post Michał Kołkowski

Opublikowane 04.04.2020 09:29 przez

Michał Kołkowski

Franjo Glaser to znacząca postać w dziejach bałkańskiego futbolu. W latach trzydziestych i czterdziestych minionego stulecia mógł on uchodzić nie tylko za najlepszego bramkarza w Jugosławii, ale i w całej Europie. Dzięki sportowej postawie szybko zyskał sławę i powszechny szacunek, stał się w swoim kraju wielką gwiazdą. Gwiazdy zaś, co tu kryć, miewają swoje humory i kaprysy. Często są przewrażliwione na własnym punkcie, ich ego bywa rozdęte do granic wytrzymałości. Glaser nie był w tym względzie wyjątkiem. Lubił pożartować sobie z innych, jasne, ale gdy sam stawał się obiektem dowcipu, to natychmiast tracił nad sobą panowanie.

Przekonał się o tym niejaki Radomir Stokić, który paroma ciętymi tekstami wyprowadził Glasera z równowagi. Golkiper nie darował wesołkowi i w ramach riposty go… zabił.

Mroczna historia, którą w mediach opisywał szczegółowo między innymi Tomislav Dasović z portalu vecernji.hr i , rozegrała się na terenie dzisiejszej Serbii. Konkretniej – nad ujściem rzeki Sawa, stanowiącej jeden z głównych dopływów Dunaju. Pewnego słonecznego dnia latem 1936 roku zawodnicy BSK Belgrad wygrzewali się tam wspólnie nad wodą, korzystając z pięknej pogody i zażywając wszelkich uciech, jakie wiążą się z tego rodzaju wypoczynkiem. Wśród rozleniwionych piłkarzy nie mogło oczywiście zabraknąć Franjo Glasera. Jego spektakularne wyczyny między słupkami stanowiły jeden z istotnych powodów, dla których ekipa BSK w latach 1935-36 sięgnęła po dwa tytuły mistrzowskie w jugosłowiańskiej ekstraklasie.

Glaser był już zresztą wówczas etatowym reprezentantem kraju. Na boisku wyróżniały go nie tylko umiejętności czysto bramkarskie, ale także mocny charakter. Charyzma, pewność siebie, odwaga. Królował na przedpolu, słynąc z brawurowego piąstkowania piłki.

Bramkarz cieszył się największym zainteresowaniem wśród wszystkich plażowiczów. Być może właśnie dlatego niesforny Radomir Stokić postanowił się trochę popisać i zaczął dokuczać starszemu koledze. Siedemnastoletni Stokić sam nie był wprawdzie piłkarzem, działał w sztabie belgradzkiej ekipy, ale z Glaserem łączyła go relacja koleżeńska. Może nie przyjaźń, to raczej za dużo powiedziane, lecz panowie na pewno się dobrze znali lubili. Dość powiedzieć, że godzinę przed drużynową wyprawą nad wodę zjedli ze sobą lunch.

Stokić igrał sobie zatem z kumplem coraz bardziej zajadle, zakładając, że pozostanie bezkarny.

Tymczasem siedzący na pomoście Glaser w milczeniu wysłuchiwał kolejnych żartów na swój temat i z rosnącą wściekłością przyjmował rechot kolegów z zespołu, którzy z uciechą obserwowali te sceny. Gdy zamieszanie się wreszcie uspokoiło, a uwaga piłkarzy i gapiów została pochłonięta czymś innym, zwalisty bramkarz gwałtownie zerwał się na równe nogi. Podszedł do zdumionego Stokicia i bez ostrzeżenia, z olbrzymim impetem zepchnął go z pomostu do rzeki. Chłopak wyleciał w powietrze jak z procy i z pluskiem wpadł do Sawy.

Siedemnastolatek nie potrafił pływać. Przez kilka chwil próbował utrzymać się na powierzchni, łapczywie usiłował zaczerpnąć powietrza, ale już po parunastu sekundach zniknął pod wodą. Nie wynurzył się więcej. Pomocy ze strony Glasera także się nie doczekał.

