Reklama

Od mistrzostwa NBA do… gry w golfa. Jak dołki pochłaniają gwiazdy sportu

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

01 listopada 2021, 13:36 • 9 min czytania 0 komentarzy

Golf od dawna przyciągał gwiazdy sportu. Nieprzypadkowo jedna ze scen w „Kosmicznym Meczu” rozegrała się właśnie na trawiastym polu, gdzie partyjkę urządzali sobie Michael Jordan i Larry Bird (a także Bill Murray). Koszykarze NBA szczególnie umiłowali sobie tę dyscyplinę, ale możemy wspomnieć również o tenisistach. Petr Korda sam kariery nie zrobił, ale wychował złotą medalistkę olimpijską z Tokio. Ostatnio zrobiło głośno się natomiast o J.R. Smithie, mistrzu NBA z 2016 roku, który startuje… w studenckich rozgrywkach. Jakie są jego perspektywy i skąd bierze się fenomen tej dyscypliny wśród (byłych, ale nie tylko) zawodowych sportowców?

Od mistrzostwa NBA do… gry w golfa. Jak dołki pochłaniają gwiazdy sportu

Koszykarską karierę Smitha można podzielić na dwa etapy. Pierwszy – efektownie grającego strzelca, potrafiącego zarówno załadować kilka trójek w meczu, jak i popisać się efektowną akrobacją w powietrzu. Drugi – kompana LeBrona Jamesa, bardziej dojrzałego zawodnika, który jednak i tak był w stanie…  przetrzymać piłkę przy remisie, co ostatecznie kosztowało jego drużynę porażkę.

Trzeciego, przynajmniej na parkietach NBA, nie będzie na pewno. Będący już bliżej czterdziestki niż trzydziestki koszykarz nie ogłaszał oficjalnego zakończenia kariery, więc jest jeszcze minimalna szansa, że pogra w przeszłości w słabszych ligach. Ale właśnie – co najwyżej w nich. Jak na razie jednak o tym nie myśli. Bo spełnia swoje marzenia.

Cześć, dzieciaki

Urodził się w 1985 roku. Ma cztery córki – w tym trzy z obecnego małżeństwa. Jego ciało tatuaże pokrywają w tym stopniu, że zapewne, aby zrobić sobie nowy, musi przykryć poprzedni. W swoim życiu wybawił się już za wszystkie czasy, o czym świadczy to, jak często łączono go z alkoholem Hennessy. Tak, J.R. Smith nie jest typowym studentem pierwszego roku.

Nie jest to zresztą żadna tajemnica, mówimy o milionerze. Milionerze, który, co w przypadku milionerów nie jest oczywiste, nigdy wcześniej nie ukończył żadnych studiów, ani na żadne się nie dostał. Po szkole średniej został wybrany w pierwszej rundzie draftu NBA w 2004 roku. A potem przez kilkanaście lat robił swoje na koszykarskich parkietach.

Reklama

Z obiegu wypadł dopiero pod koniec 2018 roku. Został zwolniony przez Cleveland Cavaliers. Rzeczywistość, w której nie miał żadnych codziennych obowiązków, odbiła się mocno na jego zdrowiu psychicznym. – Byłem w ciężkiej depresji. Trwało to kilka miesięcy. Jestem wielkim fanem gier wideo, ale nie chciałem grać w NBA 2k. Nie chciałem grać w koszykówkę czy chodzić na siłownię. Robić czegokolwiek, co jest związane ze sportem – tłumaczył dla ESPN.

Potem, już w 2020 roku, otrzymał szansę w Los Angeles Lakers, ale nikogo do siebie specjalnie nie przekonał. I stało się jasne, że NBA jest w jego przypadku przeszłością. W tej sytuacji można było być niemal pewnym, że J.R. Smith usunie się w cień. Bo nikt nie wróżył mu kariery w mediach, w roli eksperta telewizyjnego, nie miał też zapewne chęci do spełniania się w roli szkoleniowca.

Amerykanin zaskoczył jednak wszystkich. Były koszykarz NBA będzie grał w golfa dla uniwersytetu North Carolina A&T – takie zdanie pojawiło się w nagłówkach sportowych mediów na całym świecie.

Jak to w ogóle jest możliwe, że Smith był w stanie pójść taką ścieżką? Tłumaczy nam Jacek Person, komentator m.in. Golf Channel: – Nie ma wielu sportowców w Stanach, którzy w ogóle nie grali akademicko, ale też się zdarzają. Jak zaczniesz karierę w NCAA i zaliczysz choć jeden semestr, to rusza ci czteroletni zegar. Więc kiedy po studiach pójdziesz do NBA, to już nie możesz wrócić. A J.R. Smith do NBA trafił prosto ze szkoły średniej, dlatego teraz może grać dla North Caroliny.

Amerykanin nie ma co liczyć na wielkie pieniądze. Ich się zresztą już dorobił. Ale patrząc na popularność golfa wśród koszykarzy NBA, a także wielu innych sportowców, można śmiało stawiać, że niejedna gwiazda mu obecnej sytuacji zazdrości.

