Reklama

Budowanie pomostów z doświadczenia, czyli Lech korzysta ze swoich byłych piłkarzy

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

01 lutego 2023, 13:26 • 6 min czytania 22 komentarzy

Ajax Amsterdam rok po roku nasyca swoje kadry trenerskie oraz biura dyrektorskie swoimi byłymi piłkarzami. Podobnie czyni Borussia Dortmund. Oba te kluby słyną z tego, że po pierwsze – dobrze szkolą młodzież, a po drugie – odnalazły swoje miejsce w europejskim łańcuchu pokarmowym klubów. Od pewnego czasu śladem zapraszania do swoich struktur swoich byłych piłkarzy idzie Lech Poznań. Tylko w ostatnich latach moglibyśmy uzbierać tuzin ex-lechitów, którzy znaleźli swoje zatrudnienie w Kolejorzu.

Budowanie pomostów z doświadczenia, czyli Lech korzysta ze swoich byłych piłkarzy

Przyczynkiem do dyskusji na temat zatrudniania byłych piłkarzy w klubie jest powrót Szymona Pawłowskiego do Kolejorza. Wielu kibiców pamięta mu znakomity sezon 2014/15, gdy skrzydłowy był fundamentalną postacią ekipy Macieja Skorży, która ostatecznie sięgnęła po mistrzostwo kraju. Szybki, bramkostrzelny, dobrze dryblujący piłkarz nigdy jednak nie był kimś, o kim w pierwszej kolejności pomyślelibyśmy wypowiadając słowo „lechita”. Jednak Lech sprowadził go do drugoligowych rezerw nie tylko po to, by pomógł „dwójce” w utrzymaniu się w II lidze, ale by służył doświadczeniem młodym zawodnikom.

To nie pierwszy taki transfer do rezerw Kolejorza. Wcześniej Kolejorz sprowadzał do drugiego zespołu Grzegorza Wojtkowiaka, Tomasza Cywkę, Siergieja Kriwca, Artura Marciniaka, przesuwał do drugiej drużyny Dariusza Dudkę. Każdy z nich albo w pewnym momencie stanowił o sile Lecha grającego w pucharach, albo ma za sobą karierę zagraniczną, albo był reprezentantem Polski. Do drugiej drużyny trafiali – będąc już o krok od emerytury – z ławki Lechii Gdańsk, z ławki Warty Poznań, z szerokiego składu Chrobrego Głogów. Nigdy nie były to ruchy, które miały wyraźnie zwiększyć poziom jakości zespołu – raczej stanowiły uzupełnienie kadry, zbalansowanie bardzo młodej drużyny opartej na wychowankach, ale też zawsze były ogłaszane z adnotacją, że dany piłkarz ma wnieść doświadczenie do zespołu.

Zachwyt nad młodością przysłania szacunek do doświadczenia

Wobec zachwytu nad młodością w piłce czasem deprecjonujemy czynnik doświadczenia. Machamy na nie ręką i traktujemy je jako zamiennik lub eufemizm dla „zdziadzienia”. Zawodnik doświadczony to zawodnik stary, ociężały, nietrenujący, spaczony przedpotopową wizją patrzenia na futbol. Zaczęliśmy od zachwycaniem się (często słusznie) zawodnikami młodymi, gdzie młody ma grać nie dlatego, że jest dobry, ale dlatego, że jest młody. Moda na młodość przenosi się też na rynek trenerski, gdzie każdy chce mieć swojego Nagelsmanna.

Reklama

Doświadczenie jest passe ze względów wizerunkowych, ale jest nieocenione ze względów praktycznych. Jacek Zieliński, trener Cracovii, mówił w naszym wywiadzie tak: – U nas bardzo szybko się mówi, że trener, który ma X lat jest wypalony i nie nadąża za nowymi trendami. Nie wiem dlaczego u nas tak rzadko docenia się doświadczenie. Wiem, że nastał czas trenerów młodej generacji, cieszy mnie to, bo jestem tego zwolennikiem, zawsze takim trenerom pomagałem. Lubię jeździć na konferencje, szkolenia, żeby przekazać im wiedzę. Ale szczerze mówiąc — nie docenia się doświadczenia. Przecież to, że nie pracuję, nie oznacza, że wertuję książki o lotach w kosmos czy budowie tam wodnych.

Dawid Szulczek, czyli reprezentant młodej generacji trenerów, dodawał: – Doświadczeni trenerzy wiedzą już jak działa ten świat od środka. Znają szatnie, znają prezesów, znają zawodników. Wiedzą kto, jak i kiedy się zachowa. Tego nie ma w komputerze.

