Reklama

Don Kichot z Motoru Lublin. Goncalo Feio walczy ze spiskami, układami i kłamstwami

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

27 lipca 2023, 16:15 • 11 min czytania 105 komentarzy

Właściciel wyjechał do Portugalii, czyli on miał wakacje, ja nie – opowiada z uśmiechem Goncalo Feio w rozmowie z Krzysztofem Marciniakiem z „Canal Plus Sport”. Zdanie-symbol całego wywiadu. Niby błahostka, wtrącenie, ale jednak odzwierciedlające podejścia trenera do świata. Istnieje jedno właściwe podejście: moje; istnieje jeden właściwy człowiek: ja. To, co dookoła, to spisek, do którego z niewiadomych powodów dołącza coraz więcej osób.

Don Kichot z Motoru Lublin. Goncalo Feio walczy ze spiskami, układami i kłamstwami

Goncalo Feio przerywa milczenie — zakomunikował „Canal Plus”. Zrozumiałe, w końcu to pierwszy wywiad od czasu wybuchu afery. Pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej, piątej, można się pogubić w rachubie. W efekcie otrzymaliśmy prawie dwugodzinną kobyłę, której większą część stanowi monolog Portugalczyka, który nawet gdy się zgadza, próbuje zrobić to tak, żeby wyszło, że w sumie to się nie zgadza.

Przebrnięcie przez świat, który trener Motoru uwił sobie w głowie, nie jest zadaniem łatwym: zza rogu co chwilę wyskakuje jakiś potworek, argument, który akurat pasował Feio do tezy, więc postanowił się nim posłużyć z nadzieją, że nikt nie wyłapie sprzeczności w teorii wielkiego spisku.

Dla przykładu: dziennikarzom nie zależy na pisaniu prawdy, bo gdyby zależało, to w sprawie Martina Bielca spytaliby którąś z czterdziestu obecnych przy wszystkim osób o to, jak było naprawdę.

Pal licho, że kilka minut wcześniej Goncalo piekli się, że takie sytuacje nie mają prawa wydostawać się z klubu, bo gdy się wydostają, to znaczy, że komuś zależało na tym, żeby wypłynęły i w niego uderzyły.

Reklama

Co tam, że jeszcze wcześniej Feio boksuje się z faktami w sprawie awantury z Pawłem Tomczykiem, którą opisano właśnie na podstawie tego, co widzieli naoczni świadkowie.

Rzuciłeś w Pawła Tomczyka kuwetą na dokumenty — stwierdza Krzysztof Marciniak na podstawie tego, co potwierdzał nawet sam Motor w oświadczeniu.
Nie w niego, tylko w jego kierunku — walczy z „kłamstwem” sam zainteresowany.

Mniej więcej tak wygląda rozmowa z Portugalczykiem, który zawsze znajduje coś, co pozwala mu nie przyznać, że ociupinkę przesadził.

Wszystkie odloty Goncalo Feio

Motor Lublin. Goncalo Feio odpowiada na zarzuty i afery w rozmowie z „Canal Plus Sport”

W mojej ocenie to nie może zrobić nikomu krzywdy — podsumował Feio zapytany o to, czemu cisnął w kierunku Tomczyka tym, co akurat znalazł pod ręką, niechętnie dodając na koniec: – Ale zrobiło.

Wygląda na to, że Goncalo nieco przeliczył swoje ekspertyzy balistyczne, bo prezes Motoru był o kilka centymetrów od utraty oka. Feio tamtego feralnego dnia zawalił jednak nie tylko test z wiedzy o broni. Tomczykowi zarzucił również spożycie alkoholu i fakt, że udostępnione przez prezesa badania wykonane w szpitalu tego nie potwierdzają, nie przeszkadzają Portugalczykowi w trzymaniu się swojego zdania.

