Uczeń Maradony, bohater Stamford Bridge. Historia Gianfranco Zoli

Opublikowane 31.03.2020 09:59 przez

Michał Kołkowski

– Obserwujcie go teraz! Będzie wykonywał rzuty wolne – zakomenderował Ruud Gullit, grający trener Chelsea.

Cała ekipa The Blues rozsiadła się zatem przy linii bocznej boiska treningowego i skupiła wzrok na Gianfranco Zoli, który sposobił się do oddania paru uderzeń ze stałych fragmentów gry. Dobiegał właśnie końca pierwszy trening Włocha w barwach londyńskiego zespołu. Piłkarze Chelsea nie wiedzieli wcześniej, czego mogą się właściwie spodziewać po Zoli, który na pierwszy rzut oka wyglądał dość niepozornie. Niewysoki, cichutki, nieśmiało uśmiechnięty.

– Słyszeliśmy, że to fenomenalny piłkarz, ale niewielu z nas miało okazję, żeby obejrzeć go w akcji z bliska – pisał w swojej autobiografii Dennis Wise. – Ruud kazał nam po prostu siąść i patrzeć. Więc siedzieliśmy, patrzyliśmy, a szczęki stopniowo opadały nam na ziemię. Piłka robiła dokładnie to, czego sobie zażyczył Franco. Kręciła się, wznosiła i opadała. Zawsze w idealnym punkcie. Pamiętam, że powiedziałem wtedy kolegom: „Cholera. Panowie, od dzisiaj mamy tylko jedną taktykę – dajemy się sfaulować w okolicach pola karnego, a Franco zajmie się resztą”. Był zabójczy, dosłownie zabójczy. Kiedy oddawał na treningu dwadzieścia uderzeń z dystansu, dziewiętnaście z nich trafiało w światło bramki. Ściągnięcie go do Chelsea było naprawdę wielkim dniem dla klubu.

Tytułem uzupełnienia do wypowiedzi Anglika – nie tylko dla klubu. Dla całej Premier League.

W połowie lat dziewięćdziesiątych londyńska Chelsea z ligowego średniaka przepoczwarzyła się w zespół o pucharowych, albo i nawet o mistrzowskich ambicjach. The Blues mieli olbrzymie problemy z ustabilizowaniem wysokiej formy, fakt, ale kiedy już im żarło, to prezentowali się naprawdę efektownie. Niekiedy grali wręcz nieco wariacki, zupełnie pozbawiony kalkulacji futbol. Katalizatorem dla tych przemian okazał się właśnie Zola, który szybko wyrósł na postać numer jeden w ekipie ze Stamford Bridge. Inspirując przy okazji inne angielskie kluby do sięgania po graczy imponujących przede wszystkim techniką, a niekoniecznie atletyczną budową ciała, motoryką czy siłą. Choć akurat dynamiki nie można było Zoli odmówić, to także jeden z jego podstawowych atutów.

Włoski czarodziej jedną ze swoich najważniejszych bramek w barwach Chelsea zdobył jednak nie w Anglii, lecz w Szwecji. Na nieistniejącym już stadionie Råsunda, gdzie w maju 1998 roku londyńczycy sięgnęli po drugi w swojej historii Puchar Zdobywców Pucharów.

The Blues rywalizację w tych europejskich rozgrywkach zaczęli naturalnie dzięki triumfowi w Pucharze Anglii. Finał FA Cup z 1997 roku był zresztą dość symboliczny dla nadciągającej rewolucji w angielskiej piłce. Zmierzyły się wtedy ze sobą dwie – nazwijmy to – międzynarodowe drużyny. Z jednej strony Chelsea, dowodzona przez wspomnianego Gullita. W jej składzie choćby Frode Grodås z Norwegii, Dan Petrescu z Rumunii i Frank Leboeuf z Francji. Z drugiej zaś strony Middlesbrough, a tam między innymi dwóch Brazylijczyków: Juninho Paulista i Emerson. Do tego Mikkel Beck z Danii i Vladimír Kinder ze Słowacji. Największą sławą okryły się jednak włoskie gwiazdy obu ekip. Gianfranco Zola, Gianluca Vialli i Roberto Di Matteo w Chelsea. Fabrizio Ravanelli i Gianluca Festa w Boro.

Łącznie: dwunastu nie-wyspiarzy pojawiło się na boisku w jednym tylko finale. I to nie licząc Franka Sinclaira z Chelsea, który wprawdzie reprezentował Jamajkę, ale urodził się w Anglii. Jeśli zaś podliczyć międzynarodowe towarzystwo w finałach z lat 1980 – 1992, wynotować można ledwie dziesięć podobnych przypadków. Crystal Palace w 1990 roku wystawiło na Wembley ekipę złożoną z samych Anglików.

Ostatecznie to właśnie Włosi zadecydowali zresztą o przebiegu starcia Chelsea i Middlesbrough.

Di Matteo, specjalista od kluczowych trafień, wyprowadził londyńską ekipę na prowadzenie już po 42 sekundach gry, ustanawiając nowy rekord rozgrywek. Ravanelli, zwany „Srebrnym Lisem”, opuścił murawę z powodu kontuzji w 21. minucie spotkania, podcinając tym samym skrzydła ofensywie Boro, w dużej mierze polegającej na jego indywidualnych wyczynach. Z kolei Feście udało się wpakować futbolówkę do siatki, lecz gol wyrównujący jego autorstwa nie został uznany z powodu minimalnego ofsajdu.

A co z Zolą?

Włoch jak zwykle błysnął sprytem i technicznym kunsztem. W 89 minucie spotkania dograł piłkę do Eddiego Newtona, a ten ustalił wynik finału na 2:0 dla Chelsea. Gullit został tym samym pierwszym szkoleniowcem spoza Wysp, który zdobył Puchar Anglii. Dla The Blues było to na dodatek pierwsze krajowe trofeum od przeszło ćwierćwiecza. Sexy football w wykonaniu londyńczyków, któremu wielu wróżyło całkowitą porażkę, zaczął owocować naprawdę znaczącymi sukcesami. Zola stał się centralną postacią tego sportowego projektu.

Chelsea 2:0 Middlesbrough (finał Pucharu Anglii 1997).

Zola strzelił także po bramce w każdym z dwumeczów na drodze Chelsea do wspomnianego finału Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1997/98, nie licząc pierwszej rundy i konfrontacji ze Slovanem Bratysława. Londyńczycy najpierw poradzili sobie ze Słowakami, potem wyrzucili za burtę norweskie Tromsø. W ćwierćfinale uporali się natomiast z Realem Betis. Schody zaczęły się właśnie po pokonaniu Andaluzyjczyków, w półfinałowym dwumeczu, gdy Chelsea przegrała 0:1 pierwsze starcie z włoską Vicenzą. – Jedyny pozytyw dla Chelsea po tym meczu to fakt, że Vicenza okazała się zwyczajnie zbyt słaba, żeby w pełni wykorzystać fatalną formę angielskiej drużyny – pisały brytyjskie media po tamtym spotkaniu. Łatwo wyczuć w pełni zrozumiały niesmak – Vicenza w 1997 roku wygrała Puchar Włoch, co było rzecz jasna olbrzymim sukcesem, ale już w sezonie 1997/98 broniła się przed spadkiem z Serie A.

Gianluca Vialli, którzy zimą przejął od Gullita rolę grającego managera klubu, znalazł się w ogniu krytyki.

– Myślę, że Luca za bardzo obawiał się tego dwumeczu – opowiadał Dennis Wise. – Był Włochem, więc wiedział, czego możemy się spodziewać po naszych przeciwnikach. Zakładał, że planem rywali będzie wytrącić nas z równowagi i złapać kontratakiem. Dlatego postanowił, że na wyjeździe zrezygnujemy z typowego dla nas, pozytywnego stylu gry. Mieliśmy się wycofać i czekać na ruch przeciwnika. To był błąd. Niepotrzebnie oddaliśmy inicjatywę, nie potrafiliśmy grać w ten sposób. W efekcie Vincenza nas zupełnie zdominowała i bardzo zasłużenie zwyciężyła 1:0. Do Londynu wróciliśmy z porażką na koncie i bez strzelonego gola w dorobku. Zrobiło się niebezpiecznie, bo kto jak kto, ale Włosi potrafią bronić korzystnego rezultatu.

Atmosfera przed rewanżem stała się niezwykle napięta. W grze o trofeum poza Chelsea i Vicenzą pozostał także VfB Stuttgart oraz Lokomotiw Moskwa. Anglicy, co dość dla nich typowe, przedwcześnie poczuli się głównymi faworytami do triumfu. Wiele wskazywało na to, że otrzymają od włoskich przeciwników bolesnego prztyczka w nos. – W pierwszym meczu popełniliśmy błędy, za które przyszło nam sporo zapłacić. Ale nie myślcie, że będę krytykował moich zawodników, bo oni dali z siebie wszystko. Teraz Vicenza musi wytrzymać nasz napór na Stamford Bridge, co nie będzie łatwe, zapewniam – odgrażał się Vialli.

Stali bywalcy Stamford Bridge oczekiwali rzecz jasna impulsu przede wszystkim od swojego ulubieńca.

Odpowiedzialność za uratowanie Chelsea spoczęła na wątłych barkach Zoli.

***
Franco dysponował cudowną techniką, perfekcyjnie utrzymywał równowagę w dryblingu. Momentami wyglądał jak wierna kopia Diego Maradony, z którym grał w Napoli. Jego rzuty wolne były niesamowite. Prawdziwy artysta.
Brian Laudrup
***

16 kwietnia 1998 roku zawodnicy obu ekip zameldowali się na murawie Stamford Bridge. – To jeden z najbardziej ekscytujących meczów, w jakich kiedykolwiek wziąłem udział – opowiadał cytowany już Wise. – Posiadanie jednobramkowej zaliczki zazwyczaj skłania zespół do ostrożnej, defensywnej gry i wyczekiwania na kontrataki. Dla Włochów taki styl to sama przyjemność. Z jednej strony zatem wiedzieliśmy, że musimy atakować rozsądnie i cierpliwie, żeby nie nadziać się na kontrę. Z drugiej – trzeba było jak najszybciej przekuć przewagę własnego boiska na bramki. Musieliśmy to jakoś zbalansować. W jaki sposób? Decyzję podjęli za nas rywale.

W 32 minucie spotkania Pasquale Luiso wykorzystał fatalną dezorganizację formacji obronnej gospodarzy i wpakował piłkę do siatki. Mało mu jednak było wrażeń. Włoch, który ostatecznie został królem strzelców całych rozgrywek, przyłożył jeden palec do ust, a drugim zaczął wskazywać na wszystkie trybuny Stamford Bridge, uciszając tym gestem fanów. Kibice wpadli w dziką furię. I piłkarze Chelsea najwyraźniej też, bo już trzy minuty później Gustavo Poyet dobił do siatki piłkę odbitą przez bramkarza Vicenzy po uderzeniu Zoli.

Chelsea wciąż była daleka od zapewnienia sobie awansu do finału, ale zawsze lepiej zejść na przerwę remisując niż przegrywając.

W drugiej połowie podrażnieni i nabuzowani The Blues nie dali się już powstrzymać coraz głębiej ustawionym oponentom. Prowadzenie dał im niezawodny Zola, który głową skierował futbolówkę do siatki po kapitalnym dośrodkowaniu Viallego. Trafienie na wagę awansu zanotował natomiast kolejny z weteranów, Mark Hughes. Asystę zapisał na swoim koncie… bramkarz Chelsea, Ed de Goey.

Nie był to zresztą ostatni wielki wyczyn Holendra. – Włosi wiedzieli, że muszą się odsłonić i poszukać drugiej bramki, więc mecz kompletnie wymknął się spod kontroli. Piłka przelatywała z jednego pola karnego do drugiego. Pasja kibiców udzieliła się obu zespołom – opowiadał Wise. – W ostatniej minucie Ed de Goey stał się bohaterem wieczoru. Skrzydłowy Vicenzy urwał się naszemu obrońcy i wstrzelił piłkę w pole bramkowe, gdzie na podanie czekał Luiso. Z całą pewnością wpakowałby piłkę do siatki, gdyby Ed jakimś cudem nie strącił mu jej z nogi. Futbolówka wyleciała na rzut rożny, z którego nic nie wyszło. Popędziłem do Eda, żeby go porządnie wyściskać. A potem dałem też do zrozumienia Luiso, co myślę na temat uciszania naszych kibiców na Stamford Bridge. Co za wieczór, co za mecz!

– Gdybym miał wybrać ten jeden, najpiękniejszy wieczór na Stamford Bridge, byłby to ten – wtórował Gustavo Poyet.

Zaplanowany na 13 maja finał rozgrywek zapowiadał się na – mimo wszystko – nieco prostszą przeprawę dla angielskiej drużyny. Jeżeli chodzi o nazwiska, ekipa VfB Stuttgart na tle Chelsea wypadała dość blado. Wtedy jeszcze na nikim nie mogła robić wrażenia obecność Joachima Löwa na ławce trenerskiej Niemców. Oczywiście Fredi Bobić, Murat Yakin czy – przede wszystkim – Krasimir Bałakow to były znaczące postaci w świecie europejskiego futbolu. Ale nie na tyle, by londyńczycy mieli na ich widok truchleć.

