Wilde-Donald Guerrier: Na Haiti bandyci wchodzą do domów i zabijają [WYWIAD]

Kamil Rogólski

06 kwietnia 2026, 12:52 • 26 min czytania 11

Reklama
Wilde-Donald Guerrier: Na Haiti bandyci wchodzą do domów i zabijają [WYWIAD]

Reprezentacja Haiti wraca na mistrzostwa świata po 52 latach. Temu sukcesowi towarzyszą szczególne okoliczności polityczno-społeczne. Po morderstwie prezydenta sprzed pięciu lat kraj pogrążył się w chaosie. Według raportu ONZ około 1,5 miliona ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia domu w poszukiwaniu schronienia i żywności. Grupy przestępcze kontrolują znaczną część terytorium, w tym około 85% stolicy Haiti w Port-au-Prince. O reprezentacji przed mundialem i o sytuacji w kraju w wywiadzie dla Weszło opowiedział znany z boisk Ekstraklasy Wilde-Donald Guerrier, który w latach 2010-2023 wystąpił w 59 meczach Les Grenadiers. Jak sam mówi, ma jeszcze nadzieję na powrót do drużyny.

Reklama

Wilde-Donald Guerrier: Na Haiti mamy problem z gangami i przemocą

Kamil Rogólski: Przed naszą rozmową standardowo “odrabiałem lekcje”, żeby znać konteksty. Im bardziej się wczytywałem w historię ostatnich lat Haiti, tym bardziej byłem zdumiony. Nie lubię używać słowa “szok”, ale trudno znaleźć inne, gdy prezydent zostaje zamordowany, a potem kraj jest dosłownie opanowany przez gangi i pogrąża się w chaosie. Co Polak powinien wiedzieć teraz o Haiti?

Wilde-Donald Guerrier: To wszystko niestety prawda. To typowe dla naszego regionu. Takie rzeczy dzieją się też w Brazylii i innych krajach. Na Haiti mamy problem z gangami i przemocą. Wczoraj udzieliłem wywiadu dla jednego z programów w Stanach Zjednoczonych i powiedziałem im, że dla nas piłka nożna to jedyna szansa, żeby oczyścić nasz wizerunek. Rządzący w moim kraju powinni o tym pomyśleć, bo tylko piłka nożna może pokazać światu pozytywny obraz Haiti. Myślę, że nadszedł czas, żeby nastał pokój i żeby zainwestować w futbol, ponieważ obecnie jest tak wielu młodych, zdolnych piłkarzy, którzy chcą opuścić Haiti, pokazać swój talent. Jak ja to zrobiłem, Frantzdy Pierrot (dziś piłkarz Rizesporu – red.) albo ten piłkarz, który jest teraz w Sunderlandzie.

Wilson Isidor.

Wilson Isidor, właśnie. Albo nawet Jonathan David z Juventusu. (Jonathan David urodził się w Nowym Jorku. Gdy miał trzy miesiące, jego rodzice przenieśli się z nim do Port-au-Prince, czyli stolicy swojego kraju. 6 lat później wyemigrowali do Kanady – red.). Teraz pomyśl, jaki mielibyśmy potencjał, gdyby kraj prosperował i te wszystkie talenty mogły się spełniać w reprezentacji Haiti. Mówię tym, którzy rządzą moim krajem: sprowadźcie piłkę nożną z powrotem, żeby dać ludziom uśmiech i żeby Haiti przestało się ludziom kojarzyć tylko z gangami i przemocą. Jesteśmy biednym krajem ekonomicznie, ale jesteśmy bogaci w talenty, potencjał ludzki. 

Reklama

Wilson Isidor

Wilson Isidor w barwach Sunderlandu

Haiti to jedyny uczestnik MŚ 2026 pod takim względem, że selekcjoner nigdy nie był w kraju, którego reprezentację prowadzi. Sébastien Migné w wywiadzie dla France Football powiedział wprost, że przebywanie na terenie Haiti jest zbyt niebezpieczne. Wasza reprezentacja rozgrywa domowe mecze w innych krajach, na przykład w Curaçao.

