Reklama

Kądzior: Nie paliłem mostów z Lechem. Może kiedyś temat powróci?

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

24 maja 2022, 10:41 • 12 min czytania 21 komentarzy

Damian Kądzior latem ubiegłego roku wrócił do Polski po trudnych przejściach w Eibarze i Alanyasporze. Miał być czołową postacią Piasta Gliwice i szybko się nią stał, uzyskując łącznie 14 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Czy po takim sezonie może jeszcze wyjechać za granicę? Czy liczy na powrót do reprezentacji? Dlaczego tyle macha rękami w trakcie meczów i jak to odbierają koledzy? Czy był podwójnie zmotywowany na mecz z Lechem? Jak dziś patrzy na to, że nie pasował Maciejowi Skorży do koncepcji? Co zyskuje na współpracy z Waldemarem Fornalikiem? Czy dokonuje podsumowań na trzydzieste urodziny? Zapraszamy na rozmowę. 

Kądzior: Nie paliłem mostów z Lechem. Może kiedyś temat powróci?

Jak w skali 1-10 oceniłbyś ten sezon, biorąc pod uwagę zarówno twój indywidualny dorobek, jak i wynik drużynowy?

Dałbym siódemkę. Jestem wymagający wobec siebie, ale wobec zespołu również. Gdy przychodziłem do Piasta, nie rozmawialiśmy o walce o najwyższe cele, ale właśnie tego czwartego miejsca zabrakło na finiszu, żebym mógł dać 8.

Braku awansu do eliminacji Ligi Konferencji musicie upatrywać w rundzie jesiennej. Wiosną trudno znaleźć mecz, po którym mogliście mieć do siebie większe pretensje. To w poprzednim roku przegrywaliście u siebie z Wartą Poznań czy remisowaliście ze Stalą Mielec.

Dokładnie. Z wiosny praktycznie wycisnęliśmy maksa. Przegraliśmy tylko dwa razy, pięć meczów zremisowaliśmy, pozostałe wygraliśmy. Za jesień możemy sobie zarzucić znacznie więcej. Wspominałeś o Warcie czy Stali, ale mogę przytoczyć kilka innych spotkań. Na wyjeździe z Rakowem do przerwy mieliśmy dużo sytuacji, powinniśmy prowadzić, a potem straciliśmy gola w doliczonym czasie. Z Jagiellonią prowadziliśmy, graliśmy w przewadze i w ostatniej akcji wypuściliśmy zwycięstwo z rąk. Policzyliśmy z chłopakami, że w samym doliczonym czasie uciekło nam siedem punktów, bo to samo działo się ze Śląskiem Wrocław czy Zagłębiem Lubin. Do pucharów wchodzi się przeważnie za dobrą, regularną postawę przez cały sezon. U nas w pierwszej rundzie tego nie było. Wiosną równaliśmy już do poziomu najlepszych. W tabeli za ten rok jesteśmy na najniższym stopniu podium, przed Pogonią Szczecin.

Reklama

Czyli czwarte miejsce jako cel wyklarowało się samoistnie, w trakcie sezonu?

Przychodząc do Piasta, wiedziałem, że to klub, który od kilku lat utrzymuje się w czołówce Ekstraklasy. Nie zawsze kończyło się to pucharami – rok temu było szóste miejsce, teraz mamy piąte – ale drużyna zawsze jest bliżej szczytu tabeli niż dołu. Zmieniając otoczenie zależało mi na tym, żeby o coś w Polsce walczyć. Wcześniej w Ekstraklasie rozegrałem tylko jeden sezon i z Górnikiem Zabrze udało się wejść do pucharów. I tak na koniec odczuwaliśmy lekki niedosyt, bo przez większość czasu byliśmy na podium, a skończyliśmy tuż za nim. Liczyłem więc, że w Piaście zaspokoję również swoje ambicje. Wiosna potwierdziła, że potencjał na to jest. Fajnie, że się dźwignęliśmy, bo w kontekście nowego sezonu może nam to wiele dać mentalnie.

