post Avatar

Opublikowane 07.04.2019 13:39 przez

Rafal Bienkowski

Zgadujemy, że kiedy słyszycie „Ferrari”, wyobrażacie sobie lśniący czerwony bolid, Michaela Schumachera, kultowy model F40 lub po prostu wierzgającego czarnego konia. Historia tej marki to jednak nie tylko sport. To także ciekawe okoliczności narodzin firmy, ekscentryczny założyciel, budowa imperium w czasach komunistyczno-faszystowskich, konflikt z Kościołem czy tajemnicze negocjacje biznesowe. Ponieważ początek sezonu Formuły 1 w wykonaniu kierowców Ferrari jest lekko paździerzowy jak na tamtejsze standardy, zapraszamy więc na sentymentalną podróż do Maranello. Oto pięć niesportowych historii, które warto poznać.  

***

Historia o czarnym rumaku

Najlepiej chyba zacząć od logo, bo już z nim związana jest bardzo ciekawa opowieść. Bo nie było tak, że Enzo Ferrari któregoś dnia podczas wciągania ulubionego makaronu uznał po prostu, że to wierzgający koń będzie symbolem jego marki. Kulisy były tutaj zupełnie inne.

Być może nie każdy wie, ale jeden z najbardziej charakterystycznych znaków towarowych naszych czasów wcale nie został wymyślony przez Ferrari. Jako pierwszy posługiwał się nim Francesco Baracca, legendarny włoski pilot z czasów pierwszej wojny światowej. Gość siał postrach w szeregach wroga, bo jak wyliczyli historycy, zestrzelił aż 34 maszyny. Jego znakiem rozpoznawczym był właśnie czarny rumak stojący na dwóch nogach, który był zresztą herbem rodzinnym. Nic więc dziwnego, że wojak kazał go wymalować na swoim samolocie. Latający z koniem Baracca strzelał do nieprzyjaciela jak do kaczek, ale w końcu i jego dopadły kule. Stało się to w czerwca 1918 r., niedaleko Bergamo. Jak mówi legenda, kiedy odnaleziono wrak samolotu z ciałem pilota, okazało się, że Baracca trzymał w ręku pistolet, a w jego głowie tkwiła kula. Miał popełnić samobójstwo tuż przed katastrofą, prawdopodobne chcąc uniknąć śmierci w płomieniach lub dostania się do ewentualnej niewoli.

Enzo Ferrari miał wtedy dwadzieścia lat i oczywiście nie znał osobiście słynnego pilota. Dopiero w latach 20., przy okazji jednego z wyścigów, zupełnie przypadkiem poznał jego rodziców. To właśnie podczas tamtego spotkania został zachęcony przez matkę zmarłego żołnierza, aby wykorzystał na swoim aucie motyw wierzgającego konia. Miał to być hołd oddany pilotowi oraz znak na szczęście. Takim właśnie sposobem rumak został później symbolem zespołu Scuderia, który nasz bohater założył w 1929 r. będąc jeszcze szefem ekipy wyścigowej Alfy Romeo.

Po odejściu z tej firmy założył przedsiębiorstwo Ferrari i od 1947 r. produkował auta już pod tym szyldem. Charakterystyczny koń został więc z marką i był symbolem powołanej do życia stajni wyścigowej Scuderia Ferrari. Co ciekawe, ze słowem „Scuderia” też wiąże się pewna historyjka. Otóż gdyby nasz Enzo w pierwszych latach swojej działalności był tak uparty, jak później, Sebastian Vettel jeździłby dziś w teamie Scuderia Mutina. Ferrari, który przez całe życie był niezwykle przywiązany do Modeny z której pochodził, chciał wykorzystać łacińską nazwę miejscowości. Do nazwy „Scuderia Ferrari” przekonał go jednak niejaki Enzo Levi, znajomy prawnik.

