post Avatar

Opublikowane 19.05.2019 22:04 przez

redakcja

Piłkarz Waldemar Fornalik koronowany był jeszcze w czasach, gdy premią za mistrzostwo był kolorowy telewizor i magnetowid. Fornalik-trener królem był jednak wyłącznie poprzez adorację. Najpierw ze strony kibiców Ruchu, ostatnio także ze strony fanów Piasta.

Aż do dziś.

Wystarczy jedno spojrzenie, dokładnie dwanaście miesięcy wstecz, by uświadomić sobie skalę tego, czego dokonał ze swoją drużyną.

Równo rok temu, co do dnia, Piast Gliwice zdobywał 35., 36. i 37. punkt w Ekstraklasie, co w zakończonym dziś sezonie udało mu się czternaście (!) kolejek wcześniej.

Równo rok temu, co do dnia, zagrożony był byt gliwiczan w Ekstraklasie, o poranku kibic Piasta wchodząc na 90minut.pl nadal widział swój zespół na przedostatnim, oznaczającym spadek, miejscu.

Równo rok temu, co do dnia, Gerard Badia wyszedł do strefy mieszanej i mówił – jak to on, z wielką pasją, niezwykle obrazowo – o niezwykłej uldze jaką poczuł, gdy Piast ograł Bruk-Bet Termalikę Nieciecza 4:0 i w efekcie spuścił Słoniki do I ligi, samemu rzutem na taśmę ratując Ekstraklasę w Gliwicach.

Gdy wtedy rozmawiało się z ludźmi zorientowanymi w sytuacji gliwickiego klubu, nie dało się usłyszeć o stuprocentowym poparciu władz klubu dla Waldemara Fornalika. Dariusza Wdowczyka zwolniono po dziewięciu pierwszych kolejkach, gdy punktował na poziomie 0,89 pkt. na mecz, Fornalik w 28 pozostałych meczach wypracował średnią 1,04 pkt. na spotkanie. Nie wyglądało to jak generalny remont silnika w samochodzie, który ledwo jedzie. Bardziej jak wymiana oleju i założenie mu nowych wycieraczek, a raczej nie tego w Gliwicach oczekiwano.

Mija dokładnie 365 dni. Stan na 19 maja 2019? Trudno wskazać w Ekstraklasie trenera spokojniejszego o posadę niż Waldemar Fornalik.

Mistrz Polski Waldemar Fornalik.

Wiecie doskonale, że do wycen Transfermarktu podchodzimy zawsze z ogromnym dystansem. Ale pozwólcie, że posłużymy się nimi, by uzmysłowić, jaką wymowę ma mistrzostwo Polski z Piastem Gliwice, a wcześniej dwa finisze na podium w sezonach 2009/10 i 2011/12 z Ruchem Chorzów.

Biorąc pod uwagę średnią wartość zawodników ekstraklasowych drużyn, Piast Gliwice ma dopiero 10. najbardziej wartościową kadrę w tym sezonie. Ruch w sezonie 2009/10 miał 9., Niebiescy w rozgrywkach 2011/12 plasowali się na 10. pozycji. Nieprzypadkowo, bo patrząc na nazwiska zawodników, którzy w tamtych drużynach Fornalika grali zdecydowanie najwięcej, to nie byli to ani piłkarze mający za sobą wielkie sukcesy, ani tacy, którzy później robili duże kariery, choćby i tylko w Ekstraklasie.

Jedynym, któremu udało się w ogóle załapać do klubu z naprawdę mocnej ligi, był Artur Sobiech. Reszta to byli w zdecydowanej większości wyrobnicy pokroju Marcina Malinowskiego czy Piotra Stawarczyka. Żywe definicje „solidnego ligowca”, w którego kierunku patrzy się, gdy nagle znajdujesz się na 16. miejscu i potrzebujesz kogoś, kto może nie zachwyci, ale da w walce o utrzymanie doświadczenie i pewien poziom. Nie za wysoki, ale też nie dramatyczny. Ot, niezły ligowy.

waldek 2

waldek

Fornalik w obu przypadkach ugrał z tymi zawodnikami zdecydowanie więcej, niż się spodziewano. To wyświechtane hasło, ale sprawił, że wartość jego drużyny w tych dwóch sezonach wynosiła więcej niż suma umiejętności wszystkich jej zawodników.

W tym sezonie przeszedł pod tym względem samego siebie.

