Reklama

60 lat minęło… Niezapomniane momenty z kariery Jose Mourinho

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

29 stycznia 2023, 12:46 • 28 min czytania 9 komentarzy

Dwa triumfy w Lidze Mistrzów. Zwycięstwa w Pucharze UEFA, Lidze Europy i Lidze Konferencji. Osiem tytułów mistrzowskich w czterech krajach. Jose Mourinho to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych szkoleniowców w historii futbolu. A przy okazji jedna z najbarwniejszych postaci piłkarskiego świata. Trzy dni temu trener Romy obchodził okrągłe, sześćdziesiąte urodziny. To dobra okazja, by obszernie powspominać najciekawsze momenty jego kariery. A trochę się tego nazbierało. Można by było obdzielić kilkudziesięciu managerów.

60 lat minęło… Niezapomniane momenty z kariery Jose Mourinho

Pyskówki, kontrowersje, triumfy, porażki, bon moty, napady furii, wpadki, riposty, skandale.

Po prostu – trenerska kariera 60-letniego Jose Mourinho w pięćdziesięciu obrazkach i anegdotach.

JOSE MOURINHO – NIEZAPOMNIANE MOMENTY KARIERY

1. The Special One

Nowy szeryf. Triumfalne początki Mourinho w Premier League

Naszych wspominek nie sposób nie zacząć od słów, które na stale przylgnęły do Mourinho i stały się niejako jego wizytówką, choć, jeśli dokładnie przeanalizować wypowiedź Portugalczyka, łatwo zauważyć, że nigdy nie powiedział on o sobie wprost: „I am The Special One”. Na powitalnej konferencji prasowej po dołączeniu do londyńskiej Chelsea w 2004 roku Mourinho, otoczony już glorią chwały po sensacyjnym triumfie w Lidze Mistrzów z FC Porto, faktycznie dość mocno się przechwalał, do znudzenia wyliczając swoje rozmaite osiągnięcia i atuty. Aż w końcu oświadczył: – Nie mówcie, że jestem arogancki, ponieważ po prostu mówię prawdę. Zostałem mistrzem Europy, nie wyciągnięto mnie z kapelusza. Myślę… myślę, że jestem wyjątkowy [I think I’m a special one].

Reklama

Zatem: „a special one”, nie „The Special One”. Różnica niby niewielka, ale jednak znacząca. Choć dzisiaj sprawa jest już niemożliwa do odkręcenia – przydomek „The Special One” na stałe przylgnął do Mourinho, gdyż pasuje zarówno do jego wyjątkowych osiągnięć, jak i wyjątkowej buńczuczności.

2. Co mam udowodnić?

Angielscy dziennikarze głośno zastanawiali się w 2004 roku, czy Mourinho aby na pewno poradzi sobie w Premier League, pracując pod znacznie większą presją niż ta, z jaką zetknął się w Porto. Nowo mianowany szkoleniowiec The Blues po triumfie w Pucharze Ligi Angielskiej wyśmiał tego rodzaju wątpliwości i przypomniał Brytyjczykom, że sukcesy w międzynarodowych rozgrywkach od dłuższego czasu nie są już ich specjalnością. – Nie czuję presji. Nie możecie nałożyć na mnie presji, nie ma szans. Nie ma szans. Wiele razy czytałem w ostatnim czasie, że mam sporo do udowodnienia w angielskim futbolu… Sir Alex jest jedynym managerem w tym kraju, który wygrał Ligę Mistrzów. Nikt inny tego nie dokonał. Zatem co ja mam tu niby udowadniać?

3. Szpileczka dla Fergusona

Mourinho na temat wspomnianego sir Alexa Fergusona na ogół wypowiadał się z głębokim szacunkiem. Co oczywiście nie oznacza, że Szkotowi nigdy się od portugalskiego trenera nie oberwało. Kiedy FC Porto w sensacyjnych i kontrowersyjnych okolicznościach wyeliminowało Manchester United z Ligi Mistrzów w sezonie 2003/04, Ferguson pozwolił sobie na kilka cierpkich komentarzy pod adresem sędziego. Mourinho zareagował natychmiast: – Rozumiem, dlaczego targają nim takie emocje. Też bylibyście smutni, gdyby wasz zespół został całkowicie zdominowany przez drużynę zbudowaną za 1/10 waszego budżetu.

Po latach Jose przyznał jednak, że tak naprawdę Ferguson tamtego dnia bardzo mu zaimponował. – Po meczu przyszedł do naszej szatni w towarzystwie Gary’ego Neville’a, by pogratulować nam zwycięstwa. W portugalskiej kulturze piłkarskiej takie zachowania nie istniały, więc bardzo miło mnie to zaskoczyło. Potem sam zacząłem niekiedy gratulować przeciwnikom, jeśli dokonali czegoś niezwykłego przeciwko moim zespołom. Uczę się od tych, których szanuję.

Reklama

4. Biegnij, Jose, biegnij!

To właśnie trafienie na wagę remisu (i awansu) w samej końcówce starcia Porto z Manchesterem United na Old Trafford sprawiło, iż Mourinho poderwał się z siedzenia i, powiewając połami płaszcza, pognał w kierunku swoich zawodników, by świętować zdobycie gola wraz z nimi, a przy okazji wyszeptać im do ucha kilka dodatkowych instrukcji. – Po meczu atmosfera w szatni wyglądała tak, jakbyśmy właśnie wygrali finał, a nie dwumecz w 1/8 finału – wspominał Mourinho.

Niezapomniane sceny.

5. Od tłumacza do czempiona

Sezon cudów – Porto na szczycie europejskiego futbolu

Kadencja Mourinho ekipie Porto była krótka, ale ze wszech miar udana, absolutnie spektakularna. W 2004 roku Portugalczyk mógł już powiedzieć, że ze „Smokami” wygrał wszystko – trofea krajowe, Puchar UEFA, no i Puchar Mistrzów. Było to tym bardziej niesamowite, że ledwie kilka lat wcześniej Mourinho przebijał się przecież do świata wielkiej piłki kuchennymi drzwiami, jako tłumacz sir Bobby’ego Robsona. – Gdy poznałem Jose, był tylko wuefistą – wspominał sam Robson. – Ja zaczynałem pracę w Portugalii, on miał po prostu o mnie dbać. Nieźle mówił po angielsku i posiadał odpowiednie zaplecze, jeżeli chodzi o wiedzę na temat futbolu. Szybko jednak udowodnił, że potrafi wnieść do zespołu niesamowitą wartość. Wspierał mnie i nawiązywał świetne relacje z zawodnikami, pracując ze mną w trzech kolejnych klubach. Gdy tylko potrzebowałem jego wsparcia, był na miejscu.

