Fake MMA. Pato gala, pato walki, ale przede wszystkim – pato sędziowie
Inne sporty

Fake MMA. Pato gala, pato walki, ale przede wszystkim – pato sędziowie

Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy informować o gali Fame MMA, na której znani i lubiani oraz nieznani i nielubiani udają, że potrafią walczyć. Długo się trzymaliśmy, no ale nie damy rady. Musimy napisać, bo to, co wydarzyło się w Łodzi, to nie była kontrowersja, tylko skandal i kradzież na oczach zdumionych widzów.

A było tak: do walki wyszli Adrian Polański i Kasjusz Życiński, czyli panowie znani (?) z tego, że są znani. No dobra, my ich nie kojarzymy, ale w pewnych kręgach na pewno jest inaczej. W końcu wszystko działo się na gali „Fame MMA”, czyli jakakolwiek sława musiała wchodzić w grę. W każdym razie „Polak” rzeczywiście ograniczył się do wyjścia do walki, a „Don Kasjo” robił to, co powinien, czyli tłukł go po głowie. Żeby była jasność: tłukł dosłownie, bardzo intensywnie i przekonująco. Pierwszą rundę Życiński wygrał do wiwatu, w drugiej miał rywala na skraju nokautu. Trzecia? Polański nie wyprowadził ani jednego uderzenia.

Co na to sędziowie? W normalnych warunkach werdykt w takiej walce to czysta formalność. W zasadzie mogliby pójść na piwo i w ogóle nic nie zapisać na kartach punktowych, a i tak wszystko by było jasne. Ale nie. Geniusze sędziowania jednak wydali werdykt: zwycięstwo „Polaka”.

Ci, którzy oglądali na żywo tę wątpliwej jakości imprezę, tłumnie zakrzyknęli: „ależ panowie, co wy mówicie?”, tylko w trochę mniej parlamentarnych słowach. To mniej więcej tak, jakby w piłce nożnej nie liczyły się gole, tylko werdykty sędziów. I wyobraźcie sobie mecz Barcelony czy innego Manchesteru z rywalem dwie klasy gorszym. I sunie atak za atakiem, strzał za strzałem, posiadanie piłki na poziomie 85 procent, totalna dominacja, przeciwnik wydeptany w murawę. I po 90 minutach wychodzi jeden z drugim sędzia mówi: nie, nie, nie, lepsza była Almeria, czy inne Huddersfield…

Niniejszym wracamy do postanowienia i nie piszemy więcej o Fame MMA, ten jeden raz uznamy za wielkopostne umartwienie. Do szefów tego cyrku mamy tylko jeden apel: jeśli sprzedajecie ludziom imprezę, ekhem, sportową i bez mrugnięcia okiem wciskacie im kit, że to prawdziwa rywalizacja, to chociaż spróbujcie zachować odrobinę przyzwoitości i nie ustawiajcie wyników.

Być może Polański po prostu miał wygrać, nie obchodzi nas to, bo obok prawdziwego sportu i realnej walki to przecież nawet nie leżało. Ale, kurde, ktoś za to zapłacił i ma prawo oczekiwać w miarę uczciwego werdyktu, albo chociaż wałka, który w jakikolwiek sposób da się obronić. Ten się nie dał. Dość powiedzieć, że jedyny bukmacher, który przyjmował zakłady na tę farsę, tuż przed końcem starcia, o którym mowa, za wygraną „Polaka” płacił ponad osiem do jednego… Ktoś tu się brzydko bawi, a cała gala raczej powinna się nazywać „Fake MMA”, chociaż to nie tylko z powodu werdyktów…