Reklama

Jak w ostatnich latach kończyli ligę finaliści Pucharu Polski?

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

06 maja 2022, 15:37 • 12 min czytania 26 komentarzy

Od początku było wiadomo, że ten, kto wygra finał Pucharu Polski, będzie miał olbrzymią przewagę psychologiczną na finiszu Ekstraklasy. Zasłużenie wygrał Raków, więc postawił Lecha Poznań pod ścianą. Ponieważ tak się złożyło, że o mistrzostwo walczą tegoroczni finaliści, warto sprawdzić, jak w poprzednich latach po decydującym o trofeum meczu zespoły z finału rozgrywały pozostałe spotkania ligowe. Wnioski nie są załamujące i dla jednych, i dla drugich.

Jak w ostatnich latach kończyli ligę finaliści Pucharu Polski?

Raków bijąc się o tytuł i będąc w finale PP bez wątpienia byłby rozczarowany, gdyby zakończył ten sezon jedynie z Superpucharem Polski zdobytym w lipcu, czyli już dziesięć miesięcy temu. Na rozczarowaniu by się jednak skończyło, nikt nie rozdzierałby szat. Marek Papszun nieustannie powtarzał, że celem jest przede wszystkim ponowny awans do europejskich pucharów. Został on zrealizowany jeszcze przed finałem. Nawet jeśli trochę przesadzał i w częstochowskiej szatni napinka na konkretne sukcesy jest większa niż w jego deklaracjach, to wciąż na pewno jest mniejsza niż w Lechu. Przy Bułgarskiej brak trofeum na 100-lecie klubu – i to na dodatek przy najsłabszym od dawien dawna sezonie Legii – stanowiłby katastrofę, nad którą trudno byłoby przejść do porządku dziennego.

„Kolejorz” już nie wszystko ma w swoich rękach. Nawet jeśli w trzech ostatnich kolejkach wywalczy komplet punktów, nic nie zyska w przypadku kompletu zwycięstw Rakowa. A teoretycznie podopieczni Papszuna są teraz w znacznie bardziej komfortowej sytuacji. Powinni być podbudowani mentalnie i na papierze mają korzystniejszy terminarz. W przypadku Lecha największą zagadką jest to, jak drużyna zareaguje po bolesnej porażce z poniedziałku. Czy powstanie z upadku i maksymalnie się zmobilizuje? A może wpadnie w taki dołek, że już się z niego nie wygrzebie, przytłoczona presją ratowania sezonu?

Najnowsza historia pokazuje, że przynajmniej w tym względzie kibice Lecha nie muszą snuć jednoznacznie katastroficznych wizji. Dla zespołu z Bułgarskiej to piąty finał Pucharu Polski w ostatnich jedenastu latach i piąty przegrany. W czterech wcześniejszych przypadkach dwukrotnie po finałowej porażce udało mu się poprawić swoją ligową pozycję na mecie sezonu, w jednym pozostała ona bez zmian, a raz uległa pogorszeniu.

Reklama

Pogorszenie miało miejsce w sezonie 2015/16, gdy „Kolejorz” był obrońcą tytułu, ale nie pogodził rywalizacji na kilku frontach i na krajowym podwórku postawił się w katastrofalnym położeniu. Maciej Skorża w jedenastu kolejkach wywalczył zaledwie pięć punktów i musiał odejść. Zastąpił go Jan Urban, który początek miał fantastyczny: 9 meczów, 7 zwycięstw, 2 remisy, a po drodze m.in. sensacyjny wyjazdowy triumf nad Fiorentiną w fazie grupowej Ligi Europy. Z czasem wyniki znów się uśredniły. Lech wiosną notował wiele wpadek i w pewnym momencie wszelkie nadzieje pokładał w wygraniu finału PP z Legią. Przegrał jednak 0:1 po golu Aleksandara Prijovicia, więc ligowa końcówka nie miała już większego znaczenia, bo szanse na puchary były minimalne. Poznaniacy przed finałem byli na szóstym miejscu, skończyli na siódmym. Po spotkaniu na Stadionie Narodowym przegrywali do zera w Lubinie i Krakowie, by w ostatnim akcie wysoko pokonać Ruch Chorzów. Legia tymczasem na swoje 100-lecie do krajowego pucharu dołożyła mistrzostwo.