Pojawił się jednak poważny problem. Na krótko przed finałem Zola nabawił się dokuczliwego urazu pachwiny, więc Gianluca Vialli nie chciał ryzykować wystawienia swojego rodaka w pierwszej jedenastce. Postawił na… siebie. W efekcie finałowe starcie The Blues rozpoczęli z Tore André Flo i właśnie Viallim w linii ataku. Niepocieszony Franco spoczął natomiast z kwaśną miną na ławce rezerwowych. Na murawie pojawił się dopiero w 71. minucie, gdy na stadionowym zegarze widniał wciąż bezbramkowy remis. Chelsea kontrolowała przebieg spotkania, miała wyraźną przewagę, ale w ofensywie nieustannie czegoś londyńczykom brakowało, by zaskoczyć nieźle zorganizowanych, ostrożnych oponentów. Nad Råsundą zaczął się unosić swąd dogrywki.

Szybko wyszło na jaw, że brakującym elementem układanki była właśnie dynamika i przebojowość Zoli. Gwiazdor The Blues potrzebował ledwie dwóch kontaktów z futbolówką (pierwszym była… strata w środku pola), by zdobyć otwierające i, jak się okazało, zwycięskie trafienie.

Chelsea FC 1:0 VfB Stuttgart (finał Pucharu Zdobywców Pucharów 1998). Kapitalna zbitka telewizyjnych relacji.

– Nigdy wcześniej nie widziałem tyle pasji w jego… Właściwie, to w całym jego ciele – przyznał Wise, który zanotował wtedy asystę. – Myślę, że Franco był niezadowolony, gdy dowiedział się, że nie wyjdzie w pierwszym składzie w tak ważnym meczu. Na boisku spędził w sumie dwadzieścia minut i został wybrany najlepszym piłkarzem spotkania. To cały on.

The Blues poszli za ciosem i zgarnęli też Superpuchar Europy, pokonując 1:0 Real Madryt. W sumie Zola zdobył na Stamford Bridge sześć trofeów – dwa Puchary Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy i Tarczę Dobroczynności. Całkiem nieźle jak na gościa, który do klubu dołączył w wieku trzydziestu lat. – Już wcześniej mogłem o sobie powiedzieć, że mam całkiem niezłą karierę – powiedział Włoch. – Ale to właśnie w Chelsea napisałem jej najpiękniejszy rozdział.

Jeżeli chodzi o aspekty typowo piłkarskie, Zola nie miał większych trudności z przystosowaniem się do brytyjskich realiów. W Serie A rywalizował z najlepszymi obrońcami świata, a także – co pewnie jeszcze ważniejsze – z najlepiej zorganizowanymi w defensywie drużynami na całym Starym Kontynencie. Przeprowadzka do Premier League pozwoliła mu odetchnąć, zwyczajnie ułatwiła mu życie. Włoch wzmocnił ekipę The Blues w listopadzie 1996 roku. Już w grudniu został wybrany ligowcem miesiąca, wkrótce potem nagrodzono go także tytułem Piłkarza Roku. – W Anglii grało się wówczas otwartą piłkę, co początkowo niezwykle mi pomogło. Przyszedłem do Premier League z Włoch, gdzie ścisłe krycie było na porządku dziennym. Gra w Chelsea stanowiła wręcz ulgę – opowiadał Zola. – Początkowo to była moja wielka przewaga. Miałem na boisku mnóstwo wolnej przestrzeni, co zapewniało mi wielkie możliwości. W drużynie też odnalazłem się szybko. Do Londynu sprowadził mnie Ruud Gullit, który wiele lat grał we Włoszech. W Chelsea byli też inni włoscy zawodnicy.

Nieco trudniej było się Zoli przystosować do codziennego życia w angielskiej stolicy z uwagi na barierę językową.

– Nie znałem angielskiego. Moja rodzina też nie. Musieliśmy znaleźć jakiś sposób, by się zadomowić w innym kraju, kompletnie innym środowisku. W olbrzymim mieście. Na szczęście klub się o nas zatroszczył – mówił Franco. – Angielskiego uczyłem się razem z moją rodziną. Przemiła pani nauczycielka przychodziła do nas do domu i urządzała nam grupowe korepetycje.

Dla Zoli transfer do Chelsea był swoistym restartem w karierze. W 1996 roku napastnik zawiódł podczas mistrzostw Europy, podobnie zresztą jak cała reprezentacja Italii. Równolegle osłabła też jego pozycja w naszpikowanej gwiazdami Parmie. Wiele wskazywało na to, że jego prime-time najzwyczajniej w świecie minął, a do Anglii przyjechał po ostatnią grubą wypłatę. – W listopadzie doszły nas słuchy, że do klubu przychodzi koleś z Włoch – wspominał Michael Duberry, wychowanek Chelsea, w rozmowie ze Sky Sports. – Wiedzieliśmy o nim tylko tyle, że kiedyś trenował z Maradoną i od niego nauczył się wykonywania rzutów wolnych. Nie do końca cieszył nas ten transfer, bo John Spencer był w znakomitej formie. „Po co nam ktoś nowy, Spenny gra świetnie” – mówiło się w szatni. A potem odbyliśmy pierwszy trening z Zolą. I nas zamurowało.

Okazało się, że dopiero w Anglii magiczne sztuczki Włocha zaczęły wszystkich wkoło bez reszty oczarowywać. W ojczyźnie Zola był bowiem jednym z kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu doskonałych zawodników. W Premier League grono wybitnych jednostek było znacznie węższe. Dzisiaj działa to zresztą w drugą stronę – za przykład niech posłuży Romelu Lukaku, który robi furorę w Interze Mediolan, choć w Manchesterze United wyraźnie przygasł.

– Kiedy trafiłem do Chelsea, byłem mocno zdeterminowany, by zrobić na wszystkich wrażenie – przyznał Zola.

Udało mu się. – Na treningach często przerabialiśmy sytuacje walki o piłkę jeden na jednego. Chciałem za każdym razem być w parze z Franco. Wiedziałem, że jeśli utrzymam się na nogach i dam radę powstrzymać wszystkie jego sztuczki, obroty i inne manewry, to w weekend nie mam się czego obawiać. Nikt w całej lidze aż tak skutecznie nie utrzymywał się przy piłce – dodał Duberry.

Michael Cox, znawca angielskiego futbolu, zauważył natomiast: – Zola należał do piłkarzy drobnych, nosił rozmiar buta 38, ale jak na swoje warunki fizyczne był silny i potrafił znakomicie grać ciałem. Graeme Le Saux, kolega Włocha z Chelsea, uważa, że obok Kenny’ego Dalglisha Zola to najlepszy napastnik jeśli chodzi o zastawianie piłki przed obrońcami, jakiego kiedykolwiek widział. Lecz bardziej niż ktokolwiek inny w tamtym okresie, Zola rozwijał skrzydła, gdy miał trochę miejsca. (…) Co decydujące, Włoch cieszył się całkowitą swobodą, grając za środkowym napastnikiem. Ustawienie Chelsea zostało tak zmodyfikowane, by wydobyć wszystkie jego walory.

Nieco trudniej przyszło Zoli zaimponowanie nowym kolegom podczas klubowych popijaw.

– Niedługo po tym, jak Franco dołączył do zespołu, przekonał się na własnej skórze, co to znaczy świąteczna impreza w Anglii – wspominał Dennis Wise. – Na początku naszej drużynowej wigilii zapowiedział, że jest raczej niepijący, ale wielki Erland Johnsen nie miał zamiaru tego słuchać. „Chodź tu, karzełku!” – rozkazał, wyraźnie już wstawiony. Po czym złapał Franco za szyję i ścisnął tak, że ten mały biedak nie mógł się ruszyć. Wtedy Erland zamówił dwie podwójne brandy i zmusił Franco do wypicia jednej szklanki. Biedaczyna obrzydzenie miał wypisane na twarzy, ale bał się odmówić. Chyba spodziewał się, że Erland może urwać mu głowę. Jego oczy pytały: „Gdzie ja trafiłem?!”. Ale prędzej czy później wszyscy zagraniczni piłkarze przyzwyczajali się do tej atmosfery i uwielbiali ją. Czuli się na Stamford Bridge jak w domu.

Gianfranco Zola w barwach Chelsea.

Wise, jeden z największych rozrabiaków brytyjskiej piłki w latach dziewięćdziesiątych, także lubił dokuczać Zoli, żerując na pogodnym usposobieniu Włocha, który – jak podkreśla Anglik – nie skrzywdziłby nawet muchy.

– Pamiętam, jak Franco czytał kiedyś książkę po angielsku, żeby poprawić swój język. Zapytałem go, co to za książka. „Szpiegowska, thriller. Wiesz o co chodzi, Wisey. Zagadka do rozwiązania” – odpowiedział. Zadawałem mu potem to samo pytanie za każdym razem, gdy widziałem go z książką w dłoniach. Co to za książka? To dobra książka? Przypomnij mi, o czym ta książka? Franco to wyjątkowo uroczy facet, więc w ogóle nie wyglądał na zniecierpliwionego. „Wisey, niedługo skończę czytać. Mogę ci pożyczyć, skoro taki jesteś zainteresowany. Albo nawet kupię ci egzemplarz”. Biedak nie domyślał się, jaki mam plan – opowiadał Wise. – Któregoś dnia zauważyłem, że zostawił tę książkę na swoim fotelu w autokarze. Wydarłem z niej ostatni rozdział. Niedługo znów zagadałem: „Jak tam, skończyłeś czytać?”. Franco się zmieszał i odparł: „Tak, tak, skończyłem”. Drążyłem więc dalej. „I jak, warto się za to zabierać? Dobre zakończenie?”. Nie mogłem już wytrzymać ze śmiechu, obserwując jego minę. „Zakończenie… Tajemnicze, bardzo tajemnicze” – kręcił. W końcu nie wytrzymałem i opowiedziałem mu wszystko. Obiecałem oddać brakujące kartki, jeśli strzeli gola w kolejnym meczu. Akurat graliśmy z Crystal Palace. Strzelił.

Żart może nie najwyższych lotów, ale przy okazji dość dobrze obrazujący osobowość Zoli. Na boisku – bezlitosny dla rywali, wkręcający ich w ziemię błyskotliwymi dryblingami. Poza nim – potulny jak baranek. – Ten drań Wisey obiecał, że pomoże mi w nauce angielskiego. Efekt jego lekcji był taki, że przez miesiąc zamiast „dziękuję” mówiłem ludziom „ostrożnie”, bo wszystkich zwrotów uczył mnie odwrotnie. A ja nie mogłem zrozumieć, czemu każdy patrzy na mnie jak na wariata, podczas gdy staram się być uprzejmy.

Tak się jakoś złożyło, że Włoch wiele ze swoich znakomitych spotkań w Premier League rozegrał przeciwko Manchesterowi United. Stał się przez to prawdziwym utrapieniem dla sir Alexa Fergusona, który załamywał ręce nad postawą swoich obrońców, regularnie objeżdżanych przez wszędobylskiego, błyskotliwego Zolę. – Był wspaniałym przeciwnikiem. Zawsze wychodził na boisko z odpowiednim, sportowym podejściem. Strzelał nam gole z uśmiechem na twarzy – opowiadał z szacunkiem Szkot. – W jednym ze spotkań zwiódł Gary’ego Pallistera tak bardzo, że musieliśmy mu kupić bilet powrotny, żeby znowu trafił na boisko.

Ryan Giggs wyznał potem, że Zola był jedynym piłkarzem w lidze, któremu Ferguson przydzielał indywidualne krycie.

Chelsea FC 1:1 Manchester United (Premie League 1996/97). Tutaj z boiska wyleciał akurat Irwin, nie Pallister.

W 2003 roku kibice The Blues wybrali Zolę najwybitniejszym zawodnikiem w historii klubu. Być może dzisiaj decyzja fanów byłaby już inna, ale nie jest to takie pewne. Włoch wciąż zajmuje specjalne miejsce w sercach sympatyków Chelsea. Zresztą, Frank Lampard – inny z zawodników, który może aspirować do miana największej postaci w dziejach klubu – wiele się od Zoli nauczył.

– Franco po każdym treningu oddawał jeszcze co najmniej sto strzałów z dystansu. Podczas gdy cała reszta drużyny kierowała się pod prysznic, on ustawiał sobie piłki i zostawał na boisku jeszcze przez jakiś czas, wciąż w stu procentach skupiony – opisał Lampard w swojej autobiografii. – Bum, bum, bum. Uderzał te piłki jak metronom. Nawet on, zawodnik obdarzony naprawdę bajecznymi umiejętnościami, rozumiał, że musi bez przerwy trenować. To bardzo powszechne podejście do futbolu wśród elitarnych piłkarzy i bardzo rzadkie wśród średniaków. Postanowiłem wzorować się w tym aspekcie na Franco.