Paradoksalnie wiosną konkretów w ofensywie miałeś mniej niż jesienią. Łącznie wyszło ci 6 goli i 8 asyst, czyli w klasyfikacji kanadyjskiej niemal tyle samo, co w Górniku Zabrze.

No właśnie jest tu pewien paradoks. W zeszłej rundzie te liczby czasami pojawiały się z niczego. Poszło jedno, drugie dośrodkowanie i trochę asyst nabiłem. Wiosną moja gra całościowo wyglądało dużo lepiej, ale nie zawsze miało to przełożenie na statystyki. Nie wszystko zależało tylko ode mnie. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o wykreowane sytuacje, to również w tej rundzie mógłbym mieć więcej asyst. Miałem wpływ na swoją skuteczność, cztery gole w tym roku strzeliłem, spokojnie jednak mogłem mieć 6-7. Zmarnowałem karnego w Płocku, parę innych akcji powinienem lepiej wykończyć, chociażby teraz z Radomiakiem.

Najważniejsze, że po cięższym poprzednim sezonie, w którym brakowało mi rytmu meczowego, wróciłem do Polski i rozegrałem, jak sam wspomniałeś, sezon podobny do tego z okresu w Górniku. Jestem z niego w miarę zadowolony, choć wiem, że stać mnie na jeszcze lepsze liczby, są duże rezerwy. Inna sprawa, że ważny jest sposób funkcjonowania całego zespołu. Piast nie należał do drużyn, które imponują liczbą zdobywanych bramek i to nawet pomijając ekipy z podium. W tej rundzie często wygrywaliśmy po 1:0.

Reklama

Masz poczucie, że rozegrałeś sezon, po którym można ponownie wyjechać za granicę? Robisz tu sobie jakieś nadzieje?

Niewykluczone, że oferty się pojawią, ale na tę chwilę nie zastanawiam się nad tym. Jak mówiłem, moja forma szła do góry i zawsze człowiek ma gdzieś z tyłu głowy, że może jeszcze raz spróbować w innej lidze i będzie wtedy tak, jak w Chorwacji, a nie jak w Hiszpanii. Nie mam już jednak parcia, że musi się to wydarzyć. Rozmowy potencjalnego chętnego z Piastem na pewno nie należałyby do łatwych. Mam 30 lat, klub trochę za mnie zapłacił i nie sądzę, żeby teraz był skłonny na sprzedaż za taką samą kwotę. Jestem ambitny, zobaczymy, ale nie przebieram nogami. Dobrze nam się żyje w Gliwicach, czuję duże zaufanie ze strony trenera i kolegów z zespołu.

Pozostanie w Piaście byłoby rozsądne w kontekście marzeń o powrocie do reprezentacji. Za czasów Paulo Sousy nie miałeś czego szukać, bo nie pasowałeś do systemu i akurat przeżywałeś słabszy okres w karierze. Przyjście Czesława Michniewicza wiele jednak zmienia, zwłaszcza że ostatnimi powołaniami pokazał, że jego selekcja jest bardzo szeroka.

Jestem tego świadomy. W piłce niezwykle ważne jest to, jaką masz pewność siebie i jak się czujesz. Ja w ostatniej rundzie złapałem większy luz, naprawdę świetnie się czułem na boisku. A przykład Kamila Grosickiego pokazuje, że można odzyskać miejsce w reprezentacji poprzez Ekstraklasę. Wiem, że gdzieś tam w szerszej perspektywie selekcjoner patrzył na mnie i jakieś sygnały z boku dostawałem, że coś może się wydarzyć, natomiast zupełnie się nimi nie podpalałem. Jeżeli będę w takiej formie jak wiosną, a konkretów w ofensywie będzie jeszcze więcej, to może jeszcze zasłużę na powołanie.

Czyli miałeś kontakt ze sztabem reprezentacji?