Gdy wyczyta się skład, jaki miał do dyspozycji, próżno szukać wielkich ekstraklasowych gwiazd. Niebywałe, że Legię po trzech latach nieprzerwanej dominacji strąca z piedestału zespół, w którym na przykład opoką defensywy jest uznany za niepotrzebnego w Warszawie Jakub Czerwiński, gdzie jednego z najważniejszych goli – na 2:1 z Jagiellonią – strzela inny wyrzutek, dla jakiego nie było miejsca w składzie stołecznej drużyny Tomasz Jodłowiec. Sensacja jak Leicester 2015/16, jak to słynne Kaiserslautern z sezonu 1997/98. Kto żyw, za dwie dekady jednym tchem wymieniać będzie: Plach, Szmatuła, Czerwiński, Konczkowski, Badia, Valencia, Dziczek, Parzyszek i tak dalej…

Tę grupę ludzi – trudno powiedzieć, by elitarną nawet w skali ligi – doskonale przygotował do walki na pełnym dystansie, szczególnie wiosną. Piast wygrał wszystkie mecze u siebie. W rundzie finałowej, gdy wszyscy jechali już na oparach, okazało się, że on przezornie zapakował zimą do bagażnika dość paliwa w kanistrach.

Zalał pod kurek przed Lechią.

Dolał sporo przed Legią.

– Runda finałowa, gdzie są mecze bezpośrednie z rywalami do tytułu, jest w naszym wykonaniu fenomenalna, wstrzeliliśmy się z formą idealnie – mówi Marcin Pietrowski.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Piast Gliwice. 04.05.2019

W efekcie biorąc pod uwagę tylko ostatnich siedem kolejek, już po podziale punktów, Piast rozjechał konkurencję walcem. A potem wrzucił wsteczny i przejechał raz jeszcze, dla pewności. 19 na 21 punktów w grupie mistrzowskiej. Dziękujemy za uwagę.

W tym jednak nie ma grama niespodzianki. Waldemar Fornalik, jako uczeń świętej pamięci doktora Jerzego Wielkoszyńskiego od lat słynął ze świetnego przygotowania fizycznego swoich zespołów, szczególnie jeśli ma możliwość przepracować z nimi okres przygotowawczy. Potwierdza to Kamil Mazek, podopieczny świeżo upieczonego szkoleniowca mistrzów Polski z Ruchu Chorzów.

– W warsztacie trenera Fornalika wszystko jest dobre, solidne, stabilne. Nie ma słabych stron. Świetne przygotowanie fizyczne? To u niego jest pewne jak w banku. Ostatnio męczą mnie kontuzje, ale w tamtym czasie nie miałem większych problemów zdrowotnych, przeważnie byłem gotowy na sto procent. Przez jesień 2016 roku grałem z kontuzją pachwiny, co nie było najmądrzejszym wyborem z mojej strony, jednak przy gorszych treningach nawet tego nie byłbym w stanie zrobić, choćbym chciał. Miałem trening dopasowany do swojej sytuacji i mogłem wyjść na boisko. Kontuzje mięśniowe czy przeciążeniowe w drużynach Fornalika zdarzają się bardzo rzadko. W Piaście w tym sezonie prawie nikt nie miał poważniejszych problemów ze zdrowiem i nie jest to przypadek. To szkoła doktora Wielkoszyńskiego, którą w Ruchu kontynuował trener przygotowania motorycznego Leszek Dyja. Mieliśmy słynne zajęcia z piłkami lekarskimi i tym podobne, praktycznie na każdym treningu siłowym. Początkowo nie za bardzo wiedziałem, o co chodzi, ale dawało efekty, więc bardzo szybko się przekonałem.

 – Ja do tych metod nie musiałem się przekonywać, wcześnie zaczynałem je stosować. Nowi piłkarze potrzebowali kilku tygodni, żeby przyzwyczaić organizm do innych bodźców, bo w poprzednich klubach tak nie pracowali. U mnie było raczej na odwrót – gdy odszedłem z Ruchu do Zagłębia Lubin, musiałem się przestawiać w drugą stronę. U Piotra Stokowca mieliśmy dużo biegania. Inna szkoła, ale też się sprawdzała. Treningi Waldemar Fornalika to częściej krótkie, ale bardzo intensywne zajęcia na dynamice. 75-80 minut i koniec, bez męczenia buły – wspomina Łukasz Janoszka, który w Ruchu grał w latach 2006-2014.

 – Jego metody się nie zmieniły. Nie tak dawno przebywał ze swoim zespołem na zgrupowaniu w Ustroniu, mieliśmy okazję porozmawiać. Wynajmowali nie tylko boisko, ale też halę na materace, piłki lekarskie i tym podobne – dodaje Adrian Sikora, który ekstraklasową karierę zaczynał w Górniku Zabrze prowadzonym przez Fornalika.

