorach Olympiakosu Wolos.

Przez dobre dwa lata Prokopis woził syna 75 kilometrów w jedną stronę ze Skydry do Salonik na treningi do akademii Dikefalos tou Vorra, a chłopiec w trakcie podróży na zmianę spał i czytał szkolne podręczniki, jako że mama Avgi nie dopuszczała możliwości odpuszczenia szkoły. Wreszcie, jako 14-latek przeprowadził się do Salonik, gdzie zamieszkał ze studiującym w drugim największym mieście Grecji starszym bratem.

Ważne, że nie byłem tam sam. To nieoceniona pomoc, dzięki której wszystko potoczyło się gładko – wspominał później napastnik w rozmowie z portalem Contra.

Reklama

Bajka trwała.

W maju 2013 zdobył zwycięską bramkę w finale mistrzostw kraju U-17 przeciwko Olympiakosowi Pireus i został przeniesiony do drużyny U-19.

Tam dalej strzelał hurtowo i pomógł ekipie z Salonik w zdobyciu tytułu w starszej kategorii wiekowej. Zebrał 25 goli, bijąc rekord zespołu do lat 19 należący do Athanasiadisa, a pewnie byłoby więcej, gdyby trener pierwszej drużyny Huub Stevens nie wziął zdolnego młokosa do siebie.

13 lutego 2014 w Skydrze nagle zaczęła się wielka zabawa. Prokopis najpierw sam walnął kilka kolejek whiskey, a następnie stawiał komu popadnie. W końcu jego synek strzelał dla PAOK-u! Trzeba świętować! Tego dnia w przerwie potyczki Pucharu Grecji z Apollonem Smyrnis młodziutki Efthymios zmienił Athanasiadisa, któremu kiedyś, zdawałoby się wieki temu, podawał piłki jako chłopiec. Do 18. urodzin brakowało trzech tygodni, kiedy w debiucie w seniorach PAOK-u zdobywał dwie bramki.

Półtora miesiąca później Efthymios trafił również w Super League, w drugim ligowym występie. W sumie na mecie sezonu 2013/14 miał na koncie jedenaście spotkań we wszystkich rozgrywkach, trzy bramki i 314 minut.

Wszystko układało się jak od linijki.

Uczeń i nauczyciel

Ale szybko przestało. Kolejny sezon – 2014/15 – to w sumie piętnaście meczów, pięć w wyjściowej jedenastce, 583 minuty i żadnego strzelonego gola. Z tego powodu zdecydował się na pierwsze wypożyczenie – do ligi cypryjskiej do Anorthosisu, w którym w rozgrywkach 2015/16 zdobył trzynaście bramek w 25 występach (w sumie 977 minuty), m.in. z siedmioma trafieniami został królem strzelców Pucharu Cypru (aczkolwiek sześć zebrał w jednym spotkaniu – w wygranym 9:0 starciu pierwszej rundy z Elpidą Xylofagou).

To doświadczenie dużo mi dało. Byłem młody, potrzebowałem czasu na boisku, to był krok w dobrym kierunku – zarzekał się.

Wrócił do PAOK-u, który prowadził znajomy trener z juniorów – Vladan Ilić – i Serb postawił na Koulourisa odważnie jak nikt przed nim oraz nikt po nim. Z 28 spotkań grecki napastnik siedemnaście rozpoczął w podstawowym składzie, strzelił sześć goli, zanotował cztery asysty, zebrał 1430 minut. Koledzy z drużyny wybrali go na najlepszego młodego piłkarza PAOK-u (dostał piętnaście głosów), a niedługo później działacze podsunęli do podpisania nową umowę – ważną do czerwca 2021 z roczną pensją na poziomie 220 tysięcy euro i klauzulą wykupu w wysokości siedmiu milionów euro. W mediach zachwycano się, że „uczeń” odwdzięcza się „nauczycielowi”.

Tyle że PAOK kompletnie zawalił finisz, w ostatnich dwóch kolejkach poległ z ateńskimi rywalami – AEK 0:1 i Panathinaikosem 2:3 – i tuż przed metą dał się wyprzedzić tym pierwszym. Tylko wicemistrzostwo… Nawet Puchar Grecji – pierwsze trofeum dla klubu od czternastu lat – nie mógł uratować posady Ilicia.

Drużynę przejął Razvan Lucescu.