Podobne wspomnienia zachował cytowany już Michael Duberry. – Ruud Gullit często wysyłał młodych zawodników na boisko przed resztą drużyny, wykonywaliśmy kilka wstępnych ćwiczeń. Było to dla nas trochę jak kara. Frank Lebouef był z tego zwolniony. Wielu innych, doświadczonych piłkarzy także. A my musieliśmy biegać. Wszystko się zmieniło wraz z przyjściem Gianfranco, który dobrowolnie wykonywał dodatkowe ćwiczenia razem z nami. Przestaliśmy je traktować jak karę, ale jako możliwość rozwoju. Takie gesty są niezwykle ważne dla atmosfery w zespole. Jestem już po czterdziestce, a wciąż pamiętam, jak wiele to dla mnie znaczyło.

Wszystko to ładnie-pięknie, lecz najcenniejszego trofeum Zola z Chelsea nie zdobył.

Na przełomie wieków Ken Bates, kontrowersyjny eks-właściciel The Blues, zainwestował naprawdę spore pieniądze, by londyńczycy sięgnęli po upragnione mistrzostwo Anglii. Kilka razy było blisko, ale za każdym razem Chelsea prędzej czy później wymiękała. Nawet w sezonie 1998/99, gdy w klubie zaroiło się od wielkich, choć głównie przygasających gwiazd. Drużynę wzmocnili choćby Marcel Desailly, Brian Laudrup, Albert Ferrer i Pierluigi Casiraghi. Skończyło się trzecią lokatą w tabeli, a długi klubu systematycznie rosły. Po latach Zola wyraził przekonanie, że o niepowodzeniu zadecydowała kontuzja Casiraghiego. Włoski napastnik, wcześniej gwiazda Juventusu i Lazio, zagrał dla Chelsea tylko w paru ligowych spotkaniach. W listopadzie 1998 roku zerwał więzadła, co w zasadzie zakończyło jego piłkarską karierę. – Jestem w stu procentach przekonany, że wygralibyśmy ligę, gdyby Gigi nie złapał kontuzji. Nie mam wątpliwości – stwierdził Zola.

Franco natomiast starzał się pięknie. W swoim ostatnim sezonie dla Chelsea (2002/03) zdobył aż czternaście bramek, z których kilka uzyskało status kultowych. Ale konkurencja w zespole zrobiła się piekielnie mocna, a Włoch zawsze czuł się poirytowany, gdy przychodziło mu obserwować spotkanie z ławki rezerwowych. Z tym nie potrafił się pogodzić. – Kiedyś nie znalazłem się w kadrze meczowej Chelsea, mecz oglądałem z trybun. Powiem szczerze, po pierwszej połowie wyszedłem ze stadionu. Było mi później wstyd – przyznał Franco.

Nieszczególnie układała się też współpraca Zoli z Jimmym Floydem Hasselbainkiem, który trafił do londyńskiego klubu w 2000 roku i wyrósł szybko na czołowego strzelca zespołu. Holender oczekiwał, że cała gra The Blues będzie się kręciła wokół niego. Kiedy tylko Zola sam próbował strzału albo jakiegoś niekonwencjonalnego rozegrania, Hasselbaink natychmiast piorunował go wzorkiem, a niekiedy zgłaszał nawet ustne uwagi pod adresem weterana. – Rzeczywiście, na boisku Jimmy zawsze wyglądał na obrażonego na wszystkich – przyznał włoski zawodnik. – Tak się zachowywał, bywał dokuczliwy. Ale w szatni nikt mu nie pozwalał na tego rodzaju odzywki. Gdyby ich spróbował, zdzieliłbym go w łeb. Na boisku dawał z siebie sto procent, więc tego samego oczekiwał również od partnerów.

Stosunek Hasselbainka do Zoli był raczej nietypowy. Większość zawodników Chelsea podchodziła do Włocha z wielką estymą.

– Podczas moich pierwszych występów bałem się poprosić o piłkę. Czułem, że nie mam prawa przejmować inicjatywy na boisku, kiedy obok mnie występuje tak znakomity zawodnik – przyznał Lampard. – W West Hamie lubiłem sobie żartować, gdy przytrafił mi się błąd techniczny podczas treningu. W Chelsea to nie było mile widziane. Po każdej wpadce doświadczeni gracze spoglądali na ciebie. Bez uśmiechu i bez przesadnej krytyki, ale to był wyraźny sygnał, żeby wziąć się w garść, bo są błędy, których nie wypada popełniać.

Chelsea FC 4:1 Everton FC (Premier League 2002/03). Ostatni ligowy gol Zoli dla The Blues.

Pożegnanie Zoli ze Stamford Bridge nastąpiło 11 maja 2003 roku. Gospodarze zwyciężyli 2:1 z Liverpoolem, a Włoch w jednej z solowych akcji do tego stopnia zakręcił piłką koło nóg Jamiego Carraghera, że ten dwa razy wylądował na tyłku. Akcję oklaskiwali nie tylko fani The Blues, ale i sympatycy Liverpoolu. – Przez kilka minut nie mogłem potem dojść do piłki. Wszyscy chcieli mnie skopać – śmiał się Franco.

Summa summarum, Zola rozegrał w barwach Chelsea 229 ligowych spotkań, zdobywając 59 bramek. Niby nie było więc tych trafień szczególnie wiele, ale Włoch posiadał taki talent do efektownych, spektakularnych goli, że niemalże co drugi z nich przewija się teraz przez różne kompilacje najpiękniejszych momentów w historii Premier League. Najlepszą puentą dla tej historii byłoby oczywiście mistrzostwo Anglii, ale Franco prysnął z Wysp tuż przed tym, jak na Stamford Bridge pojawił się Roman Abramowicz razem ze swoją fortuną i transferową ofensywą, czyniącą z Chelsea klub numer jeden w Anglii.

Pieniądze rosyjskiego oligarchy nie zaimponowały jednak Zoli. On na finiszu swojej bogatej kariery obrał całkiem inny, bardzo poważny cel – przywrócenie Cagliari Calcio do Serie A. Tego samego Cagliari, które przed wieloma laty nie chciało podpisać z nim kontraktu. Trenerzy juniorów twierdzili bowiem, że Zola wielkiej kariery w futbolu nie zrobi, ponieważ jest zbyt niski i wątły.

Cóż – nie jest to prognoza, którą ci szkoleniowcy powinni odnotować tłustym drukiem w swoim CV.

***
Gianfranco na boisku próbuje wszystkiego, ponieważ jest czarodziejem, a czarodziej musi próbować.
Claudio Ranieri
***

Żeby opowiedzieć o piłkarskich początkach Zoli, trzeba rzecz jasna powrócić do Włoch.

Choć właściwie… to nie do końca.

Gianfranco przyszedł na świat 5 lipca 1966 roku w małym miasteczku Oliena, położonym w centralnej części Sardynii. Formalnie wyspa oczywiście jest włoskim terytorium, ale jej mieszkańcy stanowią społeczność naprawdę dalece odmienną od tych z kontynentalnej części kraju. Żeby to udowodnić, można nawet sięgnąć do argumentów czysto genetycznych – naukowcy dowiedli, że rdzenni Sardyńczycy po dziś dzień noszą w sobie pewien substrat genetyczny, który odróżnia ich od reszty Europejczyków. Podobnie wyjątkowi są również Baskowie, Lapończycy oraz Islandczycy. Na czym to polega? Mówiąc w największym skrócie, lwia część genomów, jakie posiadają Sardyńczycy, w ogóle nie występuje już poza tą wyspą. Jak zauważa Urszula Krajewska na blogu Interpretare Italia”, te unikalne genomy stanowią dowód na to, że współcześni mieszkańcy Sardynii to w istocie dalecy potomkowie przedstawicieli starożytnej cywilizacji nuragijskiej, którzy wyspę zamieszkiwali od XVII do II wieku przed naszą erą.

Materialnych pozostałości po Nuragach też jest na Sardynii od groma. Należą do nich przede wszystkim nietypowe, kamienne wieże, wzniesione bez użycia żadnej zaprawy. Konstrukcje te nazywa się dziś (niezbyt wymyślnie) nuragami.

Być może właśnie jakieś magiczne właściwości zaklęte w tych budowlach sprawiają, że Sardynia jest obecnie jednym z tych miejsc na Ziemi, gdzie ludzie żyją najdłużej. Do takiego wniosku doszedł Dan Buettner, który przed piętnastoma laty badał sekret długowieczności na łamach pisma „National Geographic”. Amerykanin wyróżnił na świecie pięć „niebieskich stref”, gdzie staruszkom bardzo długo dopisuje doskonałe zdrowie i świetna kondycja. To Okinawa w Japonii, Península de Nicoya w Kostaryce, grecka wyspa Ikaria, miasto Loma Linda w Kalifornii, no i właśnie Sardynia. Ze szczególnym uwzględnieniem wioseczki o nazwie Seulo. W latach 1996 – 2016 aż dwudziestu jej mieszkańców dożyło co najmniej stu lat.

Sardyńczyków wyróżnia również język, którym się posługują.

– Znając biegle język włoski, nie rozumie się na Sardynii prawie nic – pisze Krajewska. – Większy pożytek w zrozumieniu rodowitych mieszkańców, przyniosłaby znajomość języka hiszpańskiego, bowiem mówi się, że sardyński jest mieszanką hiszpańskiego, dokładniej katalońskiego, a także arabskiego i greckiego. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole, można więc rzec, iż są narodem dwujęzycznym. Konsekwencją jest fakt, iż mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i można się z nimi dogadać mówiąc włoskim wyuczonym z książek, ponieważ takim właśnie językiem się posługują. Nie ma to nic wspólnego z mieszkańcami na przykład Sycylii, którym obce są zasady gramatyki.

Wszystkie te różnice – a jest ich przecież znacznie więcej – powodują, że ludzie z kontynentalnej części Włoch mają często do mieszkańców Sardynii stosunek dość lekceważący, żeby nie powiedzieć: pogardliwy. Tym bardziej że przed wiekami na wyspę wysyłano skazańców, więc Sardyńczyków kojarzy się również stereotypowo jako kryminalistów i prostaków. Co zresztą ma pewne pokrycie w rzeczywistości, ponieważ przestępczość na wyspie swego czasu kwitła niemal tak samo jak w owładniętym przez mafię Neapolu.

Do dziś w niektórych regionach Italii funkcjonuje nawet pogróżka: „Uważaj, bo wyślę cię na Sardynię!”.

Dlatego dla Sardyńczyków tak ważne pozostaje wspomnienie z 1970 roku. Wówczas Cagliari Calcio, największy i najpopularniejszy klub piłkarski na wyspie, sięgnęło po mistrzostwo Włoch. Jedyne w swojej historii. Ten sukces napełnił mieszkańców wyspy poczuciem dumy, jakiego chyba nigdy wcześniej nie zaznali. – Mogłem zdobyć tryplet w Turynie, ale Sardynia uczyniła mnie mężczyzną. To był mój ląd. Widziałem twarze emigrantów z Niemiec, Belgii, Szwajcarii, górników i lekarzy. Zrobiliśmy to dla tych, którzy byli nazywani bandytami i pastuchami. Ich radość była nasza – opowiadał największy gwiazdor tamtej ekipy, Gigi Riva. Jeden z najwybitniejszych piłkarzy świata na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, który spędził w barwach Cagliari prawie całą karierę.

Mały Franco Zola miał się zatem kim inspirować. – Po mistrzostwie Sardynia stała się częścią Włoch. Wyspa potrzebowała sukcesu i otrzymała go na boisku, pokonując mocarzy z Mediolanu i Turynu. Scudetto uwolniło Sardyńczyków od kompleksów niższości, pozwoliło im przeżyć coś radosnego – pisał historyk, Gianni Brera.

Kariera piłkarska Zoli rozwijała się jednak nad wyraz mozolnie. Chłopiec pierwsze kroki stawiał w małym klubiku, należącym do jego ojca. Wyróżniał się na tle rówieśników talentem, smykałką do technicznej gry. Był wyjątkowo błyskotliwym dryblerem. Jednak wszystko wskazywało na to, że niski wzrost prędzej czy później przekreśli jego futbolowe ambicje. Jeszcze w wieku szesnastu lat Zola mierzył niewiele ponad 150 centymetrów wzrostu. Na pierwszy rzut oka wyglądał raczej na maskotkę drużyny, a nie na nastoletniego piłkarza. Powiedzieć, że był zawodnikiem filigranowym, to nic nie powiedzieć. Dlatego w sezonie 1988/89 Franco wciąż reprezentował barwy lokalnego Torres Calcio, z którym awansował z czwartej do trzeciej ligi włoskiej.

No a umówmy się – jeżeli 23-letni zawodnik występuje w trzecioligowej ekipie, zwykle jest to dość dobitny sygnał, że pociąg pędzący w stronę wielkiej piłki już mu uciekł. Tym bardziej że Zola zmagał się też z kontuzjami – doskwierała mu między innymi pubalgia sportowa.

Przed popadnięciem w zupełny marazm ofensywnego pomocnika uratował niespodziewanie Luciano Moggi.

