Lot motyla brutalnie przerwany. Przypadek Gigiego Meroniego.
Weszło

Lot motyla brutalnie przerwany. Przypadek Gigiego Meroniego.

Los bywa przewrotny. Jednym prostuje ścieżki na drodze do piłkarskiego Olimpu, innym je utrudnia, ale jest też krótka lista wybrańców, dla których ta droga w pewnym momencie brutalnie się skończyła, dobrnęli do ślepego zaułku. Luigi „Gigi” Meroni miał wszelkie zadatki na to, by dzisiaj być wymienianym jednym tchem obok Eusebio czy George’a Besta wśród gwiazd lat 60., jednak los odebrał mu szansę na zapisanie się złotymi zgłoskami w historii futbolu…
Meroni był artystą zarówno na boisku jak i poza nim. Na zielonych włoskich murawach zachwycał kibiców swoim dryblingiem, a z przepuszczania piłek pomiędzy nogami rywali uczynił swój znak charakterystyczny, niczym David Beckham swoją pozę przy wykonywaniu rzutów wolnych. Prawa flanka boisk Italii niepodzielnie należała do niego, w czym nie przeszkadzała mu taktyka Nereo Rocco, ówczesnego trenera Torino, który stawiał podstawy pod owiane złą sławą i obwiniane za wszelkie moralne klęski futbolu catenaccio. Drużyna zorientowana na skrajną defensywę potrzebowała 2,3 ofensywnych graczy, na których barkach spoczywało strzelanie bramek. W turyńskim zespole zabójczy duet stworzyli Meroni oraz Nestor Combin.

Początki „Gigiego” w seniorskiej piłce nie były łatwe – poprawną grą w zespole Como wypromował się na tyle, by trafić do Genoi. Pobyt w genueńskim klubie nie należał do najprostszych. W pierwszym sezonie zdobył ledwie jedną bramkę w 15 meczach a ze swoim zespołem otarł się o spadek. Drugi rok na stadionie Marassi nie rozpoczął się za dobrze – na początku sezonu 1963/64 Meroniemu nie było po drodze z kontrolą antydopingową, którą po prostu zignorował. Za ten występek dostał pięć spotkań kary, podczas gdy u trzech kolegów z zespołu, którzy stawili się na niej wykryto amfetaminę.

Lepszymi występami Meroni zwrócił na siebie uwagę działaczy Torino, które zdecydowało się na zakup skrzydłowego. Turyńska ekipa była już kilkanaście lat po tragicznym wypadku lotniczym, który pochłonął legendarną drużynę, nie mającą sobie równych we Włoszech, jednak proces odbudowy trwał nadal. Ironią losu jest to, że pilot feralnego samolotu nazywał się… Pierluigi Meroni.

Skupiał na sobie uwagę mediów, będąc protoplastą dzisiejszych gwiazd i gwiazdek futbolu. Porównanie na wstępie do George’a Besta jest nieprzypadkowe – obaj panowie mieli niesłychany pociąg do kobiet, choć Włoch zdecydowanie mniej lubił alkohol. Kłuł w oczy Włochów swoim ekstrawaganckim zachowaniem oraz… długimi włosami. Z tego powodu w kadrze zaliczył tylko sześć spotkań, będąc w nieustannym konflikcie z trenerem oraz kolegami z reprezentacji. W tym okresie mieszkańcy Italii byli niezwykle konserwatywni i długie włosy u mężczyzn nie mieściły im się w głowach. Gdyby nie feralne włosy, Włosi być może wyszliby z grupy na angielskim Mundialu.

Ł»ycie w blasku mediów sprawiło, że te zaczęły oskarżać go o związki z komunizmem, a Gigi udawał, że jego narzeczona to tak naprawdę… siostra. Tu ujawnił się talent Meroniego do malowania – tworzył autoportrety, jednak namalował również obraz ukochanej… bez oczu. Był świadom swych ograniczeń malarskich, które nie pozwoliłyby mu na pełne oddanie piękna ukochanej. Poniekąd to poprzedni związek Christiny, która poślubiła innego mężczyznę na polecenie rodziny przyczynił się do śmierci Meroniego…

