Reklama

Oni walczą o utrzymanie. To widać, słychać i czuć

redakcja

Autor:redakcja

29 października 2022, 17:58 • 4 min czytania 10 komentarzy

Osiem meczów bez zwycięstwa i nie, nie wystarczy. Korona Kielce i Piast Gliwice jadą dalej, niech licznik tyka, seria robi się coraz dłuższa. Na początek soboty z Ekstraklasą w meczu, w którym zawartość piłki w piłce była wyjątkowo niewielka, obie ekipy solidarnie podzieliły się punktami po remisie 1:1.

Oni walczą o utrzymanie. To widać, słychać i czuć

Te zespoły walczą o utrzymanie i w to sobotnie popołudnie w stolicy województwa świętokrzyskiego to było widać, słychać i czuć. Jeśli z jakiegoś niezrozumiałego powodu mielibyśmy wyobrażać sobie potyczkę drużyn drżących o pozostanie w lidze, w naszej wyobraźni wyglądałaby właśnie tak, jak rywalizacja Korony z Piastem.

Korona Kielce – Piast Gliwice 1:1

Tak generalnie ten mecz nie miał smaku dla postronnego widza, za to zawierał w sobie sporo smaczków dla Aleksandara Vukovicia. Po pierwsze, Serb debiutował jako trener Piasta na stadionie w Kielcach, na którym w 2013 roku kończył karierę piłkarza. Po drugie, mierzył się z Koroną prowadzoną przez Leszka Ojrzyńskiego, a więc szkoleniowca, u którego przed laty występował. Wreszcie po trzecie, w strefę spadkową niemal posłał go Ariel Mosór, któremu w lipcu 2020 dał zadebiutować w Ekstraklasie w Legii Warszawa.

Goście budowali sobie atak pozycyjny na własnej połowie, Jakub Czerwiński dograł w pole karne do Mosóra, ten zdecydował się podać nad Dawidem Błanikiem, ale na tyle niezdarnie, że mierzący 173 centymetry pomocnik odbił piłkę głową w stronę Jakuba Łukowskiego. Łukowski jak to Łukowski, nie zwykł marnować takich okazji, prędko huknął i Vuković pierwszy raz mógł pomyśleć: „Co ja robię tu?!”.

Reklama

1:0 dla miejscowych i na dobre 70 minut można było zasnąć. Wyłączyć transmisję. Cokolwiek. Bo i tak nic się nie działo. Korona po objęciu prowadzenia błyskawicznie zaparkowała tyłem na swojej połowie i zadowolona patrzyła na bezradnych przyjezdnych. Ojrzyński zdecydował się na ustawienie z trzema rosłymi środkowymi obrońcami – Mario Zebiciem, Adamem Deją i przede wszystkim Piotrem Malarczykiem, więc kazał zagęścić środek i zachęcać rywali do dośrodkowań. Jedno, drugie, trzecie. Nie ma problemu, przyjmiemy wszystkie! I tak się żyło w Kielcach, aż nadeszła przerwa, a w niej uraz zgłosił Malarczyk.

Dla 31-latka był to pierwszy występ w sezonie w Ekstraklasie i szybko się skończył. Czy gdyby Malarczyk mógł grać, Korona dowiozłaby remis? Trudno powiedzieć. Im dłużej trwały zawody, tym złocisto-krwiści bardziej zerkali ku końcowi, a mniej na piłkę. Kompletnie oddali inicjatywę i skupili się na przeszkadzaniu, więc być może z wysokim stoperem też nie utrzymaliby korzystnego rezultatu, ale to gdybanie. Fakty są takie, że z nim na murawie goście nie oddali celnego strzału. Bez niego – miejscowi stracili bramkę.

W 70. minucie wreszcie przypomniał o sobie Kamil Wilczek. Co prawda Marcel Zapytowski wyłapał jego uderzenie bez wysiłku, jednak wreszcie coś ruszyło. Pierwszy celny strzał. Do tego momentu kreatywność i jednych, i drugich ograniczała się do kreowania u widzów grymasu niezadowolenia. Zmarszczonego czoła. Refleksji nad własnym życiem…

Reklama

Ale to był dźwięk budzika. Po chwili Wilczek wykorzystał dośrodkowanie Alexandrosa Katranisa i zespół z Gliwic starał się dalej nacierać. Ostatecznie nieskutecznie, tyle że wreszcie dało się zauważyć, że coś tam w tej ekipie drzemie. A Korona? Cóż, skoro zaparkowała jeszcze w pierwszej połowie, już nie zdołała ponownie odpalić wychłodzonego silnika i jedyne, na co było ją stać, to bomba Jacka Kiełba po stałym fragmencie, co z kolei poderwało ze snu Frantiska Placha. Tak, to był drugi celny strzał złocisto-krwistych w meczu, oprócz trafienia Łukowskiego.

Źle się na to wszystko patrzyło, a zespół z Kielc naprawdę przesadza z prostotą środków wykorzystanych do walki o utrzymanie. Przede wszystkim 59% celnych podań to wstyd. To nie przystoi. Serio. Coś takiego nie pozwoli na pozostanie w Ekstraklasie, co natomiast stanowi dobrą wiadomość dla Piasta. Wszyscy z ligi nie zlecą, nie ma szans, choć gliwiczanie też się o to proszą. Vuković dobitnie zobaczył, ile roboty przed nim. Przyjezdni ze Śląska wcale nie prezentowali się dużo lepiej od beniaminka.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

foto. Newspix

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

10 komentarzy

Loading...