Późniejszy twórca potęgi Juventusu i główny bohater afery Calciopoli w latach osiemdziesiątych pracował na stanowisku dyrektora sportowego w Napoli. To on odpowiadał zresztą za ściągnięcie Diego Maradony do Neapolu, co uczyniło z klubu spod Wezuwiusza najsilniejszy zespół w Italii i jeden z najmocniejszych w Europie. Moggi, który niższe ligi monitorował albo osobiście, albo oczami swoich zaufanych współpracowników, był absolutnie przekonany, że Zola to talent niemal tego samego kalibru co Boski Diego. Napoli zapłaciło za trzecioligowego zawodnika około dwóch milionów lirów. Moggi do dziś uważa, że to jedna z najlepszych transakcji w całej jego karierze działacza, a trzeba pamiętać, że ten facet dopiął w swoim barwnym życiu kilka naprawdę potężnych transferów.

– Wreszcie w zespole jest ktoś niższy ode mnie! – ucieszył się Maradona na widok nowego kolegi z zespołu. Franco ostatecznie urósł na 168 centymetrów, choć niewykluczone, że są to dane nieco zawyżone, by dodać mu respektu w oczach przeciwników.

Gianfranco Zola w barwach Napoli.

Do Napoli przed sezonem 1989/90 trafiło jednocześnie dwóch piłkarzy, Gianfranco Zola oraz Massimo Mauro. Przed startem oficjalnej prezentacji nowych nabytków prezydent klubu, Corrado Ferlaino, dokładnie się obu zawodnikom przyjrzał. Dość nieprzychylnym wzrokiem mierząc niewysokiego i wyraźnie zahukanego Zolę.

W końcu odwrócił się do Moggiego i rzekł surowo: – Tego małego zaprezentujesz sam. Ja stanę obok Mauro.

Cóż – nie wszyscy w klubie podzielali wiarę Moggiego w potencjał Zoli.

Franco początkowo też sobie nie pomagał. Atmosfera wielkiego klubu wyraźnie go przytłoczyła, a perspektywa występów u boku Maradony wręcz go paraliżowała. – Diego był moim idolem. Był dla mnie wzorem. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, bez ustanku powtarzałem sobie w głowie: „Tylko nie palnij nic głupiego. Tylko nie palnij nic głupiego”. Skończyło się na tym, że w ogóle się nie odezwałem, po prostu stałem jak słup soli. I rzecz jasna wyszedłem przez to na durnia – opowiadał Włoch. – Lista moich wzorów jest właściwie krótka. Kiedy byłem dzieckiem, inspirował mnie Platini. A potem pojawił się Maradona. Jak grom z jasnego nieba. Myślę, że w futbolu nie doczekamy się już takiej postaci, był jedyny w swoim rodzaju.

Właściwie to niewiele brakowało, a do spotkania Maradony z Zolą w Neapolu… w ogóle by nie doszło. Ferlaino przed startem sezonu 1989/90 obiecał bowiem Argentyńczykowi transfer do Olympique’u Marsylia, gdzie przepotężną ekipę montował Bernard Tapie. Diego miał być perłą w marsylskiej koronie, występując obok takich brylancików jak Jean Tigana, Didier Deschamps i Jean-Pierre Papin, do których w kolejnych latach dołączały kolejne wielkie gwiazdy światowego futbolu. Puentą tego hucznego projektu stał się rzecz jasna olbrzymi skandal korupcyjny, ale co się wcześniej Marsylia nachapała trofeów, to jej.

Z Maradoną zapewne byłoby ich jeszcze więcej.

Transfer w imieniu Olympique’u dopinał Michel Hidalgo, dyrektor sportowy francuskiego klubu. – Udałem się do Neapolu prywatnym samolotem, żeby zachować pełną dyskrecję – opowiadał. – Przybyłem do willi Maradony akurat w dniu chrzcin jego córki. Przesiedziałem w zamknięciu cały dzień, razem z moim prawnikiem. Maradona przychodził do nas co piętnaście minut i pytał, czy wszystko jest w porządku. Porozmawialiśmy dopiero wieczorem. Kiedy opuszczałem Neapol, żegnałem piłkarza zadecydowanego na transfer.

Sęk w tym, że Ferlaino pod presją opinii publicznej (i z Bóg wie jakich jeszcze pobudek) wycofał się ze swojej obietnicy, choć zostały już nawet podpisane pewne dokumenty. Ostatecznie do Marsylii trafił więc Chris Waddle, a sfrustrowany Maradona zrobił na złość prezesowi Napoli i z premedytacją spóźnił się na przedsezonowy obóz przygotowawczy. Kiedy wreszcie wrócił do klubu, był w tragicznej formie fizycznej. Przemęczony, pucołowaty i jeszcze bardziej krnąbrny niż dotychczas. – Po występie na Copa America postanowiłem zrobić sobie dłuższe wakacje. Nie miałem takich od lat – opowiadał niefrasobliwie Argentyńczyk. – Pojechałem na ryby, na narty. Napoli brzydko ze mną pograło, więc odpowiedziałem pięknym za nadobne.

Można się było spodziewać, że Maradona po starcie sezonu nie zmieni swojego podejścia do treningów, więc przed Napoli rysowała się perspektywa niełatwych miesięcy. Tymczasem Gli Azzurri w 1990 roku sięgnęli po drugie scudetto w swojej historii. Diego zaś nie tylko samego siebie doprowadził do porządku, ale i zabrał się intensywnie za szkolenie następcy.

– Zachował się wobec mnie fantastycznie. Nigdy nie zapomnę, jak bardzo mi wtedy pomógł – opowiadał Zola, który w sezonie 1989/90 rozegrał osiemnaście meczów w Serie A i zdobył dwa gole. Cegiełkę do mistrzostwa dołożył i to całkiem sporą. – Maradona był wtedy najlepszym piłkarzem na świecie. Sama możliwość obserwowanie go z bliska wiele mi dawała, ale on poświęcał mi znacznie więcej uwagi. Zostawał ze mną nawet po treningach, uczył mnie podkręcania piłki w swoim stylu, trenowaliśmy razem wykonywanie stałych fragmentów gry. Nie znosił przegrywać, więc nie powiem kto był lepszy w konkursach rzutów karnych, które wykonywaliśmy słabszą nogą. (…) Pierwszego gola w Serie A zdobyłem przeciwko Atalancie Bergamo. Do tego momentu nic mi się nie udawało. Miałem trudności, by prosto kopnąć piłkę. Wreszcie zdecydowałem się strzał w stylu Maradony. W pierwszej chwili myślałem, że piłka leci prosto w narożną chorągiewkę. Ale na szczęście odpowiednio skręciła i wpadła do siatki. 60 tysięcy kibiców wokół mnie oszalało.

SSC Napoli 3:1 Atalanta BC (Serie A 1989/90).

– Pamiętam też mecz z Pisą w Pucharze Włoch – wspominał z rozrzewnieniem Zola. – Przed spotkaniem Diego zadecydował, że to ja zagram z numerem dziesięć na plecach, a on założy koszulkę z dziewiątką. Trudno sobie wyobrazić piękniejszy gest. Byłem w szoku. (…) W Maradonie uwielbiałem też jego prostolinijność. Wobec nas zachowywał się po prostu jak kumpel z szatni. Nie gwiazdorzył. Żałuję dziś, że nie mogłem mu bardziej pomóc. W Neapolu nie miał normalnego życia. Kiedy tylko wyszedł na ulice, każdy chciał go dotknąć. Poza tym, otoczyli go dość niebezpieczni ludzie. Spotykaliśmy się w efekcie tylko na treningach. Zaraz po zajęciach wsiadał do samochodu i odjeżdżał do domu. Nikt nie mógł się do niego wtedy zbliżać.

W 1991 roku czas Maradony w Napoli definitywnie dobiegł końca. Wykryto w jego krwi kokainę, co poskutkowało przeszło rocznym zawieszeniem. – Ten wyrok jest zbyt surowy. To jak zawieszenie całej piłki nożnej na piętnaście miesięcy – komentował zrozpaczony Zola. Zapewniając, że nic nie wiedział o problemach narkotykowych swojego idola.

Prawdopodobnie kłamał, bo trudno uwierzyć w tak wielką naiwność. Ale trzeba dodać, że o ile Zola wiele nauczył się od Maradony na boisku, tak poza nim wiódł znacznie spokojniejsze i bardziej poukładane życie. Nigdy nie był typem hulaki. Nie wkroczył na – nomen omen – ścieżkę posypaną udeptaną przez Argentyńczyka. – Napoli nie musi szukać mojego następcy. Już go ma – zapewnił Diego, zanim w niesławie czmychnął z Italii. W 1991 roku takie stwierdzenie nie było zresztą szczególnie odkrywcze, bo wówczas Franco było już dość powszechnie nazywany „MaraZola”. Naprawdę skutecznie kopiował sztuczki swojego mistrza.

Jako samodzielny lider zespołu Sardyńczyk spisał się jednak tylko nieźle – w Napoli występował do końca sezonu 1992/93. Czasem jako wysunięty, czasem cofnięty napastnik. Strzelał regularnie, asystował często, lecz klub nie powrócił już na ligowe podium i, co gorsza, popadł także w problemy finansowe. Dlatego w 1993 roku działacze Azzurrich postanowili sprzedać swoją gwiazdę do Parmy.

Parmy bogatej, Parmy naszpikowanej gwiazdami. Parmy celującej w scudetto. Skoczyło się jednak tylko na Pucharze UEFA i Superpucharze Europy. Zola, choć skuteczny i błyskotliwy, okazał się niewystarczająco mocnym graczem, by poprowadzić zespół do ligowego triumfu.

Mało tego – jego sława w kraju miała swoje dobre i złe strony. W latach dziewięćdziesiątych przez Italię przetoczyła się upiorna plaga porwań dla okupu. Szajki przestępców notorycznie zastawiały wnyki na rozmaitych celebrytów, żeby potem wyłudzić grube pieniądze za wypuszczenie swoich ofiar w nienaruszonym stanie. Zola też znalazł się na celowniku gangsterów. – Obserwowaliśmy Zolę miesiącami – opowiedział Fabrizio Maiello, niedoszły porywacz, a w młodości… piłkarz. – Pomysł był taki, żeby dwoma autami otoczyć i zatrzymać jego samochód, a potem wyciągnąć go z wozu, spętać i spakować go bagażnika. W końcu zdecydowaliśmy się na akcję. Zjechaliśmy za nim na stację benzynową, gdzie zwykle tankował i ruszał w dalszą drogę. Problem w tym, że wtedy Zola niespodziewanie do nas podszedł i zapytał, czy chcemy jego autograf. Uśmiechał się od ucha do ucha. Palnąłem, że od zawsze jestem jego wielkim fanem.

– Kiedy składał podpis, zwrócił uwagę na tatuaż na moim ramieniu. Charakterystyczna, pięcioramienna gwiazda, którą noszą byli więźniowie. Chyba się przestraszył, bo natychmiast odszedł i odjechał. Moi koledzy mówili: „Teraz, to nasza chwila. Jedźmy za nim!”. Ale ja nie mogłem się ruszyć. Myślałem: „Boże, co ja właściwie wyprawiam?” – dodał Maiello.

Wychodzi na to, że czasem szerokim uśmiechem łatwiej udobruchać porywacza niż trenera, który nie uwzględnia cię w swoich planach.

W sezonie 1996/97 władzę w ekipie Gialloblu przejął Carlo Ancelotti, który w swoim systemie gry nie znalazł miejsca dla zawodnika o charakterystyce Franco. Dużo bardziej odpowiadali mu bardziej klasyczni snajperzy, tacy jak Enrico Chiesa i Hernan Crespo. Włoch musiał zatem poszukać sobie nowego klubu, bo nie zamierzał przyzwyczaić się do roli lewego pomocnika, a tylko tyle mógł mu zaoferować Carletto, straszliwie przywiązany do swoich taktycznych koncepcji. – Byłem wtedy początkującym trenerem. Wolałem trzymać się systemu gry, który dobrze znałem. Dlatego zmusiłem Zolę do tak trudnej decyzji, jaką było zażądanie transferu. Gdybym dostosował do niego naszą taktykę, z pewnością by do tego nie doszło – tłumaczył Ancelotti.

Koniec końców kariera Zoli na konflikcie z trenerem Parmy raczej zyskała niż straciła. Jednak w listopadzie 1996 roku, co tu kryć, wydawało się, że Franco do Wielkiej Brytanii trafia jak banita.

Miał trzydzieści lat na karku. Zamienił czołową drużynę z najlepszej ligi Starego Kontynentu na jedenasty zespół Premier League, która, jeśli wierzyć współczynnikom UEFA, nie była w tamtym czasie nawet w TOP5 najlepszych lig w Europie. Mówiąc krótko: Włoch zaliczył ostry zjazd. – Miałem problemy w Parmie. Wpadłem w dołek formy, potrzebowałem zmian. Pojawiła się oferta z Anglii, więc zaakceptowałem ją bez zastanowienia. Tym bardziej że zawsze chciałem spróbować swoich sił poza ligą włoską. Cieszyłem się na nowe wyzwanie – opowiadał Zola w rozmowie z FourFourTwo. – Na szczęście w Chelsea spotkałem Roberto Di Matteo i Gianlucę Viallego, którzy pomogli mi się zaaklimatyzować w nowym mieście. Najgorzej było z jedzeniem, bo Parma to raj dla łasuchów, podaje się tam najpyszniejsze dania na świecie. Ale do wszystkiego z czasem przywykłem. Kiedy opuszczałem Anglię, czułem się, jak gdybym pozostawiał za sobą dom.