Z kolei jeden z byłych członków sztabu szkoleniowego Barcelony opowiadał na łamach „FourFourTwo: – Nazywano go „tłumaczem”, lecz był już wtedy kimś znacznie więcej. Był po prostu asystentem pierwszego trenera. Kiepsko szło mu łączenie tych ról, co było ewidentne już po kilku pierwszych konferencjach prasowych. Czasami nawet nie próbował tłumaczyć słów Robsona, wygłaszał własne opinie. Często stawał w obronie szefa, wykłócał się z dziennikarzami. Musieliśmy go przywoływać do porządku. Santi Gimenez, reporter gazety AS, miał podobne spostrzeżenia: – Mourinho pełnił rolę tłumacza podczas pierwszej przedsezonowej konferencji prasowej i od razu było jasne, że sam ma za dużo do powiedzenia, żeby sprawdzić się w tej funkcji. Przecież część dziennikarzy też znała angielski. Doskonale rozumieli, że wybierał sobie tylko niektóre ze słów wypowiedzianych przez Robsona.

6. Znienawidzony tłumacz

Skandale, gierki, groźby i Ronaldinho. Dwumecz, w którym było wszystko

W oczach kibiców Barcelony Mourinho pozostał nędznym „tłumaczem”. W latach 2005-2006 dowodzona przez Portugalczyka Chelsea dwukrotnie skonfrontowała się z „Dumą Katalonii” w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Pierwszy z tych dwumeczów zakończył się triumfem londyńczyków, a Mourinho podkręcał atmosferę wokół rywalizacji do tego stopnia, że na Camp Nou naprawdę szczerze go znienawidzono. Choć sam szkoleniowiec oczywiście w swoim stylu udawał niewiniątko i przekonywał, że dla niego potyczka z Barceloną to w sumie mecz jak każdy inny. – Presja? Ptasia grypa wywołuje u mnie presję. Bardziej się martwię łabędziami w Szkocji niż kolejnym meczem. Mówię poważnie. Łabędzie mnie niepokoją. Muszę sobie kupić jakąś maskę i resztę sprzętu, zawodnikom też.

Trzeba jednak powiedzieć, że w 2005 roku Mourinho przesadził. Po pierwszym starciu Chelsea z Barcą (wygranym 2:1 przez hiszpański zespół) Portugalczyk wprost oskarżył arbitra o podejrzane kontakty z trenerem gospodarzy, Frankiem Rijkaardem. Frisk niedługo potem zakończył sędziowską karierę. – Ostatnie dwa tygodnie to dla mnie koszmar gróźb i życzeń śmierci dla mnie i najbliższych. Listy, telefony, e-maile. To musi się skończyć – dramatycznie ogłosił sędzia.

Zrobiło się tak gorąco, że do poprowadzenia drugiego meczu UEFA wyznaczyła Pierluigiego Collinę. – Gdyby mnie spytano, kogo chciałbym jutro widzieć na boisku, odpowiedziałbym: Andersa Friska. Może tym razem pomógłby nam w taki sam sposób, w jaki pomógł im – kpił bezlitośnie Mourinho. – Jednak każdy manager i każdy zawodnik przyzna, że Collina jest najlepszy na świecie, a to dlatego, że zalicza się do sędziów, którzy nie poddają się żadnym wpływom z zewnątrz. Choć to ostatnie zdanie można akurat zakwestionować, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich Chelsea zdobyła w rewanżu gola na wagę awansu.

7. Kartoflisko

Rok później Barca uporała się już z ekipą Mourinho. Kluczowa dla losów dwumeczu okazała się pierwsza batalia, wygrana przez Katalończyków 2:1 na Stamford Bridge. Poza Leo Messim, robiącym wtedy wiatrak z Asiera del Horno, do historii przeszła przede wszystkim murawa, na jakiej londyńczycy podjęli „Blaugranę”. Co tu dużo mówić, było to po prostu grząskie, błotniste kartoflisko. – To niebywałe. Z tego co słyszę, oni teraz robią wszystko, by jeszcze pogorszyć stan boiska – pieklił się Sylvinho. Obóz Barcelony był święcie przekonany, że to szatański pomysł Mourinho, by przesunąć renowację płyty na późniejszy termin.

– Tylko głupek może tak sądzić – wypalił Jose. – My też mamy w składzie technicznych zawodników.

8. Wolę tego nie komentować

Niesnaski na linii Mourinho – sędziowie szybko stały się znakiem rozpoznawczym Portugalczyka. Choć wypracował on dość ciekawą metodę na kąsanie arbitrów tak, by nie wzbudzać zainteresowania komisji dyscyplinarnej Premier League. Chodzi naturalnie o odmawianie komentarza na temat pracy sędziów, ale w stylu tak wymownym, by było dla wszystkich absolutnie jasne, że Mourinho czuje, iż jego zespół został skrzywdzony. – Nie chcę o tym mówić. Bo jeśli się wypowiem, być może będę musiał odwiedzić siedzibę federacji. Być może spędzę kilka tygodni na trybunach. Być może będę musiał wydać trochę pieniędzy na grzywnę, zamiast przeznaczyć je na prezenty świąteczne. Wolę tego nie komentować – oświadczył Mourinho po remisie z Arsenalem (2:2) w grudniu 2004 roku.

Kolejny przykład? Proszę bardzo, rok 2020.

No i chyba największy klasyk z tej kategorii. Reakcja Mourinho na porażkę Chelsea z Aston Villą w 2014 roku.