***
Franjo mówił, żeby się nie martwić, bo Rado na pewno w końcu wypłynie.
naoczny świadek podczas procesu Glasera
***

Jak zareagował Glaser? Cóż, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie zareagował właściwie wcale. Udawał, że nic ważnego się nie wydarzyło. Udzielił jedynie zdawkowych wyjaśnień policjantom, którzy zostali wezwani na miejsce tragedii. Szybko zwinął się z miejsca wypadku, a następnego dnia wybrał się jak gdyby nigdy nic do Nowego Sadu, by wziąć udział w meczu towarzyskim BSK z miejscową Vojvodiną.

Był kumpel, nie ma kumpla. Po co drążyć temat?

Jeżeli jednak Glaser naiwnie liczył, że sprawa lada moment przycichnie, to się grubo pomylił.

Kilka dni po całym zajściu śledczy odwiedzili piłkarza w jego mieszkaniu i zaczęli wypytywać o szczegóły zdarzenia. Padły te wszystkie standardowe pytania, które doskonale znamy z kryminałów. Co pan wie, co pan widział, jakie były pana relacje z ofiarą i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Glaser w najlepsze palił głupa – twierdził, że z całą pewnością doszło do nieszczęśliwego wypadku, a on z utonięciem Stokicia nie ma naturalnie nic wspólnego. Wyraził nawet głębokie ubolewanie, że tak młody chłopak tragicznie zginął. Policjanci nie łyknęli tych grubymi nićmi szytych opowiastek. Tym bardziej że dysponowali już zeznaniami pozostałych piłkarzy belgradzkiej drużyny. Niektórzy z nich w pierwszej chwili bali się opowiedzieć o tym, co dokładnie widzieli feralnego dnia nad Sawą, ale w końcu pękli i wyłożyli kawę na ławę.

– Stokić wpadł do wody, bo Franjo go popchnął. Choć musiał zdawać sobie sprawę, że Rado nie potrafi pływać. Wszyscy o tym wiedzieli – zeznawali jeden po drugim. Bramkarz stanął więc przed sądem, oskarżony o morderstwo.

Jeden ze świadków stwierdził podczas rozprawy: – Franjo powiedział mi nad rzeką, że popchnął Rado do wody. Ale dodał, żeby się nie martwić, bo Rado na pewno w końcu wypłynie. Adwokaci bramkarza musieli jak najprędzej opracować nową linię obrony, ponieważ ta, którą wymyślił sobie sam Glaser – wypieranie się zbrodni w zaparte i udawanie niewiniątka – została błyskawicznie skompromitowana. W końcu oskarżony postanowił okazać skruchę i przyznać się do winy. Na sali sądowej, wypełnionej po brzegi przez żądnych sensacji dziennikarzy, Glaser wprost oznajmił, że w przypływie furii zepchnął kolegę z pomostu. Według relacji, do których dotarł wspomniany ciąż nie wyglądał na wstrząśniętego, czy nawet poruszonego. Po prostu beznamiętnie odklepał przygotowane wcześniej przemówienie.

Został skazany na dwa lata więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Franjo Glaser (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego).

W relacji z procesu, opublikowanej na łamach dziennika „Politika”, napisano wówczas: – Zawodnik przyjął decyzję sądu bez słowa, z uśmiechem na twarzy. Mógłby jednak opuścić salę z wyrokiem w zawieszeniu, gdyby przed ławnikami stanął niczym angielski dżentelmen i z honorem przyznał, że jest odpowiedzialny za śmierć swojego kolegi.