Od stycznia w ekipie z Salonik był już sprowadzony z Legii Warszawa Aleksandar Prijović i to on był dla rumuńskiego szkoleniowca wyborem numer jeden. Dlatego Koulouris rozegrał mniej meczów (21) i mniej minut (925), co przełożyło się na mniejszy dorobek (pięć goli i dwie asysty). Miał 22 lata, a jego kariera zdawała się zwijać, zamiast rozwijać. Co prawda w międzyczasie zadebiutował w kadrze narodowej, w mediach niezmiennie nazywano go „młodym talentem”, ale to określenie wyłącznie go złościło. Jaki młody?! Jaki talent?! W końcu był już po 22. urodzinach, do cholery.

W Grecji jest inaczej, szczególnie w przypadku „małych” miejscowych zawodników, którzy grają dla wielkich klubów, bo władze wolą za dobre pieniądze sprowadzić zagranicznego piłkarza – wyjaśniał.

W związku z tym w trakcie obozu przygotowawczego w Holandii szczerze porozmawiał z Lucescu. Wyłożyli kawę na ławę. Żeby nie było niedomówień. Biało na czarnym, jak na koszulkach PAOK-u.

I tak doszło do wypożyczenia do Atromitosu.

PAOK to moja druga rodzina. Dali mi wszystko i zawsze będę wdzięczny klubowi i rodzinie Savvidisów. Odszedłem, by wrócić do Salonik mocniejszy. Jako bohater – łudził się jeszcze tuż po dołączeniu do zespołu z Peristeri.

Jeszcze, bo gdzieś w trakcie sezonu, w styczniu przestał. Prijović odszedł do Ittihad Club, a telefon Koulourisa milczał, milczał i milczał. Tak w głębi serca liczył, że jego PAOK, ten PAOK, wezwie go z powrotem, skoro zwolniło się miejsce w ataku. Przyznał to w rozmowie ze Sport24radio.

Ale nie wezwał, mimo że przecież zdobywał bramkę za bramką w Super League.

W tamtym miesiącu zrozumiał, że żadnego bohaterskiego powrotu na Toumba nie będzie.

Nie ma jak w Peristeri

Wszędzie dobrze, ale w Atromitosie najlepiej.

Tak może mówić Koulouris. W klubie z Peristeri zawsze w niego wierzą, wspierają, pomagają, dają szansę. Tam naprawdę może czuć się swój i nie musi z niepokojem odświeżać transferowych newsów, czy aby znowu na jego miejsce nie sprowadzono kogoś z zagranicy. W drużynie z przedmieść Aten występował przez dwa sezony – jeden na wypożyczeniu z PAOK-u, drugi po nieudanych dwóch latach we Francji – i niezmiennie robił to, co musi robić napastnik. Strzelał gole. Musi, jak sam mówi, bo od tego jest. Jasne, powinien pomagać kolegom, angażować się w obronę czy rozegranie akcji, tyle że na mecie będzie rozliczany z jednego. Ze zdobytych bramek. Jeśli ich nie będzie lub będzie za mało, prędzej czy później pójdzie w odstawkę. Taki los atakujących.

Sezon 2018/19 wydaje się błędem w systemie. Koulouris miał 23 lata, miesiąc i 29 dni, kiedy został najskuteczniejszym piłkarzem greckiej ekstraklasy, co uczyniło go trzecim najmłodszym królem strzelców w historii i najmłodszym od 51 lat. Nigdy wcześniej zawodnik występujący na zasadzie wypożyczenia nie finiszował jako pierwszy. W tamtych rozgrywkach cała drużyna zebrała 41 trafień, z czego autorem 19 był Koulouris. Niemal połowy – 46%. Tylko trzy padły z karnych. Strzelał ze wszystkimi największymi – z AEK-iem, Olympiakosem (w obu meczach), Panathinaikosem, Arisem Saloniki (w obu meczach). Nie zrobił tego z PAOK-iem, ponieważ nie mógł wystąpić ze względu na zasady wypożyczenia.