Co do wspomnianych efektów – nie inaczej było w poprzednim sezonie. Aż do feralnego meczu z Górnikiem, który mógł się okazać punktem zwrotnym całej historii. Po starciu z zabrzanami, zweryfikowanym jako walkower dla Górnika, Piast wyhamował. Fornalik mówił o tym w wywiadzie dla Weszło:

– Po tamtym sezonie wszystko sprowadziło się do kiepskiej wiosny Piasta. A do meczu z Górnikiem punktowaliśmy, mieliśmy wygrany mecz z Gdańsku, wygraliśmy na Sandecji. Gdyby nie ten walkower, sytuacja w tabeli byłaby zupełnie inna, nie mówiąc już o morale drużyny. Wszyscy tylko nasłuchiwali, czy będzie walkower, czy nie. To zachwiało naszą pewnością siebie i miało duży wpływ na to, że do końca tak to wyglądało.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice - Legia Warszawa. 12.12.2017

Co było największą, wiodącą siłą Piasta w zakończonym właśnie sezonie? Najłatwiej powiedzieć, że równowaga. Piast bronił znakomicie, najlepiej w całej lidze. Ale jednocześnie nie był zespołem jednowymiarowym, opartym o defensywę, ale jednocześnie atakującym z dużą różnorodnością i fantazją. O to wszystko Fornalik zawsze mocno dbał, jego byli podopieczni wskazują to właśnie jako siłę również i ich zespołu.

– Czesław Michniewicz fajnie podsumował to na Twitterze: mało tracisz, dużo strzelasz. To jest właśnie Piast trenera Fornalika. Na zero z tyłu przede wszystkim, a z przodu odważna gra. W Ruchu w tygodniu zawsze ćwiczyliśmy jakieś sposoby rozegrania akcji ofensywnych i często miało to przełożenie podczas meczów. Nie ma jednego czynnika, który jakoś wybitnie charakteryzowałby futbol preferowany przez trenera Fornalika, ale wiadomo, że defensywa zawsze jest najważniejsza: odbiór, szybki doskok, przesuwanie. Co nie znaczy, że trener lubi się murować. Tego nie było ani w Ruchu, ani tym bardziej nie ma teraz w Piaście. Zawsze wiedzieliśmy, jak mamy grać z przodu – mówi Kamil Mazek.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice - Legia Warszawa. 12.08.2018

Do Fornalika swego czasu przylgnęła etykieta „Smutny Waldemar”. Gdy prowadził reprezentację Polski, stosowana zdecydowanie częściej niż nacechowana dużo bardziej pozytywnie, nadana przez kibiców Ruchu „Waldek King”. A jak łatka dobrze się przyklei, to później długo się z nią walczy.

Wygląda jednak na to, że data przydatności do spożycia „Smutnego Waldemara” po prostu minęła.

– Z biegiem lat się zmieniał. Chłopaki z dłuższym stażem w Ruchu mówili, że stawał się coraz bardziej pozytywnym człowiekiem, stał się bardziej kontaktowy i ja już trafiłem właśnie na ten etap. Nie powiem, żeby była to otwartość ponadprzeciętna, ale na pewno nie poniżej ogólnej średniej. Media kreowały go na kogoś smutnego, nieokazującego emocji. Doświadczyłem czegoś innego, trener był już „pomiędzy”. Jak były chwile radości, to potrafił się cieszyć. Jak chwile smutku, było to po nim widać. Ogólnie jednak to prawda, że jest osobą stonowaną i przewidywalną w reakcjach – opowiada Kamil Mazek.

Adrian Sikora: – Czasami sprawia wrażenie osoby chłodnej, zdystansowanej, ale jak najbardziej można z nim normalnie porozmawiać, pośmiać się. Inna sprawa, że wtedy w Ustroniu relacja była już dojrzalsza, jak dawnych znajomych, a nie szefa i podwładnego. W Górniku byłem jeszcze trochę gówniarz, musiało to wyglądać inaczej niż teraz.

– Smutny Waldemar to już przeszłość! Trener Fornalik teraz naprawdę dużo się uśmiecha. Jak się nie uśmiechać, jak wygrywasz tyle meczów z rzędu, masz tyle punktów? Przecież to najlepszy moment w historii tego klubu. Jakby trener się nie uśmiechał, to od razu bym zapytał, co jest z nim nie tak! – mówi z kolei pytany o to przed 37. kolejką Gerard Badia, który nie tak dawno w Warszawie sam dał szkoleniowcowi powód świętowania. Tak ekspresyjnego, że ten aż nabawił się kontuzji.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Piast Gliwice. 04.05.2019

– On jest kierowcą naszego autobusu, więc musi być uśmiechnięty, spokojny. Wtedy nie boisz się z nim jechać. Jak kierowca jest nerwowy, wszyscy będziemy nerwowi. Ale my jedziemy powoli, spokojnie, leci dobra muzyka, wszystko jest pięknie – dodaje.

Smutny? Nie. Spokojny, wyciszony? To w jego przypadku się nie zmienia. Rozmawiając z piłkarzami, którzy mieli okazję pracować tu i ówdzie z Fornalikiem, trudno usłyszeć o jakichś kontrolowanych (lub nie do końca) wybuchach złości, o „suszarkach”.