Dostawałem sygnały od znajomych dziennikarzy, że Czesław Michniewicz mógł się mną zainteresować i również pod tym kątem oglądać mecze Piasta z Lechem czy Legią. Strzelałem w nich gole, pokazując, że odżyłem. Jeśli miałby mnie rozważać przy powołaniach, to raczej na pozycjach „ósemki” lub „dziesiątki”, na pewno nie na wahadle. W Piaście zdarzało mi się grać na różnych pozycjach, zwłaszcza po przejściu wiosną na ustawienie z trójką stoperów. Byłem i napastnikiem, i ofensywnym pomocnikiem, a pierwszą rundę praktycznie w całości rozegrałem na lewym skrzydle. Na razie selekcjoner nie zdecydował się na wysłanie powołania, będę się starał przekonać go w następnym sezonie.

Zmiana pozycji to główny powód twojej lepszej gry wiosną?

Generalnie my jako drużyna funkcjonowaliśmy lepiej w nowym ustawieniu. Jesienią grałem głównie jako lewoskrzydłowy, co wcześniej zdarzało się bardzo rzadko. Trener Fornalik wolał mieć skrzydłowych z lepszą nogą na swojej stronie, żeby szukali dośrodkowań zamiast schodzić do środka. Dopiero potem zmieniliśmy system, dzięki czemu zyskałem większą wolność na boisku. W niektórych meczach występowałem na „dziesiątce”, co lubię najbardziej, ale bywałem również drugim napastnikiem obok Wilczka czy Torila. W tej roli też czuję się dobrze, bo nie mam takich zobowiązań, że muszę stać przy linii i czekać na piłkę. Mogę się swobodniej poruszać, być tam, gdzie czuję, że warto się znaleźć w danej chwili.

Podkreślasz, jak jesteś ambitny. Często widać to w trakcie gry. Bardzo emocjonalnie reagujesz na wiele boiskowych sytuacji, zwłaszcza wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. Nie masz czasem refleksji, że zdarza się to zbyt często? Chwilami podczas oglądania meczów zastanawiałem się, kiedy ktoś się zrewanżuje i ci odkrzyknie, bo deprymuje go takie zachowanie. 

Śledząc później nasze mecze też czasami mówię sobie „czemu się zachowujesz w ten sposób?”. Ale ja tak mam od dzieciaka. Wiele razy nad tym pracowałem, starałem się, żeby mniej machać rękami i mniej gestykulować. Z boku może to wyglądać, jakbym się obrażał, natomiast chodzi wyłącznie o emocje wynikające z czystej pasji do piłki i z chęci zwycięstwa. W każdym klubie, w którym byłem, chłopaki zwracali na to uwagę, ale wiedzieli, jakim człowiekiem jestem poza boiskiem. W Piaście koledzy też rozdzielają Damiana Kądziora z meczu od Damiana Kądziora po końcowym gwizdku. Nigdy nie chodzi o personalne uderzanie w kogoś, choć kilka razy zdarzało mi się po spotkaniu przepraszać za swoje zachowanie. Na co dzień jestem inną osobą niż na murawie. Wiem, że to jest złe, staram się coś z tym zrobić, ale nadal bywa, że emocje biorą górę.

Ogólnie jednak koledzy wiedzą, że ten typ tak ma i nie trzeba tego brać do siebie?

Tak. Gdzie nie byłem, chłopaki na koniec się z tego śmiali. Potrafiłem być tak emocjonalny nawet podczas treningów, ale nigdy nie generowało to większych konfliktów, bo generalnie mój charakter jest inny.

Bez wątpienia wiele emocji towarzyszyło ci przy okazji niedawnego meczu z Lechem. Mocno cieszyłeś się po golu, wskazywałeś na swoje nazwisko na koszulce. Byłeś podwójnie zmotywowany?

Moją główną motywacją był fakt, że musimy wygrać, aby gonić Lechię w kontekście czwartego miejsca. Nie patrzyłem na to, że musimy utrzeć nosa Lechowi, żeby nie zdobył mistrzostwa. Moim zdaniem zdobył je w pełni zasłużenie, ligę wygrała najlepsza drużyna. Napisałem gratulacje do Macieja Skorży, wymieniliśmy się wiadomościami. Nie mam zadry do Lecha. Latem rozmawiałem z Lechem i rozmawiałem z Legią, z którą także wiosną strzeliłem gola. Cieszyłem się, ale dlatego, że prowadziliśmy w ważnym meczu na Łazienkowskiej, a nie z tego, że strzeliłem klubowi, do którego nie przeszedłem. Z Lechem było podobnie. Gdy wyrównaliśmy, rywal przygasł i więcej wskazywało, że to my trafimy na 2:1. Koniec końców „Kolejorz” wyszarpał zwycięstwo, trzeba docenić jego klasę.