Rok wcześniej sytuacja ułożyła się zupełnie inaczej i do tej historii poznańscy fani w aktualnym kontekście chętnie będą się odnosić. Lech co prawda też przegrał finał PP z Legią, ale na mecie sezonu awansował z drugiej lokaty na pierwszą, zdobywając upragnione mistrzostwo. Tak się akurat złożyło, że tydzień później, od razu po finale, „Kolejorz” znów grał z Legią i to na wyjeździe. Wygrał wtedy 2:1, oba ciosy zadając zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy. Klasyką jest już anegdota o przemowie Skorży w przerwie do Karola Linettego. Przypomnijmy fragment naszego tekstu z 2019 roku o roli motywacji w piłce.

„Biało-czerwona na maszt i ładujemy frajerów w kakao”, czyli o sztuce motywacji

Do przerwy było 0:0, a w szatni lechitów panowały całkiem niezłe nastroje. Przecież remisowali na stadionie rywala, który niedawno ograł ich w walce o puchar. Atmosfera zadowolenia pękła jednak, gdy do szatni wpadł Skorża. Purpurowy ze ze złości.

– Kurwa, czy wy ich widzicie? CZY WY ICH WIDZICIE? Oni są osrani na tym boisku, boją się przyjąć piłkę pod presją, nic nie grają. A wy stoicie i patrzycie. Kurwa, wy stoicie i patrzycie, zamiast ich dojechać.

W tym momencie Skorża odwraca się do siedzącego za nim Karola Linettego. Chłopaka czasami do przesady skromnego i cichego, który za dzieciaka z nerwów wyłamywał sobie palce w szatni.

Reklama

– A ty? Jak się nazywasz?

– Linetty, trenerze.

– Jak ty się, kurwa, nazywasz?!

– No Karol Linetty, trenerze.

– TEN, KURWA, LINETTY?! CO CIĘ NIBY CHCĄ W BORUSSII DORTMUND I ANDERLECHCIE?!

– No tak, trenerze.

– No to wychodzisz, kurwa, na drugą połowę i tego Vrdoljaka, to masz zapierdolić. Siadasz mu na plecach, on jest przerażony, gdy ma piłkę. Jedziesz z nimi, ale, kurwa, jak Karol Linetty, a nie jakaś wymoczka. Skoro ty jesteś ten cały Linetty, to pokaż to.

No i Linetty w 49. minucie nacisnął Vrdoljaka, zabrał mu piłkę, popędził na bramkę i podwyższył prowadzenie.

W następnej kolejce Lech co prawda przegrał u siebie z Jagiellonią, ale potem odniósł cztery z rzędu zwycięstwa, a tytuł przypieczętował remisem z Wisłą Kraków. Mnóstwo kontrowersji wzbudziło przedostatnie spotkanie, w Zabrzu. Kibice Górnika nawet nie ukrywali, że oczekują od swoich piłkarzy porażki, aby kolejne mistrzostwo nie powędrowało do stolicy. I choć zabrzanie objęli szybko prowadzenie, to ostatecznie dostali aż 1:6, co w szeregach Legii uznano za ewidentne podłożenie się. Po tygodniu Górnik przyjechał na Łazienkowską. Przegrał 0:2, a Michał Kucharczyk po swoim golu prowokacyjnie podbiegł do ławki gości, krzycząc coś w jej kierunku. – Nieważne co im powiedziałem, ważne co usłyszeli. Ludzi bez honoru i ambicji jest w Polsce aż nadto. Nie potrzeba nam kolejnych – komentował na gorąco piłkarz Legii.