Działacze przekonywali Koulourisa do Atromitosu przykładem Konstantinosa Mitroglou. Patrz, mówili, przyszedł do nas na rok z Olympiakosu, w którym nie mógł przebić się do wyjściowej jedenastki. Jak ty w PAOK-u. Daliśmy mu szansę regularnych występów. Jak damy tobie. Wykorzystał ją, nastrzelał goli. Jak nastrzelasz ty. Po czym wrócił do Pireusu jako bohater i proszę, już nie siedział w rezerwie, a potem wyjechał za granicę. Zdobywał bramki dla Benfiki Lizbona, a teraz zdobywa dla Olympique Marsylia. Jak będziesz zdobywał za granicą ty, jeśli do nas dołączysz…

Dołączył i faktycznie, do pewnego stopnia sprawdziło się wszystko, a w greckiej prasie non stop odwoływano się do reprezentanta Grecji. „Nowy Mitroglou” – nie da się zliczyć jak często w ten sposób nazywano Koulourisa.

Nie sprawdziło się zdobywanie bramek za granicą, ale kiedy napastnik był w potrzebie, wyciągnęli pomocną dłoń, przygarnęli po dwóch słabiutkich latach we Francji, a atakujący ze Skydry ponownie robił to, co do niego należało. Strzelał gole – w sezonie 2021/22 uzbierał ich czternaście, a w sumie w trakcie dwóch sezonów 33. Że to tylko liga grecka? Być może, ale teraz przeniósł do tylko ligi polskiej, a w czasie, kiedy Koulouris imponował skutecznością, Super League była wyżej notowana niż Ekstraklasa.

Po pierwsze, ranking UEFA. Na starcie sezonu 2018/19 liga grecka była piętnasta, a polska – 21. Na mecie – grecka była czternasta, a polska – 25. Na początku 2021/22 grecka zajmowała 20. lokatę, z kolei polska – 33. miejsce. Na końcu grecka zajmowała 15. lokatę, z kolei polska – 28. miejsce. Oczywiście, to tak naprawdę odzwierciedla siłę pucharowiczów, dlatego po drugie – ranking Elo, który zdecydowanie lepiej ocenia poziom rozgrywek.

I tak w lipcu 2018 liga grecka była dziewiętnasta w Europie (uwzględniając również Championship, Ligue 2, Serie B, 2. Bundesligę oraz LaLiga 2) z 1408 punktami, z kolei polska – 25. z 1339 punktami. W maju 2019 grecka spadła na 22. pozycję z 1384 punktami, polska – osunęła się na 26. z 1317 punktami.

ZAKŁAD BEZ RYZYKA 100% DO 300 ZŁOTYCH W FUKSIARZU

W lipcu 2021 grecka plasowała się na lokacie 21. z 1372 punktami, natomiast polska – na 26. z 1326 punktami. W maju 2022 grecka finiszowała 24. z 1364 punktami, a polska – niezmiennie na 26., choć z 1344 punktami.

Jakby nie patrzeć, nie da się stwierdzić, że Super League to rozgrywki gorsze od Ekstraklasy, więc tam strzelone gole to ważą mniej niż u nas, między Odrą a Bugiem, i tutaj to Koulourisowi dopiero będzie trudno, bo tacy obrońcy i bramkarze staną mu na drodze. Tak, to żadne potężne rozgrywki, tyle że w Polsce też w takich nie wystąpi, prędzej w porównywalnych, a wręcz wiele wskazuje, że przyjdzie mu rywalizować w zwyczajnie słabszych. Nawet mimo ewidentnego regresu jego ojczystej ekstraklasy.

Francuska klęska

Trwała druga połowa listopada 2022. Koulouris wrócił ze zgrupowania reprezentacji Grecji i nagle, ni stąd, ni zowąd stał się zbędny w Toulouse. Ale tak kompletnie. Jeszcze przed wylotem na mecze z Cyprem, Mołdawią i Słowenią wystąpił 55 minut z Valenciennes, w 10. kolejce, po czym zniknął. Do końca sezonu już nie zagrał, a przez pięć miesięcy w ogóle nie mieścił się choćby w kadrze meczowej. Był, a jakby go nie było. I twierdzi, że do dzisiaj nie ma pojęcia dlaczego, bo nikt mu nie wytłumaczył tej decyzji.

Nigdy nie otrzymałem żadnego wyjaśnienia, dlaczego tak się stało. Zawsze byłem postacią, która nie sprawiała problemów, a sposób, w jaki mnie potraktowano, był nieprofesjonalny i nie zasługiwałem na to. Wysłali mnie, żebym trenował i występował w meczach towarzyskich rezerw. Ćwiczyłem nawet sam, kiedy drużyna rozgrywała spotkania ligowe. To była sytuacja, w której nawet moi koledzy z drużyny zastanawiali się, dlaczego tak się dzieje – wściekał się po powrocie do Grecji w rozmowie z SDNA.