– Na pewno wyróżnia go cierpliwość. Jeśli miałem jeden czy dwa słabsze występy, to nie wprowadzał dodatkowego napięcia, raczej podbudowywał i mówił, że gdzieś tak za trzy mecze dam mu jakość, której oczekuje. Jak już ktoś dostawał szansę i wskakiwał do składu, wiedział, że ma duże zaufanie, co dodawało pewności siebie – opowiada Mazek.

A do kogo z kolegów po fachu można go porównać? Głos ma Adrian Sikora: – Wydaje mi się, że podobnymi trenerami do Waldemara Fornalika – zwłaszcza pod względem charakteru – są Jacek Zieliński i Maciej Skorża. Dusan Radolsky na przykład stanowił jego przeciwieństwo. Nieraz tracił nerwy, ostro pokazywał, kto rządzi. Aczkolwiek poza boiskiem Radolsky był zupełnie inny. Jeśli ktoś go widział i prywatnie, i zawodowo, mógłby nie uwierzyć, że to ta sama osoba.

Jedyna historia, która wskazuje na to, że nawet takiego stoika jak trener nowo koronowanych mistrzów Polski da się wyprowadzić z równowagi w takim stopniu, by stracił nad sobą panowanie, to ta znaleziona na łamach „Przeglądu Sportowego” kilka lat temu. Ruch Chorzów leciał do Karagandy na pucharowy mecz z Szachtiorem i…

„Piłkarze Ruchu siedzieli już w małym, 40-miejscowym odrzutowcu wylatującym z katowickich Pyrzowic do Kazachstanu. Nagle Maciej Sadlok zbladł, zaczął się dusić, mówił, że nie wytrzyma, że mu duszno i gorąco i że natychmiast musi wyjść z samolotu. Koledzy go wyprowadzili, kazali oddychać świeżym powietrzem i się uspokoić. Sadlok nie był jednak w stanie wejść z powrotem do samolotu. A przecież dopiero co wrócił z wakacji w Grecji, a wcześniej poleciał z kadrą aż do Tajlandii. Tym razem jednak nie przezwyciężył głęboko skrywanego strachu przed lataniem.

W Ruchu mówią, że nigdy wcześniej ani później nie widzieli Fornalika, by był aż tak wściekły. Przeklinał na cały samolot, krzyczał, że jeżeli Sadlok nie poleci do Karagandy, może już nie przychodzić na treningi.

– Co mam powiedzieć dziennikarzom – zapytał Waldemara Fornalika rzecznik prasowy.

– Wyp…, ch… mnie to obchodzi – odparł wściekły trener.

Ten jeden raz puściły mu nerwy. Zazwyczaj mówi spokojnie, jest opanowany. Agresja nigdy nie leżała w jego naturze i nigdy nie była mu potrzebna do zyskania autorytetu w stosunku do piłkarzy”.

Ciąg dalszy historii dopowiada nam Łukasz Janoszka: – Powiedział, że w takim razie Maciek zostaje na płycie lotniska, a my lecimy dalej. Nie było żadnego proszenia czy negocjacji, tylko krótka piłka: albo leci, albo go zostawiamy. Mocno nas wtedy zaskoczył, nie spodziewaliśmy się takiej reakcji, zwłaszcza że Maciek był ważnym zawodnikiem w zespole. W przypływie emocji mówił nawet, że już więcej nie zagra, ale to było wypowiedziane w afekcie. O cokolwiek by chodziło, raczej nie jest trenerem, który nie daje drugiej szansy.

Ruch Chorzow - trening

Czymś, co podkreślają zgodnie przepytani przez nas gracze, to warsztat trenerski. Różnorodne zajęcia, pozostawienie swobody zawodnikom, nienarzucanie swoich rozwiązań na siłę, wsłuchiwanie się w głos swoich piłkarzy. Brzmi jak banały, jak obowiązek, a jednak skoro wszyscy to uwypuklają, to znaczy, że wcale standardem nie jest.

– U trenera Fornalika bardzo podobało mi się to, że nie był nadgorliwy, nie starał się kontrolować wszystkiego. Nie traktował piłkarzy jak przedszkolaków. Nie prowadził ich za rączkę albo nie chodził i nie mówił „nie pijcie kawy, bo wypłukuje magnez” czy coś takiego. Spotkałem wielu trenerów, którzy lubili jakieś rozmowy wychowawcze w szatni, „to możecie lub musicie, tego nie możecie”. Fornalik taki nie był. Potrafił też słuchać piłkarzy, którzy nieraz czuli, że jakiś element treningu im służy, a drugi wręcz przeciwnie. Brał to pod uwagę. Nie było tak, że miał coś z góry zaplanowane od A do Z i koniec, żadnych odstępstw, ja wiem najlepiej, jak się czujesz. Oczywiście pewne elementy w treningu czy taktyce były obowiązkowe, ale gdy robiłeś swoje i potrafiłeś spełnić jego oczekiwania na boisku, nie ingerował w pozostałe sprawy, każdy mógł działać po swojemu – mówi Paweł Abbott, który z Ruchem Fornalika zdobył wicemistrzostwo 2011/12.