To prawda, jest niebezpiecznie. Nie byłem na Haiti już trzy lata, mimo że mam tam rodzinę i przyjaciół, co jest smutne. Granie poza granicami swojego kraju jest trudne. Moja opinia jest taka, że powinniśmy sprowadzić tych zawodników na Haiti po awansie na mistrzostwa świata. Powinni mieć zapewnioną ochronę, żeby nic im się nie stało. Niech piłkarze wyjdą i powiedzą publicznie, że Haiti potrzebuje pokoju. Uważam, że to dobry pomysł, bo przecież wracamy na mundial po 52 latach. Gdy nadszedł moment awansu, pomyślałem, że to jest jedno z najlepszych rozwiązań, żeby zaprowadzić pokój, bo mamy kraj, w którym ludzie naprawdę kochają piłkę nożną.

Reklama

Gdy dorastałem na Haiti, na każdym rogu ulicy grano w piłkę. To była taka mini piłka nożna, granie na małej przestrzeni. Spędzałem tak cały dzień, aż do zachodu słońca. Na Haiti jest problem z jedzeniem, z piciem, ale Haitańczycy cieszą się życiem z piłką nożną, są w niej zakochani. Mimo że ona nie przynosi im niczego materialnego. To takie światełko w ciemności. Jak powiedziałem, przywróćmy piłkę nożną do kraju, zorganizujmy marsz i powiedzmy, że potrzebujemy pokoju, aby powstrzymać przemoc. A bandyci, którzy są teraz u władzy i wyrządzają krzywdę innym, może mogliby pójść po rozum do głowy. Może moglibyśmy odnaleźć spokój. Możemy znaleźć rozwiązanie, żeby piłkarze wrócili do domu, ale to trudne, bo nie każdy będzie ryzykował swoje życie, żeby wrócić na Haiti. Będzie się sprzeciwiać rodzina. Już jakiś czas nie gramy meczów w domu. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, że nasz selekcjoner nigdy nie był na Haiti, choć od jakiegoś czasu jestem z nim w kontakcie.

Wilde-Donald Guerrier: Mama początkowo nie zgadzała się na treningi. Chciała, żebym został księdzem

Mam teorię, że piłka nożna dynamicznie rozwija się w bardzo bogatych krajach albo bardzo biednych. Bardzo bogatych, bo ich stać na infrastrukturę, programy szkoleniowe, a rodziców stać, żeby inwestować w dziecko aspirujące do zawodowego grania. Zaś w bardzo biednych krajach sport to szansa, żeby się wyrwać z biedy, która po drodze hartuje charakter. 

Zgadzam się z tobą. Gdy dorastałem, grałem na ulicy dla czystej frajdy. Pamiętam, że zatrzymał się przy nas facet, który był doktorem w reprezentacji Haiti. Zobaczył mnie i zapytał, skąd jestem. Powiedziałem mu, że z południa, Port-à-Piment. Osiem godzin jazdy samochodem od stolicy. Dopytywał, czy nie chciałbym zostać, zapisać się do jakiegoś klubu, spróbować czegoś nowego. Powiedziałem, że nie, bo muszę wracać do szkoły. W tym czasie chodziłem do szkoły, wiesz? A doktor powiedział: będziesz chodził do szkoły. Jeśli będziesz dobry, trenerzy się zgodzą, żeby cię zatrzymać. Wtedy mogą zapłacić za twoją szkołę, mieszkanie i wszystko inne. Taka była deklaracja – że się mną zaopiekują i tak dalej. Będę się skupiał na piłce nożnej podczas nauki. Byłem szczęśliwy, bo była moim marzeniem od zawsze. W dzieciństwie oglądałem Ligę Mistrzów, Copa America, w szczególności Brazylię. Jednym z moich idoli był Adriano Leite – najsilniejszy napastnik reprezentacji Brazylii. Wycinałem zdjęcia z gazet i umieszczałem je na ścianie w moim pokoju. Leżałem na łóżku i wyobrażałem sobie swój udział w tych wielkich meczach.

Dotrzymał słowa?

Reklama

Doktor, który mnie zauważył, niestety zmarł niedawno. Pokój jego duszy. Zaprosił mnie na testy do klubu, w którym równocześnie pracował – Violette Athletic Club. To mój pierwszy profesjonalny klub na Haiti. Doktor dał mi swój numer i wróciłem do mieszkania mojego brata Pikensona. Byłem wtedy u niego na wakacjach w Port-au-Prince, dzielnica Canapé-Vert. Brat miał wtedy telefon, a ja nie. Mówię mu, że jest taki facet, który chce mnie zaprosić na testy do klubu. Brat na to: poważnie? A kto to? Okazało się, że on go zna. To Jean Mary Fritz Henry, znany w środowisku jako “Tatach”. Brat do niego zadzwonił i umówiliśmy konkretny termin testów. Do dzisiaj pamiętam, że to była środa.