Nigdy nie miałem z nikim problemu, ale mimo to klub traktował mnie bardzo źle. Podjęli decyzję bez żadnego powodu, a kiedy poprosiłem ludzi odpowiedzialnych o wyjaśnienie mojego odsunięcia na bok, nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. W ciągu jednej nocy znalazłem się poza grupą. W jedną noc… – to fragment innej rozmowy dla tego samego portalu.

A zaczęło się tak pięknie…

W czerwcu 2019 jako król strzelców Super League podpisał czteroletni kontrakt z Toulouse, 16. ekipą Ligue 1. Wykorzystano go do promocji koszulek na kolejne rozgrywki, reklamowano jako grecką rewelację, był obietnicą lepszego jutra. I zaczęło się spektakularnie. Gol w debiucie ze Stade Brestois. Asysta w drugim występie z Dijon. Znowu gol w czwartym meczu z Amiens i kolejne w ósmej kolejce z Metz oraz dziewiątej z Bordeaux. W tamtym czasie The Guardian pisał o nim „grecki Benzema”. Wydawało się, że to początek wielkiej kariery albo przynajmniej dużej.

Tyle że ekipa z Tuluzy zawodziła i to bardzo.

Po starciu z Bordeaux doszło do pierwszej zmiany trenera – Alaina Casanovę, który chciał Kouroulisa w zespole, zastąpił Antoine Kombouare. Grek dalej grał regularnie, ale przestał zdobywać bramki, a przy okazji Toulouse przestała gromadzić punkty. Nowy szkoleniowiec odniósł zwycięstwo w debiucie – z Lille, a potem już zbierał tylko wpierdziele. W sumie jedenaście i w styczniu stracił pracę, został zastąpiony przez Denisa Zanko. Nie pomogło. Les Violets dalej zbierali bęcki, aż w marcu przerwano sezon w związku z początkiem pandemii koronawirusa. Jeszcze na pożegnanie Koulourisa zanotował asystę przeciwko Dijon i na tym koniec. We Francji uznano stan na 28 kolejkę za wiążący i w związku z tym zespół z południa zleciał z ogromnym hukiem do drugiej ligi.

Trzynaście punktów.

Trzy zwycięstwa.

22 strzelone gole.

58 bramek straconych.

Koulouris ze swoimi czterema trafieniami okazał się najlepszy w drużynie. Finiszował ze współczynnikiem xG 4,5, więc był nieco mniej skuteczny niż powinien, ale i tak pewnie był jedną z jaśniejszych (co nie znaczy, że jasnych) postaci w tamtych rozgrywkach.

Tuluza była strasznie beznadziejna w sezonie 19/20, ale co ciekawe, patrząc na zawodników, większość potem się obroniła, została w Ligue 1 albo nawet sportowo awansowała, więc to nie jest porażka zawodników, a całej organizacji Tuluzy – ocenia Michał Bojanowski, komentator ligi francuskiej w Canal+ i jeden z ekspertów w programie „Bojnour Ligue 1” w Kanale Sportowym.

Mimo spadku, Koulouris zdecydował się zostać w Tuluzie, bo szefostwo przekonało go, że już za chwilę, za chwileczkę wrócą do Ligue 1. Tyle że w lipcu właściciel klubu się zmienił.

Po spadku nastały wielkie zmiany, których efekty, czyli wygrana w Pucharze Francji, widzimy teraz. Odszedł dotychczasowy prezydent, wszedł Damien Comolli z RedBirdem i zrobili moneyball – tłumaczy Bojanowski.

Zdaje się, że w tym należy szukać powodów odstawienia Greka do zespołu.

Najwyraźniej dane pokazały, że Koulouris jest dziadowaty i im się już nie przyda – stwierdza Bojanowski.

Po zakończeniu sezonu (i 25 spotkaniach poza kadrą oraz dwóch na ławce) napastnik rozwiązał umowę i w lipcu 2021 wrócił do Atromitosu. Potrzebował czasu, by odzyskać wiarę w siebie utraconą gdzieś na obiektach treningowych Toulouse, ale jak w 10. kolejce zaczął zdobywać bramki, tak zapracował na następny zagraniczny transfer. Choć już za znacznie mniejsze pieniądze – LASK Linz zapłaciło za „dziewiątkę” milion euro.