Łukasz Janoszka: – Jeśli coś nakazywał w sprawach treningowych, należało się bezwzględnie dostosować, nie można było wychodzić przed szereg. Wtedy nie uznawał żadnych dyskusji. W pozostałych aspektach dawał dość szerokie ramy, w których mogliśmy się obracać.

– Trener ma swoje schematy, jednak niekoniecznie upiera się przy nich za wszelką cenę. Jeśli zobaczy, że chłopaki na treningu grają coś innego i fajnie im idzie, potrafi coś z tego przenieść do meczu. Jest otwarty na improwizację i nowości w ofensywie. Na pewno nie jest taktycznym świrem jak Simeone czy Bielsa, ale taktyki mieliśmy wystarczająco dużo, żeby dobrze to funkcjonowało na boisku. Nie przychodził z piłką i „macie, kopcie sobie”. Wszystko wyważone. Zawsze jakoś dwa dni przed meczem mieliśmy analizę przeciwnika i również pod tym kątem ćwiczyliśmy ustawienie na boisku. Trener zwracał uwagę na wady i zalety poszczególnych rywali, choć tak po prawdzie, jak dotąd nie pracowałem z kimś, kto by tego nie robił. W drużynach trenera Fornalika wszystkiego jest po trochu. I solidność w obronie, i schematy w rozegraniu, i trochę improwizacji. A że potrafi dać zawodnikom pewność siebie, często dobrze to wygląda – dodaje Kamil Mazek.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Wisla Plock - Piast Gliwice. 27.10.2018

– Śmieszy mnie czasami, gdy ktoś popatrzy na człowieka i mówi: „To jest trener z charyzmą, a ten jest bez charyzmy”. Tak się chyba utarło, że charyzma oznacza krzyk. Pojęcie charyzmy jest zupełnie inne – mówił Fornalik w niedawnym wywiadzie dla Weszło. To też potwierdzają jego podopieczni. Potrafił utrzymać dyscyplinę, ale stosując inne metody niż drąc się na swoich graczy jak dowódca na szeregowego. Choć również się nie spoufalał, o czym mówi nam Paweł Abbott.

– Pozwalał szatni żyć swoim życiem, niektóre sprawy załatwialiśmy we własnym gronie. Ufał starszym zawodnikom, że będą potrafili trzymać odpowiednią dyscyplinę. Jak ktoś spóźnił się na trening, to sami ustalaliśmy karę, którą wpłaci. Pilnowaliśmy siebie nawzajem. Pod tym względem Fornalik miał podobne podejście do trenerów w Anglii. Różnił się od nich tym, że bardziej trzymał zawodników na dystans.

Łukasz Janoszka dodaje: – To trener bardzo charyzmatyczny, mający swoje zasady. Nie musi krzyczeć czy rzucać bidonami. Potrafi dosadnie, ale spokojnie przekazać, o co mu chodzi. Czasami wystarczyło samo spojrzenie, żeby przekaz był jasny.

W jego Piaście również bardzo dużą rolę do odegrania mieli doświadczeni zawodnicy. Bez Szmatuły, Jodłowca, Badii, Czerwińskiego czy Hateleya nie byłoby mowy o mistrzostwie.

Piast Gliwice - Lech Poznan , pilka nozna , ekstraklasa , Polish Football Extraleague

Fornalik wchodzi dziś na trenerski szczyt w Polsce, wokół którego krążył już kilka razy. Do tej pory jednak musiał się zadowolić co najwyżej drugim miejscem, finałem Pucharu Polski i faktem, że był selekcjonerem. O czasie z reprezentacją nadal wspomina niechętnie. Gdy ostatnio zgodził się na dłuższy wywiad dla Weszło, który już kilka razy cytowaliśmy, zastrzegał na wstępie, że wątek z kadrą pomijamy.

Bez wątpienia popełniał wówczas sporo błędów. Miotał się z powołaniami, bywało, że ulegał presji mediów. Na domowy mecz z Ukrainą wystawił w środku pola Daniela Łukasika i akurat mającego lepsze dni w Nottingham Radosława Majewskiego, a w rewanżu z naszymi wschodnimi sąsiadami nagle odkurzony został Mariusz Lewandowski. Jako selekcjoner od początku stosował głównie ustawienie 4-2-3-1, w którym Robert Lewandowski często był osamotniony i zdany na samego siebie. To najgorszy reprezentacyjny okres kariery „Lewego”. W trzynastu meczach strzelił tylko trzy gole, z czego dwa to rzuty karne z San Marino.