9. Wirtuoz sarkazmu

Chelsea pod wodzą Jose Mourinho była niepokonana w Premier League przez 77 domowych meczów. Po pierwszej porażce przed własną publicznością szkoleniowiec The Blues wypowiedział mnóstwo… ciepłych słów pod adresem sędziego. – Chcę powiedzieć tylko cztery rzeczy. Przepraszam, ale na kolejne pytania nie odpowiem, bo powtarzałbym wciąż to samo. Mam tylko cztery rzeczy do powiedzenia. Gratuluję moim zawodnikom, bo dali z siebie wszystko. Gratuluję Sunderlandowi, ponieważ zwyciężyli. Gratulacje również dla sędziego Mike’a Deana, bo to był jego fantastyczny występ. I gratulacje dla szefa sędziów Mike’a Rileya, bo praca jaką wykonują w tym sezonie jest naprawdę fantastyczna dla przebiegu rywalizacji w lidze. Wielkie gratulacje. Nie mam nic do dodania.

Wnikliwy słuchacz mógł wyłowić w wypowiedzi Portugalczyka subtelną nutkę sarkazmu.

10. Zasłużona żółta kartka

Oczywiście niekiedy bywało też tak, że Mourinho podczas pomeczowych rozmówek posypywał głowę popiołem i przyznawał sędziom rację. – Dostałem żółtą kartkę i była ona zasłużona, ponieważ zachowałem się chamsko. Ale byłem chamski wobec idioty – stwierdził Jose po meczu z Southampton w sezonie 2019/20.

11. Wahania nastroju

A skoro o kartkach mowa… ta scenka nie wymaga chyba komentarza. Można oglądać w nieskończoność.

12. Kosz na pranie

Nieustanne utarczki z arbitrami prawie przywiodły Mourinho do… śmierci. Za zapoczątkowanie opisywanej już nagonki na Andersa Friska portugalski manager został zawieszony przez UEFA na dwa spotkania, a więc nie mógł uczestniczyć z zespołem w bezpośrednich przygotowaniach do ćwierćfinałowych meczów Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Jose znalazł jednak sposób, by wykiwać działaczy europejskiej federacji – pojawił się w szatni Chelsea tak wcześnie, że nikogo innego jeszcze nie było na stadionie. A opuścił ją… ukryty w koszu na brudne ciuchy. – Nikt z delegatów UEFA mnie nie zauważył. Spokojnie czekałem na moich zawodników. Problem nastąpił wtedy, kiedy musiałem opuścić obiekt. Delegaci usłyszeli, że jestem na stadionie i zaczęli mnie desperacko poszukiwać. Nasz kitman zamknął zatem wieko kontenera, w którym byłem ukryty. Nie mogłem oddychać. Gdy je otworzył, byłem już bliski śmierci! – zapewniał Mourinho.

13. Żona Beniteza pod ostrzałem

Była już mowa o Barcelonie, była mowa o sędziach…

Czas się zatem na moment zatrzymać przy najpoważniejszych konfliktach Mourinho z innymi managerami. Jednym z największych rywali Portugalczyka na pierwszym etapie jego przygody w Premier League był Rafa Benitez, dowodzący wówczas Liverpoolem. Przesycone taktycznymi sztuczkami batalie The Blues i The Reds generowały mnóstwo emocji, choć często goręcej było na konferencjach prasowych, niż na murawie, z której wiało nudą. Tak się jednak jakoś złożyło, że później hiszpański szkoleniowiec często obejmował posady zwolnione niegdyś przez Mourinho – choćby w Interze Mediolan czy Chelsea. A dodać do wyliczanki można Real Madryt, dokąd Benitez zawitał dwa lata po Portugalczyku. – Rafa sprząta po Mourinho – zażartowała wówczas żona Beniteza na łamach „La Region”.

Mourinho nie miał dla niej nawet cienia litości. – Ta pani chyba jest lekko zagubiona, z całym szacunkiem. Jej mąż w Chelsea zastąpił Roberto Di Matteo, a w Realu Madryt – Carlo Ancelottiego. Po mnie objął tylko Inter Mediolan i w pół roku zniszczył najlepszy zespół Europy. Myślę zatem, że – zamiast mówić o mnie – ta pani powinna się zająć czymś innym. Może powinna zadbać o dietę swojego męża, wtedy będzie miała mniej czasu, by mówić o mnie.

14. Skorumpowany Conte

Marzenia kontra realne plany. Na co stać Tottenham?

Mourinho nie ma również dobrych relacji z Antonio Conte. Portugalczyka – wtedy zasiadającego na ławce trenerskiej Manchesteru United – szczególnie oburzyły żywiołowe reakcje Włocha na miażdżące zwycięstwo Chelsea (4:0) nad „Czerwonymi Diabłami”. – Jestem Judaszem dla kibiców Chelsea? Niech pamiętają, kto zdobył dla ich klubu trzy mistrzowskie tytuły. Dopóki Conte nie wygra czterech, to Judasz jest numerem jeden w historii Chelsea – grzmiał rozjuszony Portugalczyk na konferencji prasowej. Zwycięski Conte nie szczędził mu tymczasem złośliwości: – To hipokryta. Był, jest i pozostanie małym człowiekiem.

Manager Manchesteru początkowo udawał, że nie wini Włocha o tak ostrą ripostę. Stwierdził, że została ona sprowokowana przez media. Tylko po to, by po paru momentach wypalić jak z armaty: – Chcę zakończyć tę historię jedną uwagą. Tak, popełniłem w przeszłości błędy. Tak, postaram się popełniać ich mniej, ale wciąż będą mi się przytrafiać. Ale co mi się nigdy nie zdarzyło i nigdy nie zdarzy – nie zostaną zawieszony za ustawianie meczów. Mnie to się nie przytrafi.

15. Monaco? Kto to jest Monaco?

Nie jest jednak tak, że Mourinho wdaje się w długotrwałe medialne utarczki z każdym, kto tylko go uszczypnie. Przekonał się o tym Pietro Lo Monaco, były dyrektor sportowy Catanii. Włochowi nie spodobał się komentarz Portugalczyka, jakoby jego Inter mógł zwyciężyć z Catanią nawet z samym Mourinho między słupkami. – To wyjątkowo bezczelny typ. Mam nadzieję, że jak najszybciej wyniesie się z Włoch. Ktoś powinien zdzielić go w zęby – wściekał się Lo Monaco. Jose zbył to jednak śmiechem. – Kto to jest Monaco? Znam mnichów tybetańskich [monaco del Tibet], Monako i Monte Carlo, Bayern Monachium [Bayern Monaco], Grand Prix Monako. Jeśli pan, jak mówicie, Monaco chce sobie wyrobić nazwisko mówiąc na mój temat w prasie, powinien mi za to zapłacić.