Z dzisiejszej perspektywy wyrok wydaje się mimo wszystko bardzo łagodny, jeśli weźmie się pod uwagę okoliczności towarzyszące procesowi – ewidentnie pozorowaną skruchę Glasera, co obnażał choćby ten kpiący uśmieszek wypisany na jego twarzy, o którym rozpisywały się media. Kolejna sprawa to jego bezczelne matactwa w początkowej fazie śledztwa. No i nieudzielenie pomocy tonącemu koledze. Ale to wszystko i tak bez znaczenia, ponieważ bramkarz koniec końców za kraty nie trafił w ogóle. Załatwił sobie bowiem odsiadkę nie w Serbii, lecz w Chorwacji, skąd pochodził i gdzie był wyjątkowo popularny. Po powrocie w rodzinne strony Glaser – w bliżej nieznanych okolicznościach – został uwolniony od konieczności spędzenia dwóch lat w pace i wkrótce powrócił na boisko, odzyskując również bluzę pierwszego bramkarza w drużynie narodowej.

Jeżeli chodzi o arenę klubową, Glaser oczywiście nie zaczął znowu występować w barwach swojego poprzedniego klubu. Nie mógł przecież wrócić do Belgradu. Związał się zatem z najmocniejszym spośród chorwackich zespołów, jakim był wtedy HŠK Građanski Zagrzeb. Z tą ekipą bramkarz wspiął się ponownie na szczyt i sięgnął w 1940 roku po kolejne w swej karierze mistrzostwo Jugosławii.

***
Glaser to jeden z najlepszych jugosłowiańskich piłkarzy wszech czasów. Atletycznie zbudowany, silny, szybki, bardzo sprężysty, odważny. Obdarzony doskonałym refleksem. Mistrz piąstkowania piłki. Jego największą specjalnością była jednak obrona rzutów karnych. W oficjalnych meczach obronił 73 z 94 jedenastek.
Zakład Leksykograficzny Miroslava Krležy
***

Opowieść o piłkarskiej karierze Franjo Glasera wypada jednak zacząć od początku, ponieważ z pewnością był on graczem nietuzinkowym. Jonathan Wilson w swojej książce „Bramkarz, czyli autsajder” wymienia Glasera wśród tych golkiperów, którzy w niezwykle wydatny sposób wpłynęli swoją boiskową postawą na rozwój futbolu. Nie zyskał może aż takiego statusu i rozgłosu jak legendarni František Plánička czy Ricardo Zamora, ale prezentował poziom zbliżony do tych gigantów.

– Nazywano go „Żelazna Pięść” – wspomniał Wilson. – W seniorskiej piłce zadebiutował już w wieku piętnastu lat.

I rzeczywiście tak było. Glaser urodził się w 7 stycznia 1913 roku w Osijeku, wówczas jeszcze należącym do Austro-Węgier. Był wyjątkowo wszechstronnie utalentowanym atletą, który sprawdziłby się w wielu dyscyplinach sportowych. Znakomicie spisywał się na kortach tenisowych. Postawił jednak na futbol. Już 1929 roku zanotował swój ligowy debiut w barwach Hajduka Sarajewo. Następnie zgarnęła go do siebie Slavija Osijek, aż wreszcie w 1933 roku (po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej) bramkarz związał się z potężnym BSK Belgrad. Można powiedzieć, że jego kariera rozwijała się lepiej niż wzorowo – bardzo wczesne przetarcie w klubach z mniejszymi ambicjami, a potem – w wieku zaledwie dwudziestu lat – przenosiny do ligowego potentata. W 1934 roku Franjo zdobył pierwsze poważne trofeum, jakim był krajowy puchar. W kolejnych dwóch latach zostawał mistrzem Jugosławii.

Doskonałe warunki fizyczne i fenomenalny refleks uczyniły z Glasera specjalistę od bronienia rzutów karnych. Trudno dać wiarę tym statystykom, ale powtarza je wiele źródeł – Franjo obronił ponoć 73 jedenastki w całej karierze. Skapitulował ledwie 21 razy.

