Pokaz siły Niemców. Z Włochów próbowali zrobić drugą Finlandię

Piotr Tomasik

29 marca 2016, 22:59 • 3 min czytania

Reklama
Pokaz siły Niemców. Z Włochów próbowali zrobić drugą Finlandię

Oho, to się dopiero nazywa kryzys. Niemcy tak się przestraszyli niespodziewanym obrotem spraw z Anglikami – od 2:0 do 2:3 – i silnym laniem Polaków z Finami, że zdążyli już napisać, że jedziemy na Euro ich sprać. No więc właśnie zyskali nowy materiał do analizy: załadowali cztery gole Włochom i stracili jednego.

Reklama

Mario Goetze. On nigdy nie był pierwszym wyborem Pepa Guardioli, na początku sezonu raz wychodził w składzie, a raz nie. W skrócie: zawodził, aż w październiku złapał kontuzję. Wiemy, że pauzował kilka dobrych tygodni, że po powrocie do zdrowia był bez formy, ale poszukiwał jej od końcówki stycznia. A poszukiwania wyglądały tak, że Goetze siedział na ławce i – cokolwiek by się działo na boisku – w ogóle się z niej nie podnosił. Guardiola w ostatnich dwóch miesiącach dał mu zagrać raz, całe 54 minuty. W Bayernie znaczył teraz mniej, niż Błaszczykowski w Fiorentinie.

Na Twitterze natknęliśmy się na dość brutalne przedstawienie faktów: w tym roku więcej czasu na Allianz Arena spędził choćby Gianluigi Buffon. Jak z Anglikami Goetze wszedł w końcówce, tak dziś na stadionie w Monachium rozegrał pełną godzinę. Początkowo zagubiony, trochę niewidoczny, a jeśli już przez kogoś zauważany – głównie ze względu na pulchną twarz i zaokrągloną sylwetkę. Aż nagle, tuż przed przerwą, kapitalną piłkę posłał do niego Thomas Mueller, a Goetze – mimo że czaił się pomiędzy Darmianem a Florenzim – potrafił świetnie dostawić głowę. Do listy indywidualnych ofiar dorzucił jeszcze Bonucciego, kiedy przy trzecim golu zaliczył asystę drugiego stopnia piętką, a Włoch rozjechał się tak, że złapał kontuzję.

Reklama

Tak, ze strony włoskiej defensywy to był pokaz nieporadności, a wystarczy odtworzyć same gole. Raz, kiedy Bonucci po wrzutce Muellera wybił piłkę prosto pod nogi Kroosa. Dwa, kiedy Darmian i Florenzi dopuścili do główki Goetzego. Trzy, kiedy Bonucci trafił prosto do gabinetu lekarskiego, a pozostali nie nadążyli za akcją (świetnie zaś nadążył Hector, autor gola, od którego przejęcia na własnej połowie wszystko się zaczęło). I cztery, kiedy Bernardeschi źle zagrywał we własnym polu karnym i Buffon musiał faulować Rudego.

Włosi długo aspirowali, by robić dla Niemców za Finlandię. Popełniali fatalne błędy w defensywie, przegrywali walkę w środku pola, rzadko dochodzili do sytuacji podbramkowych, a kiedy im się udawało – zazwyczaj w porę interweniował profesor Hummels. Może gdyby przy stanie 0:2 z bliska nie spudłował Montolivo… Może. Prawda jest jednak taka, że goście zasłużyli na niewiele więcej niż tego honorowego gola. A przecież i tak gdyby nie rykoszet Rudigera, piłka po uderzeniu El Shaarawy’ego raczej nie wylądowałaby w siatce.

Wiadomo, to tylko sparing. Nie powinno się wyciągać zbyt daleko idących wniosków, jak to niektórzy w Niemczech zrobili po porażce z Anglikami, ale ten dzisiejszy mecz z Włochami – pierwsza wygrana od 1995 roku – to był pokaz siły.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Świetny debiut Polaków w Lens. Ograli PSG w starciu o Superpuchar!

Braian Wilma
0
Świetny debiut Polaków w Lens. Ograli PSG w starciu o Superpuchar!
Ekstraklasa

Prośby Kroczka zostaną wysłuchane? Nowy stoper w drodze do Rakowa

Braian Wilma
0
Prośby Kroczka zostaną wysłuchane? Nowy stoper w drodze do Rakowa
Ekstraklasa

Panie Gasparik, aleś nam pan zaimponował. Tak zagrać to duża sztuka

Mikołaj Duda
28
Panie Gasparik, aleś nam pan zaimponował. Tak zagrać to duża sztuka

Weszło

Reklama