16. Specjalista od porażek

Niewątpliwie najwięcej złych emocji narosło natomiast między Jose Mourinho a Arsenem Wengerem.

Francuski szkoleniowiec zawsze bardzo krytycznie wypowiadał się bowiem na temat polityki transferowej Chelsea, sugerując dość dobitnie, że szalone wydatki Romana Abramowicza w jego opinii wypaczają rywalizację w Premier League. Oczywiście Mourinho – który jako manager The Blues zmierzył się z Wengerem w Premier League jedenaście razy i nie przegrał ani jednego spotkania – nie pozostawał dłużny trenerowi Arsenalu. – Mamy plik zawierający 120 stron wypełnionych wypowiedziami pana Wengera na temat Chelsea i naszej pracy. Wystarczy. Moje słowa są wystarczająco mocne, by zamknąć temat. Ale 120 stron cytatów? To też wystarczy. Czas przestać. Ale jeśli on chce dalej mówić na nasz temat, kolejne mocne słowa z mojej strony również nadejdą.

– Pan Wenger to podglądacz. Lubi obserwować, co robią inni ludzie. Są tacy goście, którzy – gdy są sami w domu – wyciągają wielki teleskop i obserwują, co się dzieje w mieszkaniach sąsiadów. Jestem przekonany, że Wenger też tak robi, a to choroba – przekonywał Jose. Francuz wściekł się do tego stopnia, że groził trenerowi Chelsea pozwem sądowym. – Gdy głupi ludzie osiągają sukces, często nie tylko nie mądrzeją, ale głupieją jeszcze bardziej – skwitował Wenger.

Kilka lat później Mourinho drwił z Wengera, nazywając go jedynym managerem w Premier League, który może do woli przegrywać. – Tylko jeden szkoleniowiec w tym kraju nie znajduje się pod presją. Ja, Brendan [Rodgers], [Manuel] Pellegrini… Wszyscy jesteśmy pod presją. Nie możemy przegrywać, nie możemy znaleźć się poniżej oczekiwanego poziomu, musimy realizować stawiane przed nami cele. To trudna praca. Z jakichś powodów tylko jedna osoba jest poza tą listą. To dobrze dla niego. Wiecie, kogo mam na myśli. O może mówić o sędziach przed meczami i po meczach. Może popychać ludzie w strefie technicznej. Może płakać rano, może płakać wieczorem. Nic się nie dzieje. Może niczego nie osiągać i zachowywać posadę, dalej być królem. To przywilej.

Przy innej okazji (po słynnej przepychance przy linii bocznej) Mourinho otwarcie nazwał zaś Wengera… specjalistą od porażek.

17. Popsuty jubileusz

Portugalczyk musiał się zatem wyjątkowo rozkoszować zwycięstwem, jakie jego Chelsea odniosła nad Arsenalem w marcu 2014 roku. The Blues zmiażdżyli wówczas „Kanonierów” aż 6:0, a był to mecz dla Wengera szczególny – jego tysięczne spotkanie na ławce trenerskiej Arsenalu. Mourinho opuścił płytę boiska na dwie minuty przed końcem gry, nie czekając na uścisk dłoni rywala. – Moja żona nie ogląda naszych meczów, zawsze czeka na telefon ode mnie. Dzisiaj mogłem jej podać rezultat kilka chwil wcześniej, więc skorzystałem z tej okazji. […] Już po dziesięciu minutach było absolutnie jasne, że łatwo wygramy.

18. Najgorszy manager w historii

Na brutalną ripostę ze strony Mourinho nadział się także Frank de Boer, który – na swoje nieszczęście – pozwolił sobie na recenzowanie sposobu, w jaki Portugalczyk rozwija talent Marcusa Rashforda w Manchesterze United. – Widziałem pewien cytat z najgorszego trenera w historii Premier League, Franka de Boera. Siedem meczów, siedem porażek, zero goli [Mourinho pomylił się i policzył de Boerowi również mecze przegrane po jego zwolnieniu]. Frank stwierdził tam, że trener taki jak ja nie jest odpowiedni dla rozwoju Marcusa Rashforda, bo dla mnie najważniejsze są zwycięstwa. Gdyby Marcus grał u Franka, który przegrał w Premier League wszystkie mecze, nauczyłby się tylko przegrywać. Ja staram się zapewnić młodym zawodnikom jak najlepszą edukację.

19. Jedyny taki finał

Bez szwanku z rywalizacji z Mourinho nie wyszedł nawet Carlo Ancelotti, choć panowie chyba całkiem się lubią. – Mourinho zachowuje się w taki sposób, że cała Italia, wyłączając kibiców Interu, w Lidze Mistrzów będzie kibicować jego rywalom – powiedział Carletto wiosną 2010 roku. – Sędziowie znajdują się pod olbrzymią presją i my, jako trenerzy, powinniśmy robić wszystko, by rozładowywać to napięcie. Sam nie jestem tu bez winy, ale Mourinho naprawdę przesadza. Co na to Jose? – Wielu trenerów wygrało Ligę Mistrzów, ale tylko jeden przegrał finał, w którym prowadził 3:0 do przerwy.

Przy innej okazji Mourinho pożarł się także z Claudio Ranierim. – Nie jestem taki jak Jose. Nie potrzebuję pucharów, by mieć wysokie poczucie własnej wartości – stwierdził Włoch, czym wyraźnie rozjuszył szkoleniowca Interu. – Ma rację, ma rację. Wiele od siebie wymagam. Zwycięstwa upewniają mnie, że idę w dobrym kierunku. Dlatego zdobyłem tak wiele trofeów. Z kolei Ranieri to człowiek o mentalności przegranego. Ma prawie 70 lat [w rzeczywistości – 56] i zdobył tylko jakiś superpuchar i parę innych trofeów o pomniejszym znaczeniu. Jest już za stary, by zmienić swoją mentalność. Jest tak stary, a niczego nie wygrał. Przed przyjściem do Interu uczyłem się włoskiego po pięć godzin dziennie, by się komunikować z zawodnikami, mediami i kibicami. Tymczasem Ranieri pracował w Anglii przez pięć lat i do teraz ma problemy, by powiedzieć po angielsku „dzień dobry” albo „dobry wieczór”.

