Reklama

Sobota pracująca w Ekstraklasie. Granie od rana do wieczora

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

17 września 2022, 10:25 • 6 min czytania 6 komentarzy

Ekstraklasa to liga pracująca, żadnej pracy się nie boi. A w sobotę to już w ogóle. Dlatego ostatnia sobota przed przerwą na kadrę jest napakowana niczym plan lekcji ucznia siódmej klasy. Jak się obowiązki zacznie o 12.30, to skończy chwilę przed 22. I fajnie.

Sobota pracująca w Ekstraklasie. Granie od rana do wieczora

Stal Mielec – Widzew Łódź

Entliczek, pentliczek, co zrobi… Stal Mielec. Nie ma rymu, źle to brzmi, ale poziomem jak ulał pasuje do ekipy z Podkarpacia, która w miniony poniedziałek z Jagiellonią grała jeszcze gorzej. Może nie tak dramatycznie jak z Piastem Gliwice, aczkolwiek naprawdę niewiele lepiej, a i tak znowu skończyło się 0:4.

W Białymstoku przegraliśmy po piłkarsku, ale przede wszystkim zagraliśmy z bardzo małym zaangażowaniem i nie było takiej determinacji jak zawsze – tłumaczył trener Adam Majewski.

W sumie właśnie tak to wyglądało z boku, czyli tym razem pozory nie myliły – zawodnicy Stali faktycznie pozorowali granie. I tutaj zapala się lampka alarmowa – chwila, moment, sekunda, jak to? To dzięki czemu niby przyjezdni z Mielca chcieli odnieść zwycięstwo czy nawet zasłużyć na remis, jeśli nie zaangażowaniem i determinacją? Za sprawą umiejętności technicznych? Genialnego dryblingu? Nieprzeciętnej kreatywności? No nie. Ludzie kochani, chyba po niezłym starcie sezonu nie uwierzyli, że oni to naprawdę są kapitalnymi piłkarzami?! Jeżeli tak, to chwała reszcie ligi. Na dwóch 0:4 się nie skończy…

Dzisiaj zaangażowanie i determinację Stali sprawdzi Widzew Łódź. Zespół trenera Janusza Niedźwiedzia w poprzedniej kolejce udzielił lekcji Cracovii i nieco spokojniej może spoglądać w tabelę. Po fajnym starcie, kiedy zgadzało się granie, ale już nie punkty (trzy porażki w pięciu kolejkach), straszono RTS, że podzieli los sąsiada – ŁKS, który w sezonie 2019/20 początkowo prezentował się ładnie, by z hukiem spaść w otchłań pierwszej ligi, tyle że raczej biało-czerwono-biali zmierzają w innym kierunku. Także z tego powodu, że takiemu Jordiemu Sanchezowi, Dominikowi Kunowi, Serafinowi Szocie czy Karolowi Danielakowi zaangażowania oraz determinacji odmówić nie można. W ciemno można stawiać, że chętnie potraktują Stal jak trampolinę, z której odbiją się w stronę czołówki.

Reklama

Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok

Coraz bliżej kalendarzowej jesieni, więc temperatury z dnia na dzień niższe, a w Gdańsku jakby na przekór naturze, gorąco niczym w najbardziej upalne lato. W czwartek doszło do długo wyczekiwanego spotkania kibiców z zarządem Lechii i miło nie było. Jak donosi portal lechia.gda.pl, jeszcze przed rozmową w szefostwem reprezentowanym przez Pawła Żelema i Agnieszkę Syczewską fani spotkali Dusana Kuciaka i Rafała Pietrzaka, którym w słowach powszechnie uważanych za obelżywe wyjaśnili, co sądzą o zdobyciu czterech punktów w ośmiu meczach i okupowaniu ostatniej pozycji w tabeli.

Najwyraźniej kibice nie dali wiary, że bramkarz i obrońca zdołają odpowiednio przekazać ich myśli kolegom, dlatego nazajutrz zameldowali się na zajęciach biało-zielonych, by samemu zadbać o klarowność przekazu.

Cieszę się, że grupa naszych wiernych kibiców przyszła na trening i nas wsparła. Przedstawili, jak to wszystko widzą i czego od nas wymagają – powiedział trener Lechii Maciej Kalkowski.

Słowem – nad Bałtykiem nerwowo i w takich okolicznościach zawodnicy biało-zielonych czekają na przyjazd Jagiellonii, w której panują odmienne nastroje.

Reklama

Po pierwsze, Jaga przystąpi do zawodów po najlepszym występie w tym sezonie i wysokim zwycięstwie 4:0 nad Stalą. Drużyna trenera Macieja Stolarczyka zaprezentowała się najlepiej w trwających rozgrywkach pod kilkoma względami:

  • najwyższe xG – 2,8 (przy średniej 1,6)
  • najwięcej celnych strzałów – 10 (przy średniej 5,4)
  • najwięcej prób wysokiego pressingu – 18 (przy średniej 10)
  • najwięcej skutecznych prób wysokiego pressingu – 12 (przy średniej 6)

A w kilku innych statystykach zbliżyła się do rekordowych osiągów, jak np. przejęte piłki na połowie rywali (15 przy najlepszym wyniku z Pogonią – 16).