Z drugiej strony Fornalik miał bardzo mało czasu. Przed startem eliminacji rozegrał jedynie towarzyskie spotkanie z Estonią (porażka 0:1 po bramce Konstantina Vassiljeva z rzutu wolnego). Brakowało mu też, nazwijmy to, przychylności z góry. Zatrudniała go jeszcze stara ekipa rządząca PZPN, przychodzący kilka miesięcy później Zbigniew Boniek ewidentnie nie miał do niego takiego przekonania jak później do Adama Nawałki, który był jego pomysłem.

Nie będzie również kłamstwem stwierdzenie, że to za kadencji Fornalika reprezentacyjnie okrzepli tacy zawodnicy jak Kamil Glik czy Grzegorz Krychowiak, a coraz śmielej wprowadzani byli Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik. Nawałka pierwszy mecz o punkty rozegrał prawie rok po nominacji, na dodatek ze słabiutkim Gibraltarem. Wcześniej mógł eksperymentować w siedmiu sparingach. Mimo to początki jego pracy także były trudne i dopiero od wygranego meczu z Niemcami wszystko zaczęło iść jak trzeba. Fornalikowi takiego meczu na rozpęd zabrakło.

W karierze klubowej długo też nie miał lekko. Najpierw bieda w Zabrzu. Później zwolnienie z Odry Wodzisław latem 2006 już po pięciu kolejkach, mimo że dopiero co zajął z tym klubem szóste miejsce. Pierwszoligową Polonię przejmował na czternastym miejscu, skończył na szóstym. W nowym sezonie szło mu nieźle, wyrzucił też Lecha z krajowego pucharu, ale wystarczyły dwie porażki, by Józef Wojciechowski zastąpił go Dariuszem Wdowczykiem. Później tego żałował i jeszcze dwukrotnie proponował Fornalikowi posadę. Równie pochopnie w Widzewie podziękował mu Sylwester Cacek. Zwolnił Fornalika, mimo że zespół prowadził w tabeli. Kibice Widzewa nadal są zgodni, że to była jedna z jego najgorszych decyzji. Fornalik jednak dzięki temu wylądował jako trener w Ruchu Chorzów i od tego momentu zaczęła się historia, która teraz ma swój punkt kulminacyjny.

RUCH - LEGIA

Z pewnością Piastowi niejeden bogatszy konkurent będzie chciał podebrać szkoleniowca. Wielu nadal zadaje sobie pytanie, czy Fornalik jest trenerem na topowe kluby, w których nie ma takiego spokoju w pracy, a media nie dają spokoju. – Moim zdaniem spokojnie dałby radę w największych polskich klubach. Byle tylko pozwolono mu pracować i nie mieszano się w jego kompetencje – nie ma wątpliwości Adrian Sikora.

Na razie trzymajmy się jednak tego, że Fornalik topowy klub stworzył sobie w Gliwicach. Trudno założyć, żeby nie podjął wyzwania jakim są eliminacje Ligi Mistrzów i utrzymanie Piasta na samym szczycie w Polsce. W Ruchu zawsze po świetnym sezonie następny miał dużo słabszy. – Jak tylko ktoś się mocniej pokazał, to odchodził, a następcy trzeba było dopiero poszukać, nie mieliśmy szerokiej kadry. W jednym sezonie wyciskaliśmy maksa, w kolejnym musiano budować od nowa i prędzej czy później zaskakiwało. Na wszystko jednak potrzebny był czas. W Piaście też nic nie stało się od razu. Brawa dla szefów klubu, że rok temu wytrzymali ciśnienie, zostawili trenera Fornalika i dziś są efekty – chwali Łukasz Janoszka.

Podpisujemy się pod tym. Fornalik i spółka bez wątpienia sprawili największą sensację w Ekstraklasie od czasu przemian ustrojowych w kraju. Ten dzień w Gliwicach zostanie zapamiętany na zawsze, a my też prędko go nie zapomnimy.

Czapki z głów, trenerze!