W klubie spotkałem trenera Philippe’a Vorbe’a, który grał m.in. przeciwko Polsce na MŚ w 1974 roku. W zeszłym tygodniu do niego zadzwoniłem, żeby zapytać o zdrowie. Wspominaliśmy, jak pierwszy raz przyjechałem do klubu. On mówił o mnie wtedy: „Kurde, ten chłopak jest taki szczupły, ale zobaczymy, co nam pokaże”. Pamiętam te słowa i z trenerem śmialiśmy się z nich po latach. Potem powiedział mi, że gdy tylko dotknąłem piłkę, to już wiedział, że będę wielkim piłkarzem. Jestem mu bardzo wdzięczny. Dziś Philippe to mój przyjaciel. Gdybyś chciał z nim porozmawiać, to śmiało. On nadal pamięta MŚ 1974 i mecz z Polską. 

Po tygodniu treningów w Violette podpisałem z nimi kontrakt. Spełniło się moje marzenie, zostałem piłkarzem. Miałem grać i uczyć się jednocześnie, ale mama się nie zgadzała, ponieważ chciała, żebym został księdzem. Mój przyrodni brat nim jest i był długo w Watykanie. Teraz wrócił na Haiti, żeby służyć ludziom. Pochodzę z wierzącej rodziny. Codziennie chodziliśmy do kościoła i byłem ministrantem. Na Haiti to się nazywa un enfant de chœur. Do dzisiaj trzymam się nauczonych zasad. Chodzę do kościoła, gdy czuję, że muszę porozmawiać z Bogiem. Ale mama wtedy była wściekła i chciała, żebym wracał, skończył szkołę na miejscu. Mimo że chodziłem do szkoły i wstawałem o piątej, szóstej rano na treningi w sobotę, mówiła: wracaj! Dopiero porozmawiał z nią trener Philippe Vorbe i “Tatach”. Powiedzieli jej, że mam talent i warto, żebym został w Port-au-Prince. Przekonywali ją, przekonywali, przekonywali i w końcu przekonali, że mam szansę zrobić karierę. Mama powiedziała, że będzie przyjeżdżać co miesiąc, co dwa miesiące i sprawdzać, jak mi idzie w nauce. 

Reklama

Odnośnie twojej teorii – grałem w Violette Athletic Club i marzyłem, żeby się dostać do reprezentacji Haiti, bo to była jedyna szansa, żeby wyjechać z kraju. W takich miejscach jak Haiti, gdzie jest bieda i napięta sytuacja, nadzieją jest sukces w nauce, w sporcie, żeby móc wyjechać za granicę i podążać za marzeniami. Dlatego dawałem z siebie wszystko, walczyłem twardo i nigdy się nie poddawałem. 

Wiadomo, reprezentacja to okno wystawowe. Zadebiutowałeś w niej jako piłkarz haitańskiego klubu.

Gdy skończyła mi się umowa w Violette, podpisałem kontrakt z América des Cayes na południu Haiti, dużo bliżej mojego domu, raptem dwie godziny samochodem. W 2013 roku strzeliłem gola przeciwko Hiszpanii jako piłkarz América des Cayes. Wtedy odezwała się Wisła Kraków. To klub, którego nigdy nie zapomnę. Jestem wdzięczny temu wielkiemu klubowi, że dał mi szansę wydostać się z Haiti. W pierwszej kolejności zawdzięczam to Bogu, w drugiej swojemu talentowi, a w trzeciej zawdzięczam to Wiśle Kraków. Gdyby nie talent, Wisła nie sprowadziłaby mnie do Krakowa. Dlatego w tej gradacji talent umieszczam przed Wisłą. To Wisła była startem dużej kariery. Haitańczycy się dziwili, że jest chłopak, który kiedyś grał na ulicy, a teraz gra w Europie.

Reklama

Masz 59 meczów rozegranych w reprezentacji Haiti i nawet nie pytam, który moment jest dla ciebie najbardziej szczególny, bo wiadomo, że gol z Hiszpanią. W dodatku bardzo ładny. Po rajdzie i położeniu Pepe Reiny. Hiszpania była wtedy mistrzem zarówno świata, jak i Europy.