Reklama

Załatwić zaświadczenie, jak ktoś jest stąd, to nie jest problem w dzisiejszych czasach. Takie rzeczy się dzieją — stwierdza z pełnym przekonaniem, na wszelki wypadek dodając, że przecież niczego nie sugeruje. A tak w ogóle to:

Nie zarzuciłem mu, że był pijany, tylko że stał się alkoholikiem — koryguje Feio, dbając o rzetelność przedstawienia zapisu wydarzeń.

Bo o rzetelność i skrupulatność taki detalista jak Goncalo Feio dba ze szczególną wrażliwością. Co prawda o tym, że Motor Lublin zapowiedział wyjaśnienie tego, co zaszło między trenerem a kierownikiem drużyny — miał on usłyszeć od Feio, że jest ciotą, która nie ma prawa nazywać się Motorowcem, po czym zrezygnował z wyjazdu na obóz — i do tej pory tego nie zrobił, nie słyszał, bo z zapracowania zupełnie przeoczył wydane przez klub oświadczenie, natomiast gdy Krzysztof Marciniak zapytał go, czy to prawda, że podczas sparingu z Polonią Warszawa krzyczał do swojego zawodnika, żeby połamał rywalowi nogi, doskonale skojarzył, że nikt z murawy na noszach nie wyjechał.

A złamał? – dopytuje Feio, wymigując się od odpowiedzi potwierdzającej lub zaprzeczającej tej wersji wydarzeń. – Jeżeli na sparingu ktoś przekracza granice, to trzeba wysłać sygnał, żeby przestał to robić.

Kluczenie i sprytne uniki napotykamy przy różnych innych tematach. Czy Goncalo odgrażał się Pawłowi Tomczykowi, że ten ma zakaz wjazdu do miasta po jednym jego telefonie?

– Nie mam takiej mocy. On jest z Lublina, ja z Lizbony. Jak to brzmi? On jest wychowankiem Motoru.

Może chociaż dowiemy się, co zaszło między nim a kierownikiem Rakowa Częstochowa?

– Najważniejsze jest być dla mnie wolnym człowiekiem. Masz wybór, kogo masz dookoła siebie. Nie chciałem mieć z tym panem nic wspólnego.

Nie no, ale o tym, czy zgodnie z ustaleniami Komisji Dyscyplinarnej przeprosił na piśmie Pawła Tomczyka i Paulinę Maciążek, to już na pewno usłyszymy.

Samodzielnie poddałem się karze Komisji Dyscyplinarnej, w dokumentach były słowa, że zaszkodziłem fizycznie drugiemu człowiekowi, co nie powinno mieć miejsca, więc były w tym umieszczone przeprosiny.

Powiedziano, że Goncalo Feio udziela wywiadu, żeby przedstawić własną wersję wydarzeń, ale czy to, co opowiadał Portugalczyk, możemy w ogóle uznać, za jakąkolwiek wersję? W teorii trener Motoru coś tłumaczy, ale zawsze tak, żeby zostawić pewne niedomówienie. No bo przecież przeprosił. A że nie na piśmie, tylko w piśmie, że nie drugą stronę sportu, tylko Komisję Dyscyplinarną?

Didaskalia. Czepialstwo.

Goncalo Feio i wszechobecny spisek

Goncalo Feio w sposób wytrawny rozmywa historie, które go dotyczą. Jeden obraz jest jednak wyjątkowo ostry i wyraźny. Gdy Feio zabiera się do malowania opowieści o tym, jak rozbija beton i walczy z wymierzonym w niego spiskiem, jego narracja staje się wyjątkowo konkretna. Mimo że dotyczy wyimaginowanego przeciwnika.