PRZEMYSŁAW MICHALAK

SZYMON PODSTUFKA

fot. FotoPyK/NewsPix.pl

Opublikowane 19.05.2019 22:04 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
28.05.2020

Coraz mniej jest typowych „dziesiątek”. Ta pozycja chyba wymiera

– Większość „dziesiątek” przenosi się do boku, przeważająca liczba zespołów gra z jednym defensywnym pomocnikiem i dwiema „ósemkami”. Wszystko idzie w tym kierunku, że w środku pola grają piłkarze box-to-box. Dużo biegający, podłączający się i z przodu, i z tyłu. A rozegranie przenosi się na boki – mówi w rozmowie z kwartetem „Kanału Sportowego”: Żewłakow, Smokowski, Borek, Stanowski […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Animucki: Teraz wszyscy jesteśmy zdrowi i chcemy, by tak pozostało też na koniec sezonu

Gościem dzisiejszego programu Ekstra Back na Kanale Sportowym był Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA. Prowadzący program Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Żewłakow oraz Krzysztof Stanowski przepytali prezesa pod kątem powrotu ligi – zwłaszcza wyników badań, które spływały jeszcze kilkadziesiąt minut temu oraz sprzedaży praw telewizyjnych do Portugalii czy Anglii.  Ostatnie godziny dość nerwowe, ostatnie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Bartoszek: Ci, którzy odeszli z Korony, sami odłożyli rękawicę

Utrzymanie Korony Kielce? Cóż, widzieliśmy kilka łatwiejszych zadań do wykonania. Maciej Bartoszek zapewne też, a jednak jeszcze przed pandemią podjął się tej wyjątkowo trudnej misji. Po przymusowej przerwie w rozgrywkach wygląda ona na… jeszcze trudniejszą. Stan kadrowy Korony jest taki, że na stoperze testowany jest Michal Papadopoulos. Co słychać w Kielcach? Jaki jest plan na […]
28.05.2020
Inne sporty
28.05.2020

Ostatni trening za nami. Od jutra w ORLEN Stay&Play ruszają finały

Emocje rosły z każdym kolejnym treningiem. Drużyny analizowały grę potencjalnych rywali, próbując doszukać się słabości. W ruch poszły komputery, programy nagrywające i własne oczy. Jutro okaże się, kto najlepiej odrobił pracę domową – rozpocznie się faza grupowa turnieju ORLEN Stay&Play w Rocket League. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć jeszcze jeden, ostatni trening. Tym razem swoich […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Oficjalnie: Włosi też wracają do gry. Najpierw puchar, potem Serie A

Piękny to jest dzień dla kibiców futbolu, mimo że zbyt wielu hitów dzisiaj nie zobaczą. Piękny dlatego, że spływają do nas same dobre informacje. Najpierw oficjalne daty powrotu na boiska ustalili Anglicy. Teraz dokładamy do tego potwierdzenie od włoskiego rządu, który pozwolił na powrót Serie A, Serie B oraz Pucharu Włoch. Po dzisiejszej konferencji ministra […]
28.05.2020

Live od 21:00 – Ekstra Back – Borek, Stanowski, Smokowski, Żewłakow

Może uznacie nas za wariatów, dziwaków, popaprańców, ale my naprawdę czekaliśmy na powrót PKO Bank Polski Ekstraklasy. I nareszcie, w końcu, doczekaliśmy się – w piątek wraca polska liga. Dlatego też dzisiaj wieczorem czas na specjalny program na Kanale Sportowym w całości poświęcony Ekstraklasie – Ekstra Back. Nazwa mówi sama za siebie, nic dodawać nie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miasto kupuje akcje Ruchu. W czym rzecz?

„Niebiescy”, przez przedwczesne zakończenie sezonu, na stulecie klubu utknęli w III lidze. Dzisiaj przyszły dla Ruchu  ciut lepsze wiadomości, bowiem poprzez wykup akcji Urząd Miasta przekazał klubowi zauważalną kwotę. Na czym faktycznie polega ten manewr? Z jakimi wiąże się konsekwencjami? Wiadomo jak drzewiej bywało w Ruchu, ile było znaków zapytania wokół zarządzania finansami tego klubu. […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miłość do Wisły Kraków mam w genach

Popołudnie przed meczem Wisły z Panathinaikosem. Węgrzcanka Węgrzce Wielkie. Mały podkrakowski klubik, w którym swoje pierwsze kroki stawiał Kazimierz Kmiecik. Artur Kawula, syn innej legendy Wisły, Władysława, zabiera na trening swoją córkę. Karolina staje między słupki, jej koledzy uderzają rzuty karne. Piłka trafia w rękę. Okropny ból. Dochodzi do złamania. Trzeba jechać do szpitala, ale… […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Wygląda, że to koniec czekania. Premier League ma wrócić 17 czerwca!

