W piątek Jagiellonia Białystok zremisowała 1:1 ze Śląskiem Wrocław w ramach 31. kolejki Ekstraklasy. Na konferencji prasowej Adrian Siemieniec zaznaczał, że całą drużyna czuje niedosyt po tym spotkaniu, ale znalazł kilka elementów, które tego dnia dobrze funkcjonowały.
Po tym remisie Jagiellonia ma już na swoim koncie 40 punktów, a jej przewaga nad strefą spadkową dalej wynosi osiem oczek. Aczkolwiek do końca sezonu zostały już zaledwie trzy spotkania. Zatem Jaga raczej na pewno utrzyma się w Ekstraklasie. Najistotniejsze dla niej było to, żeby dzisiaj nie przegrać ze Śląskiem. I tej sztuki dokonała.
– Nie jesteśmy zadowoleni z remisu. Wiadomo, że każdy mecz ma swój scenariusz i swój przebieg. W pierwszej połowie pomyślałem, że te dwie sytuacje, które mieli Gual i Imaz, to taka analogia do meczu sprzed tygodnia z Wartą Poznań, gdy oddaliśmy dwa celne strzały i padły trzy bramki. Tutaj to nie wpadło, taka jest piłka nożna. Statystyki też to potwierdzają, że ta suma szczęścia równa się zero, gdzie ci piłka da, tam ci kiedyś zabierze. I mimo to, że mieliśmy kontrolę nad meczem i dobrze graliśmy, to w pierwszej połowie zabrakło nam bramki, a ją straciliśmy. Ona spowodowała, że zgubiliśmy rytm i pewność siebie – mówił Adrian Siemieniec.
– Ważne jest dla mnie to, że odrobiliśmy straty i wróciliśmy do meczu poprzez wynik. Nie zawsze da to zwycięstwo, ale fajnie, że nie przegrywamy. Wszyscy wiemy, jak wygląda tabela i jak ważne było dzisiaj przede wszystkim, żeby nie przegrać. I uważam, że to po stronie plusów trzeba sobie zapisać. Gramy dalej, teraz mamy mecz bardzo prestiżowy dla klubu, miasta, kibiców i dla nas też, bo zagrać na Legii to jest zawsze duża sprawa, ale nie jedziemy tam być tłem dla przeciwnika, tylko wygrać – dodał.
WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Pazdan wyciągnął do Śląska pomocną dłoń, ale dało to niewiele
- Kłamstewka. Patologia w Błoniance Błonie
- 25 najgłupszych oświadczeń w polskim futbolu [RANKING]
- Apogeum zapaści klubów na Dolnym Śląsku
Fot. Newspix