Historia o szalonym Enzo

Skoro jesteśmy przy ojcu założycielu Enzo Ferrari, teraz chwila dla niego. Jego charakter dość ciekawie scharakteryzował po latach Piero, jeden z dwóch synów, który dziś jako wiceprezes posiada 10 proc. udziałów w firmie: – Znacie kostkę Rubika? Każdy element kostki ma swój kolor. Każda ściana różni się barwą od pozostałych. Więc taki właśnie był Enzo Ferrari, mój ojciec. Był postacią o wielu twarzach. W głębi duszy tata była aktorem. Uwielbiał odgrywać kilka ról w komedii, komedii zwanej życiem.

Enzo F

Ferrari był nietypowym człowiekiem chociażby z tego względu, że stworzył markę znaną na całym świecie, chociaż niemalże nie wychylał nosa ze swojej rodzinnej Modeny. Region Emilia-Romania był dla niego całym światem, z którego nienawidził się ruszać. Może trudno w to uwierzyć, ale nigdy nawet raz nie był w Stanach Zjednoczonych, chociaż jego samochody odniosły tam sukces. Chociaż w tym przypadku nie chodziło wyłącznie o daleką podróż. Facet, który całe życie spędził otoczony silnikami i nowymi technologiami, za nic nie chciał po prostu wejść do samolotu.

Był tak zakorzeniony w Modenie, że nawet Rzym omijał szerokim łukiem. Jak można dowiedzieć się z książki „Enzo Ferrari. Wizjoner z Maranello”, nasz bohater odwiedził stolicę Włoch w 1935 r. i nie wrócił tam aż do swojej śmierci w 1988 r.! W jego słowniku nie było nawet słowa „wakacje”. Rodzinny urlop państwa Ferrari wyglądał tak, że rodzina jechała nad morze, a głowa familii odwiedzała ich tylko na kilka godzin w ciągu dnia, po czym wracała, aby doglądać interesu.

Szefem też był niejednoznacznym. Miał znakomity konstruktorski zmysł, ale potrafił też w tym wszystkim pamiętać o swoich szeregowych pracownikach, którym pomagał rozwiązywać nawet prywatne problemy finansowe. Z drugiej jednak strony nie miał żadnych oporów, aby wyrzucić z pracy za jednym zamachem ośmiu najlepszych konstruktorów, którzy odważyli się podpisać list krytykujący jego politykę zarządzania firmą. Momentami równie ciężko miała z nim zresztą i rodzina. Enzo Ferrari był niezwykle wyczulony na zarzuty o nepotyzm, dlatego kiedy zatrudnił swojego syna Piero, w fabryce traktował go niemalże jak powietrze i celowo płacił mu mniej niż pozostałym członkom załogi.

Brzmi niewiarygodnie, ale w wywiadach, których udzielał, lub w książkach które wydał, często lubił podkreślać, że nigdy nie wydał nawet jednego lira na reklamę. Wyznawał zasadę, że jego jedynym i skutecznym nośnikiem reklamowym są wyścigi, w których startowała jego stajnia. Według często powtarzanej anegdoty, Włoch otrzymał kiedyś list od Henry’ego Forda II. Amerykanin, który podziwiał Ferrari i miał nawet chrapkę, aby je kupić (o tym później) zapytał w korespondencji, jak to jest, że on pompuje grube miliony w spoty telewizyjne, a i tak branżowe nagrody częściej od niego dostaje Ferrari.

Może i Ferrari bywał momentami dziwakiem, ale udało mu się stworzyć markę będącą symbolem Włoch. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że w pewnym momencie był jedną z najważniejszych osób w państwie. Do tego stopnia, że to nie on gościł u największych osobistości, ale to u niego odbywały się „audiencje”. Ferrari przyjmował w Maranello m.in. prezydenta Włoch, a nawet Jana Pawła II. Papież Polak zajrzał do firmy przy okazji wizyty w regionie Emilia-Romania, ponieważ tor Ferrari Pista di Fiorano był idealnym miejscem na spotkane z liczną grupą wiernych.