Reklama

Pierwsze koty za płoty

J.R. Smith życie studenckie celebruje i robi to na oczach setek tysięcy ludzi. Zdarzało mu się narzekać, za pośrednictwem Twittera, na wynik jednego z kolokwium. Albo chwalić, że w innym otrzymał maksymalną liczbę punktów. Mogliśmy przeczytać, że jego głowa pęka od wiedzy, którą właśnie przyswoił. Albo dowiedzieć się, jak mu poszło na zaliczeniu.

Amerykanin nadrabia to, przez co jego rówieśnicy przeszli już dawno temu. Trudno, żeby historia 36-latka nie wzbudzała sympatii. Nawet, kiedy przywołuje na myśl znanego mema ze Stevem Buscemim i tekstem „how do you do fellow kids?”.

Natomiast co do golfa – ten jest pasją Smitha, ale daje mu też okazję do ponownego wpadnięcia w wir rywalizacji. I poczucia się jak świeżak. – Byłem zdenerwowany, to prawda. Naprawdę nie wiedziałem, czego się spodziewać – mówił po swoich pierwszych akademickich zawodach. – Jestem z niego zadowolony. Popełnił parę błędów, które biorą się z braku doświadczenia. Granie na luzie ze znajomymi różni się od prawdziwej rywalizacji – dodawał zaś jego trener.

Jak umiejętności golfowe byłego koszykarza NBA widzi Jacek Person? – To jest wciąż amatorski golf, choć wyczynowy. Smith gra na solidnym, klubowym poziomie. Widziałem wyniki – nie były najgorsze. Najlepsze też nie. Powiedzmy – średniak. Wiadomo, to nie jest tak, że z dnia na dzień dostał się do drużyny uniwersyteckiej. Już wcześniej grał. Choć trzeba pamiętać, że nie poszedł na uczelnię, która ma wybitny poziom golfowy.

Dla komentatora Golf Channel, czy dla całego środowiska, najbardziej liczy się jednak jedno: fakt, że naprawdę znana postać zaangażowała się w golfa. – Z mojego punktu widzenia to świetna promocja dla naszej dyscypliny. Koszykarz z takim dorobkiem, o którym było tak głośno, z różnych powodów. Czy to, że zdobył mistrzostwo, czy to, że doprowadzał do szału LeBrona Jamesa. W każdym razie – o tym się mówi. W ESPN czy nawet niesportowych agencjach – zauważa Jacek Person.

Kolejne pytanie brzmi – co J.R. Smith może osiągnąć w golfie?

Co z tego wszystkiego wyjdzie?

Sprawa w teorii jest prosta. Masz kij, pole i dołki. Z racji, że mówimy o dyscyplinie mocno technicznej, w której sukcesy osiągają zawodnicy nawet po czterdziestce (albo pięćdziesiątce, biorąc za przykład Phila Mickelsona), wydaje się, że nawet człowiek, który zacznie swoją przygodę w tej dyscyplinie późno, ma szansę wejść na wysoki poziom. Prawda? Nie do końca.

Gdy popatrzymy na historię to owszem, zdarzały się przypadki profesjonalistów, dla których golf był drugą dyscypliną, za jaką się wzięli. Frank Conner oraz Ellsworth Vines brali udział zarówno w tenisowym US Open, jak i golfowym. Mówimy jednak o zamierzchłych czasach. Pierwszy z tych dżentelmenów urodził się w 1911 roku, a drugi w 1946 roku. W latach czterdziestych natomiast turnieje golfowe wygrywała dwukrotna mistrzyni olimpijska w lekkoatletyce, Mildred Didrikson. Podobnych przykładów w ostatnich latach znaleźć się jednak nie da.

Próbowało oczywiście wielu. Znając charakter Michaela Jordana – bez wątpienia po zakończeniu kariery w NBA chciał pójść z golfem trochę wyżej, nie grać wyłącznie dla własnej przyjemności. Ale nic z jego planów nie wyszło. Toni Kukoc, kolega MJa z Chicago Bulls, wystartował nawet w mistrzostwach Chorwacji, ale znowu – to nie jest spektakularny poziom. Na ten nie wszedł również Ivan Lendl, wybitny tenisista, który zaliczył kilka drugorzędnych turniejów golfa w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Czech miał jednak pomysł na to, żeby jego nazwisko weszło na stałe do golfowego świata. Zabierał na pole na Florydzie swoje córki. Całą trójkę – Marikę, Isabelle and Daniele. Nie wyrosły z nich jednak wybitne zawodniczki, choć wszystkie występowały w juniorskich rozgrywkach. To, co nie wyszło Lendlowi, udało się jednak znakomicie innemu czeskiemu tenisiście. Córka Petra Kodry, Nelly, jest numerem dwa w światowym rankingu golfistek. Zdobyła też… złoty medal olimpijski w Tokio.

To jednak tylko ciekawostki. Sytuacja, w której były sportowiec, tenisista czy koszykarz, sam staje się czołowym golfistą świata, jest mało możliwa. Dlaczego? Tłumaczy Andrzej Person, dziennikarz i honorowy prezes Polskiego Związku Golfistów.