Znakomita postawa w rozgrywkach ligowych oczywiście przełożyła się na powołania do reprezentacji narodowej. W latach 1933 – 1940 Glaser zanotował około trzydziestu oficjalnych występów w kadrze Królestwa Jugosławii. Nie udało mu się jednak awansować z drużyną narodową na mundial. Najbliżej było przed turniejem w 1938 roku, lecz wówczas Jugosławia musiała uznać wyższość reprezentacji Polski. Biało-czerwoni w Warszawie pokonali Glasera aż czterokrotnie. Dwa gole zdobył Leonard Piątek, a po jednym trafieniu zanotowali Ernest Wilimowski i Jerzy Wostal. Polska u siebie wygrała więc 4:0, na wyjeździe przegrała 0:1 i tym samym awansowała na mundial.

Reprezentacja Jugosławii z Glaserem w składzie.

Szansy za rehabilitację Glaser naturalnie nie dostał – mistrzostwa w 1942 roku nie odbyły się z powodu wybuchu II Wojny Światowej, która objęła także tereny ówczesnej Jugosławii.

Wojska III Rzeszy rozpoczęły tak zwaną kampanię bałkańską w kwietniu 1941 roku. Podporządkowanie sobie Europy Południowo-Wschodniej – na czele z Grecją – stanowiło istotną część niemieckich przygotowań przed planowanym atakiem na Związek Radziecki. Początkowo nie zanosiło się jednak na to, by Hitler miał zamiar podbijać Jugosławię. 25 marca 1941 książę Paweł Karadziordziewić, jugosłowiański regent, w imieniu Królestwa wyraził zgodę na przystąpienie państwa do „Paktu Trzech”, co formalnie włączało Jugosławię do grona państw sprzymierzonych z III Rzeszą. Decyzja regenta wywołała jednak wściekłość aliantów i opór wewnątrz kraju. Doszło do zamachu stanu. Władzę objął król Piotr II Karadziordziewić, który zerwał porozumienie z Niemcami. W efekcie Hitler potraktował Jugosławię jako państwo wrogie i natarł na nią bez pardonu w ramach zmodyfikowanego „planu Marita”.

Belgrad skapitulował 12 kwietnia 1941 roku, a cała operacja skończyła się znaczącym sukcesem wojsk niemieckich. Wehrmacht w trakcie podbijania Jugosławii stracił ledwie kilkuset żołnierzy. Führer stwierdził potem, podsumowując kampanię bałkańską w Reichstagu: – Gwoli prawdy historycznej muszę stwierdzić, że spośród wszystkich przeciwników jedynie Grecy postawili nam godny uwagi opór.

Po zajęciu Jugosławii przez Państwa Osi powołane do życia zostało Niepodległe Państwo Chorwackie (Nezavisna Država Hrvatska). Przywódcą tego marionetkowego państewka został owiany złą sławą Ante Pavelić, przywódca zbrodniczego, terrorystycznego, faszystowskiego ruchu Ustaszy.

Krwawe, ludobójcze rządy Pavelicia doprowadziły do śmierci setek tysięcy osób – przede wszystkim Serbów, Romów i Żydów.

– W NDH ustasze, z błogosławieństwem hierarchów katolickich, zaczęli wprowadzać w życie swój zbrodniczy program. Na nieco ponad 6 mln mieszkańców kraju niemal 2 mln stanowili Serbowie, w ich optyce główny sprawca wszelkich nieszczęść Chorwatów, którego trzeba było wyeliminować wszelkimi możliwymi środkami. Zabić, deportować lub wynarodowić. Początkowo ustaszowskie milicje i wojsko dokonywały czystek pacyfikując całe wsie. Tak było już 29 kwietnia 1941 r. we wsi Gudovac pod Bjelovarem, gdzie wymordowały prawie 200 Serbów. Ich zbrodnie charakteryzowały się skrajnym barbarzyństwem. Swoim ofiarom podrzynali gardła, wydłubywali oczy, kastrowali. Nie mieli żadnej litości dla kobiet, starców i dzieci. Ich poczynania przerażały nie tylko oficerów Wehrmachtu, ale nawet gestapowców, którzy słali na ten temat alarmujące raporty do Himmlera – pisał Wojciech Rodak na łamach portalu Nasza Historia.