Mourinho nie miał też najlepszego zdania o metodach motywacyjnych, jakie Ranieri stosował w Romie. – Gdybym moim piłkarzom puszczał przed meczem „Gladiatora”, to by mnie wyśmiali i zadzwonili po lekarza, żeby sprawdził, czy nie oszalałem. Ranieri zapomniał, że jego piłkarze nie są dziećmi. Co ciekawe – kiedy Ranieri zatriumfował w Premier League z Leicester City, Mourinho szybko przefarbował się na jego wielkiego fana i przyjaciela.

20. Prostytucja intelektualna

Tripletta Jose Mourinho. 10 lat temu Inter był najlepszy na świecie

Za kadencji w Interze Mourinho nieustannie dowodził, że jego klub jest sekowany przed media sprzyjające jego głównym ligowym konkurentom. Prowadziło to do wielu komicznych kłótni z dziennikarzami i ekspertami, a także stanowiło wdzięczny temat do tyrad Portugalczyka na konferencjach prasowych. – My mamy tylko jeden Inter Channel, który ogląda 45 tysięcy widzów. Milan ma trzy stacje telewizyjne i jeden dziennik. Juve również ma swój dziennik – „Tuttosport”. Można więc mówić o manipulacji intelektualnej, jeśli wierzycie w to, co oni piszą na temat kontrowersyjnych sytuacji. […] To ogromna praca, która ma na celu zmanipulowanie opinii publicznej. To prostytucja intelektualna. Ja jestem zwolennikiem intelektualnej uczciwości – stwierdził Portugalczyk.

Później Jose zaczął wyliczać niepowodzenia swoich oponentów. To wówczas padło sławetne „zero tituli”.

21. Zaparkowany autobus

A skoro jesteśmy przy bon motach… Jak na ironię, Mourinho w jednej ze swoich pomeczowych wypowiedzi spopularyzował sformułowanie: „zaparkować autobus w polu karnym”, odnoszące się rzecz jasna do drużyn grających wyjątkowo defensywny futbol. Wtedy The Special One narzekał na zachowawczą postawę Tottenhamu, aczkolwiek wkrótce sam zaczął uchodzić za najwybitniejszego na świecie specjalistę w zakresie blokowania dostępu do własnej bramki.

22. Triumfalny bieg

Najbardziej pamiętna scena, jeśli chodzi o pobyt Mourinho w Interze Mediolan? Tutaj wątpliwości być nie może – szaleńczy rajd Portugalczyka przez murawę Camp Nou po tym jak Nerazzurri wyrzucili „Dumę Katalonii” za burtę Ligi Mistrzów w sezonie 2009/10. – Wygrywałem wielkie mecze. Miałem wybitne momenty. Ale to najlepsze, co mi się przytrafiło. Jesteśmy drużyną herosów. Pocimy się krwią! – zachwycał się Jose.

23. Pożegnanie we łzach

John Terry zapewniał, że dla Jose Mourinho mógłby zginąć na boisku. Podobne słowa padły też z ust Zlatana Ibrahimovicia. Do grona zawodników najmocniej oddanych portugalskiemu szkoleniowcowi należał również Marco Materazzi. Włoch zalał się łzami, gdy nadszedł czas pożegnania  z trenerem. Wspominał to w rozmowie z „La Gazzetta dell Sport”. – Nigdy nie zapomnę chwili, gdy Mourinho wpuścił mnie na boisko w doliczonym czasie finału Ligi Mistrzów. Nie chodziło o założenia taktyczne. Powiedział mi tylko: „zagrałeś w pierdolonym finale mistrzostw świata, więc dzisiaj też musisz zagrać”. Kiedy odchodził, zapewniłem go: „nikt nie pokocha cię tak bardzo, jak kochają cię kibice Interu”. Potem objęliśmy się na chwilę, nic już nie mówiąc. Obaj po prostu płakaliśmy.

24. Balotelli w roli głównej

Zrobiło się ckliwie, przypomnijmy zatem, że z tamtego okresu pochodzi też jedna z najzabawniejszych anegdot sprzedanych przez Mourinho. Portugalczyk trochę pomieszał fakty, trochę podkolorował, ale wiadomo – prawda nie powinna przeszkadzać w dobrej opowieści.

– Pamiętam jedną scenę w Kazaniu. Pojechaliśmy tam na mecz Ligi Mistrzów – wspominał Jose. – Kontuzjowani byli wszyscy moi napastnicy. Nie mogłem skorzystać ani z Milito, ani z Eto’o. Naprawdę miałem kłopoty, więc postawiłem na Mario Balotellego. Ten obejrzał żółtą kartkę już w 42. lub 43. minucie. W szatni prawie całą przerwę poświęciłem rozmowie z Balotellim. Gadałem tylko z Mario. „Mario nie mogę cię zmienić, nie mogę dokonać zmiany. Nie mam żadnego napastnika na ławce. Nie dotykaj nikogo. Graj tylko z piłką przy nodze. Kiedy ją stracisz, nie reaguj. Jeżeli ktoś cię sprowokuje, nie reaguj, jeśli sędzia popełni błąd, nie reaguj. Mario, proszę!” – mówiłem mu. Rozpoczęła się druga połowa, 46. minuta i…. czerwona kartka.

W rzeczywistości – Balotelli partnerował tamtego dnia Eto’o w ofensywie, a kartki obejrzał odpowiednio w 20. i 60. minucie gry.

25. Nie słyszę was!

Sympatykom Juventusu Mourinho dawał się we znaki nawet długo po odejściu ze Stadio Giuseppe Meazza. Jak choćby wtedy, gdy jego Manchester United w dramatycznych okolicznościach wyszarpał „Starej Damie” trzy punkty z gardła w fazie grupowej Ligi Mistrzów. – Walczę dla mojego klubu, mam w nosie mój osobisty wizerunek. Nie dbam o konsekwencje. Dlatego kiedy obejmuję Real Madryt, staję się wrogiem Barcelony. Dlatego do dziś nie mogę postawić nogi w Turynie, bo ludzie mnie tam nienawidzą za czasy Interu. Dlatego kibice Arsenalu mnie nie cierpieli. Jako profesjonalista, walczę w imieniu klubu.