W każdym razie, w 2015 roku przegranie finału Pucharu Polski nie dobiło Lecha w lidze – wręcz przeciwnie.

„Kolejorz” poprawił też swoje położenie, gdy uległ Legii w 2011 roku po rzutach karnych i to aż o pięć lokat, ale i tak nie miało to znaczenia. Chodziło bowiem o awans z dziesiątego miejsca na piąte. Tu również poznańska ekipa nie poradziła sobie jako obrońca tytułu, który musi grać na trzech frontach. Jesienią Jose Bakero po zastąpieniu Jacka Zielińskiego zdołał nie zepsuć sprawy w grupie Ligi Europy, co dało efekt w postaci sensacyjnego awansu kosztem Juventusu. Bajka skończyła się wiosną. Lech dość pechowo odpadł w dwumeczu ze Sportingiem Braga (najmniej winilibyśmy Kotorowskiego), a w lidze ciągle było średnio, więc w praktyce po finałowej przegranej sezon się dla niego skończył. Wygranie czterech z sześciu ostatnich meczów niewiele zmieniło w ocenie całego roku.

Najboleśniejsze wspomnienie to oczywiście 2017 rok. Lech narobił sobie bałaganu na początku sezonu, co doprowadziło do pożegnania Jana Urbana, mimo że pokonał Piasta i za trzy ostatnie mecze miał siedem punktów. Przyszedł Nenad Bjelica i pod jego wodzą drużyna szybko nabrała rozpędu. Start drugiej rundy zanotowała wręcz fantastyczny, odnosząc pięć zwycięstw z rzędu (w golach 14:1). Wydawało się, że tak rozpędzonej lokomotywy nikt nie zatrzyma, zaraz nastąpi wjazd na fotel lidera i utrzymanie go do końca rozgrywek. Tymczasem najpierw przyszły bezbramkowe remisy z Górnikiem Łęczna i Wisłą Kraków, a potem wspominane do dziś 1:2 z Legią po kapitalnym rajdzie Adama Hlouska w doliczonym czasie i bramce poznańskiego „zdrajcy” Kaspra Hamalainena. Lech odbił się trzema wysokimi wygranymi i był murowanym faworytem w bitwie o trofeum z Arką Gdynia, która dopiero co zastąpiła Grzegorza Nicińskiego Leszkiem Ojrzyńskim i jej podstawowym celem było utrzymanie. Doszło do sensacji. Arka w dogrywce strzeliła dwa gole, „Kolejorz” odpowiedział tylko jednym. Kolejne potworne rozczarowanie poznańskiego kibica.

Na początku można było sądzić, że piłkarze Bjelicy mentalnie się pozbierali. Dwie pierwsze kolejki po finale wygrali, ale potem pojechali na Łazienkowską, przegrali 0:2 i sprawy znów zaczęły wymykać się spod kontroli. W ostatniej serii gier szanse na mistrzostwo mieli jeszcze wszyscy z czwórki: Legia, Jagiellonia, Lech i Lechia. Na dodatek zainteresowani mierzyli się ze sobą. Poznaniacy musieli wygrać w Białymstoku i liczyć na zwycięstwo Lechii w Warszawie. W pewnym momencie można było mieć nadzieję. Lech prowadził 2:0, a gdańszczanie bezbramkowo remisowali przy Łazienkowskiej. „Jaga” jednak odwróciła losy meczu, doprowadziła do wyrównania, a w stolicy już nic się nie zmieniło. Legia znów została mistrzem, Lech tak, jak był trzeci przed finałem, tak trzeci pozostał.