Uważam, że był pomysł na to, żeby się mnie pozbyć, ale się przeliczyli — oznajmia Goncalo. Dowód? Paweł Tomczyk zapraszał na mecze trenerów. Jak to się ma do tego, że Zbigniew Jakubas zapowiadał, że zmęczyły go ciągłe rotacje na ławce i bynajmniej nie nosił się z decyzją o kolejnej zmianie, ufając w umiejętności Portugalczyka? Nie wiadomo. Albo do tego, że Feio sam przyznał, że nie wie, czy prezes rozmawiał z właścicielem klubu o zmianie szkoleniowca, za to potwierdza, że on sam powiadomił Jakubasa, że z obecnym prezesem współpracować już nie chce?

Zagadka, ale przecież nie przeszkodzi to w stworzeniu narracji o tym, że Goncalo Feio stał się dla środowiska niewygodny. Już w przeszłości Portugalczykowi zdarzyło się zasugerować, że za błędy sędziów w meczach jego zespołu odpowiada „góra”. Zbigniew Jakubas bagatelizował wówczas te zarzuty, tłumacząc, że to błąd językowy. Że Feio, mówiąc o „górze”, mógł przecież odnosić się do samego Ojca Niebieskiego.

Cały świat znów przeciwko Goncalo Feio

Wygląda jednak na to, że trener Motoru Lublin naprawdę wierzy w to, że zawiązano wielką konspirację, która ma na celu powieszenie go na stryczku. Kilka cytatów z wywiadu dla „Canal Plus Sport”:

– To się nie dzieje przypadkiem. Piszą to ludzie, którzy są kolegami Pawła Tomczyka, których odciąłem od dopływu pieniędzy, dla których jestem niewygodny.

– Taki konflikt zamyka się wewnątrz klubu. Został rozdmuchany, żeby cała Polska o tym wiedziała. To wyszło, bo oni chcieli, żeby to wyszło.

– Jakbym był osobą, która zawiera układy, zamiast być bezkompromisowy, to tego procesu by nie było. W Polsce są rzeczy dużo gorsze niż robię i one nie wypływają, więc jeśli ktoś wybrał, żeby to wypłynęło, to zrobiła to pewna grupa ludzi.

W pewnym momencie pojawia się nawet wątek ksenofobii. – Bardzo nie chcę tego mówić, ale gdybym był Polakiem, takiego procesu by nie było – oświadczył z pełnym przekonaniem Portugalczyk. Musimy go jednak zmartwić: polski paszport nie ochronił Andrzeja Moskala – gdy grzmotnął sędziemu, wyleciał z kursu UEFA Pro. Z kolei Bartosz Ślusarski, Szymon Sawala i Grzegorz Baran, a więc sami rodowici Polacy, zostali usunięci ze Szkoły Trenerów za zniszczenie samochodu Patryka Rachwała. Okazuje się więc, że jedynym gościem, który za dość poważny występek, jakim jest znokautowanie prezesa klubu, zachował miejsce na kursie jest… tak, tak – obcokrajowiec Feio.

Gdybyśmy zupełnie zawierzyli Goncalo Feio, okazałoby się, że plan usunięcia go z polskiej piłki to akcja zakrojona szerzej niż najbardziej skomplikowane operacje szpiegowskie. Siły połączyli w tym ludzie będący u sterów federacji (ci sami, którzy zastosowali wobec niego szokująco łagodną karę), ludzie pracujący w tym jego klubie (ci sami, z którymi współpracował na normalnych zasadach i w zdrowych relacjach, do czasu, gdy w furii przypisał ich do wrogiego sobie obozu) oraz przedstawiciele mediów (tych sami, z którymi chętnie rozmawiał i do których rzetelności nie miał zastrzeżeń, dopóki obok pochwał jego wiedzy taktycznej nie pojawiły się informacje o tym, że stanowi zagrożenie dla otoczenia).