26. Teoria spiskowa

Siał wiatr, zebrał burzę. Zapomniany sukces Mourinho w Madrycie

Potrójna korona w Interze nie nasyciła Portugalczyka, który w 2010 roku podjął pracę w Realu Madryt. Jego kadencja na Estadio Santiago Bernabeu zaczęła się spektakularnie, lecz w listopadzie 2010 roku poniósł on najbardziej bolesną klęskę w swojej trenerskiej karierze. „Królewscy” przegrali 0:5 z FC Barceloną. To była słodka zemsta Pepa Guardioli za niepowodzenie w półfinałach Champions League przed paroma miesiącami. Inna sprawa, że już w kwietniu Real zdołał zwyciężyć „Dumę Katalonii” w finale Pucharu Króla, a potem stoczył z nią zacięty bój w Lidze Mistrzów.

Na europejskim podwórku lepsza okazała się Barca. Teoretycznie – za sprawą fenomenalnego Leo Messiego. Ale, przynajmniej zdaniem Mourinho, kluczowe znaczenie miało wsparcie sędziów. – Jeżeli powiem, co naprawdę myślę o tym meczu, moja kariera będzie skończona – grzmiał trener Realu na pomeczowej konferencji prasowej po porażce 0:2 w półfinale Champions League. – Proszę, niech nikt nie przeinacza moich słów i niech nikt nie wkłada mi w usta czegoś, czego nie powiedziałem. Rozmawiamy o Barcelonie – drużynie fantastycznej piłkarsko. Ale dlaczego o niej rozmawiamy? Ovrebo trzy lata temu. Dlaczego Chelsea nie mogła awansować do finału? Dlaczego w zeszłym roku mój awans z Interem był cudem? Dlaczego w tym roku kończymy dwumecz po pierwszym spotkaniu, które zakończyłoby się bezbramkowym remisem? Nie rozumiem. Nie wiem, czy chodzi o reklamę UNICEF-u na koszulce, czy o władzę Villara w UEFA. Nie wiem, kto tu z kim sympatyzuje. Nic z tego nie rozumiem. W Chelsea zawieszony Drogba, Bosingwa. W Interze Thiago Motta. Z Arsenalem zawieszony Wenger, Nasri. Dzisiaj zawieszony jestem ja. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Może któregoś dnia ktoś mi na to odpowie.

– Dokonaliśmy w Interze cudu, eliminując Barcelonę. Teraz cud nie był możliwy. […] Guardiola? To fantastyczny trener piłkarski. Powtarzam: fantastyczny. Ale do tej pory wygrał jedną Ligę Mistrzów. I to taką, której ja bym się wstydził. Zwyciężył dzięki skandalowi na Stamford Bridge. Jeżeli w tym roku zdobędzie drugą, to dzięki skandalowi na Bernabeu. Tak znakomity szkoleniowiec zasługuje na szansę, żeby kiedyś wygrać Ligę Mistrzów uczciwie – dodał trener.

27. Palec w oku

Podczas madryckiej przygody Mourinho starcia Realu z Barceloną stały się niemalże codziennością. Rywalizacja w „Klasykach” była wówczas niezwykle brudna,  przepełniona brutalnością i wzajemnymi złośliwościami, do czego, co tu kryć, walnie przyczynił się właśnie Portugalczyk. Wystarczy przypomnieć, jak zaatakował Tito Vilanovę, asystenta Pepa Guardioli, wkładając mu palec do oka. – „Pito” Vilanova? Nie wiem, kto to jest „Pito” – kpił szkoleniowiec „Królewskich” na jednej z konferencji prasowych. „Pito” to w wolnym tłumaczeniu „pitol” czy też „pindol”. No, wiadomo o co chodzi.

– Klasyki z Mourinho? To było szaleństwo. Zaczęło wychodzić to madridismo, które nigdy mi się nie podobało. Wydawało się, że to było niczym wojna polityczna pomiędzy Katalonią a Hiszpanią. Ja jestem madridistą i chcę, by Real wygrywał zawsze, ale nie idę do takiej skrajności – wspominał Iker Casillas.

28. Na kolanach

W sezonie 2011/12 Real Madryt w spektakularnym stylu zdetronizował Barcelonę na krajowym podwórku, sięgając po triumf w La Lidze i bijąc przy okazji kilka prestiżowych rekordów. Ale zatriumfować w Champions League się podopiecznym Mourinho nie udało.

Przegrany konkurs rzutów karnych z Bayernem Monachium rzucił Portugalczyka na kolana.

29. Spontaniczny ślizg

Zapewne fani madryckiej ekipy znacznie chętniej wspominają dziś inną sytuację z portugalskim trenerem na kolanach, mianowicie jego szaloną celebrację po triumfie Realu nad Manchesterem City w Lidze Mistrzów 2012/13. Garnitur chyba do prania.

30. Kto jest kretem?

Końcówka kadencji Mourinho w Madrycie upłynęła pod znakiem konfliktów wewnętrznych. Przede wszystkim doszło do ostrego sporu trenera z Ikerem Casillasem, którego Portugalczyk finalnie odsunął od wyjściowej jedenastki Realu, a także podejrzewał o wynoszenie informacji do mediów za pośrednictwem swojej życiowej partnerki. – Wydawało mi się, że Sara [Carbonero] powiedziała to, co tak naprawdę wiedzieli już wszyscy. Mourinho nigdy nie rozmawiał ze mną na ten temat, ale łatwo było zauważyć, co o tym sądzi, bo nasze relacje uległy poważnej zmianie. Byłem nazywany zdrajcą i kretem. Takie opinie bardzo mnie bolały.

Jose miał obsesję na punkcie szczelności swojej szatni. Opowiadał o tym również Jerzy Dudek w swojej autobiografii: – Mourinho wszedł do szatni i powiedział, że wynik 1:1 nie jest zły. Prawie całą drugą połowę graliśmy przecież z Barceloną w dziesiątkę po czerwonej kartce Albiola. I niespodziewanie dodał: „Widzę, że macie dobre kontakty z mediami. Wiem, że trzeba z nimi współpracować. Ale nie myślałem, że ta współpraca układa się aż tak dobrze. Dzięki temu dowiedziałem się, że nie chcecie zgrupowań przed meczami, że nie ćwiczymy jak należy stałych fragmentów, że nie mamy odpowiednich zajęć taktycznych. Cztery godziny przed meczem włączam telewizor i kurwa widzę, że dziennikarz podaje nasz skład! Jak mogliśmy ich czymś zaskoczyć, skoro jeden z was jest zdrajcą!!! Tak, tak, zdrajcą! Przed meczem ktoś z was puścił informacje w jakim składzie wyjdziemy. Wiedzieli już o nas wszystko”.