***
Ten mały Gianfranco Zola… ależ on mnie drażnił. Był jednym z tych zawodników, którzy pozostają nieustannie w doskonałym nastroju, niezależnie od tego, z kim przychodzi im zagrać. Zawsze miał uśmiech na twarzy. Denerwowało mnie to. Jak on mógł czerpać taką frajdę z gry przeciwko United? Nikt normalny się tak nie zachowywał.
sir Alex Ferguson
***

Jak przystało na długowiecznego Sardyńczyka, Zola z odwieszeniem butów na kołku zwlekał i zwlekał. Jako się rzekło, latem 2003 roku Włoch opuścił Chelsea i spełnił jedno ze swoich wielkich marzeń – podpisał kontrakt z Cagliari. Czyli z klubem, który dwie dekady wcześniej postawił na nim krzyżyk z uwagi na niezbyt imponujące warunki fizyczne. Powracający w rodzinne strony Franco miał już wprawdzie 37 lat na karku, ale wciąż czuł się na siłach, by robić różnicę na zapleczu włoskiej ekstraklasy, gdzie występowali wówczas Rossoblu.

Chciał pomóc drużynie w powrocie na najwyższy poziom rozgrywek.

Ku rozpaczy Romana Abramowicza.

Rosyjski miliarder przejął Chelsea tuż po tym, jak Zola dogadał się z Cagliari. Nowy właściciel The Blues naturalnie nie mógł przecierpieć, że ulubieniec kibiców i żywa legenda londyńskiego klubu odchodzi akurat w takim momencie. Nie udało mu się jednak przekonać piłkarza, by ten zerwał ustną umowę z Rossoblu i ostatni rozdział swojej kariery napisał na Stamford Bridge. Zdesperowany Abramowicz postanowił zatem… wykupić Zolę z powrotem do Chelsea. Oferta wpłynęła dobę po tym, jak Włoch oficjalnie związał się z Cagliari. Abramowicz zaoferował zawodnikowi tłuściutką umowę, opiewającą na trzy miliony funtów rocznie. Ekipa z Sardynii miałaby zarobić na tym absurdalnym transferze dodatkowy milion. – Naprawdę widziałem kontrakt zaproponowany Zoli na własne oczy. Potem Abramowicz kontaktował się ze mną osobiście! – zarzekał się prezydent Cagliari, Massimo Cellino. – Od razu dopowiedziałem: „nie”.

Zola doceniał starania Abramowicza, lecz on również twardo omówił Rosjaninowi. – Moja reputacja na Sardynii zawisła na włosku. Mieszkańcy wyspy wiele sobie obiecywali po moim transferze do Cagliari. Nie mogłem ich rozczarować – stwierdził Franco.

Pozwolił sobie również na ostrzeżenie pod adresem oligarchy. – Mam wątpliwości, czy wielkie pieniądze w futbolu zawsze przynoszą pozytywny efekt. Pamiętam transferowe szaleństwo wielu włoskich klubów, które doprowadziło je donikąd. Dzisiaj Chelsea nie potrzebuje wielu zawodników, w klubie pracuje też obecnie dobry trener. Najważniejsza w piłce jest stabilizacja – dowodził Włoch. – Nawet jeżeli pan Abramowicz nie ma za sobą piłkarskiej przeszłości, to wciąż może otoczyć się ludźmi, którzy rozumieją futbol. I wiedzą, że liczy się w nim coś więcej niż pieniądze. Najważniejszy jest szacunek kibiców i społeczna rola klubu.

Być może te słowa nieco ocuciły Abramowicza, który ponoć planował nawet w przypływie fantazji wykupić całe Cagliari, byle tylko móc swobodnie przesunąć Zolę z powrotem do Chelsea. Choć to może być wyłącznie miejska legenda, rozpuszczona przez brytyjskie brukowce.

Tak czy owak – Gianfranco karierę zakończył na Sardynii, nie w Londynie.

Najpierw wprowadził Cagliari z powrotem do ekstraklasy, strzelając aż trzynaście bramek w Serie B, a potem pomógł klubowi w utrzymaniu się w elicie. Na najwyższym poziomie rozgrywek zdobył aż dziewięć goli. W pamięci kibiców szczególnie mocno zapisało się z pewnością jego pożegnanie z boiskiem. W ostatniej kolejce sezonu 2004/05 Włoch pojawił się na murawie w 56. minucie spotkania z Juventusem, przy prowadzeniu „Starej Damy” aż 3:0. Zdołał jednak zmniejszyć rozmiary porażki, aplikując mistrzom Włoch dwie bramki.

Juventus FC 4:2 Cagliari Calcio (Serie A 2004/05).

W pierwszym starciu z Juventusem zbliżający się do czterdziestki zawodnik także ukąsił. Wpakował piłkę do siatki… głową.

Cagliari Calcio 1:1 Juventus FC (Serie A 2004/05).

Karierę klubową Zola spuentował zatem całkiem przyjemnym akcentem. Mniej sympatycznie zakończyła się natomiast jego przygoda w barwach Squadra Azzurra. Dla reprezentacji Włoch napastnik zagrał 35 razy, zdobywając dziesięć bramek. W sumie nie jest to jakiś katastrofalny bilans, ale jeśli spojrzymy na wielkie imprezy, to dorobek Franco wypada naprawdę słabo.

Wyjazd na mistrzostwa świata do Stanów Zjednoczonych?

Niby zaliczony, ale skończyło się na czerwonej kartce w jedynym występie. Zresztą – kartce kompletnie z czapy, bo Zola nie zasłużył w tamtej sytuacji nawet na żółty kartonik. Gdy arbiter wyciągnął z kieszeni kartkę koloru czerwonego, zdruzgotany Włoch upadł na kolana i zalał się łzami. Przeciwnikowi nie wybaczył. – Po meczu zostałem wyznaczony do kontroli antydopingowej. Wszyscy zawodnicy Nigerii przepraszali mnie za teatrzyk, jaki urządził ich kolega. Ale on sam do mnie nie podszedł, nigdy mnie nie przeprosił.

Euro 1996?

Włosi nie wychodzą z grupy, Zola marnuje rzut karny w decydującym spotkaniu. Zostaje antybohaterem.

Mundial we Francji?

Cesare Maldini w ogóle pomija gwiazdora Chelsea, po prostu nie zabiera go na turniej, choć w eliminacjach do mistrzostw Zola grał regularnie i zdobył nawet zwycięskiego gola w starciu z Anglią na Wembley. Ten cios sprowokował Włocha do ogłoszenia końca kariery w reprezentacji. – Nie mam żalu do selekcjonera, bo konkurencja na mojej pozycji była olbrzymia – zapewniał zgodnie z prawdą Franco. – Trener wybrał Roberto Baggio i Alessandro Del Piero. To zrozumiała decyzja.

***

Dzisiaj Gianfranco Zola jest trenerem. Ściślej mówiąc – bezrobotnym trenerem.

W sezonie 2018/19 Włoch zaliczył sentymentalny powrót na Stamford Bridge, gdzie był asystentem swojego rodaka, Maurizio Sarriego. Wcześniej pracował w Birmingham City, Watfordzie, West Hamie, Cagliari i w katarskim Al-Arabi. Przez jakiś czas prowadził również reprezentację Włoch do lat szesnastu. Szans na wykazanie się dostał zatem sporo, co zresztą dowodzi, jak wielkim respektem Włoch cieszy się na Wyspach i na Sardynii. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że był znacznie, ale to znacznie lepszym piłkarzem niż jest trenerem. – Szczerze mówiąc, nigdy sobie nie wyobrażałem Franco w roli managera – mówił otwarcie Ruud Gullit jeszcze w 2008 roku, gdy Zola dostał swoją pierwszą robotę w West Hamie. – Myślę, że kiedy otrzymał ofertę poprowadzenia klubu, to po prostu nie potrafił się powstrzymać i nie zaryzykować. Ale trudne zadanie przed nim. Ma wielkie doświadczenie piłkarskie, lecz musi się nauczyć zarządzania zespołem. Tu nawet nie chodzi o zawodników, którzy grają co tydzień. Najważniejsi są często ci, którzy nie łapią się do jedenastki.

Zola przejął ekipę „Młotów” z rąk Alana Curbishleya we wrześniu 2008 roku. Pierwszy sezon udał mu się nieźle – londyńczycy zajęli przyzwoite, dziewiąte miejsce w tabeli Premier League. W kolejnych rozgrywkach otarli się już o spadek, kończąc na siedemnastej lokacie.

Dowodzony przez Zolę Watford przegrał szansę na powrót do ekstraklasy w finale play-offów. W maju 2013 roku lepsza od „Szerszeni” okazała się ekipa Crystal Palace, która zwyciężyła na Wembley 1:0 po golu strzelonym w dogrywce. Jeszcze gorzej było w Birmingham. Włoch przejął klub w grudniu 2016 roku, ale nie dotrwał na stanowisku szkoleniowca do końca rozgrywek. Drużyna przegrywała mecz za meczem, co skłoniło Zolę do rezygnacji. – Dziś zwalniam samego siebie. Rezygnuję. Jest mi przykro, bo przybyłem do Birmingham w wielkimi oczekiwaniami. Biorę pełną odpowiedzialność za fatalne rezultaty. Klub zasługuje na lepszego trenera. Nie umiem pomóc zawodnikom, więc po co miałbym tu dalej pracować? Wolę zrobić miejsce komuś, kto uratuje drużynę – mówił zrozpaczony Gianfranco.

Później szefowie Birmingham oskarżali Zolę o prowadzenie fatalnej polityki transferowej, która wpędziła klub w długi.

Sardyńczyk wciąż ma jednak trenerskie ambicje, nie chce odpuścić. Przed startem sezonu 2019/20 Roman Abramowicz zaproponował mu rolę ambasadora klubu. Zola kolejny raz grzecznie odmówił Rosjaninowi. Franco nie żyje zresztą wyłącznie z futbolu. Wzorem swojego ojca został także… lodziarzem. Włoch – wielki miłośnik słodkości – prowadzi sieć lodziarni we Włoszech i w Anglii.

– Kiedy byłem u szczytu kariery, dostawałem różne oferty na poprowadzenie restauracji i innych biznesów w Londynie. Zawsze odmawiałem, bo nie byłem zainteresowany w zajmowaniu się czymś, do czego nie czuję żadnej pasji. A tak się składa, że lody są moją wielką miłością – opowiadał Zola, promując swoją markę. – Jestem wielkim fanem lodów śmietankowych. Moje ulubione smaki to od zawsze fior di latte i czekolada.

Czy jego trenerska kariera powróci jeszcze na właściwe tory? Próżno spekulować. Choćby jednak Zola spuścił w przyszłości pięć klubów z Premier League, statusu legendy mu to w Anglii nie odbierze. Włoch dla Chelsea był tym, kim Eric Cantona dla Manchesteru United i Dennis Bergkamp dla Arsenalu. Wszyscy trzej zachwycali, odmienili oblicze swoich klubów i całej ligi zarazem. – Fakt, że United, Arsenal i Chelsea to najbardziej utytułowane zespoły w erze Premier League, można częściowo wytłumaczyć przybyciem tych trzech doskonałych cofniętych napastników – uważa Michael Cox. – Po zawieszeniu butów na kołku Zola zauważył, że w przeszłości angielskie zespoły ustawiano przede wszystkim z dwoma silnymi napastnikami, dwoma pomocnikami zabezpieczającymi tyły i dwoma skrzydłowymi. Nigdy nie atakowano się przez środek. Po prostu zagrywało się piłkę wzdłuż linii i wrzucało na wysokiego gracza. Myślę, że właśnie Zola – podobnie jak Cantona i Bergkamp – pomógł zmienić ten stan rzeczy.

Cóż – nic dodać, nic ująć.

Opowieść o Zoli nie byłaby jednak pełna bez choćby wzmianki o TYM golu, jakiego Włoch zdobył w starciu z Norwich.

Chelsea FC 4:0 Norwich City (Puchar Anglii 2001/02).

– Nie bardzo zrozumiałem, co się właściwie stało. Jako bramkarz, masz przy rzucie rożnym ułamek sekundy na reakcję, więc nie spuszczasz oka z piłki. W ogóle nie widziałem Gianfranco, dopóki on nie pojawił się nagle w powietrzu, robiąc… cokolwiek właściwie wtedy zrobił – wspominał na łamach The Athletic golkiper zaskoczony przez Zolę, Robert Green. – To był jedyny przypadek jaki pamiętam, kiedy w meczu padł tak cudowny gol, że cały stadion spojrzał w stronę telebimu, żeby obejrzeć powtórkę. Nie wyłączając z tego nas, zawodników Norwich.