Podczas pobytu Ojca Świętego miała miejsce zabawna scena. Papież pierwotnie miał poruszać się tam jak zwykle swoim papamobile, ale w pewnym momencie sam zapytał, czy przypadkiem nie mógłby przejechać się tego dnia Ferrari. Z prośbą pobiegł osobisty sekretarz Wojtyły Stanisław Dziwisz i za chwilę JP II miał już podstawione czerwone cacko.

Historia o grubych dealach

Historia marki Ferrari nie zawsze była pasmem sukcesów. Były momenty, kiedy nawet sam ojciec założyciel czuł, że bez fuzji z innym dużym graczem rozwój firmy będzie ograniczony. Kasy na ekspansję brakowało chociażby w latach 60. Jak wiadomo, w 1969 r. właścicielem Ferrari został koncern Fiata. Rodzina Agnellich – dla których była to perła w koronie – trzymała rączki na firmie z Maranello aż do 2016 r. Enzo Ferrari zgodził się na taki biznes pod dwoma warunkami: po pierwsze, szefostwo turyńskiego koncertu miało nie zwolnić nawet jednego pracownika fabryki, a po drugie, on sam miał mieć pełną kontrolę nad działem sportowym, a więc Scuderią Ferrari.

Romans Ferrari z Fiatem do dziś uznawany jest za jedną z najważniejszych umów zawartych na rynku motoryzacyjnym, ale niewiele brakowało, a do tamtego biznesu w ogóle by nie doszło. Kilka lat wcześniej firmę spod Modeny miał bowiem przejąć Ford, ale biznes wysypał się dosłownie na ostatniej prostej. Dlaczego? Czujny Enzo poczuł po prostu, że ktoś chce go wychujać. I chociaż negocjacje z koncernem z Detroit trwały dziewięć miesięcy, to nic się z tego nie urodziło.

A wydawało się, że transakcja zostanie doprowadzona do końca, ponieważ układ był jasny: Ford, który za 16 mln dolarów objąłby połowę udziałów Ferrari, miał zająć się produkcją seryjną, a szefostwo z Maranello miało bez niczyjej ingerencji dalej prowadzić dział wyścigów. Początkowo wszystko szło jak po maśle, negocjacje posuwały się do przodu, ponieważ obie strony respektowały ustalenia. Rozmawiano już nawet o budowie premierowego modelu „Ferrari-Ford”. Mało tego, dyskutowano o emblematach, jakie miały zostać wykorzystane na samochodach.

Wszystko szło dobrze aż do dnia podpisania umowy, kiedy to w cudowny sposób pojawił się zapis, który ograniczał jednak kontrolę Ferrari nad Scuderią. Chociaż wcześniej ustalono, że budżet na wyścigi będzie elastyczny i w miarę potrzeby będzie można sięgać do sakiewki, to jednak na papierze pojawił się punkt o określonej kwocie na sport. Mówiąc inaczej, w przypadku problemów, Włosi musieliby prosić Amerykanów o dodatkową kasę. Kierownictwo Forda, widząc trudną sytuację finansową Ferrari, liczyło najwyraźniej, że po tak długich negocjacjach Enzo pójdzie jednak na ustępstwa i zaakceptuje ten jeden punkt. Ale dla twórcy Ferrari to było nie do zaakceptowania, dlatego natychmiast zerwał negocjacje. Kiedy zorientował się, że umowa jest lipna, powiedział ponoć swojemu prawnikowi, że strasznie zgłodniał i chciałby iść coś przekąsić. Wstał od stołu, czym wprowadził w osłupienie stronę amerykańską.

Fiasko negocjacji tak rozwścieczyło Henry’ego Forda II, że ten postawił sobie później za punkt honoru zbudowanie takiego wypasionego samochodu, który dokopałby Ferrari podczas prestiżowego 24-godzinnego wyścigu Le Mans. I walka na torze rozkręciła się na całego.