– Nikt się nie odezwał, a „Mou” dalej krzyczał: „Zawsze idę z przodu, w pierwszej linii. Kontroluję wszystko co się dzieje. Jak generał, idę zawsze z wami w ogień. Już mamy ich atakować, a tu ktoś mi nóż wbija w plecy. Jeden z was wbija mi nóż w plecy przed tak ważnym spotkaniem?”. Miał łzy w oczach. Nigdy go jeszcze nie widziałem w podobnym stanie, tak rozemocjonowanego. I dalej krzyczał: „Gdzie jest ten szczur?! Kto nim jest? Kto to może być?”.

31. Wojna z masażystką

Po rozstaniu z Realem Madryt konflikty z zawodnikami stały się w przypadku Mourinho coraz częstszym zjawiskiem. Zresztą – nie tylko z zawodnikami. Po powrocie do Chelsea portugalski manager zdołał wprawdzie odzyskać mistrzostwo Anglii, lecz później zraził do siebie znaczną część swoich podopiecznych, a także wdał się w głośny spór z Evą Carneiro – masażystką The Blues, która wbiegła na murawę wbrew jego instrukcjom. Nazwał ją „naiwną” i „impulsywną”. – Musisz rozumieć dynamikę meczu. Nawet jeśli jesteś kitmanem, lekarzem lub sekretarką. Musisz rozumieć grę. Musisz wiedzieć, że kiedy piłkarzowi zostanie udzielona pomoc medyczna, przepisy zobowiązują go do opuszczenia pola gry. A jestem przekonany, że problem Edena Hazarda w tym przypadku nie był poważny.

Konflikt na linii Carneiro-Mourinho przeniósł się na salę sądową, ale strony koniec końców zawarły ugodę.

32. Francuski wirus

Z kolei po przeprowadzce na Old Trafford media nieustannie donosiły o niesnaskach między Mourinho a Paulem Pogbą. – Nic nie grałeś. Nie szanujesz innych piłkarzy i kibiców. Zabijasz mentalność dobrych, uczciwych ludzi dookoła ciebie – miał powiedzieć francuskiemu pomocnikowi trener według „Daily Record”. Podobno Mourinho na oczach całego zespołu nazwał też Pogbę „wirusem”. Co na to sam zawodnik? – Przez długi czas moje stosunki z Mourinho układały się naprawdę dobrze. Wszyscy byli tego świadomi. Nagle, z dnia na dzień, wszystko zmieniło się o 180 stopni. Przyznam szczerze, że nie potrafię tego wytłumaczyć.

Nagranie jednej z utarczek Pogby i Mourinho przeciekło nawet do mediów.

33. Największe osiągnięcie

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, a także późniejszy rozwój wypadków – dziś coraz mniej zdziwienia budzi fakt, iż tak utytułowany manager jak Mourinho uważa wicemistrzostwo Anglii z Manchesterem United za jeden ze swoich największych sukcesów. – Czasami ludzie komentują sprawy, które znają powierzchownie, ale nie wiedzą co się dzieje za kulisami. Sądzę, że to fundamentalna kwestia. Co by było, gdybym wam powiedział, że postrzegam wicemistrzostwo Anglii osiągnięte w Manchesterze jako jedno z największych osiągnięć w mojej karierze? Powiecie: „Facet zwariował. Ma dwadzieścia pięć trofeów, a chwali się drugim miejscem jako wielkim osiągnięciem”. Powtarzam to, bo z drugiej strony kamery widać sytuację z innej perspektywy niż ja.

34. Szacunek!

Brytyjscy dziennikarze nie pozostawiali na Portugalczyku suchej nitki, gdy Manchester United notował pod jego wodzą rozczarowujące rezultaty. Po klęsce 0:3 z Tottenhamem szkoleniowiec „Czerwonych Diabłów” wreszcie pękł i wściekły opuścił konferencję prasową. – Kibice opuszczali stadion przed końcem meczu? Też bym wyszedł przy wyniku 0:3. Wiecie, jaki był wynik? Trzy do zera. Wiecie, co to oznacza? – W tym momencie Mourinho pokazał zgromadzonym na sali dziennikarzom trzy wyciągnięcie palce. – Trzy zero. To także oznacza trzy mistrzowskie tytuły w Premier League. Sam wygrałem więcej mistrzowskich tytułów niż pozostałych dziewiętnastu managerów razem wziętych. Trzy dla mnie, dwa dla nich, więc trochę szacunku. Szacunek, szacunek!

35. Piłkarskie dziedzictwo

Po sensacyjnym niepowodzeniu ekipy z Old Trafford w dwumeczu z Sevillą w 1/8 finału Ligi Mistrzów 2017/18, Mourinho urządził z kolei dziennikarzom kilkunastominutowy wykład o tym, czym jest jego zdaniem „piłkarskie dziedzictwo”. Dziś pod przemową aż roi się od komentarzy fanów United, którzy po latach przyznają Portugalczykowi rację. – W ciągu siedmiu lat, pod wodzą czterech różnych menadżerów, raz Manchester United nie zakwalifikował się do gry w Europie, dwa razy odpadł po fazie grupowej. Najlepszym rezultatem był ćwierćfinał. To nazywam futbolowym dziedzictwem. Jeśli spojrzymy na Premier League, ostatnie zwycięstwo to sezon 2012/2013 i w czterech kolejnych sezonach United kończyli rozgrywki na siódmym, czwartym, piątym i szóstym miejscu. Więc najlepszym wynikiem była czwarta pozycja. To dziedzictwo. Oznacza to, że kiedy zaczynasz proces, zajmujesz pewne miejsce, jesteś tam lub tu. Kibice, których bardzo szanuję, zawsze szanowałem, a z wieloma z nich rozmawiałem, i jestem bardzo szczęśliwy z tych rozmów. Ci, którzy rozmawiali z wami, są rozczarowani. Ci, z którymi rozmawiałem ja, rozumieją futbolowe dziedzictwo. Rozumieją, czym jest proces i wiedzą kiedy przybyłem – perorował Mourinho.