Nie stanowiło żadnej tajemnicy, że nie do końca pasowałeś do stylu preferowanego przez Skorżę. On szukał skrzydłowego szybszego, więcej grającego 1 na 1 i tak dalej. Weszło ci to na ambicję czy po prostu stwierdziłeś, że tak to wygląda, nie jesteś takim typem piłkarza?

W tamtym momencie na ambicji mi to nie zagrało. Z perspektywy czasu na pewne rzeczy możemy spojrzeć szerzej. Lech wziął wtedy zawodników jakich wziął i oni ani nie mieli okazałych liczb, ani zbyt dużo nie grali. Zdarzały się mecze, że na skrzydle ustawiani byli Dani Ramirez lub Dawid Kownacki. Zresztą, Lech w większości meczów grał atakiem pozycyjnym, gdy skrzydłowi rzadko mogli korzystać ze swojej szybkości czy dryblingu. Każdy dokonuje swoich wyborów.

Jak mówiłem, zadry do Lecha nie mam i nie czułem, że muszę coś udowadniać w meczach z nim. Poszedłem do klubu, który najbardziej mnie w tamtym momencie chciał i nie żałuję. A nie oszukujmy się: gdyby Lech miał mnie wziąć rok wcześniej, po sezonie w Dinamie Zagrzeb, pewnie zostałbym tam przyjęty z otwartymi ramionami. Wielokrotnie w klubach mówiono, że ktoś gdzieś nie będzie grał, że nie przeskoczy pewnego poziomu. Jagiellonia całe życie mnie nie chciała, a gdy odchodziłem z Hiszpanii, była pierwszym dzwoniącym klubem. W piłce różnie bywa i może jeszcze przyjdzie dzień, w którym znów dojdzie do jakichś rozmów z Lechem. Nigdy nie wiadomo, w piłce nie można sobie palić mostów.

Ewidentnie służy ci współpraca z Waldemarem Fornalikiem. Nie miałeś problemów, żeby przestawić się na jego sposób pracy? Nie wszystkim zawodnikom odpowiada szkoła doktora Jerzego Wielkoszyńskiego, zwłaszcza na początku.

Bardzo dobre pytanie, bo różnie zawodnicy przy takich zmianach reagują. Przychodząc do Piasta, niektóre rzeczy były dla mnie nowością, a z niektórymi już się stykałem. Na zgrupowaniach reprezentacji trenowaliśmy pod okiem Leszka Dyi, który reprezentuje podobną szkołę – treningi na piłkach i tak dalej. Materacy akurat nie było. Na pewno musiałem się przystosować, nie wszystko z marszu super mi wychodziło. Długo nieustannie szedłem do góry i grałem regularnie, ale przez wcześniejszy rok brakowało mi minut. Przyszedłem na kilka dni przed inauguracją sezonu i siłą rzeczy potrzebowałem czasu, żeby wrócić do optymalnej dyspozycji.

Wiele dał mi zimowy obóz przygotowawczy. Przepracowałem go w stu procentach i zacząłem się lepiej czuć. Zajęcia preferowane przez trenera Fornalika mogą ci tylko pomóc, zwłaszcza gdy jesteś doświadczonym zawodnikiem. Mam tę satysfakcję, że szybko wskoczyłem do składu, a jeśli prześledzimy sobie transfery Piasta w poprzednich okienkach, to często nawet ci później najlepsi przez pierwsze półrocze musieli się adaptować do wymagań. Podobnie może być teraz z Rauno Sappinenem. Przychodził do nas jako król strzelców ligi estońskiej, ale u nas zderzył się z innym treningiem. Pomijając już kontuzję na koniec, miał ciężkie wejście do ligi. Wierzymy jednak, że jego aklimatyzacja u trenera Fornalika dobiega końca i w następnej rundzie wydatnie nam pomoże.