Ex-piłkarz jako starszy brat

I Lech wychodzi z podobnego założenia. Lat zebranych w piłce nie kupisz, możesz to tylko przeżyć. Ewentualnie posłuchać o przeżyciu tego tych, którzy mają już za sobą znaczną część kariery piłkarskie. I nauczyć się na ich błędach, na ich sukcesach. Kiedyś jeden z obrońców z akademii Lecha powiedział mi, że pół roku z grą obok Dariusza Dudki nauczyło go więcej niż dwa lata grania i trenowania w juniorach. – Nie chodzi o to, że pokazał mi „słuchaj, młody, trenuj dużo, to zagrasz kiedyś w Ligue 1”. To były detale dotyczące cwaniactwa na boisku, odpowiedniego timingu, właściwego ustawienia względem napastnika, pracy rękoma i ciałem przy kryciu. Oglądałbym dziesięć razy ten sam mecz i bym tego nie wychwycił. A wystarczyło, że w trakcie treningu powiedział, pokazał i wiem, że się czegoś nauczyłem – tłumaczył.

Lech nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Przecież to dość naturalna ścieżka dla byłych piłkarzy, że albo wracają do swojego klubu na stare lata, albo do tego klubu przychodzą na pierwsze staże trenerskie, gdy skończą już kurs trenerski na najniższą licencję szkoleniową. Kolejorz jednak wyraźnie intensyfikuje działania w tym aspekcie.

I robi to wielotorowo.

Reklama

Nie tylko w trenerce, ale i w gabinetach

Pawłowski, Wojtkowiak, Kriwiec czy Marciniak, którzy dołączyli do rezerw. Ivan Djurdjević przechodzący przez kolejne szczeble szkoleniowe aż do funkcji trenera pierwszej drużyny. Teraz chociażby Jakub Wilk trenujący dzieci w kategorii U9 i U11. Grzegorz Wojtkowiak w sztabie zespołu U19, Maciej Wilusz w sztabie zespołu U17. W 2021 roku do pionu zarządzania talentami w akademii Lecha dołączył Zbigniew Zakrzewski, który zajmuje się planowanie karier wychowanków Kolejorza. W sztabie Johna van den Broma pracuje Dariusz Dudka, wcześniej współpracował z Maciejem Skorżą. W dziale skautingu od dłuższego czasu pracuje Andrzej Juskowiak. Przez lata odpowiedzialny za monitorowanie piłkarzy wypożyczonych z Lecha był Jarosław Araszkiewicz. Łukasz Trałka zasilił akademię Lecha i kieruje skautingiem młodzieżowym.

Oczywiście nie każdy były piłkarz będzie świetnym trenerem. Nie każdy były piłkarz sprawdzi się w gabinecie. Również nie wypali jako skaut. W wielu przypadkach okaże się, że samo doświadczenie nie wystarczy, a 20 lat grania w piłkę przy jednoczesnym zaniechaniu rozwoju w innych kwestiach jest już niemożliwe do nadrobienia. Lech (ale również każdy inny klub, który idzie lub będzie chciał iść w tym kierunku) przegra też walkę o ex-piłkarzy ze smykałką do pracy przy piłce z agencjami menadżerskimi (Błażej Telichowski, Tomasz Magdziarz), biznesami prywatnymi (Marcin Kikut, Manuel Arboleda) czy mediami.

Nie znaczy to natomiast, że nie warto tego robić.

Budowa klubowej tożsamości

Poza tym do względów takich, jak dzielenie się doświadczeniem czy próba wykorzystania tego doświadczenia dla budowy know-how klubu, dochodzi też kwestia budowy tożsamości klubu. Trzeba zrozumieć, że duże akademie piłkarskie w Polsce nie bazują już tylko na chłopcach sprowadzanych z regionu. To nie jest tak, że każdy piłkarz ze szkółki Lecha wie, kim był Czesław Jakołcewicz. Nie każdy młodzian z Legii kojarzy Leszka Pisza. Oni wszyscy zakładają koszulkę swojego klubu, widzą herb na tym trykocie, ten herb jest widoczny w klubowej bursie, ale nie w wielu przypadkach ta tożsamość nie jest trwała, bo i nie ma jej kto im przekazać. Budowanie mini-legend, mini-pomnikowych postaci dla klubu, mini-symboli to też droga ku temu, by piętnastolatek trenujący w akademii nie myślał o historii danego klubu w kategoriach zakładki na Wikipedii, ale by widział też tę historię w człowieku, który prowadzi z nim treningi.

Pomost zbudowany z doświadczenia ma sens. Skoro tak często kopiujemy wzorce z Europy (udolnie lub nie, z lepszymi i gorszym skutkiem), to stara jak świat idea „jeśli nie wiesz jak coś zrobić, to zapytaj kogoś, kto już to robił” powinna też rozgościć się w polskich klubach.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

22 komentarzy

Loading...