I na tym właśnie polega boiskowa magia.

MICHAŁ KOŁKOWSKI


***
INNE WSPOMINKOWE TEKSTY AUTORA

fot. NewsPix.pl

Ekstraklasa
20.01.2022

„W Czechach pisali o mnie: Michal Doleżal. Nie wiedziałem, o co chodzi!”

Zagłębie Lubin zdecydowało, że ich celem transferowym na zimę będzie sprowadzenie napastnika. I tak na Dolny Śląsk trafił Martin Doleżal, jeden z najlepszych strzelców w historii czeskiej ekstraklasy. 31-latek opowiada nam o swoim pierwszym zagranicznym wyjeździe, o reprezentacji kraju, FK Jablonec czy o myleniu go z Michalem Doleżalem, trenerem polskiej kadry skoczków. Jak to jest, […]
20.01.2022
Brama dnia
20.01.2022

Jermain Defoe kontra Dejan Stanković | BRAMA DNIA

Zapraszamy na kolejną odsłonę „Bramy dnia”. Dzisiaj cofniemy się do 2002 roku i odwiedzimy angielskie oraz włoskie boiska. JERMAIN DEFOE VS CHELSEA (20.01.2002) Dokładnie dwadzieścia lat temu Chelsea zmiażdżyła 5:1 West Ham w derbach Londynu. Gola na otarcie łez dla „Młotów” zdobył Jermain Defoe i trzeba angielskiemu snajperowi oddać, że efektownie zabawił się z defensorem […]
20.01.2022
Inne sporty
20.01.2022

Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Pozostali Polacy odpadli

Hubert Hurkacz sprawił wczoraj – nam i sobie – niemiłą niespodziankę, ale Iga Świątek nie poszła w jego ślady. Jedno trzeba Polce przyznać – od momentu, gdy wygrała French Open w 2020 roku, trzyma solidny poziom w turniejach wielkoszlemowych. Dzisiaj nie dała szans Rebecce Peterson (6:2, 6:2) i awansowała do 3. rundy Australian Open. Inna […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Bartoszek: – Zmiana stylu gry Wisły Płock jest diametralna

Trener Wisły Płock Maciej Bartoszek zdradził ile tak naprawdę razy w tym sezonie czuł, że może zostać zwolniony. Porozmawialiśmy też o postawie większości jego zawodników jesienią. Szkoleniowiec wyjawił również, kto może odejść z klubu. Wyjaśni się także kilka innych kwestii. Czy klub prowadzi rozmowy z Jakubem Rzeźniczakiem na temat nowej umowy? Czy 16-letni Tomasz Walczak […]
20.01.2022
Prasówka
20.01.2022

PRASA. Teraz to Szewczenko jest faworytem Kuleszy

Przedłużający się wybór nowego selekcjonera to główny temat czwartkowej prasy.  PRZEGLĄD SPORTOWY Adam Nawałka odesłany na ławkę rezerwowych. Prezes PZPN walczy o gwiazdę ukraińskiej piłki. We wtorek, z każdą kolejną godziną stawało się coraz bardziej pewne, że 19 stycznia nie przyniesie rozwiązania zagadki, na którą odpowiedź kibice chcą poznać od 29 grudnia. Kiedy Paulo Sousa […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Kluczowy wybór dla reprezentacyjnej kariery Lewandowskiego

Robert Lewandowski rozgaszcza i rozpycha się w złotym wieku swojej kariery. Nigdy nie był bliższy perfekcji, nigdy nie leciał bliżej słońca. Od dwóch lat próżno szukać lepszego od niego. W wielkim futbolu zaznał już wszystkiego, widział już wszystko, ale wciąż na horyzoncie majaczą się nowe cele do zrealizowania, nęcące rekordy do pobicia, trofea do odebrania. […]
20.01.2022
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
10.01.2022

Siła Early Payout – właśnie dlatego warto grać w Fuksiarzu

Za nami bardzo fajny weekend w europejskiej piłce. Tak fajny, że nawet tęsknota za ekstraklasową kopaninką aż tak mocno nam nie doskwierała. A już szczególnie udane były to dni dla wielu graczy, którzy korzystają z oferty naszych kumpli z Fuksiarza. Z jednej strony przeżyli sportowe emocje, a z drugiej dzięki promocji Early Payout zazieleniły im […]
10.01.2022
Weszło
01.01.2022

Emocje Premier League z ograniczonym ryzykiem. Wystrzałowa promocja Fuksiarza!

W ostatnich dniach żyjemy serialem, w którym główną rolę odgrywa Paulo Sousa, ale czasami odrywamy się od niego po to, by zobaczyć trochę prawdziwej piłki. W obecnym okresie tradycyjnie zapewniają ją drużyny Premier League, a Fuksiarz postanowił jeszcze mocniej podkręcić temperaturę, która towarzyszy poczynaniom graczy na angielskich boiskach. Nasi kumple przygotowali wyjątkową promocję, dzięki której […]
01.01.2022
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
08.12.2021

Dublet Lewandowskiego i wygrana Atalanty? Prawie pięć stów ze 100 złotych

Dziś poznamy ostatnie rozstrzygnięcia w fazie grupowej Champions League. W niektórych grupach wiele rzeczy jest już jasnych, ale w niektórych los poszczególnych drużyn zostanie przyklepany dopiero wieczorem. A takie mecze to nie tylko okazja, by trochę się rozerwać, obserwując piłkarskie zmagania, ale też szansa, by coś zarobić. Dziś mamy dla was propozycję, dzięki której w […]
08.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
07.12.2021

Liga Mistrzów w Fuksiarzu. Czy ze 100 zrobimy blisko 500?

Ostatnie łowy były naprawdę udane. Sugerowany przez nas kupon był w pełni trafiony i jeśli ktoś nas posłuchał, to pomnożył stówę i zgarnął 356 złotych. Wtedy wszedł nam Raków, Legia i Liverpool, które wygenerowały łączny kurs 4,05. Dziś – jak się przekonacie – idziemy o krok dalej. Wchodzimy bowiem w ostatnią kolejkę Ligi Mistrzów, a […]
07.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
03.12.2021

Sprawdźmy, postawmy: Lens powalczy z PSG, Haaland zmierzy się z „Lewym”

Jak co piątek zapraszamy was na kolejny odcinek cyklu „Sprawdźmy, postawmy”. Przejrzeliśmy weekendową ofertę naszych kumpli z Fuksiarza i zmontowaliśmy z myślą o was przykładowy kupon. Jest kilka obiecujących okazji. Tradycyjnie unikamy typowania na nos – szukamy raczej pewnych tendencji, serii, prawidłowości i właśnie w nich upatrujemy szans na zarobek. RC LENS – PARIS SAINT-GERMAIN: […]
03.12.2021
Fuksiarz Zakłady bukmacherskie
01.12.2021

Postaw stówkę na Raków, Legię i Liverpool i zgarnij ponad 350 złotych

Mecze w środku tygodnia – zwyczajowo, Liga Mistrzów. Dzisiaj jest jednak inaczej. Dzisiaj gra kilka europejskich lig, dzisiaj mamy Puchar Polski. A to zawsze jest dobra okazja do tego, by ograć bukmachera. My postaramy się wam w tym pomóc – przygotowaliśmy trzy zdarzenia, które wyglądają naprawdę sensownie. Skupiamy się na naszym polskim poletku – Fuksiarz […]
01.12.2021
Weszło Extra
15.01.2022

Jak Janusz Waluś został bohaterem stadionów?

Janusz Waluś ostatnie 29 lat spędził w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze w południowoafrykańskiej Pretorii, do którego trafił za zamordowanie Chrisa Haniego. Dobiega siedemdziesiątki. Większość czasu spędza w celi. Czyta książki. Słucha radia. Trenuje karate. Waży coraz mniej. Niknie w oczach. Liczy, że w lutym zostanie warunkowo zwolniony, opuści więzienie i wróci do Polski, gdzie […]
15.01.2022
Weszło Extra
14.01.2022

Basałaj: – Mam prawo być mądralą

Czy był cenzorem i propagandzistą? Dlaczego nikt nie obraża się już na przyśpiewkę „Jebać PZPN”? Jak to możliwe, że Jerzy Brzęczek przegrał na byciu sobą i dlaczego były selekcjoner nie słuchał żadnych rad? Czy nie przeczuwał wizerunkowej katastrofy przy emisji „Niekochanych”? Co sprawiało, że Adam Nawałka nie chciał udzielać wywiadów? Dlaczego reprezentanci słuchali odpraw Paulo […]
14.01.2022
Ekstraklasa
09.01.2022

Przetrwać trudną zimę. Jak to jest być czerwoną latarnią?

Działacze pierwszoligowych klubów często poruszają temat lokaty na koniec roku w kontekście transferów. „Wie pan, jako lider I ligi nieco łatwiej nam przekonać piłkarzy, że podpisują kontrakt z klubem, który za 6 miesięcy będzie już grać w Ekstraklasie„. To jasne, zrozumiałe, walka na finiszu jesieni nabiera rumieńców również z uwagi na ten detal, jakim jest […]
09.01.2022
Weszło
09.01.2022

Polski piłkarz w Bangladeszu. „Kibice robili ze mną selfie nawet w trakcie treningu”

Rafała Zaborowskiego mogliście u nas poznać już dwa lata temu. Wówczas opowiedział swoją historię od grania w Polsce w III i IV lidze, przez pracę zarobkową połączoną z graniem na czwartym szczeblu w Norwegii, po przejście na piłkarskie zawodowstwo w drugiej lidze greckiej i rumuńskiej. Dziś 27-letni pomocnik jest pierwszym Polakiem, który trafił do bengalskiej […]
09.01.2022
Weszło Extra
05.01.2022

Gdzie może zaprowadzić pewność siebie? Historia Kacpra Kozłowskiego

Młody piłkarz to dziś wymarzony kandydat na zięcia. Nie wychyla się. Nie wzbudza kontrowersji. Emanuje grzecznością. Cnotą dla niego jest świadomość miejsca w szeregu, pilne wykonywanie swoich obowiązków, słowo „pokora” potrafi odmienić przez wszystkie możliwe przypadki. Kacper Kozłowski, który odszedł do Brighton, różni się od swoich rówieśników nie tylko jakością piłkarską. Nigdy nie był, nie […]
05.01.2022
Weszło Extra
25.12.2021

My o futbolu, a życie toczy się gdzieś obok

Jak wyglądałaby Ekstraklasa, gdyby występowało w niej czterystu Jakubów Rzeźniczaków? Czy w polskiej lidze brakuje wyrazistych postaci? Jak media społecznościowe zmieniły szatnie piłkarskie? Kto krytykuje go w internecie i na jakim poziomie rozgrywkowym gra piłkarz, który kiedyś hejtował go w sieci? Czy kiedykolwiek bał się wyjść na ulicę Warszawy? Co Jacek Magiera zaobserwował na Nowym […]
25.12.2021
Weszło
19.01.2022

Problem goni problem. Kłopoty Thomasa Tuchela

Na Stamford Bridge cykl pracy trenera od wielu lat jest bardzo podobny. Dostaje on posadę, względnie szybko wstawia coś do gabloty, przychodzi kryzys i już gotowy jest jego następca. Thomas Tuchel dwa pierwsze punkty tej wyliczanki ma już za sobą, a obecnie znajduje się w kulminacyjnym momencie tego najmniej przyjemnego fragmentu. Grudzień i styczeń okazały […]
19.01.2022
Weszło
18.01.2022

Lot Mew i sprawa oddalających się marzeń o mistrzostwie Chelsea

Premier League to tak bezlitosne rozgrywki, że nie masz prawa marzyć o mistrzostwie Anglii, jeśli w trzynastu ostatnich kolejkach tracisz dwadzieścia punktów, a podczas grudniowo-styczniowej kumulacji mroźnych zimowych bojów notujesz aż pięć remisów w siedmiu starciach. A Chelsea właśnie pozwoliła sobie na grzech tego kalibru. W konsekwencji Thomas Tuchel i spółka już wiedzą, że dogonienie […]
18.01.2022
Weszło
18.01.2022

Nie tylko PZPN szuka trenera. Kogo weźmie Everton?

