Reklama

Co może przynieść sobotni maraton?

redakcja

Autor:redakcja

16 kwietnia 2022, 08:26 • 9 min czytania 13 komentarzy

Ależ to będzie sobota z Ekstraklasą. Końska dawka pięciu meczów, po której przyswojeniu zawroty głowy są prawie zagwarantowane. Kolejna odsłona walki o mistrzostwo, bo na przestrzeni siedmiu godzin wyjazdowe mecze rozegrają Raków Częstochowa, Pogoń Szczecin i Lech Poznań. Do tego kilka indywidualnych wyzwań do zrealizowania i – miejmy nadzieję – oczyszczenie atmosfery wokół Ekstraklasy, którą ostatnio mocno popsuli panowie z gwizdkiem. 

Co może przynieść sobotni maraton?

Startujemy już o 12.30, w dodatku od podwójnego wydarzenia, więc nie przedłużamy wstępów. Łapcie naszą zapowiedź, w której zastanawiamy się nad tym, co może, ale nie musi się dziś wydarzyć w trakcie ligowej młócki.

Gol Bartosza Śpiączki 

Gdybyśmy przed sezonem powiedzieli Bartoszowi Śpiączce, że w rozgrywkach 21/22 walnie 10 sztuk, do czego dołoży jedną w Pucharze Polski, pewnie – o ile jest kulturalnym facetem – podziękowałby za taką wiarę w jego umiejętności. Dla niego to przecież wyrównanie wyniku z zeszłego sezonu, gdy Górnik Łęczna konkurował poziom niżej. No ale gdybyśmy dodali, że ostatniego gola strzeli na początku lutego, to pewnie zmartwiłby się, że wieszczymy mu na przykład kontuzję, która wyeliminuje go z gry w dalszej części sezonu.

Proporcje miodu i dziegciu w tej mieszance cały czas są korzystne dla piłkarza, ale prawda jest taka, że chłop, który odpowiada za 42% goli Górnika w tym sezonie, zaciął się w momencie, w którym łęcznianie najbardziej potrzebują jego bramek. Bez nich ograli Stal Mielec (trafili Gol i Gąska), ale ostatnie sześć meczów (liga plus puchar) to już tylko jeden gol (znów Gąska) i same porażki. Śpiączka szuka tego swojego przełamania, ostatnio próbował nawet uderzać wślizgiem z ładnych kilkunastu metrów (piłka poleciała nad poprzeczką), ale ekstraklasowy licznik wskazuje w tej chwili już 623 minuty bez trafienia. Jeszcze w grudniu Śpiączka był tak napakowany pewnością siebie, że oddawał karnego Przemysławowi Banaszakowi po to, by przełamał się młodszy kolega. Pora do takiego nastawienia wrócić.

Reklama

Deja vu z jesieni

Radomiak w rundzie jesiennej nie wygrał sześciu meczów z rzędu. Potem do Radomia przyjechał Górnik Łęczna i drużyna Dariusza Banasika przełamała się w efektownym stylu. Radomiak obecnie ma passę pięciu spotkań bez wygranej – i kto przychodzi, wyciągając pomocną dłoń? Znów zespół z Lubelszczyzny. Nie zakładamy w ciemno, że wynik z jesieni uda się powtórzyć, ale już przed meczem z Jagiellonią szkoleniowiec radomian wspominał o tym, że w pierwszej części sezonu przełamanie przyszło w podobnym momencie. To właśnie od starcia z Górnikiem Radomiak zaczął serię, która wywindowała go w tabeli.

Wywindowała go tak mocno, że dziś w zespole beniaminka można czuć nawet pewien niedosyt, że jak do tej pory Radomiak nie skorzystał z szansy na grę w pucharach nieco mocniej. Wiadomo, że sukcesem dla tej drużyny – przy całej otoczce wokół niej, średnio udanych zimowych transferach i problemach z zapleczem – jest w ogóle obecność w wyścigu po europejskie puchary. Natomiast wygrana w Łęcznej pozwoliłaby nie tylko przywrócić te nadzieje. Święta Dariusza Banasika na pewno będą spokojniejsze, gdy ten wytrąci swoim przeciwnikom argument, że stracił smykałkę i pomysł na zespół. A najlepiej wytrąca się takie argumenty zwycięstwami.