Goncalo wszystko to rozczytał i rozszyfrował, a w trakcie łączenia kropek nie przyszedł mu do głowy żaden inny pomysł na to, czemu kolejne osoby początkowo traktujące go z sympatią i szacunkiem, szybko się od niego odwracają. Portugalczyk cały czas pomija jeden istotny fakt. Wydarzenia z Lublina uwiarygodnił on sam, swoją historią pełną furiackich wyskoków i zachowań w poprzednich klubach. Skoro Feio nie chce się nimi pochwalić, przypomnijmy sami:

  • brak kontroli nad emocjami, zwłaszcza w okolicach meczu, zarzucano mu już w Legii Warszawa
  • Wisła Kraków to oplucie ochroniarza i popchnięcie pani ochroniarz, bo ci nie chcieli go wpuścić do strefy VIP bez plakietki
  • prowokowanie i zaczepianie członków sztabu Lecha Poznań podczas finału Pucharu Polski
  • wywołanie bójki z kierownikiem Rakowa Częstochowa podczas treningu

Fatalne przejęzyczenie: level Motor Lublin. Feio, Jakubas i historia pewnej umowy

Niektórzy mówią, że nie kontroluję emocji. To są bzdury. Gdybym całkowicie nie kontrolował emocji, to przecież nie udałoby mi się zrobić tego, co zrobiliśmy. Muszę przecież podejmować szereg decyzji — twierdzi, dorzucając, że przecież nie jest tak, że biega po korytarzach i krzyczy na ludzi.

Otóż Goncalo, trochę jednak jest. Zbigniew Jakubas mówił nam, że musisz popracować nad kontrolowaniem emocji. Kolejne osoby opowiadają historie o twoich wybuchach. W teorii istnieje szansa na to, że wszyscy są członkami sekty antyFeio. Ciężko jednak jednocześnie nie zakładać istnienia opcji „B”:

Skoro w Wiśle Kraków, Rakowie Częstochowa i Motorze Lublin, czyli w trzech różnych miejscach w kraju znalazła się grupa ludzi, która zarzuca ci niekontrolowane wybuchy agresji, to może jednak mają rację?

Niedopuszczalna wątpliwość. Albo jesteś z Feio, albo jesteś wrogiem

Ciężko jednak przypuszczać, żeby w głowie osoby tak mocno skupionej na sobie i przekonanej o własnej wielkości, zrodziła się taka wątpliwość. Goncalo raczej Łony nie słuchał, bo wątpliwości nie tyle nie dopuszcza, ile traktuje je jako wypowiedzenie wojny. Paulinę Maciążek zapisał do wrogiego sobie obozu, bo ta zadała sobie pytanie, czy nie zaszkodzi klubowi w trwających rozmowach z MOSiR-em, wypuszczając kilkuminutową orkę Feio, który wściekł się na to, że nie mógł rozegrać sparingu.

Nikt nie musi akceptować moich wypowiedzi, nie ma tego w umowie – tłumaczy się, udając, że przecież chodzi o sparing, czyli o mecz, czyli o kwestie sportowe. Jak można zabronić trenerowi mówić o kwestiach sportowych? Podobnie ma się sprawa konfliktu z kierownikiem, który zastanowił się, czy wykonywać wolę właściciela, czy też Goncalo. Feio wcześniej nazywał go „legendą”, ale wcześniej to przecież i Tomczyka wychwalał pod niebiosa. Nagle obaj stali się wrogami.

– Wymagam lojalności. Nie chcę powiedzieć, żeby byli przeciwko właścicielowi, ale oczekuję, że staną po mojej stronie.

Czyli trochę nie chcę, żeby opowiedzieli się przeciwko osobie, która daje im pracę, ale w zasadzie to jednak chcę. Być może dlatego, że definicja chlebodawcy w wykonaniu Portugalczyka jest dość zaskakująca.

– Ja robiłem dla tego sztabu wszystko. Przemek Jasiński dostał ode mnie rękę w trudnym momencie. Dałem mu odpowiedzialność i warunki, jakich nigdy w życiu nie miał. Zapytałem: czego wam brakuje? Beze mnie nie mielibyście pracy, nie bylibyście tu, gdzie jesteście.