Nowego menedżera szuka klub, który jako jeden z zaledwie sześciu nigdy nie spadł z Premier League, a jego poprzednimi szkoleniowcami byli Carlo Ancelotti i Rafael Benitez. Taka wizytówka może jednak powodować uznanie niewspółmierne do panującej w nim sytuacji. Chodzi przecież o Everton, który ostatnie trofeum wygrał w sezonie 1995/96. Nikt nie może jednak odebrać klubowi […]
18.01.2022
Weszło
16.01.2022

West Ham odbiera punkty najlepszym, a potem traci je z Leeds

Do awansu do Ligi Mistrzów nie wystarczą zwycięstwa nad Liverpoolem, Chelsea i Tottenhamem. Za takie zbiera się poklask, ale punkty trzeba gromadzić też na Burnley, Southampton czy Leeds United. West Ham kolejny raz przegapił moment na doskoczenie do Chelsea, przegrywając na swoim boisku z 15. drużyną Premier League.  West Ham – Leeds 2:3. Jack Harrison […]
16.01.2022
Weszło
16.01.2022

Dziś tęsknotę za Salahem i Mane udało się ugasić

Juergen Klopp jakiś czas temu nazwał Puchar Narodów Afryki „małym turniejem”, potem z tym słów się tłumaczył, wskazując na ironię. Nie ma co go za to biczować, raz, że długo po czasie, dwa, że może rzeczywiście został źle zrozumiany, ale zaczynamy od tego, bo czempionat w Afryce dla Liverpoolu faktycznie jest pewnym problemem. The Reds […]
16.01.2022
Weszło
15.01.2022

5 największych transferów zimowych okienek w historii Premier League

Zimowe okienko transferowe nie jest tym, które powoduje najwięcej emocji. Transfery w jego trakcie to najczęściej reakcja na niepowodzenia drużyny w pierwszej części sezonu i rozpaczliwe szukanie bohatera, który z dnia na dzień odmieni jej losy. Zwykle są wykonywane w pośpiechu, w ostatnich dniach okienka, co wcale nie oznacza, że zaangażowani nie są w nie […]
15.01.2022
Weszło
19.01.2022

Problem goni problem. Kłopoty Thomasa Tuchela

Na Stamford Bridge cykl pracy trenera od wielu lat jest bardzo podobny. Dostaje on posadę, względnie szybko wstawia coś do gabloty, przychodzi kryzys i już gotowy jest jego następca. Thomas Tuchel dwa pierwsze punkty tej wyliczanki ma już za sobą, a obecnie znajduje się w kulminacyjnym momencie tego najmniej przyjemnego fragmentu. Grudzień i styczeń okazały […]
19.01.2022
Premier League
18.01.2022

Przeciętne wyniki, kiepski styl. Magia Rangnicka na razie nie działa

Ralf Rangnick zdążył poprowadzić Manchester United w ośmiu spotkaniach, a wokół jego pracy na Old Trafford już pojawiają się pierwsze znaki zapytania. Wprawdzie „Czerwone Diabły” pod wodzą Niemca przegrały jak dotąd tylko raz, ale zupełnie nie zachwycają stylem gry – dość powiedzieć, że tylko w dwóch meczach udało im się zdobyć więcej niż jednego gola. […]
18.01.2022
Weszło
18.01.2022

Nie tylko PZPN szuka trenera. Kogo weźmie Everton?

Nowego menedżera szuka klub, który jako jeden z zaledwie sześciu nigdy nie spadł z Premier League, a jego poprzednimi szkoleniowcami byli Carlo Ancelotti i Rafael Benitez. Taka wizytówka może jednak powodować uznanie niewspółmierne do panującej w nim sytuacji. Chodzi przecież o Everton, który ostatnie trofeum wygrał w sezonie 1995/96. Nikt nie może jednak odebrać klubowi […]
18.01.2022
Weszło
16.01.2022

West Ham odbiera punkty najlepszym, a potem traci je z Leeds

Do awansu do Ligi Mistrzów nie wystarczą zwycięstwa nad Liverpoolem, Chelsea i Tottenhamem. Za takie zbiera się poklask, ale punkty trzeba gromadzić też na Burnley, Southampton czy Leeds United. West Ham kolejny raz przegapił moment na doskoczenie do Chelsea, przegrywając na swoim boisku z 15. drużyną Premier League.  West Ham – Leeds 2:3. Jack Harrison […]
16.01.2022
Premier League
15.01.2022

Jeden Portugalczyk nie wystarczył United, Coutinho zapewnia punkt w debiucie

Dokładnie na takie emocje liczyliśmy w spotkaniu Manchesteru City z Chelsea. Ostatecznie musieliśmy poczekać kilka godzin i dostaliśmy je dopiero w wieczornym spotkaniu. Jeszcze w 76. minucie Czerwone Diabły prowadziły 2:0, a z Villa Park wyjechały z tylko jednym punktem. Oprócz comebacku podopiecznych Stevena Gerrarda, mieliśmy też jeden indywidualny powrót do Premier League. ASTON VILLA […]
15.01.2022
Premier League
15.01.2022

Złoty dotyk Kevina De Bruyne. City umacnia się na pozycji lidera

Kolejny odcinek sagi pod tytułem „Tuchel vs Guardiola” zakończył się happy endem dla trenera Manchesteru City. I to wyjątkowym, bo trudno o bardziej dobitne klepnięcie dominacji na Wyspach w 2022 roku. To był mecz o sześć punktów, który reszcie stawki, a przede wszystkim Chelsea miał dać nadzieję, że maszynę Guardioli można jeszcze dogonić. Wygląda na […]
15.01.2022
Ekstraklasa
20.01.2022

„W Czechach pisali o mnie: Michal Doleżal. Nie wiedziałem, o co chodzi!”

Zagłębie Lubin zdecydowało, że ich celem transferowym na zimę będzie sprowadzenie napastnika. I tak na Dolny Śląsk trafił Martin Doleżal, jeden z najlepszych strzelców w historii czeskiej ekstraklasy. 31-latek opowiada nam o swoim pierwszym zagranicznym wyjeździe, o reprezentacji kraju, FK Jablonec czy o myleniu go z Michalem Doleżalem, trenerem polskiej kadry skoczków. Jak to jest, […]
20.01.2022
Brama dnia
20.01.2022

Jermain Defoe kontra Dejan Stanković | BRAMA DNIA

Zapraszamy na kolejną odsłonę „Bramy dnia”. Dzisiaj cofniemy się do 2002 roku i odwiedzimy angielskie oraz włoskie boiska. JERMAIN DEFOE VS CHELSEA (20.01.2002) Dokładnie dwadzieścia lat temu Chelsea zmiażdżyła 5:1 West Ham w derbach Londynu. Gola na otarcie łez dla „Młotów” zdobył Jermain Defoe i trzeba angielskiemu snajperowi oddać, że efektownie zabawił się z defensorem […]
20.01.2022
Inne sporty
20.01.2022

Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Pozostali Polacy odpadli

Hubert Hurkacz sprawił wczoraj – nam i sobie – niemiłą niespodziankę, ale Iga Świątek nie poszła w jego ślady. Jedno trzeba Polce przyznać – od momentu, gdy wygrała French Open w 2020 roku, trzyma solidny poziom w turniejach wielkoszlemowych. Dzisiaj nie dała szans Rebecce Peterson (6:2, 6:2) i awansowała do 3. rundy Australian Open. Inna […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Bartoszek: – Zmiana stylu gry Wisły Płock jest diametralna

Trener Wisły Płock Maciej Bartoszek zdradził ile tak naprawdę razy w tym sezonie czuł, że może zostać zwolniony. Porozmawialiśmy też o postawie większości jego zawodników jesienią. Szkoleniowiec wyjawił również, kto może odejść z klubu. Wyjaśni się także kilka innych kwestii. Czy klub prowadzi rozmowy z Jakubem Rzeźniczakiem na temat nowej umowy? Czy 16-letni Tomasz Walczak […]
20.01.2022
Prasówka
20.01.2022

PRASA. Teraz to Szewczenko jest faworytem Kuleszy

Przedłużający się wybór nowego selekcjonera to główny temat czwartkowej prasy.  PRZEGLĄD SPORTOWY Adam Nawałka odesłany na ławkę rezerwowych. Prezes PZPN walczy o gwiazdę ukraińskiej piłki. We wtorek, z każdą kolejną godziną stawało się coraz bardziej pewne, że 19 stycznia nie przyniesie rozwiązania zagadki, na którą odpowiedź kibice chcą poznać od 29 grudnia. Kiedy Paulo Sousa […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Kluczowy wybór dla reprezentacyjnej kariery Lewandowskiego

Robert Lewandowski rozgaszcza i rozpycha się w złotym wieku swojej kariery. Nigdy nie był bliższy perfekcji, nigdy nie leciał bliżej słońca. Od dwóch lat próżno szukać lepszego od niego. W wielkim futbolu zaznał już wszystkiego, widział już wszystko, ale wciąż na horyzoncie majaczą się nowe cele do zrealizowania, nęcące rekordy do pobicia, trofea do odebrania. […]
20.01.2022
Włochy
16.01.2022

Mecz bramkarzy. Bez bramek w hicie Serie A

Klasyczne spotkanie, po którym trenerzy powiedzą, że był to szalenie intensywny taktycznie spektakl, a kibice będą zawiedzeni brakiem goli i jakiejkolwiek dramaturgii. Hity w Serie A w tym sezonie w większości zachwycały, ale jeśli akurat w dzisiejszy wieczór nie mogliście go oglądać, to zbyt wiele was nie ominęło.  Atalanta – Inter 0:0. Emocje jak na […]
16.01.2022
Weszło
04.12.2021

Zieliński znów strzelił w hicie, Napoli znów przegrało

Ostatnie mecze Napoli generują więcej emocji niż niejeden film akcji. Dwa tygodnie temu podopieczni Spalettiego stworzyli z meczu piłkarskiego dzieło sztuki razem z piłkarzami Interu, tym razem wzięli sobie do pary Atalantę. Problem jest tylko taki, że żadne z tych spotkań nie dostarczyło im ani jednego punktu.  NAPOLI – ATALANTA 2:3. BEZBARWNI GOSPODARZE Gdy spojrzymy […]
04.12.2021
Weszło
01.11.2021

Miłość to za mało. Jak Latające Osły spadły w przepaść

Ciepły majowy dzień, tak typowy dla miasta, jakim jest Werona. Kończy się 38. kolejka Serie B, piłkarze Chievo schodzą z murawy uśmiechnięci, mają ku temu powody, w końcu wygrali 3:0 z Ascoli Calcio i zajęli przyzwoite ósme miejsce w ligowej tabeli. Pewnie gdyby nie pandemia i związane z nią restrykcje, zostaliby na boisku dłużej, by […]
01.11.2021
Serie A
02.10.2021

Stara Dama nabiera rumieńców

Trudno kochać ten Juventus. W tym wydaniu, na tym etapie sezonu i w tym momencie swojej historii nie jest to najbardziej ekscytująca drużynie w Europie. Ba, na Półwyspie Apenińskim, we Włoszech, w samym Serie A, spokojnie można wskazać parę zespołów, które aktualnie wzbudzają większe emocje niż Juve. Stara Dama ostrożnie szuka swojej tożsamości, leniwie reorganizuje […]
02.10.2021
Włochy
04.09.2021

Jakub Kiwior: Spezia to dobre miejsce, żeby zaistnieć w Serie A

Jakub Kiwior obrał dość nietypową drogę rozwoju i dziś może triumfować. W 2016 roku wyjechał z GKS-u Tychy do juniorów Anderlechtu, a seniorskie granie rozpoczynał w słowackim słabeuszu FK Zeleziarne Podbrezova, z którym spadł z ligi. Tam jednak wypatrzył go MSK Żylina, z którego kilka dni temu kupiła go włoska Spezia. Kiwior w wieku dwudziestu […]
04.09.2021
Weszło
11.05.2021

Takie Napoli i takiego Zielińskiego chce się oglądać!

Nawet trudno tutaj wybrać, kto jest najbardziej efektownym piłkarzem spotkania. Może Osimhen, ze swoją siłą, przebojowością, wykorzystywaniem warunków? Wypracował setkę dla Di Lorenzo, był kluczowy przy dwójkowej akcji z Zielińskim, miał dwie własne okazje. A może właśnie Zieliński? Gol wprawdzie do pustaka, ale i ładna, przemyślana asysta przy trafieniu Ruiza, do tego tunele, zwody, przyjęcia, […]
11.05.2021
Włochy
27.02.2021

Na Juventus nie da się patrzeć

Ależ ten Juventus jest w tym sezonie słaby. Miewa „Stara Dama” oczywiście przebłyski lepszej gry, zdarza jej się wygrać od czasu do czasu ważny mecz. Jak gdyby sugerując, że już za chwilkę wszystko wróci na właściwe tory i Juve znów będzie wielkie. Ale nie jest. Podopieczni Andrei Pirlo prezentują futbol okropny. Obrzydliwy. Dzisiejszy mecz z […]
27.02.2021
Włochy
24.02.2021

Antonio Percassi, czyli odwaga pójścia pod prąd

– Nasze ostatnie dokonania są stratosferyczne – stwierdził Antonio Percassi, prezydent Atalanty, gdy drużyna po raz drugi z rzędu uplasowała się na trzecim miejscu w Serie A, wypracowując sobie tym samym następną okazję do pokazania się w Lidze Mistrzów. Z jednej strony 68-letni Włoch chciał w ten sposób podkreślić, jak niesamowite są rezultaty jego klubu […]
24.02.2021
Włochy
24.01.2021

Fiorentina 1998/99. Eksplozja, kontuzja, karnawał i niespełnione marzenie o scudetto