W takich okolicznościach w Chorwacji cały czas grano w piłkę.

Franjo Glaser do 1945 roku pozostawał zawodnikiem HŠK Građanski, sięgał zresztą z tym klubem po liczne trofea i szybko zapracował sobie na reputację żywej legendy zespołu. Byle bramkarzowi nie nadano by przecież przydomka: „Żelazna Pięść”, prawda? Golkiper występował również całkiem regularnie w chorwackiej drużynie narodowej i przed każdym wykonywał nazistowski salut. Czyżby więc poczuł się jak ryba w wodzie pośród terroru sianego przez ustaszów? Czy to kolejny mrożący krew w żyłach akapit tej ponurej historii o bramkarzu-mordercy?

Ha, wcale nie. Wręcz przeciwnie – Glaser ryzykował życiem, by uratować swojego przyjaciela, Davida Weissa, przed siepaczami z ustaszowskiej milicji i bezpieki. Weiss był dziennikarzem sportowym żydowskiego pochodzenia. Znalazł się zatem w śmiertelnym niebezpieczeństwie, gdy Pavelić przejął władzę nad nowo powstałym państwem chorwackim. Glaser ukrył więc druha i jego żonę, dając im schronienie pod swoim dachem przez niespełna trzy lata. Kiedy sąsiedzi piłkarza domyślili się, że w jego domu ukrywaniu się Żydzi, Glaserowi udało się przetransportować przyjaciół do innego lokum. Tam Weiss i jego żona w zdrowiu doczekali upadku III Rzeszy.

Co ciekawe, prezydent klubu, Slavko Prevendar, domyślił się podczas jednej z wizyt u Glasera, że hałasy dobiegające z poddasza to raczej nie są harce błąkających się tam kotów. – Wszystko rozumiem, ale nic nie widzę – powiedział wymownie Prevendar swojemu piłkarzowi na pożegnanie. Gdyby zadenuncjował Glasera, skazałby na śmierć nie tylko małżeństwo Weissów, ale i samego bramkarza.

***

Summa summarum, Franjo Glaser rozegrał podobno przeszło 1200 oficjalnych spotkań w lidze, pucharach i w narodowych reprezentacjach. Karierę zakończył dopiero w 1949 roku. Dwa lata wcześniej zdążył raz jeszcze zapisać się na kartach historii bałkańskiego futbolu, został bowiem jedynym zawodnikiem w dziejach, który zgarnął mistrzostwo Jugosławii i przed, i po II Wojnie Światowej. Golkiper swój ostatni tytuł zdobył – co jest już totalnie dezorientujące – w barwach Partizana Belgrad. Nagle to w Chorwacji, do której wcześniej czmychnął w poszukiwaniu swobody, zabrakło dla niego miejsca.

Potem zajął się trenerką. Zmarł w 2003 roku, w wieku 90 lat. Przez niemieckiego „Kickera” został sklasyfikowany jako jeden z trzech najwybitniejszych bramkarzy okresu przedwojennego.

Niektóre źródła kreują go dziś na podłego, zimnokrwistego mordercę, który wyłgał się od odpowiedzialności za zbrodnię dzięki bliżej nierozpoznanym umocowaniom politycznym. Inne – wręcz przeciwnie. Portretują go jako bohatera, który w ramach swoich skromnych możliwości starał się powstrzymać Holokaust i nie załamał się, gdy wskutek nieszczęśliwego wypadku pozbawił życia swojego kolegę.

Jaka była prawda? Mamy do czynienia ze zbrodniarzem czy bohaterem? Próżno zgadywać.

Od opisywanych wydarzeń minęło tak wiele lat, że upływający czas już dawno zdążył wypłukać wszelkie niuanse z burzliwego życiorysu Franjo Glasera. Może zatem trzeba po prostu napisać, że prawda leży pośrodku? To chyba też zbyt duże uproszczenie. Ostatecznie, jak mawiał klasyk, prawda rzadko nie leży pośrodku. Ona leży tam, gdzie leży.