Powiecie – a kto miałby wpaść na tak głupi pomysł? Cóż, jeszcze miesiąc temu nikt nie zakładałby, że Radomiak przyjedzie do Łęcznej i nie zastanie tam Kamila Kieresia. A dobrze wiemy, że jego dobrowolna rezygnacja wcale tak dobrowolna nie była.

Popis Rafała Strączka 

Wiecie, taki na miarę tych, przez które zwrócił na siebie uwagę Girondins Bordeaux. Nie wymagamy obronienia dwóch rzutów karnych jak w spotkaniu z Bruk-Betem, bo to jednak był pierwszy taki przypadek w Ekstraklasie w XXI wieku, ale już występ na miarę tych z jesiennych starć z Lechem Poznań, Górnikiem Łęczna, Radomiakiem Radom czy Wisłą Płock na pewno by się przydał. Po to, żeby pożegnać się w dobrym stylu. I przede wszystkim pożegnać się ze Stalą utrzymaną w Ekstraklasie.

Na razie idzie kiepsko, Strączek to jeden z większych indywidualnych zjazdów w porównaniu do poprzedniej rundy. Gdy miał problemy ze zdrowiem, do bramki wskoczył Primel, który nieźle wypadł z Rakowem, ale poza tym wprowadzał mnóstwo nerwowości w poczynania drużyny. Powrót 23-latka miał być wzmocnieniem, ale wiadomo, jak to się skończyło przeciwko Zagłębiu. Jeszcze nie jest za późno, by wyciągnąć z szafy pelerynę bohatera, ale dużo czasu też już nie ma.

Reklama

Warta „przyklepie” utrzymanie

Oczywiście nie tak, że na mur-beton, bo tu wrogiem drużyny, który zgromadziła do tej pory 33 punkty, jest matematyka. Ale według wyliczeń Pawła Mogielnickiego z portalu 90minut.pl dorobek 36 punktów, na myśl o którym ślinią się wszystkie zamieszane w walkę o utrzymanie kluby, daje w tej chwili 82,9% szans na pozostanie w lidze na sezon 2022/23.

Czyli sporo. Naszym zdaniem Warta będzie dziś faworytem, ale też pamiętamy o tym, że zespół ten miewa za kadencji Dawida Szulczka jakieś nie do końca zrozumiałe zawieszki w meczach wyjazdowych. Wizyty w Warszawie i Lubinie to piękne zwycięstwa, ale była też choćby porażka w Niecieczy, gdy Castaneda nie wykorzystał karnego, czy remis Białymstoku, choć rywal grał w osłabieniu od 25. minuty. Stal u siebie po raz ostatni wygrała w grudniu, ale zawsze dyktuje rywalom dość twarde warunki.

Bruk-Bet nie straci przynajmniej trzech bramek z drużyną walczącą o tytuł 

Do pięciu razu sztuka. Na razie najlepsze drużyny w lidze nie miały większych problemów, żeby sforsować defensywę „Słoników”.

  • 1-3 z Lechem Poznań
  • 2-3 z Rakowem Częstochowa
  • 1-3 z Pogonią Szczecin
  • 0-5 z Lechem Poznań

W ostatniej kolejce sezonu zespół Radoslava Latala (bo chyba zmiany już nie będzie) ma jechać do Szczecina, więc teraz, z Rakowem u siebie, powinno być teoretycznie łatwiej. Oczywiście można szukać nadziei w tym, że niecieczanie starali się również zagrażać tej trójce, ale proza ich życia jest taka, że no niełatwo będzie którejś z tych drużyn wcisnąć trzy gole. Łatwiej po prostu mocniej skupić się na defensywie i wybijać Raków z rytmu. Choć jak sobie przypomnimy jesienne starcie tych drużyn, no to nie pogniewamy się, gdy dostaniemy powtórkę, bo rozrywka była to przednia.