36. Poeci nie wygrywają

Triumf w Lidze Europy z Manchesterem United Mourinho przedstawił jako… sukces ludzi pokornych. – To triumf pragmatyzmu i triumf pokory. […] Dzisiaj nie zwyciężyli poeci. W futbolu jest mnóstwo poetów, ale oni nie zdobywają zbyt wielu tytułów – ocenił Jose.

37. Druga twarz

Naturalnie nie jest tak, że Mourinho dopiero na późniejszym etapie kariery zaczął krytykować swoich zawodników. Na przykład podczas pierwszej kadencji w Chelsea portugalski trener miał serdecznie dość  Joe Cole’a. – On ma dwie twarze. Jedną, którą uwielbiam. I drugą, której nie chcę oglądać – przyznał Mourinho po jednym ze spotkań, gdy Cole nie wypełniał należycie swoich obowiązków w defensywie. – Zmuszał mnie do ciężkiej pracy, smagał batem po plecach. Czasami byłem na niego naprawdę wściekły, ale on wiedział co robi. Wiedział, jak mnie rozwinąć. Wiedział, że jeżeli mnie posadzi na ławce, a w kolejnym meczu wpuści na dwadzieścia minut, to dostanie dwadzieścia najlepszych minut,  jakie tylko potrafiłem zagrać – wspominał Cole na łamach „FourFourTwo”.

38. Czas szybko leci

Jak upadał Dele Alli?

Nie wszyscy zawodnicy aż tak ochoczo poddawali się jednak surowemu reżimowi treningowemu Mourinho. Dele Alli puścił mimo uszy ostrzeżenia Portugalczyka, gdy ten – już jako szkoleniowiec Tottenhamu – motywował go do cięższej pracy przed kamerami twórców filmu dokumentalnego z serii „All or Nothing”. – Pewnego dnia będziesz żałował, jeśli nie osiągniesz tego, co możesz osiągnąć  – mówił Mourinho. Słowa okazały się prorocze.

Dziś Alli postrzegany jest jako rozczarowanie nawet na poziomie ligi tureckiej.

39. Katastrofa

5 największych klęsk Jose Mourinho w europejskich pucharach

Tottenham to jedyny wielki klub, z którym Mourinho pracował dość długo, lecz nie zdołał wywalczyć ani jednego trofeum. Utracił posadę na krótko przed finałem Pucharu Ligi Angielskiej. Nieco wcześniej poniósł zaś straszliwą klęskę w Lidze Europy, gdzie „Koguty” przerżnęły 0:3 z Dinamem Zagrzeb i odpadły z rozgrywek. – Nie wystarczy powiedzieć, że jest mi przykro, ponieważ to, co czuję, wykracza poza poczucie smutku – skwitował Mourinho. – Właśnie wyszedłem z szatni Dinama, gdzie poszedłem pochwalić chłopaków. Hugo Lloris był mniej dyplomatyczny od szkoleniowca. Golkiper stwierdził wprost: – Nasz występ był haniebny.

40. Nowy cesarz

Wydawać się mogło, że Tottenham to ostatni naprawdę ekscytujący rozdział w karierze Mourinho. Tymczasem niedługo po rozstaniu z londyńską ekipą Portugalczyk znalazł zatrudnienie w Romie, a kibice z Wiecznego Miasta urządzili mu niesamowite, iście cesarskie powitanie.

41. Pierwszy w historii

Finały specjalnością Jose. Roma i Zalewski przechodzą do historii

W roli trenera Giallorossich Mourinho powrócił do tego, co wychodzi mu najlepiej – zdobywania pucharów. Uzupełnił swoją bogatą kolekcję sukcesów o zwycięstwo w Lidze Konferencji Europy, co uczyniło zeń pierwszego szkoleniowca w dziejach, których wygrał Ligę Mistrzów, Ligę Europy oraz Ligę Konferencji właśnie.

Jose po tym sukcesie nie potrafił ukryć satysfakcji. – To dla nas jak Liga Mistrzów.

42. Feta

Radość po triumfie w Lidze Konferencji była dość intensywna.

43. Oświadczyny

Naturalnie Mourinho dalej dokazuje w swoim starym stylu – wbija szpilki rywalom, zżyma się na sędziów, podszczypuje dziennikarzy. Ale chyba nigdy wcześniej Portugalczyk nie cieszył się aż tak pozytywnym wizerunkiem. Doszło nawet do tego, że jeden z kibiców Romy… oświadczył się na jego oczach.

44. Hip-hop nigdy stop

Występ w hip-hopowym teledysku? Czemu nie!

45. Pizza

Pizza i Cola po ważnym zwycięstwie? Trudno nie szanować takiej kolacyjki.

46. Fryzjer

A gdyby Mourinho nie został managerem? Cóż, być może sprawdziłby się w branży fryzjerskiej.

– Ściąłem sobie włosy żeby wskazać kierunek moim zawodnikom. Zbyt wielu ma rastafariańskie fryzury – żartował Portugalczyk.

47. Koszmar!

Uwaga – jeśli jesteś fanem Fortnite’a, to raczej się z Mourinho nie dogadasz. – Piłkarze grają w to gówno całą noc, a następnego dnia mają mecz!

48. Nic do powiedzenia

Nie można zapomnieć, że czasami bywały także i takie sytuacje, gdy Mourinho nie miał nic do powiedzenia. Nic. Zupełnie nic. Nic.

49. Wyjaśnione

A puenta może być tylko jedna.

Apapapiya ahpapapa, apapapa apapapa.

I wszystko jasne.

50. Wszystkiego najlepszego!

Nie no, a tak poważnie – sto lat, Jose!

No dobrze. A za co wy uwielbiacie lub nie cierpicie Jose Mourinho?

CZYTAJ WIĘCEJ O ZAGRANICZNYM FUTBOLU:

fot. NewsPix.pl

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro

Patryk Fabisiak
0
Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro
Ekstraklasa

Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Patryk Fabisiak
6
Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Anglia

Inne kraje

Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro

Patryk Fabisiak
0
Kluby z Arabii Saudyjskiej chcą Kevina De Bruyne. W grze 100 milionów euro
Ekstraklasa

Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Patryk Fabisiak
6
Pertkiewicz: Marchewka zamiast kija z młodzieżowcami, kwota w PJS co najmniej podwojona

Komentarze

9 komentarzy

Loading...