Powrót Bundesligi był dla wielu strasznie radosną informacją, powrót Ekstraklasy, to dla nas, nie ukrywajmy, dziwaków, kapitalna wiadomość, ale restart Premier League to już news globalny. Najbardziej popularna liga, z pewnością najbogatsza, czy najlepsza, kwestia sporna, na pewno w TOP2. Dlatego wiadomość, którą podało dzisiaj BBC, jest tak elektryzująca. Jej Wysokość ma wrócić do grania […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

1/4 pojemności stadionu obejrzy mecz na Węgrzech

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w czasach koronawirusa sytuacje toczą się dynamicznie. Jeszcze chwilę temu pisaliśmy o tym, że Polska wpuszczając kibiców na stadiony może być pionierem, a tu cyk – trybuny powoli zaczynają zapełniać Czesi, głośno mówi się o tym w Szwajcarii (o komplecie), do tysiąca widzów wpuszczą w najbliższej kolejce Serbowie, inną […]
28.05.2020
Blogi i felietony
28.05.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Futbol. Co jest jego podstawą? Fundamentem? Zasadą, bez której piłka nożna nie byłaby już piłką nożną? Oczywiście liczba dostępnych zmian. Przejdziemy z trzech na pięć i pozamiatane. Można się przerzucić na krykiet. Wszyscy podskórnie czujemy, że pięć dostępnych zmian to większy gwałt na piłce nożnej niż jakby wprowadzić możliwość gry ręką na całym boisku. Gorzej […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mundial 2022: Wielkie pieniądze i wielka polityka, czyli po co Katarowi te mistrzostwa?

Około 3 mln zagranicznych turystów odwiedziło Rosję podczas piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku. Gdyby podobnie liczna grupa zdecydowała się wykorzystać mundial w 2022 jako okazję do wizyty w Katarze, oznaczałoby to, że przyjezdnych byłoby tam więcej niż mieszkańców kraju. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy wziąć pod uwagę, że wśród zamieszkujących Katar 2,7 mln osób, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mini-zgrupowania, masażyści i… piwo, czyli plan Chojniczanki na utrzymanie

Sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca, siedem wyjazdowych meczów z rzędu. Tak, pozycja Chojniczanki przed restartem sezonu jest wyjątkowo trudna. Ale dla chojnickich fanów mamy też dobre informacje, które na antenie Weszło.FM przekazał wiceprezes Jarosław Klauzo. – Piwo po wygranym meczu? Nie rozmawialiśmy o tym, ale profesjonalizm to nie znaczy zamordyzm. Trener Smółka, trener przygotowania fizycznego […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Lech znów będzie miał problem z murawą. „Koronawirus zatrzymał budżety”

Jak bumerang wraca temat problemu murawy na stadionie Lecha Poznań. Architektura stadionu jest beznadziejna i właściwie niemożliwe jest na nim utrzymanie dobrej murawy bez doświetlania trawy lampami. A w obliczu kryzysu spowodowanego koronawirusem Kolejorz pieniędzy na takie zużycie prądu nie miał. Dlatego już dziś możemy się spodziewać, że boisko będzie w strzępach. – Przez te […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

W futsalu też zamieszanie: zmiana decyzji ws. awansów, środowisko podzielone

Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w niższych ligach. Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w lidze kobiet. Dlaczego więc futsal miałby być gorszy? Tu także powstało duże zamieszanie, konkretnie dotyczące awansów z I ligi do ekstraklasy. W centrum wszystkiego znajduje się prezes spółki zarządzającej najwyższym szczeblem, który jednocześnie jest trenerem […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Cracovia z Legią, Lech z Lechią. Znamy pary półfinałowe Totolotek Pucharu Polski

Cracovia zagra z Legią Warszawa przy Kałuży, Lech przy Bułgarskiej podejmie Lechię. Tak wyglądają półfinały Totolotek Pucharu Polski. Długo trwała faza ćwierćfinałowa, bo przedzielona koronawirusem, w trakcie którego rozważano, czy w ogóle ta edycja zostanie rozstrzygnięta – cieszymy się, że będzie, bo zapowiadają się znakomite mecze. Co tu kryć, przy takim zestawie półfinalistów, jak by […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Odmrażania futbolu ciąg dalszy. W sobotę rusza liga ukraińska

Kolejne rozgrywki oficjalnie wracają do gry. Jak poinformowała tamtejsza federacja, w sobotę – po raz pierwszy od połowy marca – na boiska wybiegną piłkarze ukraińskiej ekstraklasy. Jest już zgoda rządu, na którą niecierpliwie wyczekiwano. Trzeba swoją drogą przyznać, że Ukraińcy, podobnie zresztą jak my, ruszają z przytupem, ponieważ już w niedziele odbędzie się największy szlagier, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Będą puchary – nie będzie cięcia. Przy Kałuży grają o pełne pensje

Wszyscy, poza Januszem Golem, zawodnicy Cracovii zgodzili się na 50-procentowe obniżki płac przy okazji koronawirusa. Ale, co zdradził wczoraj w „Kanale Sportowym” Michał Probierz, to nie oznacza, że połowa zapisanych w kontraktach pieniędzy przepadnie. Zarząd „Pasów” uzgodnił bowiem, że w razie awansu do pucharów, będą one wypłacone w formie premii. – Cały zarząd, włącznie z prezesem, […]
28.05.2020