Historia o kolizji z Kościołem

Stajnia Ferrari przez całą swoją historię zdobyła piętnaście tytułów mistrza świata Formuły 1. Ale co ciekawe, tylko dwa wywalczył kierowca z Włoch – w sezonach 1952 i 1953 był to Alberto Ascari. Włoskich zwycięstw być może byłoby więcej, ale właściciel Ferrari przez lata hołdował jednej zasadzie – żadnych rodaków w bolidzie.

Wynikało to z tragicznej historii firmy. Trzeba mieć świadomość, że Formuła 1 w latach 50. i 60. delikatnie mówiąc nie była najbezpieczniejszą dyscypliną sportu na świecie. Samochody były mocno zawodne, kierowcy byli raczej słabo chronieni, a kibice wypatrywali nadjeżdżających bohaterów często wyłażąc na trasę wyścigu. Dlatego dramatycznych wypadków niestety nie brakowało i swoje ofiary miało też Ferrari. W latach 50. zginęli wspomniany Ascari, Eugenio Castellotti i Luigi Musso, a w kolejnej dekadzie Lorenzo Bandini. Każda z tych śmierci wstrząsnęła założycielem Ferrari, który w końcu przestał zatrudniać kierowców ze swojego kraju.

Wynikało to z dwóch powodów. Po pierwsze, prezes, chociaż bardzo często traktował swoich kierowców z dystansem (żeby nie powiedzieć przedmiotowo), z Włochami zawsze był znacznie bliżej. Zapraszał ich do domu na kolacje, potrafił nawiązywać z nimi przyjaźnie. Krajanie zawsze mogli liczyć u niego na specjalne względy, dlatego późniejsze tragedie tak go bolały. Drugim powodem rezygnacji z Włochów była też nagonka w kraju, która zawsze towarzyszyła tym zdarzeniom. Kiedy w czerwonym bolidzie Ferrari ginął obcokrajowiec, owszem, była to głośna tragedia, ale ludzie jednak szybciej o tym zapominali. Kiedy jednak życie tracił Włoch, następował zmasowany atak na Maranello.

35418271_1971763479501350_8263326522689978368_o

Najbardziej atakowali przedstawiciele Kościoła i środowisk katolickich, którzy generalnie krytykowali idee sportów motorowych. Zarzucano Ferrari, że dla własnej pasji ryzykuje życie kierowców i przykłada rękę do rzezi. Szczególnie ciężki okres dla firmy miał miejsce w 1957 r., kiedy doszło do masakry podczas wyścigu Mille Miglia. Życie straciła wtedy załoga Ferrari w składzie Alfonso de Portago-Edmund Nelson oraz dziewięcioro widzów (w tym pięcioro dzieci). Firma była krytykowana, a katoliccy hierarchowie publikowali w prasie opasłe artykuły uderzające w przedsiębiorstwo.

Enzo Ferrari, chociaż był agnostykiem, bardzo przeżywał ataki ze strony Kościoła. Wielokrotne występował też z prośbą o spotkania z duchownymi, aby wytłumaczyć im, że wyścigi to nie tylko rywalizacja, ale też droga do nowych technologii, które są przecież przygotowywane z myślą o ludziach. Z przedstawicielami Kościoła w końcu jednak udało mu się ułożyć, czego dowodem była wizyta papieża Jana Pawła II w Maranello pod koniec lat 80.

Historia o politycznym dryblingu

Tak znacząca marka jak Ferrari prędzej czy później musiała znaleźć się na kursie kolizyjnym z wielką polityką. Tym bardziej, że w latach 40. i 50. z jednej strony napierał komunizm, a z drugiej faszyzm. I trzeba przyznać, że Enzo Ferrari potrafił bardzo umiejętnie lawirować między obiema stronami, aby nie ucierpiały na tym jego interesy.

Gdyby szukać jednego słowa, które określałoby szefa Ferrari w kontekście polityki, byłby to prawdopodobnie „pragmatyzm”. Chociaż Włoch zapewniał, że nie ma konkretnych przekonań politycznych, to jednak bardzo dbał o to, aby nie mieć wrogów wśród polityków. Przykład? W połowie ubiegłego wieku jego Modena była czerwonym miastem, dlatego nie robił problemów, kiedy Włoska Partia Komunistyczna szukała w największych zakładach w regionie etatu dla swojego sekretarza. Kiedy w innych firmach kręcono nosem, on zgodził się przyjąć partyjniaka.