– Pozornie cały urok golfa polega na podobieństwu między tym, co my robimy, amatorzy, a tym, co robią zawodowcy. Ale to jest tylko złudzenie. Oni grają na innych polach, dużo trudniejszych. Jeśli pójdziemy na pole turystyczne, to dla jego właściciela najważniejsze jest to, żeby ludzie na nim grali i zostawiali dużo pieniędzy. Natomiast gdyby wpuścić niedzielnych graczy na pola zawodowców, to by się „zakopali” na pierwszym dołku na dwie godziny.

Oczywiście – w większości dyscyplin w ogóle nie zadawalibyśmy podobnych pytań. Chcesz być piłkarzem czy bokserem? Jeśli nie rzucisz się w wir rywalizacji za młodu, nie masz co myśleć o karierze profesjonalisty. Golf ma jednak charakterystykę, która sprawia, że trzydziestolatkowie, byli reprezentanci innych dyscyplin, mogą snuć marzenia o sukcesach (skoro Primoz Roglic potrafił, to czemu nie?). Mimo, że nie mają do tego wielkich podstaw. Choć Jacek Person dostrzega inną rzecz:

– W golfie ta specjalizacja faktycznie następuje trochę później. Warto wcześniej rozwinąć się atletycznie. Były przypadki, że ktoś dopiero na studiach zaczynał myśleć wyłącznie o golfie. Ale wcześniej uprawiał inne dyscypliny. Tiger Woods jest idealnym przykładem. Mimo tego, że już jako dwulatek grał w golfa, to kiedy kończył szkołę średnią, dostawał oferty stypendiów z różnych sportów. Bo świetnie biegał, grał znakomicie w koszykówkę.

Oczywiście – choć golf nie jest kontaktową dyscypliną, wymaga siły, koordynacji oraz świetnej kondycji fizycznej (mimo pozorom – zamach z kijem golfowym wymaga sporej pracy kolan, bioder i ramion, jest też bardzo obciążający dla kręgosłupa. Stąd biorą się kontuzje). Cech, których raczej nie brakuje J.R. Smithowi. Jego historia może inspirować, ale scenariusz, w którym były koszykarz NBA robi furorę na polu golfowym, możemy odłożyć do szuflady. Bo w życie niemal na pewno nie wejdzie.

Większy obraz

Smith w golfa grał, zanim jeszcze trafił do uniwersyteckich rozgrywek. Nie było w tym nic dziwnego, bo mówimy o dyscyplinie niezwykle popularnej wśród zawodników NBA. – Bardzo fajnie o tym opowiadał Michael Jordan w „The Last Dance”. Z racji, że mecze mają późno, to reszta dnia jest często wolna. Oczywiście są jeszcze treningi, teraz pewnie więcej niż w czasach Jordana. On jednak potrafił zagrać dwie rundy golfa i dopiero potem iść na mecz. Przywoływał nawet, że zdarzyło mu się wypić jakieś piwo, ale to był Jordan i to były inne czasy – dodaje Jacek Person.

Podobne ambicje co były zawodnik Cavaliers miał zresztą Stephen Curry. – Próbował grać w drugiej lidze zawodowej w Ameryce, ale to jest już bardzo wysoki poziom. Nie udało mu się tam nic zrobić, ale fakt, że tam występował, świadczy, że gra dobrze – mówi Andrzej Person.

Co tak przyciąga gwiazdy sportu do pola golfowego? Każdy ma swoje motywacje, ale możemy mówić o aktywności na świeżym powietrzu, która daje również spore pole do rozwoju, poprawiania swoich umiejętności przez lata, a także pozwala wyszaleć się osobom ze sporą żyłką rywalizacji. Zawsze można sobie zresztą urozmaicić partię, grając – jak Michael Jordan – na pieniądze. A jeśli ktoś faktycznie rozwinie skrzydła i będzie w tej dyscyplinie naprawdę dobry, może wziąć udział w przeróżnych turniejach. Choć jak ustaliliśmy wcześniej – raczej nie topowych.

Czy przypadek Jr Smitha świadczy o tym, że rodzi się trend i coraz więcej emerytowanych sportowców będzie przerzucać się na golfa? Odpowiada Jacek Person. – Mam nadzieję, że to jest trend. Trzeba znaleźć sportowców, którzy nie mieli kariery akademickiej. Ich nie ma aż tak wielu. Potencjalnie jacyś z Europy? Na pewno koszykarzy NBA coraz mocniej ciągnie do golfa, na nich można spoglądać.

Jak to natomiast wygląda na polskim podwórku? – Dobrze grają Mariusz Czerkawski czy Tomasz Iwan. Oni zresztą nie tylko sobie radzą na polu golfowym, ale działają również na promocję golfa w Polsce. Wiadomo, że nie mają możliwości pójścia drogą Smitha, ale robią naprawdę dużo. Zresztą wiem, że Robert Lewandowski też próbuje, i jak można było zobaczyć na jego Instagramie, jest całkiem niezły. Trzymam kciuki, żeby grał jeszcze więcej, bo to dopiero byłaby super promocja dla sportu – kończy komentator Golf Channel.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

0 komentarzy

Loading...