Po drugie, trudno wymarzyć sobie lepszego przeciwnika do kontynuowania dobrej passy niż Lechia. Serio, gdyby w klubach można było prosić o kogoś dogodnego, powiedzmy w takim liście do Świętego Mikołaja, bezapelacyjnie w Gdańsku mieliby problem, bo wyszłoby, że w jeden weekend chce się z nimi zmierzyć z kilkanaście zespołów. Najgorsza defensywa w lidze – 17 straconych bramek – i najgorsze xG strat – 14,11, a do tego jedna z najgorszych atmosfer w Ekstraklasie (tego zmierzyć się nie da). 

Z jednej strony bita przez wszystkich Lechia, z wulgaryzmami własnych kibiców w uszach. Z drugiej – niepokonana od pięciu kolejek i zbudowania wysoką wygraną Jagiellonia. Wiadomo, kto jest faworytem, ale… to Ekstraklasa. Jak u Anity Lipnickiej, wszystko się może zdarzyć.

Raków Częstochowa – Radomiak

Marek Papszun nie zwykł przegrywać z Radomiakiem, ostatnio przydarzyło mu się to dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w odległym Legionowie. W maju 2014, jeszcze w drugiej lidze podzielonej na dwie grupy, kiedy w środku pola Legionovii biegał Taras Romanczuk. Później w najgorszym razie rywalizacja kończyła się remisem (dwukrotnie), w najlepszym zwycięstwem (też dwa razy). Jak będzie dzisiaj?

Gramy z drużyną, która w dwóch ostatnich meczach z Legią Warszawa i Wisłą Płock prezentowała bardzo dobry poziom. Była w stanie zdominować przeciwnika, utrzymywać się przy piłce, kreować sytuacje – chwalił gości Dawid Szwarga, asystent Papszuna.

Taktyka obrana na spotkania z Legią czy Wisłą była zdecydowanie inna niż ta na mecz z Rakowem. Wiemy, jaki potencjał ma Raków. Jak dobrze gra wysokim pressingiem. Musimy się mocno nagłowić jak wyjść spod tej presji, ale mamy plan i chciałbym, żeby zawodnicy spokojnie go realizowali – to z kolei słowa trenera Radomiaka Mariusza Lewandowskiego.

Cóż, brzmi to jak zapowiedź powrotu do stylu, który dał zespołowi z Radomia zwycięstwo nad Zagłębiem Lubin – niski pressing, oddanie piłki, czekanie na ruch rywali. To tym bardziej prawdopodobne, że przecież taki pomysł zagwarantował sukces Cracovii przeciwko wicemistrzom Polski. W sumie to proste – nie ma mowy o wysokim odbiorze, kiedy samemu ma się futbolówkę przy nodze, bo przeciwnik nam ją oddaje. Eureka!

Ale pewnie Papszun też się tego spodziewa, więc przygotuje kilka swoich planów na spotkanie. Powinno być ciekawie.

Cracovia – Pogoń Szczecin

I na koniec kolejne starcie z czołówki. Napisalibyśmy, że wisienka na torcie, ale… kto wie, czy potem nie stanęłaby nam w gardle, więc się powstrzymamy. Gospodarze niezmiennie nie potrafią złapać stabilności. Co tydzień, to inna Cracovia. Już mogło się wydawać, że chwycili ją, że trzymają mocno i nie puszczą, a tu cyk, Widzew podstawił nogę i znowu uciekła. Natomiast goście ciągle nie umieją rozegrać całego meczu na jednakowym, wysokim poziomie. Ostatnio jak po 20 minutach niezłego grania z Lechem Poznań się zatrzymali, tak już do końca nie ruszyli. Gdyby nie pomocny łokieć Barry’ego Douglasa, Pogoń na powitanie 17-tysięcznej publiki poniosłaby porażkę.

Największy problem mamy z atakiem pozycyjnym. Do tego trzeba mieć odpowiednich wykonawców, a mamy chłopaków do gry z kontry. Lepiej się w tym czujemy. Zdecydowanie łatwiej przychodzi nam zdobycie terenu trzema, czterema podaniami niż atak pozycyjny. Wiemy o tym i mocno pracujemy, by to zmienić, ale efekty jeszcze nie przyszły – powiedział trener Pasów Jacek Zieliński.

To widać, słychać i czuć, dlatego chyba w sumie dobrze się dla miejscowych składa, że przyjeżdża do Krakowa Pogoń, która atak pozycyjny lubi. Może nie zawsze jej wychodzi, aczkolwiek lubi go niezmiennie. Gdyby na naszych boiskach obowiązywały zasady logiki, pewnie bardziej martwić powinni się w Szczecinie. Ot tak nie zmienią swojego DNA, a Cracovia dobrze odnajduje się w starciach z faworytami, co pokazała z Legią i Rakowem. Ale gdzie logika, a gdzie Ekstraklasa?! No właśnie.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Bramkarz Ekstraklasy chce uczyć piłkarzy, jak inwestować na giełdzie

Jan Mazurek
0
Bramkarz Ekstraklasy chce uczyć piłkarzy, jak inwestować na giełdzie

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Bramkarz Ekstraklasy chce uczyć piłkarzy, jak inwestować na giełdzie

Jan Mazurek
0
Bramkarz Ekstraklasy chce uczyć piłkarzy, jak inwestować na giełdzie

Komentarze

6 komentarzy

Loading...