Do dziś krążą też legendy o związkach Ferrari z faszystami. Wzięło się to stąd, że założyciel firmy znał się osobiście z Benito Mussolinim już od lat 20., kiedy to poznał go będąc jeszcze kierowcą Alfy Romeo. Duce interesował się motoryzacją i obu panom zdarzyło się wybrać nawet na wspólną przejażdżkę. W latach 30. Ferrari zapisał się z kolei do Narodowej Partii Faszystowskiej. Jak tłumaczył się później na kartach swojej autobiografii, zrobił to dlatego, że partyjna legitymacja ułatwiała mu wyjazdy na zagraniczne wyścigi. Być może rzeczywiście kierował się przede wszystkim własnym interesem, bo później wielokrotnie krytycznie wypowiadał się też o sojuszu Mussoliniego z Hitlerem.

Tak czy inaczej, dla jednych twórca Ferrari do dziś pozostaje czerwony, a dla drugich czarny. On sam lubił żartować, że może i kochał czerwony, ale tylko dlatego, że to kolor Ferrari.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. ferrari.com

Opublikowane 07.04.2019 13:39 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło Extra
29.10.2020

„Sam Allardyce pracował trzy dni w tygodniu, a Di Canio zabierał nam telefony”

Mija już prawie osiem lat od wyjazdu Maksymiliana Stryjka z juniorów Polonii Warszawa do Sunderlandu. W barwach „Czarnych Kotów” nigdy nie udało mu się zadebiutować. Siedział na ławce w Premier League, Championship i League One, ale na boisku się nie pojawił. Jego kariera przybierała zaskakujące obroty – w 2017 roku został powołany do reprezentacji U-21 […]
29.10.2020
Weszło
29.10.2020

„Staram się być szczery, mówić zawsze prawdę prosto w oczy”

Jaki jest Dariusz Żuraw jako trener? W dzisiejszej prasie szkoleniowiec Lecha tłumaczy, jak zarządza szatnią. – S t a r a m się być szczery, mówić zawsze p r a w d ę prosto w oczy, nikomu nie robić złudnych nadziei. Tym zawsze wygrywałem. W Lechu trudny moment nastał, kiedy objąłem drużynę po trenerze Adamie Nawałce. […]
29.10.2020
Weszło
29.10.2020

Wariat wśród wojowników. Świat według Allana McGregora

Jeśli nazwa dzisiejszego rywala Lecha Poznań naprawdę ma sugerować, że są to wojownicy, to musimy powiedzieć, że jeden z nich nosi dodatkowo łatkę wariata. Dziś ma już 38 lat, ale nadal nie potrafi pozbyć się opinii „enfant terrible” w drużynie z Ibrox. Jeszcze w zeszłym roku krzyczano o nim „serial offender”, co w wolnym tłumaczeniu […]
29.10.2020
Weszło
28.10.2020

Hattrick, którego nie było. Sztuka przegrywu im. AlVARo Moraty

Przeciwnicy VAR-u są dziś gatunkiem niemal nieistniejącym, ale czujemy, że po dzisiejszym wieczorze ich populacja wzrośnie przynajmniej o jedną osobę. Będzie nią Alvaro Morata, który zamiast skompletować hattricka w Lidze Mistrzów przeciwko Barcelonie, trzykrotnie był bramek pozbawiany, po konsultacji sędziego z wozem. W pewnym momencie zaczęliśmy już nawet obawiać się o stan psychiki napastnika Juventusu. […]
28.10.2020
Hiszpania
28.10.2020