 – Mieliśmy problem z presją. To jest dla mnie jasne. W Lechu graliśmy wieloma młodymi piłkarzami, którzy nie trzymali ciśnienia. Ale co w tym dziwnego? Legia nie gra młodymi piłkarzami, Jagiellonia też nie. A te drużyny i tak miały problem z presją. Ale dla nas był on aż za duży. Potrafiliśmy zostać liderem tabeli, ale potem przychodził spadek formy, w kilku meczach zabrakło szczęścia – tłumaczył u nas po swoim zwolnieniu rok później Nenad Bjelica.

Finisze Lecha Poznań po czterech wcześniejszych porażkach w finale Pucharu Polski

2011 rok
2:0 z Górnikiem Zabrze (dom)
0:1 z Wisłą Kraków (wyjazd)
1:0 z Ruchem Chorzów (dom)
1:2 z Lechią Gdańsk (wyjazd)
2:1 z Polonią Bytom (wyjazd)
4:0 z Koroną Kielce (dom)
RAZEM: 6 meczów, 12 punktów
przed finałem: 10. miejsce
na mecie sezonu: 5. miejsce

2015 rok
2:1 z Legią Warszawa (wyjazd)
1:3 z Jagiellonią (dom)
3:0 ze Śląskiem Wrocław (dom)
2:1 z Lechią Gdańsk (wyjazd)
1:0 z Pogonią Szczecin (dom)
6:1 z Górnikiem Zabrze (wyjazd)
0:0 z Wisłą Kraków (dom)
RAZEM: 7 meczów, 16 punktów
przed finałem: 2. miejsce
na mecie sezonu: 1. miejsce

2016 rok
0:2 z Cracovią (wyjazd)
0:3 z Zagłębiem Lubin (wyjazd)
3:0 z Ruchem Chorzów (dom)
RAZEM: 3 mecze, 3 punkty
przed finałem: 6. miejsce
na mecie sezonu: 7. miejsce

2017 rok
3:0 z Termaliką (wyjazd)
2:0 z Pogonią (dom)
0:2 z Legią (wyjazd)
0:0 z Lechią (dom)
2:1 z Wisłą Kraków (dom)
2:2 z Jagiellonią (wyjazd)
RAZEM: 6 meczów, 11 punktów
przed finałem: 3. miejsce
na mecie sezonu: 3. miejsce

*

A jak wyglądały ostatnie lata w przypadku triumfatorów Pucharu Polski? Rakowowi w ubiegłym roku po ograniu Arki Gdynia zostały dwa mecze i oba wygrał. Swojego położenia nie zmienił, pozostał na drugim miejscu. W 2020 roku Cracovia z Lechią ze względu na przesunięte terminy z powodu koronawirusa mierzyła się już po zakończeniu ligi, więc tu nic nie stwierdzimy.

Sezon wcześniej po PP sięgnęła Lechia Gdańsk i tutaj pokpiła sprawę na finiszu Ekstraklasy. Podopieczni Piotra Stokowca w pewnym momencie, po 23. kolejce, byli liderem z siedmiopunktową przewagą nad resztą stawki. Zaczęli zwalniać, ale jeszcze po 29. kolejce prowadzili w tabeli z trzema punktami zapasu nad Legią. Wówczas nastąpił totalny zjazd. Następnych siedem meczów to aż pięć porażek, jedno zwycięstwo i jeden remis. Sięgnięcie po krajowy puchar nie rozpędziło zespołu w lidze (cztery mecze, cztery punkty), dlatego mimo włożenia nowego trofeum do gabloty niedosyt i tak pozostawał olbrzymi. Wydaje się, że tamte tygodnie doprowadziły do nieporozumień między Stokowcem a starszyzną szatni, która zarzucała mu zaprzepaszczenie szansy na podwójną koronę. Szybko skończyło się to głośnymi rozstaniami. Sławomir Peszko, Rafał Wolski, Błażej Augustyn czy Artur Sobiech do dziś mają jednoznacznie negatywne opinie na temat Stokowca. – Miał wyniki, trzeba przyznać. Ale z zespołu, który zdobył Puchar Polski, można było wycisnąć dużo więcej. Trzecie miejsce? Bardziej przegrane mistrzostwo niż trzecie miejsce – mówił nam Wolski.