Jeśli komuś zmieniłem życie, to na pewno jemu. Jeśli komuś zmieniłem klub, to na pewno Lublinowi. I to pomimo niechęci właściciela, co też wybrzmiało dość jasno.

Mam spore wątpliwości, czy właściciel ma chęć, żeby budować takie struktury jak w Rakowie. Uważam, że takiej chęci nie ma.

Zbigniew Jakubas: Goncalo Feio musi się uspokoić

W tym aspekcie Goncalo Feio ma nawet rację. Zbigniew Jakubas buduje Motor Lublin w karkołomny sposób, mając puste gabinety, zamknięty sklep z powodu dezercji pracowników, wykazując brak kontroli i planu. Zestawiając jednak te słowa z wcześniejszym monologiem o tym, jak Portugalczyk sam, własnymi rękami, wniósł klub na wyższy poziom (- A jaka była rola prezesa Pawła Tomczyka? – zapytał naiwnie Krzysztof Marciniak. – Puszczał przelewy, bo to dla mnie nieprzekraczalna granica. Mogę załatwiać, ale przelewów puszczał nie będę — usłyszał w odpowiedzi), znów mamy wrażenie wybitnej megalomanii i przekonania o własnej nieomylności.

Niezaprzeczalnym faktem jest to, że przyjście Goncalo Feio pomogło Motorowi. Feio jest świetnym fachowcem, całkiem sprawnym organizatorem i zrobił wiele, żeby usprawnić działania klubu. Tylko wiecie, w tym klubie pracuje i pracowało mnóstwo osób i nie wszystkie były pasożytami dbającymi tylko o to, żeby wyczyścić do cna konto po przelewie od Zbigniewa Jakubasa. Portugalczyk stawiał wymagania, ale o dziwo przez wiele miesięcy nie miał zastrzeżeń do współpracy z różnymi osobami. Te pojawiały się dopiero, gdy ktoś ośmielił się powiedzieć:

Słuchaj, a może spytamy kogoś jeszcze o zdanie?

Wtedy okazywało się, że prezes robi tylko przelewy, rzeczniczka rzuca kłody pod nogi, a kierownik nie jest prawdziwym Motorowcem.

Świat nie rozumie Goncalo Feio

Jest taki film – „Ja, Irena i ja”. Po blisko dwugodzinnym monologu Goncalo Feio można odnieść wrażenie, że gdyby kręcono produkcję o nim, skusiłby się na taki tytuł z jedną zmianą — naprawieniem niedopuszczalnego błędu, jakim jest zmarnowanie jednego miejsca na wyraz inny niż „ja”.

Goncalo Feio na wstępie wywiadu wylicza, że jest pracowity, wymagający, szczery, pierwszy do wsparcia. Dodaje, że jest pełen empatii, że niczego nie dostał za darmo, na wszystko zapracował i nigdy, przenigdy nie uwikłał się w żadne układy i znajomości. Na zakończenie rzuca Krzysztofowi Marciniakowi, że mogą zrobić test na inteligencję, IQ, bo na pewno wypadłby w nim wysoko.

W międzyczasie uzmysławia wszystkim, jak źle świat go rozumie. Jego ataki na pracowników Wisły Kraków, Rakowa Częstochowa i Motoru Lublin, nie świadczą o tym, że nie panuje nad emocjami. On jest wyrazisty i szczery, a to co innego. Ludziom nie pasuje właśnie to, a nie fakt, że mogą stracić oko, gdy w przypływie nerwów ciśnie „w ich kierunku” jakimś przedmiotem.

Po tym przydługim seansie mamy jeden wniosek: Goncalo Feio naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma pewien problem i że brak pracy nad nim może do reszty zrujnować nie tylko jego karierę, ale i całe życie.

WIĘCEJ O MOTORZE LUBLIN:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

105 komentarzy

Loading...