Ivi Lopez umocni się na czele klasyfikacji kanadyjskiej 

Do pewnego momentu Hiszpan mocno konkurował z innymi ligowcami, przede wszystkim z graczami Lecha Poznań, ale wiosną udało mu się trochę odskoczyć. No, zerknijcie sami (pamiętajcie, że nie uwzględniamy „asyst” przy golach samobójczych i wywalczonych rzutów karnych):

  • 21 – Ivi Lopez (15+6)
  • 18 – Mikael Ishak (14+4), Joao Amaral (11+7)
  • 14 – Karol Angielski (13+1), Łukasz Sekulski (11+3), Jakub Kamiński (8+6), Flavio Paixao (7+7)
  • 12 – Erik Exposito (10+2), Patryk Szysz (9+3), Jesus Jimenez (8+4), Damian Kądzior (4+8)
  • 11 – Łukasz Zwoliński (11+0), Luka Zahović (8+3), Fabian Piasecki (7+4), Bartosz Nowak (6+5), Kamil Grosicki (6+5), Josue (1+10)
  • 10 – Bartosz Śpiączka (10+0), Grzegorz Tomasiewicz (8+2), Adam Zrelak (8+2), Lukas Podolski (7+3), Mateusz Mak (7+3), Sebastian Kowalczyk (6+4), Rafał Wolski (4+6)

Peleton się rozerwał, mamy też samotną ucieczkę, ale umówmy się – nawet mimo problemów piłkarzy Kolejorza stać na taki popis, że Ivi zaraz może mieć kompana. Oczywiście Ishak teraz wisi za kartki, ale potem wyjdzie trochę bardziej wypoczęty na Górnika Łęczna. Jednak Lopeza też stać. Z Legią w Pucharze Polski mimo wielu szans skończył mecz „tylko” z asystą, ze Śląskiem zaliczył pierwszy od 25 lutego „pusty przelot” (gdy z Wisłą Płock zmarnował karnego), więc pewnie będzie jeszcze mocniej szukał kolejnego punktu do wspomnianej klasyfikacji.

Postawmy sprawę jasno – jest w tej chwili faworytem do tytułu MVP całego sezonu, ale trzeba jeszcze kilka razy błysnąć, żeby to przyklepać.

Jagiellonia nie poradzi sobie bez Pazdana i Romanczuka

Naprawdę doceniamy to, że zespół Piotra Nowaka pokazuje charakter. Okej, piłkarsko to ciągle poziom Wyższej Szkoły Męczenia Buły, no ale ostatnio jest Gual, no i jest też jazda do końca w celu wyrwania punktów. Z Radomiakiem udało się na terenie rywala odrobić dwa gole straty, no i podkreślmy to, że goście z Białegostoku powinni wykonywać przynajmniej jedną jedenastkę. Przeciwko Zagłębiu Lubin podopieczni Nowaka potrafili w końcówce włożyć dwie sztuki. Gdy dodamy do tego też wspomniany już dziś mecz z Wartą, a także wygraną w Zabrzu dojdziemy do wniosku, że przynajmniej pod tym względem w Jadze coś się wiosną zgadza.

No ale przed dzisiejszym meczem ten charakter będzie jeszcze ważniejszy, bowiem:

a) rywalem jest walcząca o tytuł i chcąca sobie odbić ostatnie niepowodzenie Pogoń Szczecin,
b) gospodarze będą musieli sobie radzić bez Tarasa Romanczuka i Michała Pazdana, którzy pauzują za kartki.

Filar drugiej linii i filar obrony.  Dodajemy do tego brak Prikryla, Imaza, o pauzujących obrońcach już nie wspominając. Na papierze skład Jagi będzie wyjątkowo słaby, co może zostać brutalnie zweryfikowane.

Dante Stipica zachowa czyste konto 

Mówiliśmy już o walce na szczycie klasyfikacji kanadyjskiej, ale równie ciekawa jest rywalizacja o miano bramkarza, który najczęściej utrzymuje czysto konto. W tej chwili pierwsze miejsce do spółki zajmuje czterech golkiperów. Po dziewięć razy bramki nie puścili: Filip Bednarek, Vladan Kovacević, Frantisek Plach i Dante Stipica.