7 lutego 1999 roku. Fiorentina, prowadząca w Serie A po dziewiętnastu ligowych kolejkach, podejmuje przed własną publicznością Milan. Drugi w tabeli włoskiej ekstraklasy. Spotkanie kończy się bezbramkowym remisem. Czyli  w miarę przyzwoitym rezultatem, patrząc z perspektywy ekipy z Florencji. Mimo to, gospodarze z murawy zeszli z minami tak nachmurzonymi, jak gdyby dopiero co przerżnęli 0:5. […]
24.01.2021
Weszło
22.01.2021

Między Turynem a Dortmundem. Paulo Sousa i jego dwa lata na szczycie

Ottmar Hitzfeld nie posiadał się z dumy, komentując sensacyjne zwycięstwo Borussii Dortmund nad Juventusem w finale Ligi Mistrzów z 1997 roku. – Zwyciężyliśmy z drużyną złożoną z niesamowitych piłkarzy. Z drużyną, która od dwóch lat była praktycznie niepokonana w Europie. Sprawiliśmy wielką niespodziankę – zachwycał się niemiecki szkoleniowiec. Rzecz jasna triumf w Champions League miał […]
22.01.2021
Włochy
15.01.2021

Zaczynał w Romie, pokochał Lazio. Pięć mgnień Angelo Peruzziego

Trzeba przyznać, że Angelo Peruzzi już na pierwszy rzut oka wyglądał jak bramkarz. Konkretnie – bramkarz, który w weekendy stoi przy wejściu do nocnego lokalu we Władysławowie i pilnuje, by nikt nie wnosił do środka wódki, kupionej po taniości w okolicznym sklepie monopolowym. Krępy, nabity mięśniami, potrafiący odstraszyć napastnika z pola bramkowego samym spojrzeniem. No […]
15.01.2021
Włochy
02.12.2020

Gianni Agnelli – ostatni król Włoch

Gianni Agnelli, swego czasu najbogatszy i najpotężniejszy człowiek we Włoszech, był uzależniony od adrenaliny. Nieustannie kusił los, mawiając: – Są różne sposoby, by umrzeć. Śmierć w wypadku nie wydaje mi się wcale najgorsza. Uwielbiał wyskakiwać ze swojego prywatnego śmigłowca wprost do morza, szokując tłumy gapiów. Po stokach narciarskich śmigał w takim tempie, jak gdyby był […]
02.12.2020
Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Garrus990
Garrus990(@garrus990)
1 rok temu

Świetny artykuł, czytało się z zapartym tchem. Gratulacje dla autora!

Dack Janiels
Dack Janiels(@dackjaniels)
1 rok temu

Moja pierwszą piłkarską koszulką była właśnie Zoli z Chelsea… fajne czasy

Tytus_Sz
Tytus_Sz(@tytus_sz)
1 rok temu

na wikipedii jest 249 meczów i 89 goli

Ekstraklasa
20.01.2022

„W Czechach pisali o mnie: Michal Doleżal. Nie wiedziałem, o co chodzi!”

Zagłębie Lubin zdecydowało, że ich celem transferowym na zimę będzie sprowadzenie napastnika. I tak na Dolny Śląsk trafił Martin Doleżal, jeden z najlepszych strzelców w historii czeskiej ekstraklasy. 31-latek opowiada nam o swoim pierwszym zagranicznym wyjeździe, o reprezentacji kraju, FK Jablonec czy o myleniu go z Michalem Doleżalem, trenerem polskiej kadry skoczków. Jak to jest, […]
20.01.2022
Suche Info
20.01.2022

Koniec Dembele w Barcelonie? „Liczymy, że do transferu dojdzie przed końcem stycznia”

Ousmane Dembele nie znalazł się w kadrze FC Barcelony na dzisiejszy mecz Pucharu Króla, w którym rywalem Dumy Katalonii będzie Athletic Bilbao. Wiele wskazuje na to, że Francuza w barwach tego klubu już nie zobaczymy.  To kolejny odcinek sagi, która wiąże się z rozmowami kontraktowymi w sprawie przedłużenia umowy 24-letniego piłkarza. Jego dotychczasowy kontrakt wygasa […]
20.01.2022
Suche Info
20.01.2022

Wisła wypożyczyła obrońcę do Izraela

Pisaliśmy wczoraj o tym, że w zasadzie przesądzony jest los Aschrafa El Mahdiouiego, który odejdzie za dobre pieniądze do Al-Taawon, ale na tym nie koniec zmian personalnych w drużynie Wisły. Kraków opuszcza również Adi Mehremić.  To ogólem już piąty piłkarz, którego wiosną nie zobaczymy przy Reymonta (pozostali to Yeboah, Buchalik i Wachowiak), ale za Bośniakiem […]
20.01.2022
Brama dnia
20.01.2022

Jermain Defoe kontra Dejan Stanković | BRAMA DNIA

Zapraszamy na kolejną odsłonę „Bramy dnia”. Dzisiaj cofniemy się do 2002 roku i odwiedzimy angielskie oraz włoskie boiska. JERMAIN DEFOE VS CHELSEA (20.01.2002) Dokładnie dwadzieścia lat temu Chelsea zmiażdżyła 5:1 West Ham w derbach Londynu. Gola na otarcie łez dla „Młotów” zdobył Jermain Defoe i trzeba angielskiemu snajperowi oddać, że efektownie zabawił się z defensorem […]
20.01.2022
Inne sporty
20.01.2022

Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Pozostali Polacy odpadli

Hubert Hurkacz sprawił wczoraj – nam i sobie – niemiłą niespodziankę, ale Iga Świątek nie poszła w jego ślady. Jedno trzeba Polce przyznać – od momentu, gdy wygrała French Open w 2020 roku, trzyma solidny poziom w turniejach wielkoszlemowych. Dzisiaj nie dała szans Rebecce Peterson (6:2, 6:2) i awansowała do 3. rundy Australian Open. Inna […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Bartoszek: – Zmiana stylu gry Wisły Płock jest diametralna

Trener Wisły Płock Maciej Bartoszek zdradził ile tak naprawdę razy w tym sezonie czuł, że może zostać zwolniony. Porozmawialiśmy też o postawie większości jego zawodników jesienią. Szkoleniowiec wyjawił również, kto może odejść z klubu. Wyjaśni się także kilka innych kwestii. Czy klub prowadzi rozmowy z Jakubem Rzeźniczakiem na temat nowej umowy? Czy 16-letni Tomasz Walczak […]
20.01.2022
Suche Info
20.01.2022

Leśnodorski: – Ta liga jest za słaba, by Legia z niej spadła

Bogusław Leśnodorski udzielił „Sportowym Faktom” wywiadu, w którym podsumował jesień w wykonaniu Legii Warszawa. Były prezes stołecznego klubu nie szczędził cierpkich słów, ale przyznał też, że nie wyobraża sobie, by mistrz Polski, który zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, w przyszłym sezonie grał w pierwszej lidze: – Nie, nawet przez chwilę się o to nie martwiłem. Ta […]
20.01.2022
Prasówka
20.01.2022

PRASA. Teraz to Szewczenko jest faworytem Kuleszy

Przedłużający się wybór nowego selekcjonera to główny temat czwartkowej prasy.  PRZEGLĄD SPORTOWY Adam Nawałka odesłany na ławkę rezerwowych. Prezes PZPN walczy o gwiazdę ukraińskiej piłki. We wtorek, z każdą kolejną godziną stawało się coraz bardziej pewne, że 19 stycznia nie przyniesie rozwiązania zagadki, na którą odpowiedź kibice chcą poznać od 29 grudnia. Kiedy Paulo Sousa […]
20.01.2022
Suche Info
20.01.2022

Henry wróci na ławkę trenerską w Ligue 1?

Szykuje się kolejna zmiana trenerska w topowych ligach. Według francuskich mediów policzone są dni Vladimira Petkovicia, który trenuje Girondins Bordeaux, a zastąpić może go Thierry Henry. Mający wewnętrzne problemy Żyrondyści w ostatniej kolejce przegrali z Rennes aż 0-6 i był to trzeci ligowy mecz z rzędu, po którym schodzili z boiska pokonani. W tabeli Ligue […]
20.01.2022
Weszło
20.01.2022

Kluczowy wybór dla reprezentacyjnej kariery Lewandowskiego

Robert Lewandowski rozgaszcza i rozpycha się w złotym wieku swojej kariery. Nigdy nie był bliższy perfekcji, nigdy nie leciał bliżej słońca. Od dwóch lat próżno szukać lepszego od niego. W wielkim futbolu zaznał już wszystkiego, widział już wszystko, ale wciąż na horyzoncie majaczą się nowe cele do zrealizowania, nęcące rekordy do pobicia, trofea do odebrania. […]
20.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Sensacja! Atletico odpadło z Pucharu Króla

Za nami pierwsza duża sensacja w Pucharze Króla. Z rozgrywek na etapie 1/8 wypisało się Atletico Madryt. Drużyna Diego Simeone mierzyła się w środę z Realem Sociedad. Przegrała 2:0. Pierwszego gola głową zdobył Januzaj. Drugi był dziełem Alexandra Sorlotha. To nie jest sezon Atletico. Niedawno madrytczycy odpadli w półfinale Superpucharu z Athletic Bilbao. W lidze też […]
19.01.2022
Weszło
19.01.2022

Aschraf odchodzi. Duża kwota odstępnego

Najlepszy piłkarz Wisły w tym sezonie? Prawdopodobnie Aschraf El Mahdioui. Ale „piłkarz Wisły” to już sformułowanie nieaktualne. Holender przenosi się za grube pieniądze do Arabii Saudyjskiej. I pisząc o „grubych pieniądzach”, wcale nie przesadzamy. Wczoraj ujęliśmy to jako „ofertę nie do odrzucenia” i ta faktycznie taka jest. Według naszych informacji Al-Taawon płaci za piłkarza „Białej Gwiazdy” […]
19.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Co za końcówka! Tottenham wyszarpuje zwycięstwo w doliczonym czasie!

Ależ zadziało się w meczu Leicester City – Tottenham Hotspur. Gospodarze aż do 94. minuty prowadzili 2:1. A potem do akcji wkroczył Steven Bergwijn. Bohater spotkania wszedł na boisko dopiero w 79. minucie. Doliczony czas gry należał do niego. Holender pierwszy cios wyprowadził w 95. minucie, gdy wykończył akcje Matta Doherty’ego, czyli innego rezerwowego. Drugi – klasa, […]
19.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Genoa kupiła trenera KV Oostende

Genoa aktywowała klauzulę wykupu Alexandra Blessina. Niemiec trenował od lipca 2020 roku belgijskie KV Oostende. To szokujący ruch, bo ta kandydatura ani razu nie padła jeszcze w mediach. KV Oostende zajmuje dopiero piętnaste miejsce w lidze belgijskiej, a więc nowy szkoleniowiec klubu z Serie A nie wyróżnił się wynikami. Włochów przekonała wizja niemieckiego szkoleniowca, który […]
19.01.2022
Ekstraklasa
19.01.2022

Radomiak testuje nowego zawodnika. Przyjechał na obóz do Turcji

Ekstraklasowy Radomiak Radom zapowiadał, że na obóz do Turcji może przylecieć nowy zawodnik. Ekipa Dariusza Banasika zostawiła miejsce w hotelu dla piłkarza, który miałby sprawdzić się w treningach i sparingach albo dołączyć do „Zielonych” na zasadzie definitywnego transferu. Właśnie rozgrywa się pierwszy scenariusz. W środę wieczorem do hotelu w Larze, gdzie stacjonuje Radomiak Radom, przybył […]
19.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Łukasz Skorupski okradziony. Straty to 70 tysięcy euro

Kolejny polski piłkarz okradziony we Włoszech. Kiedyś Arkadiuszowi Milikowi ukradziono zegarek marki „Rolex”, tym razem padło na Łukasza Skorupskiego. Według informacji „Przeglądu Sportowego” jego dom został przetrzepany z najcenniejszych przedmiotów w momencie, gdy… był na boisku. Do grabieży doszło w momencie Bologna – Napoli, w którym ekipa Piotra Zielińskiego wygrała 2:0. Na meczu była rodzina […]
19.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Świderski w MLS? 5 milionów euro na stole

Karol Świderski może grać w MLS. Napastnik reprezentacji Polski dostał konkretną ofertę. Informuje o niej portal meczyki.pl. Klubem, który wyraził zainteresowanie Świderskim, jest Charlotte FC. W beniaminku MLS zagra od przyszłego sezonu także Jan Sobociński. Amerykanie wykładają na stół 5 milionów euro. Wygląda na to, że wszystko jest już przesądzone. Świderski, według informacji Tomasza Włodarczyka, […]
19.01.2022
Suche Info
19.01.2022

Pokonali Bayern, odpadli z klubem 2. Bundesligi

Borussia Mönchengladbach w 2. rundzie Pucharu Niemiec? Sensacyjne pokonanie Bayernu aż 5:0. Borussia Mönchengladbach w kolejnej fazie, czyli 1/8? Porażka z zespołem 2. Bundesligi. A konkretnie – z Hannoverem 96, który zajmuje dopiero dwunaste miejsce na zapleczu Bundesligi. Borussia przystępowała do tego spotkania jako zdecydowany faworyt. Mimo to niżej notowany klub wygrał aż 3:0. Dwie […]
19.01.2022