Do czterech razy sztuka?

Dochodziła 78. minuta meczu LASK z Austrią Wiedeń. Keito Nakamura ustawiony na lewym skrzydle przyjął piłkę prawą nogę, bliżej przeciwnika, ale tylko po to, by po chwili zwodem „na zamach” – jak na podwórku – oszukać Lukasa Muehla. Wpadł w pole karne, podbiegł do linii i wyłożył jak na tacy piłkę Kouroulisowi. Wystarczyło dostawić nogę. Do bramki było ze trzy metry. Maksymalnie.

Ale Grek tak dostawił nogę, że piłka jakimś cudem przeleciała nad poprzeczką.

Ciągle 1:0 dla LASK.

Tyle że w 88. minucie Andreas Gruber wyrównał.

To „pudło” Koulourisa okazało się bardzo kosztowne.

Przy okazji transferu do Austrii napastnik przekonywał, że będzie inaczej niż we Francji. Że doświadczenie się opłaci. Że wyciągnął wnioski. Że nie zawiedzie.

I było inaczej – w Toulouse zaczął dobrze i dopiero potem nastąpił regres, a w ekipie z Linzu od razu wystartował fatalnie.

Padł trochę ofiarą ustawienia z jednym napastnikiem i fantastycznej formy Marina Ljubicicia, który w czterech pierwszych kolejkach miał już sześć goli i dwie asysty, z czego cztery bramki zdobył w jednym spotkaniu, i na tym praktycznie ciągnął do końca rundy. Koulouris wchodził głównie za Saschę Horvatha i Roberta Zulja, którzy mieli świetny sezon, jako „dziesiątka” lub prawoskrzydłowy. W dodatku już w 2. kolejce zrobił to pudło sezonu, z powodu którego LASK straciło dwa punkty, więc to też mogło mieć wpływ na częstotliwość jego występów. A w trakcie minut, które dostawał, nie dawał niczego ekstra, więc LASK postawiło na Ibrahima Mustaphę – tłumaczy Mieszko Pugowski, ekspert od austriackiego futbolu.

W trakcie rundy Koulouris dwukrotnie wystąpił od początku, strzelił gola i zanotował asystę (czternaście meczów w tamtejszej Bundeslidze, 341 minut), po czym – bez żalu – odesłano go na wypożyczenie do Alanyasporu. Turcji też nie zawojował, choć było lepiej niż w Austrii – zdobył trzy bramki (dziesięć spotkań, 472 minuty).

Ale mimo wszystko nikt na niego czekał w Linzu z otwartymi rękoma.

Nie wiem, ile Pogoń za Greka zapłaciła, ale patrząc na to, że LASK wkrótce powinno sprzedać za rekordowe pieniądze Nakamurę, myślę, że woleli dostać te 300-400 tysięcy niż utrzymywać niepotrzebnego napastnika – dodaje Pugowski.

Druga i trzecia próba podboju zagranicy również nieudana.

Do czterech razy sztuka? Koulouris debiucie w Portowcach w sparingu z Wartą Poznań sieknął dwa gole, więc zaczął karierę w Polsce świetnie, pewnie najlepiej jak mógł. Teoretycznie w Szczecinie powinno być mu łatwiej niż w Toulouse, które leciało na łeb, na szyję do drugiej ligi, czy w Linzu, gdzie musiał rywalizować z kapitalnie dysponowanym Ljubiciciem. W granatowo-bordowych na starcie może czuć się pewnie jak w Atromitosie, bo Luka Zahović to bardziej „dziesiątka” niż „dziewiątka”, a innych atakujących w drużynie z Pomorza Zachodniego nie ma (chyba że liczyć ustawionego w ataku w potyczkach towarzyskich Mariusza Fornalczyka) i naprawdę 27-letni Grek będzie musiał się „postarać”, by usiąść w rezerwie. A dodatkowo dzięki dwóm trafieniom na powitanie „kupił” sobie i władzom klubu trochę spokoju, bo pokazał, że wie, na czym polegają obowiązki napastnika.

Jeżeli i w Pogoni zawiedzie, pewnie trzeba będzie wracać do Aten i pogodzić się, że wszędzie dobrze, ale w Atromitosie najlepiej…

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. Pogoń Szczecin/Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce

Jan Mazurek
0
Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce
Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce

Jan Mazurek
0
Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce
Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Komentarze

21 komentarzy

Loading...