Dla Chorwata mecz z Jagą będzie dobrą okazją, by wskoczyć na pierwsze miejsce samodzielnie. W teorii ma najłatwiejsze zadanie, bo gola strzelić będzie mu chciała osłabiona Jagiellonia, podczas gdy Plach stanie naprzeciwko piłkarzy Legii przy Łazienkowskiej, a Bednarek i Kovacević prawdopodobnie usiądą na ławce, skąd trudniej o zaliczone do rankingu czyste konto. Ale tutaj też trzeba się postarać i zachować pełną koncentrację. Stipica oczywiście w dalszym ciągu jest wartością dodaną w zespole Pogoni, ale w naszej ocenie prezentuje się troszkę gorzej niż w poprzednim sezonie (wtedy aż 17 meczów na zero na 30!) i wcale nie jest pewne, że tym razem zostanie wybrany najlepszym bramkarzem w lidze. Sprawa wciąż otwarta, końcówka może zadecydować.

Wisłę Płock dopadnie ekstraklasowa logika

Pavol Stano na razie poprowadził Nafciarzy w dwóch meczach wyjazdowych. Przywiózł trzy punkty z Białegostoku i tyle samo oczek ze Szczecina, gdy jego zespół wyglądał imponująco na tle mocnego rywala.

Maciej Bartoszek wcześniej poprowadził Wisłę w 12 meczach wyjazdowych tego sezonu i zdobył… tylko cztery punkty.

Za kadencji poprzedniego trenera Nafciarze oczywiście świetnie wyglądali u siebie i ciekawi jesteśmy, czy tutaj Słowak utrzyma tę tendencję. Na razie przegrał ze Śląskiem Wrocław 1-2 i zdobył trzy punkty z Górnikiem Zabrze po szalonym meczu zakończonym wynikiem 3-2. Dzisiejsze spotkanie z Lechem może dać nam zatem wartościową podpowiedź, bo rywal jest mocny, ale też mający pewne problemy, szczególnie poza Bułgarską. Niemniej jednak byłby w tym element „typowej Ekstraklasy”, gdyby Stano na dłuższą metę poprawił grę Wisły Płock na wyjazdach, ale zepsuł mechanizm, który działał w meczach domowych.

Lech będzie bardziej pragmatyczny 

Ciekawą rzecz powiedział wczoraj Maciej Skorża na konferencji prasowej. Zgodził się, że jego zespół nie może złapać rytmu, wytłumaczył to problemami kadrowymi (teraz i w trakcie przygotowań), a także zadeklarował: – Sam nie jestem do końca zadowolony z tego, jak wygląda drużyna, ale wierzę, że w końcówce będziemy skuteczni i efektywni. Z całym szacunkiem, ale mniej będzie mi zależało na efektownej grze, a bardziej na maksymalnym zwiększeniu szans na zdobycze punktowe. To już ten moment sezonu, gdy przede wszystkim na to trzeba patrzeć. 

Zastanawiamy się, na jakie konkretnie decyzje może się to przełożyć. Oddanie w większym stopniu piłki rywalom (Lech po raz ostatni „przegrał posiadanie” w połowie października w trakcie wyjazdowego meczu z Legią)? Niżej ustawiona, przynajmniej w niektórych fazach meczu, obrona i mniejszy nacisk na pressing? Ławka dla Joela Pereiry i gra skuteczniejszych w defensywie Kędziory lub Satki? A może wręcz przeciwnie  – zrobienie z bardzo dobrze centrującego Portugalczyka skrzydłowego, bo przecież z prawym pomocnikiem Lech ma ciągle problem? Murawski jako stały partner dla Karlstroema?

Opcji jest przynajmniej jeszcze kilka, a trzeba też brać pod uwagę zwykłą zasłonę dymną i to, że Lech w Płocku wyjdzie, by zagrać swoje. Na pewno wpłynąć na zespół może brak Mikaela Ishaka, który wisi za kartki i to, że Skorża w tygodniu zaordynował mocniejsze treningi, bo uznał, iż to ostatni moment, w którym może zwiększyć obciążenia przed wymagającą końcówką. Tym razem to Lech będzie odpowiadał na wyniki Rakowa oraz Pogoni i potrzebuje zdecydowanej riposty.

Fot. newspix.pl

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Najnowsze

Anglia

Erik ten Hag: Sancho to niesamowicie dobry zawodnik. Odbyliśmy rozmowę

Damian Popilowski
0
Erik ten Hag: Sancho to niesamowicie dobry zawodnik. Odbyliśmy rozmowę

Ekstraklasa

Komentarze

13 komentarzy

Loading...