Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dali sobie po razie i pojechali do domu

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

03 kwietnia 2023, 21:26 • 4 min czytania 13 komentarzy

Poniedziałek, godzina 19, starcie Stali z Jagiellonią, ekip zamieszanych w popularnej walce o spadek. Jedni dopiero co zwolnili trenera, drudzy jeszcze swojego trzymają, ale otwarcie przyznają, że jego stołek jest gorący. No powiedzcie – czy mogło być lepiej?

Dali sobie po razie i pojechali do domu

Owszem mogło, szczególnie, jeśli ktoś nie planował drzemki między 19:04 a 19:45, bo obraz meczu wówczas skłaniał do położenia głowy na poduszce i odleceniu gdzieś daleko. Nic się nie działo, Stal nie pokusiła się nawet o celny strzał, ogólnie można było mieć wrażenie, że pomyliliśmy adresy i nie trafiliśmy na mecz piłkarski, a na jakiś spektakl pod opieką ekscentrycznego reżysera, który nie wziął witaminy C, a coś innego.

Stal Mielec – Jagiellonia Białystok 1:1. Pierwsza połowa dla gości

Wszystko, co musicie wiedzieć o tej części gry, to gol, który padł na samym początku. Sensacja: Gual podał do Imaza, a ten na pustaka otworzył wynik meczu. Kto by się spodziewał, prawda? Że akurat obaj Hiszpanie będą zamieszani w trafienie białostoczan, naprawdę – niebywała sprawa.

Ech, gdzie by był Maciej Stolarczyk i jego zespół, gdyby nie Imaz z Gualem. Imaz ma 11 bramek i trzy asysty. Gual ma 10 goli i cztery ostatnie podania. Jeszcze tylko Nene (zresztą on w tej akcji zaliczył kluczowe zagranie) może bez wstydu patrzeć na swój bilans i jechać z kolegami jednym samochodem, aczkolwiek wiadomo, że nie z przodu, tylko z tyłu. Reszta ofensywnej ferajny to pasażerowie na gapę, ciągnięci przez to trio jak najdalej się da – czyli znów nie tak daleko – od pierwszej ligi.

Jeśli Jagiellonia się utrzyma – trzeba tym panom kupić jakiś fajny upominek. Z pewnością musi to zrobić Maciej Stolarczyk, bo na razie wydaje się, że jego pomysł na zespół ograniczył się do stwierdzenia: „o, mam Guala i Imaza, fajnie, jakoś to będzie”.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Stal Mielec – Jagiellonia Białystok 1:1. Co za gol Maka!

Jaga to zespół losowy, który może zagrać dobrze, ale może zagrać fatalnie i nawet przez 90 minut nie potrafi utrzymać równej formy. To znaczy: wziąć rywala pod but, skoro zaczęło się tak dobrze, a potem trzymać i nie wypuszczać. Nie, nie, trzeba mieć słabości i wahania formy, co w efekcie po raz kolejny nie przyniosło zwycięstwa na wyjeździe.

W tym sezonie w delegacjach Jaga ograła następujące drużyny:

Nie ma co sprawdzać, czy nie napisaliśmy czegoś białą czcionką, bo po prostu niczego się nie da tam umieścić. Jagiellonia nie jest w stanie przywieźć jakiegokolwiek zwycięstwa z obcego terenu, co zawsze sporo mówi o drużynie. Gdy trybuny pomogą, jeszcze jakoś idzie, ale gdy ich zabraknie – co mamy, biedni, począć.

Jasne, w drugiej połowie Imaz mógłby wykorzystać sam na sam z Mrozkiem, ale naprawdę – narzekać na jego skuteczność byłoby pewną nieprzyzwoitością.

Wystarczyło tylko utrzymać 1:0, skoro Stal była bezzębna w pierwszej części, ale nie – już na samym początku po wznowieniu trzeba było dostać gonga. I to jakiego! Mak zabawił się najpierw z dwoma obrońcami, przyjmując piłkę tyłem i wpadając w pole karne, a potem zmasakrował Stojinovicia, zabierając mu podeszwą piłkę i nadzieję na występ bez wstydu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Ale to przyjęcie i kiwka Maka w szesnastce… Coś kapitalnego. Przypomniał się Yohan Gourcuff z Bordeaux:

Mak w dalszych fragmentach meczu pozostawał motorem napędowym Stali, po jego podaniu Sappinen mógł strzelić gola, ale jak to Sappinen – nie strzelił, trafił tylko w słupek. Gospodarze wzięli się za robotę, czterokrotnie zatrudniali Alomerovicia – a jeszcze Flis był blisko po strąceniu głową – lecz nic więcej im nie wpadło.

Z jednej strony remis dla mielczan nie jest taki zły, bo utrzymali choćby Jagiellonię na bezpieczny dystans, z drugiej – spokojnie można było pokusić się tutaj o wygraną, ale widać, że mimo szczerych chęci brakuje i formy, i po prostu umiejętności.

Kiereś postawił na podobny zestaw nazwisk, co wcześniej Majewski, bo jak się sensacyjnie okazało Stal nie ma cholernie szerokiej kadry. Był to trenerski debiut ze znakiem przyzwoitości, gdyż nieco nowej energii w drugiej połowie dało się w Stali zauważyć (a zatem trener reagował i w przerwie).

Szkoleniowiec ten nie ma jednak czarodziejskiej różdżki i walka o utrzymanie będzie żmudna. Wiedzieliśmy to jednak przecież i przed meczem.

WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

13 komentarzy

Loading...