Niedociągnięcia są, ale Barcelona wreszcie wygląda przekonująco

Wiatr zmian w Katalonii jest doskonale wyczuwalny. Dymisja Josepa Marii Bartomeu to oczywiście wiadomość miesiąca niezależnie od tego, jak ułożyłyby się losy niedawnego El Clasico oraz meczu z Juventusem. Ale za odejściem znienawidzonego prezydenta klubu idzie coś więcej. Barcelona jeszcze nie zawsze, jeszcze nie w każdym meczu, ale coraz częściej zaczyna wyglądać jak drużyna. Dzisiaj […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Zaczęło się spokojnie, a potem pojawił się Rashford. Manchester United miażdży RB Lipsk

Trzeba przyznać, że nie zanosiło się w tym meczu na pogrom. Spotkanie Manchesteru United z RB Lipsk długo toczyło się w spokojnym, fragmentami wręcz sennym tempie. A potem na boisku pojawił się Marcus Rashford i zafundował defensorom niemieckiej ekipy bardzo bolesne przebudzenie. Angielski napastnik kolejny raz został bohaterem „Czerwonych Diabłów” w Champions League i swoim […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Kolejny mecz Lecha w pucharach i inne atrakcje – czwartek z Weszło.FM

Lech Poznań przystępuje do kolejnej rywalizacji w Lidze Europy, więc ten temat zdominuje nasz poranek. Ponadto – w „Dwójce bez Sternika” także echa środowej Ligi Mistrzów. W naszej porannej audycji usłyszycie Maję Strzelczyk i Wojtka Pielę. O 10:00 antenę przejmą tematy olimpijskie. Dariusz Urbanowicz zaprosi na „Kierunek Tokio”. W południe na antenie WeszłoFM – „Stacja […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

PSG ma komplet oczek, Basaksehir poczucie, że było blisko. Czyli Turcy by się zamienili

Mimo porażki w pierwszym meczu, PSG było murowanym faworytem starcia z Basaksehirem. Turcy też polegli w premierowej kolejce, a na dodatek musieli mierzyć się z jednym z najgroźniejszych ataków świata. Tylko, że dzisiaj Neymar, Mbappe i Di Maria byli groźni niczym pies Bolca w “Chłopaki nie płaczą”. Nie można jednak całego meczu sprowadzić tylko do […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Starcie „kanapkowych osiłków” dla Lechii

Wisła Kraków i Lechia Gdańsk mogły do tej pory uchodzić za takich szkolnych osiłków, którzy znęcają się tylko nad słabszymi. I jedni, i drudzy ogrywali beniaminków, ale gdy przyszło mierzyć się z kimś silniejszym, był często kłopot, żeby ugrać choćby punkt. No i dzisiaj mieliśmy okazję sprawdzić, kto ma trochę więcej krzepy i jednak potrafi […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Jeremy Wisten. Cierpienie w ciszy

„Nie znoście cierpienia w ciszy, porozmawiajcie z ludźmi, kiedy czujecie się ze sobą źle”. Te słowa idealnie oddają nastrój, jaki towarzyszy po śmierci 17-letniego Jeremy’ego Wistena, byłego piłkarza akademii Manchesteru City. Nastolatek odbiera sobie życie. Dlaczego? Nie radzi sobie z marzeniami, które legły w gruzach. Gonił za marzeniem, napotkał problemy, miał przecież wsparcie rodziny. Dlaczego […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Prokuratura przedstawia zarzuty. Czarne chmury nad Cezarym Kucharskim

Wrze w sprawie Cezarego Kucharskiego. Czarne chmury zbierają się nad jego głową. Wczoraj zatrzymanie, zdjęcie z charakterystycznym czarnym paskiem na oczach, dzisiaj komunikat Prokuratory Regionalnej, przedstawiający bardzo konkretne zarzuty wobec byłego piłkarza i menadżera. A wszystko wokół sprawy konfliktu z Robertem Lewandowskim. Wczoraj szeroko pisaliśmy o regularnej wojnie między Cezarym Kucharskim a kapitanem reprezentacji Polski, […]
28.10.2020
Anglia
28.10.2020

Ilu zawodników na jedną pozycję powinien mieć wielki klub?