MICHAŁ KOŁKOWSKI


ŹRÓDŁA: The Dark History of Croatian Goalkeeping Legend Franjo Glaser; Hrvat u Srbiji počastio prijatelja ručkom pa ga ubio, u Zagrebu spašavao Židove od ustaša; Franjo Glaser, ou l’art de toujours s’en sortir; Franjo Glaser e l’arte di cadere sempre in piedi.

***
INNE WSPOMINKOWE TEKSTY AUTORA

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 04.04.2020 09:29 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
25.05.2020

Wyścig o powrót kibiców trwa. Pribram wpuści część karnetowiczów

Gdy to się wszystko zaczęło, mówimy o tej cholernej pandemii, na temat wielu rzeczy można było spekulować. Pesymiści wieszczyli koniec piłki na cały rok, optymiści (a bardziej – realiści) tak sceptycznych poglądów nie przedstawiali, natomiast obie te grupy spotykały się często w jednej opinii: kibice na stadiony długo nie wrócą. Wygląda jednak na to, że […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Co z karnetami, jeśli mecze odbędą się bez publiczności? Piast i Jaga wyznaczają kierunek

Każda sekunda, każda minuta, każda godzina, każdy dzień zbliżają nas do powrotu PKO Bank Polski Ekstraklasy. Niby można się śmiać, że najbardziej cieszą się masochiści, ale nie będziemy tacy okrutni, nie teraz, nie w takich czasach. Zbyt jesteśmy wyposzczeni brakiem krajowej piłki. Inna sprawa, że nie wiemy, jak się będzie ten nasz rodzimy futbol odbierać […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Ranking TOP 100 – cała setka w jednym miejscu!

Wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie nam odpowiedzieć na te trudne pytania. Górnik Zabrze lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czy jednak Wielki Widzew Smolarka i Bońka? Legia Warszawa Kazimierza Deyny czy jednak ekipa, która w latach dziewięćdziesiątych osiągała na europejskiej arenie wyniki, których długo nikt już raczej w Polsce nie przebije? Szombierki Bytom, sensacyjny mistrz z 1980 roku, […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Chrzanowski: Pordenone mnie zaskoczyło, ale bardzo chciałem wrócić do Włoch

Adam Chrzanowski ma dopiero 21 lat, a już szykuje się do drugiego zagranicznego wyjazdu w karierze. Mimo że w Ekstraklasie nie ma pokaźnego dorobku, uwagę na niego zwróciło walczące o Serie A Pordenone. Obrońca zapracował sobie na to grą w młodzieżówce Fiorentiny. W rozmowie z nami Chrzanowski wspomina pobyt we Florencji i to, czego się […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

50 odcieni tęsknoty za Ekstraklasą. Czego nam najbardziej brakowało?

Cieszymy się, że możemy to napisać: to już ten tydzień, żaden następny, nie musimy już odliczać, patrzyć tępo w kalendarze i pocieszać się Bundesligą. Nasza ułomna, ale jednak piłka, wraca. Jutro rozsiądziemy się wygodnie w fotelach i obejrzymy starcie Miedzi z Legią. Pierwsze od ponad dwóch miesięcy. Jakkolwiek zagrają – będzie pięknie. W każdym razie […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Romanczuk: Dwa miesiące temu miałbym wątpliwości, teraz głód jest taki, że grałbym i na piachu

– Dwa miesiące temu pewnie powiedziałbym, że trochę się boję grać, jeśli ktoś nie ma negatywnego wyniku testu.. Teraz jestem jednak już tak głodny piłki, że mogę grać na piachu, w lesie, z testami czy bez – mówi w rozmowie z Weszło FM Taras Romanczuk z Jagiellonii Białystok. O pandemicznych warunkach, powrocie do ligi, transferze […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Wirus uzdrowił Kotwicę? Zmierzch finansowego eldorado w Kołobrzegu