Rafał Wolski: Nie rozumiem ludzi, którzy zarządzali Lechią [WYWIAD]

W 2018 roku Legia po zdobyciu pucharu pierwsze spotkanie zremisowała, by trzy następne wygrać i świętować kolejny sezon z podwójną koroną. Ostatnim aktem było prowadzenie 2:0 w Poznaniu, przerwanie meczu przez poznańskich kiboli i otrzymany wskutek tego walkower. Podwójne upokorzenie największego ligowego konkurenta.

Arka po pamiętnym spłataniu psikusa Lechowi ostatecznie utrzymała się, ale w cuchnących do dziś okolicznościach. Gol ręką strzelony przez Rafała Siemaszkę dał bezcenny remis z Ruchem Chorzów. Na koniec Arka zwyciężyła w Lubinie z Zagłębiem, ratując się przed degradacją. Zespół, który przez całą rundę zdobył jeden wyjazdowy punkt, nagle wygrywa 3:1 w meczu przyjaźni? Co najmniej podejrzane. Nikt nikogo za rękę nie złapał, nikt niczego nie udowodnił, ale smrodek pozostał.

Legia po finałowym zwycięstwie w 2016 roku utrzymała liderowanie w lidze do samego końca, dwa mecze wygrywając i jeden przegrywając. Ostatnim przypadkiem, gdy zdobywca Pucharu Polski osunął się potem na mecie sezonu w Ekstraklasie pozostaje rok 2015, w którym Lech wyprzedził „Wojskowych”.

Ligowe finisze innych triumfatorów Pucharu Polski w ostatnich latach

RAKÓW 2021
1:0 z Piastem Gliwice (dom)
3:1 z Pogonią Szczecin (wyjazd)
RAZEM: 2 mecze, 6 punktów
przed finałem: 2
na mecie sezonu: 2

CRACOVIA 2020
mecz po zakończeniu sezonu ligowego

LECHIA 2019
0:2 z Cracovią (wyjazd)
1:1 z Zagłębiem Lubin (dom)
1:2 z Lechem Poznań (wyjazd)
2:0 z Jagiellonią (dom)
RAZEM: 4 mecze, 4 punkty (1 zwycięstwo, 1 remis, 2 porażki)
przed finałem: 2. miejsce
na mecie sezonu: 3. miejsce

LEGIA 2018
0:0 z Jagiellonią (wyjazd)
3:2 z Wisłą Płock (dom)
2:0 z Górnikiem Zabrze (dom)
3:0 z Lechem Poznań (wyjazd, walkower)
RAZEM: 4 mecze, 10 punktów (3 zwycięstwa, 1 remis)
przed finałem: 1. miejsce
na mecie sezonu: 1. miejsce

ARKA 2017
0:2 z Cracovią (wyjazd)
1:0 z Górnikiem Łęczna (dom)
0:1 z Wisłą Płock (dom)
1:4 ze Śląskiem Wrocław (wyjazd)
1:1 z Ruchem Chorzów (dom)
3:1 z Zagłębiem Lubin (wyjazd)
RAZEM: 6 meczów, 7 punktów
przed finałem: 13. miejsce
na mecie sezonu: 13. miejsce

LEGIA 2016
4:0 z Piastem Gliwice (dom)
0:2 z Lechią Gdańsk (wyjazd)
3:0 z Pogonią Szczecin (dom)
RAZEM: 3 mecze, 6 punktów
przed finałem: 1. miejsce
na mecie sezonu: 1. miejsce