W jego przypadku chyba większe znaczenie miało to, że nie grał na swojej pozycji, czyli na środku ataku. 

Dobry piłkarz musi się do pewnych rzeczy przystosować. Ja nigdy nigdy nie byłem „dziewiątką”, a bywały mecze, w których musiałem sobie poradzić w tej roli. „Sapi” po przyjściu Kamila Wilczka miał ciężko z graniem jako najbardziej wysunięty zawodnik. Grał niżej i to faktycznie też mógł być ważny czynnik, przez który na razie nie olśnił.

Nieraz podkreślałeś, że wiele rozmawiasz z Waldemarem Fornalikiem. Rozumiem, że tego potrzebujesz i nie jesteś typem zawodnika, któremu wystarczy wymiana spostrzeżeń raz na pół roku?

No właśnie na początku koledzy mówili mi, że trener Fornalik raczej nie rozmawia z piłkarzami. W moim przypadku było inaczej, ale nigdy tego nie inicjowałem. Zawsze to trener brał mnie na bok i pytał, jak pewne rzeczy widzę, żeby było lepiej. Jesienią chyba dostrzegał, że na treningach pod niektórymi względami wyglądałem korzystniej niż później podczas meczów i mój potencjał nie jest w pełni wykorzystywany. Dużo dyskutowaliśmy, byłem próbowany na różnych pozycjach. Wiosną zmieniliśmy ustawienie, wszystko poszło do przodu i w zasadzie od tamtej pory raczej nie rozmawiamy. Nie ma już do mnie żadnych uwag.

Co do tego, czy oczekuję takiego traktowania. Im masz więcej lat, tym mniej potrzebujesz atencji ze strony trenera. Sam nie czułem w poprzedniej rundzie, że muszę pogadać, to trener Fornalik chciał w ten sposób przyspieszyć moje wejście do drużyny na sto procent.

A propos lat. Za kilka tygodni będziesz miał już trójkę z przodu. Nachodzą cię z tego powodu jakieś refleksje, dokonujesz pewnych podsumowań w swoim życiu?

Przede wszystkim nie czuję się na tyle lat, ile mam. Ostatnio mieszkałem w pokoju z Arielem Mosórem, który mówi do mnie „wujek”, bo ja już trzydziestka, a on jeszcze nawet nie ma dwudziestki. Śmieje się, że z wyglądu mam maksymalnie 25 lat. Peselu nie oszukam, ale cieszę się, że nadal świetnie się czuję. Wielu zawodników dojrzewa później i wydaje mi się, że mogę być takim przykładem. Nie wykluczam, że najlepszy sezon dopiero przede mną.

Pytasz o podsumowania… Jako ktoś, kto długo grał w niższych ligach, nigdy nie przypuszczałem, że dojdę tak wysoko. Wciąż odczuwam głód piłki, ale mam świadomość, ile udało się osiągnąć. W końcu trafiłem do Ekstraklasy, pokazałem się, wyjechałem za granicę, jakieś trofea zdobyłem, wystąpiłem w Primera Division, Lidze Mistrzów, Lidze Europy i reprezentacji. Mało jest piłkarskich rzeczy, których mocniej mi brakuje, co nie znaczy, że czuję się już spełniony i nasycony. Chciałbym jeszcze powalczyć o wysokie cele, również w Ekstraklasie. Do pewnego stopnia jestem indywidualistą, zwracam uwagę na swoje statystyki i chciałbym je z roku na rok poprawiać. Jeśli masz coś takiego, możesz się rozwijać w każdym wieku.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

WIĘCEJ O PIAŚCIE GLIWICE:

Fot. FotoPyK

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Raków wyda osiem milionów euro na transfery? Obidziński: To jakiś kosmos i absurd

Patryk Fabisiak
14
Raków wyda osiem milionów euro na transfery? Obidziński: To jakiś kosmos i absurd
Ekstraklasa

Szanse polskich klubów na dojście do fazy ligowej europejskich pucharów

AbsurDB
47
Szanse polskich klubów na dojście do fazy ligowej europejskich pucharów

Komentarze

21 komentarzy

Loading...