Koronawirus zatrzymał nie tylko futbol, ale i gospodarkę, co niesie za sobą wiele zmian w polskiej piłce. O tym, jak ma się sytuacja finansowa naszych klubów pisaliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Rozmawialiśmy z zespołami od Ekstraklasy po ligi okręgowe i temat ograniczonych możliwości finansowych powracał jak bumerang. W niektórych przypadkach oznaczało to, że biedni będą […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Dzisiaj łatwo cieszyć się z Piątka siedzącego na ławce, ale zalecałbym cierpliwość

Lubimy historie o wzlotach, ale jeszcze bardziej lubimy historie o upadkach. Przyjemnie ogląda się uroczystość odsłonięcia pomnika, ale dużo efektowniej wygląda jego burzenie. Dlatego nie dziwi mnie to, że wokół Krzysztofa Piątka narasta atmosfera, którą można skwitować jednym „to gwiazdka jednego sezonu, już się skończył”. Bo przecież oglądanie z ławki Ibrahimovicia zamienił na oglądanie z […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Kolejny pozytywny sygnał: piłka z kibicami w Szwajcarii od lipca?

Od kiedy Zbigniew Boniek rzucił pomysł grania Ekstraklasy z 999 kibicami, z jeszcze większą uwagą śledzimy, jakie koncepcje powrotu widzów na trybuny obierają inne kraje. Nie oszukujmy się – piłka sama w sobie ma swoją niezaprzeczalną wartość, ale mecze bez kibiców ogląda się… No, sami wiecie – cisza, te wszystkie górnolotne hasła polskiej myśli trenerskiej […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Stokowiec: „Najbardziej się boję o fizyczność zawodników”

– Ja się najbardziej boję o fizyczność. Piłka nożna to jednak bieganie. Co innego przez siedem tygodni biegać po prostej, gdzie w futbolu jest zmienność, złożoność tego ruchu. Skok, zwrot, start. Zupełnie inna historia. Dzisiejszy monitoring daje nam dobry obraz tego wszystkiego. Dawniej, jeszcze za moich czasów – a nie jestem jeszcze aż tak wiekowy […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

„Zieliński to najlepszy rozgrywający w Europie. Milik? Ważniejsze pozostanie Mertensa”

W poniedziałkowej prasie m.in. Robert Lewandowski zbliżający się do rekordu, rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem o Legii i rynku transferowym, Łukasz Załuska wspomina czasy w Warszawie, Bożydar Iwanow o powrocie I ligi w kontekście transmisji w Polsacie Sport i Diego Maradona junior oceniający Polaków z Napoli.  PRZEGLĄD SPORTOWY Robert Lewandowski jest coraz bliżej wyrównania własnego rekordu […]
25.05.2020
Bukmacherka
25.05.2020

Oskubaliśmy bukmacherów w niedzielę – kolejne trafione typy!

Niedziele mogą być przyjemne. Zwłaszcza jeśli obstawiacie spotkania ligi niemieckiej razem z naszymi typerami z działu bukmacherskiego. We wczorajszych meczach udało nam się przedłużyć dobrą passę i zakończyć weekend na dużym plusie. Takie weekendy to my lubimy! W sobotę trafiliśmy cztery typy, z których każdy kręcił się – lub przekraczał – wokół kursu 2.00. A […]
25.05.2020
Weszło Extra
25.05.2020

Wrogów nie przekonam, a przyjaciół przekonywać nie muszę

Czy jest arogantem? Skąd decyzja o rozpoczęciu pisania książki i czy będzie to literatura piękna? Dlaczego od decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Januszowi Golowi trudniejsze dla niego były zwolnienia pracowników w Cracovii? Czego spodziewać się po zbliżającym się oknie transferowym? Czy zmienił pogląd na toporny styl Cracovii? Jak wygląda jego plan na budowanie silnej drużyny […]
25.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020