LEGIA 2015
1:2 z Lechem Poznań (dom)
1:1 ze Śląskiem Wrocław (wyjazd)
1:0 z Jagiellonią (dom)
1:0 z Pogonią Szczecin (wyjazd)
1:0 z Wisłą Kraków (dom)
0:0 z Lechią Gdańsk (wyjazd)
2:0 z Górnikiem Zabrze (dom)
RAZEM: 7 meczów, 14 punktów
przed finałem: 1. miejsce
na mecie sezonu: 2. miejsce

*

Pozostaje jeszcze sprawdzić, jak w kilku minionych latach reagowali pozostali przegrani w finałach. Pierwszoligowa Arka po 1:2 z Rakowem długo trzymała fason. W siedmiu spotkaniach dołożyła do swojego dorobku 14 punktów, poszła do góry z szóstego miejsca na czwarte i wystąpiła w półfinale baraży jako gospodarz. Mimo to zawiodła, przegrywając z ŁKS-em.

Jagiellonia po 0:1 z Lechią z 2019 roku po czterech ostatnich meczach spadła z lokaty czwartej na piątej. Miała trudny terminarz. Na własnym stadionie pokonała Pogoń i Legię, ale poza domem przegrywała z pędzącym po sensacyjny tytuł Piastem (pamiętny gol Jodłowca i obroniony rzut karny Imaza przez Szmatułę w 94. minucie) i ponownie z Lechią. To był ostatni sezon, w którym „Jaga” liczyła się w walce o najwyższe lokaty.

Dla Arki w 2018 porażka na Narodowym z Legią w praktyce zakończyła sezon. Zostały jej cztery kolejki w Ekstraklasie, przegrała trzy i spadła z dziesiątego miejsca na dwunaste. Trzy wcześniejsze lata to porażki Lecha, które już analizowaliśmy.

Wnioski? W sześciu ostatnich przypadkach po porażce w finale jedynie Lech Poznań w 2015 roku i pierwszoligowa Arka w minionym roku zanotowały postęp w lidze w następnych tygodniach.

Generalnie, również opierając się na tej analizie, w Rakowie mogą być optymistami co do pozostałych trzech kolejek w swoim wykonaniu, aczkolwiek historia z sezonu 2014/15 pokazuje, iż „Kolejorz” nie stoi przed misją niemożliwą. Kluczowy będzie ten weekend i wyjazd do Gliwic. Piast nie przegrał od jedenastu meczów, nadal walczy o europejskie puchary i w tabeli wiosny ustępuje tylko Rakowowi. Jego pokonanie może na powrót ożywić Lecha mentalnie.

Finisze pozostałych przegranych finałów Pucharu Polski w ostatnich latach

ARKA 2021
3:0 z Bełchatowem (wyjazd)
1:0 z Resovią (dom)
3:0 z Sandecją (dom)
0:0 z Widzewem (dom)
3:3 z Koroną Kielce (wyjazd)
0:2 z Radomiakiem (dom)
3:0 z Chrobrym (wyjazd)
RAZEM: 7 meczów, 14 punktów
przed finałem: 6. miejsce
na mecie sezonu: 4. miejsce (0:1 z ŁKS-em w barażach)

LECHIA 2020
mecz po zakończeniu sezonu ligowego

JAGIELLONIA 2019
4:2 z Pogonią Szczecin (dom)
1:2 z Piastem Gliwice (wyjazd)
1:0 z Legią Warszawa (dom)
0:2 z Lechią Gdańsk (wyjazd)
RAZEM: 4 mecze, 6 punktów
przed finałem: 4. miejsce
na mecie sezonu: 5. miejsce

ARKA 2018
2:3 z Pogonią Szczecin (wyjazd)
2:0 z Cracovią (dom)
1:2 z Termaliką (wyjazd)
0:1 ze Śląskiem Wrocław (dom)
RAZEM: 4 mecze, 3 punkty
przed finałem: 10. miejsce
na mecie sezonu: 12. miejsce

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”
Ekstraklasa

Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Białek
0
Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”
Ekstraklasa

Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Białek
0
Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Komentarze

26 komentarzy

Loading...