Rzadko kiedy w historii futbolu możemy bez trudu odnaleźć tak wyraźny punkt przełomowy. Często jakieś zmiany, wzloty jednych drużyn, upadki drugich, to skomplikowane i długotrwałe procesy. Z Virgilem van Dijkiem w Liverpoolu jest zupełnie inaczej. Dopóki go w Liverpoolu nie było, Juergen Klopp biegał od linii do linii wściekając się na niefrasobliwość linii defensywnej. Odkąd […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Sędzia czy obrona Tychów – nie wiemy, kto był dzisiaj gorszy

Całkiem ciekawy mecz pierwszej ligi na liście rzeczy, których spodziewaliśmy się w środę o godz. 13, stał gdzieś pomiędzy hiszpańską inkwizycją i zwycięstwem Marcina Najmana przez nokaut. A jednak, w erze wirusowej jest to możliwe, bo przecież kiedyś trzeba nadrabiać zaległości. Dzisiaj nadrabiali je piłkarze Radomiaka i GKS-u Tychy. Widowisko było całkiem niezłe, ale jak […]
28.10.2020
Hiszpania
28.10.2020

Wszystkie grzechy Bartomeu. Dlaczego prezydent Barcelony musiał odejść?

Nieudolność działań na rynku transferowym, zadłużenie klubu, konflikt z największymi gwiazdami, afera związana z działalnością w mediach społecznościowych, oskarżenia o korupcję. To tylko część z zarzutów stawianych Josepowi Marii Bartomeu przez fanów Barcelony. Prezydent katalońskiego klubu wczoraj ostatecznie podał się do dymisji. A kibice mogli sobie jedynie powiedzieć: nareszcie! ***** Od dłuższego czasu fani Barcelony […]
28.10.2020
Blogi i felietony
28.10.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wczoraj na Weszło ukazał się artykuł o skandalicznym zachowaniu rodziców podczas meczu 14-letnich chłopaków z Ząbkovii. Jak zwykle swoje musiał wysłuchać sędzia (ślepak jebany), ale także i zawodnicy (włóż mu, kurwa, tę nogę). W tym wypadku w roli wymagających nauczycieli wystąpili rodzice, ale raz na jakiś czas piłkarski internet żyje też najróżniejszymi wypowiedziami trenerów. Od […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

William Remy pracuje nad zbiorową odpornością w Legii

Legia Warszawa dotychczas nie zaliczała się w Ekstraklasie do klubów najbardziej dotkniętych koronawirusem. Pojedyncze przypadki się zdarzały, ale nigdy nie było paraliżu czy masowych wyników pozytywnych jak w Pogoni Szczecin i kilku innych zespołach. William Remy najwyraźniej uznał, że pora to zmienić i im szybciej Legia jako drużyna nabierze zbiorowej odporności, tym lepiej.  Francuz oficjalnie […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

United – Lipsk. Drugi hit wieczoru starciem o wyjście z grupy?

Jeśli masz w grupie PSG, możesz się spodziewać, że miejsce do awansu jest tylko jedno. Dlatego mecz Manchesteru United z RB Lipsk będzie miał podwójną stawkę. Każde potknięcie może oddalić jednego z zainteresowanych od 1/8 finału Ligi Mistrzów, więc motywacja do wygranej będzie podwójna. Typujemy drugi dzisiejszy hit wieczoru w Superbet! Manchester United – RB […]
28.10.2020
Weszło Extra
28.10.2020

Nie musisz być kimś za wszelką cenę. Każdy sam sobie koloruje świat

Do czego w szatni Cracovii przydaje mu się język holenderski? Czy Polacy są zakompleksieni? Jak szybko wydorośleć, kiedy jako nastolatek wyjeżdżasz do obcego kraju? Co inni bramkarze w Bredzie mówili o Łukaszu Fabiańskim i Przemysławie Tytoniu? Jak znosi rozłąki z dziewczyną? Dlaczego za cel postawił sobie rozegranie stu spotkań w piłce seniorskiej do dwudziestego trzeciego […]
28.10.2020