15 października 1967 roku wraz z kolegą z drużyny, Fabrizio Polettim oraz swoimi sympatiami mieli celebrować uzyskanie przez Christinę rozwodu – Gigi mógł wreszcie zalegalizować związek. Meroni nie miał akurat kluczy do swojego mieszkania, więc wraz z Fabrizio postanowił poczekać w jednym z barów. Panowie nie przejmowali się czymś tak pospolitym jak przejścia dla pieszych, więc weszli na ulicę w dogodnym dla nich miejscu. Właśnie wtedy rozegrał się dramat – Meroniego potrącił samochód wrzucając go pod koła następnego wozu… Huk wypadku był tak głośny, że mieszkający na tej ulicy kolega z zespołu Lido Vieri zjawił się na miejscu nieszczęścia niemal w chwilę po zdarzeniu. „Turyński motyl” zmarł dopiero w drodze szpitala, o godzinie 22:50. Lekarz początkowo wierzył w uratowanie życia idola fanów Torino, lecz bilans obrażeń był fatalny – urazy czaszki, miednicy, złamane nogi oraz zapadnięta klatka piersiowa. Więcej szczęścia miał jego kompan, który uszedł z zajścia z niewielkimi obrażeniami.

Kierowcą Fiata 124 Coupe, który spowodował śmierć sześciokrotnego reprezentanta Włoch był 19-letni student, wierny fan Torino, posiadacz klubowego karnetu, który był obecny na wygranym 4-2 meczu z Sampdorią rozegranym wcześniej tego dnia – Attilio Romero w Meronim widział swojego Boga, wzór do naśladowania, jego plakat miał w pokoju, zdjęcie obecne było nawet w samochodzie. Romero w 2000 roku zostałâ€¦ prezydentem Torino. Nominacja wzbudziła wiele kontrowersji, lecz wypadek nie był jego winą. Turyńscy zawodnicy przechodzili przez ulicę w nieoznakowanym miejscu, to oni ponoszą odpowiedzialność za wypadek.

Meroni kontrowersje wzbudzał nawet po śmierci. Na jego pogrzeb przybyło przeszło 20 tysięcy fanów Torino, ceremonię odprawił kapłan klubu, Ferraudo de Francis. Duchownemu dostało się od przełożonych za chowanie notorycznego grzesznika, człowieka, który z Bogiem nie miał układów. Jego grób został sprofanowany przez fanów Juventusu – pierwszy mecz Torino po tragicznej śmierci to były właśnie derby Turynu. Przed meczem, z helikoptera posypały się kwiaty na prawą pomoc, ulubioną pozycję „Gigiego”. Fani skandowali jedynie jego przydomek, resztę spotkania obserwując w ciszy. Tego dnia Torino odniosło największe derbowe zwycięstwo w historii, odprawiając lokalnych rywali 4-0. Najlepszy przyjaciel legendy Torino i boiskowy partner, Nestor Combin ustrzelił wtedy hat-tricka. Te wydarzenia tylko wzmocniły nienawiść między fanatykami obydwu klubów, trwającą do dzisiaj.

Mało zabrakło, a Meroni mógłby zostać gwiazdą „Starej Damy”. Jego dobre występy zwróciły uwagę włodarzy większego klubu. Orfero Pianelli, prezydent Torino przyjął niebotyczną ofertę od sąsiadów, lecz do akcji wkroczyli kibice. W mieście wybuchły protesty, fani „Il Granata” nie mogli zgodzić się na stratę swego ulubieńca, pracownicy FIAT-a grozili strajkiem – głównym akcjonariuszem koncernu motoryzacyjnego od pokoleń jest rodzina Agnellich, rządząca równocześnie Juventusem. Luigiemu Meroniemu brak transferu niespecjalnie popsuł nastrój – w Torino czuł się świetnie, ani myślał zmieniać otoczenie.

Poruszał się z gracją trzepoczącego skrzydłami motyla, zapewniającego na boisku powiew świeżości, fantazji oraz nieprzewidywalności. Odstawał od realiów Włoch lat 60’, dlatego też został obdarzony wielką i bezgraniczną miłością fanów Torino. Jego śmierć przynajmniej nie poszła na marne – kluby zaczęły ubezpieczać swoich zawodników od kontuzji oraz innych nagłych wypadków. Trzy lata spędzone na stadionie Olimpijskim w Turynie wlały nadzieję w serca tutejszych fanów. Wierzyli, że czasy „Il Grande Torino” mogą powrócić, był pierwszym idolem na tak szeroką skalę od czasów Valentino Mazzoli. Te czasy nie powróciły, dziś ich następcy toczą bój o awans do elity włoskiego futbolu.

ŁUKASZ GODLEWSKI

JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIĘŁ»NE!

[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]