Tutaj coś wyjaśnię i cię zaskoczę. Zawsze stawiałem drużynę ponad indywidualizm. Tak, strzeliłem gola z Hiszpanią, ale był to gol kontaktowy i przegraliśmy. Dlatego wybieram gola z Kanadą w ćwierćfinale Gold Cup 2019. Był na 3:2. Wygraliśmy i pierwszy raz w historii Haiti znalazło się w półfinale tego turnieju. O Hiszpanii powiem ci, że trafienie przeciwko tak wielkiej reprezentacji to moment, którego po prostu nie potrafię opisać. Ludzie mówili przed meczem, że Hiszpania wygra 4:0, 5:0, 10:0, a potem zaczęła się gra i walczyliśmy z nimi. Przegraliśmy tylko jednym golem. Pokazaliśmy światu, że nawet będąc biednym i małym krajem, mamy talent i nadzieję. Powtarzam sobie, że gdy zakończę karierę, zostanę dyrektorem reprezentacji Haiti, bo doświadczyłem z nią wszystkiego. Dobre momenty i złe momenty.

Co masz na myśli?

Reklama

Zadebiutowałem w reprezentacji Haiti w 2010 roku, a ostatni mecz do tej pory rozegrałem w 2023. Przez ten czas sporo zdążyło się zmienić na lepsze. Gdy rządziła stara ekipa, nie było niczego. Potem sytuacja zaczęła się polepszać, bo FIFA ma na nas oko. Jest powołany komitet z ich ramienia, który pomaga zarządzać federacją piłkarską na Haiti. Wcześniej były problemy na przykład z logistyką. Organizacja lotów na mecze napotykała przeszkody. Graliśmy kiedyś mecz eliminacyjny z Gujaną Francuską. Grałem wtedy w Alanyasporze w Turcji i dotarłem do Haiti półtora dnia przed meczem. W podobnej sytuacji byli moi koledzy. Réginal Goreux leciał z Belgii, bo grał wtedy w Standardzie Liege. Duża grupa zawodników doleciała na niedługo przed meczem. Pamiętam, że szybko objęliśmy prowadzenie, było 2:0 dla nas, a potem wszystko siadło i przegraliśmy 2:5. Po 13 godzinach lotu i braku regeneracji nie daliśmy rady fizycznie. Od jakiegoś czasu jest z tym dużo lepiej. Są zorganizowane loty, jest czas na regenerację. Federacja dba o piłkarzy i to się przeniosło na wyniki. 

Wilde-Donald Guerrier: W Haiti bandyci wchodzą do domu i po prostu go zajmują

Słyszałem jeszcze jedną szaloną historię z Haiti. W 2024 roku gangsterzy przejęli stadion reprezentacji w Port-au-Prince i do dziś obiekt jest poza kontrolą. 

W 2010 roku ten stadion służył ludziom za schronienie po strasznym trzęsieniu ziemi. Nie graliśmy na nim, bo służył tym, którzy stracili domy. Federacja otworzyła drzwi. Dziś nie można tam grać, ale już nie z naturalnych powodów. Nie mogę o tym wiele powiedzieć. Miejsce zostało przejęte przez bandytów, ale też są tam biedni ludzie, którzy nie mają dachu nad głową i akurat tych drugich nie chciałbym urazić. Kiedy zobaczyłem, co się dzieje w moim kraju, zadzwoniłem do mojego brata, moich sióstr, moich przyjaciół i innych ludzi, którzy tam mieszkają. Oni są bohaterami. Pytałeś wcześniej, co Polacy powinni wiedzieć o Haiti. To ja ci powiem, że społeczeństwo jest w trybie przetrwania. Nie ma tam poszanowania dla niczego. Bandyci wchodzą do domu i po prostu go zajmują. Strzelają, zabijają. Moja rodzina i przyjaciele próbują przetrwać.

Reklama

Często powtarzam chłopakom w Hutniku Kraków. Osiemnastolatek mówi: może będę grał zawodowo w piłkę, może nie dam rady. A ja na to: chłopaku, jesteś szczęściarzem. Rodzice przywożą cię na trening co rano. Możesz przyjechać tramwajem. Po treningu możesz iść do restauracji coś zjeść. Masz takie możliwości, podążaj za swoimi marzeniami. Jak ja grałem na Haiti, to nie wiedziałem nawet, czy po treningu będę miał do jedzenia chleb. Hutnik to dobra drużyna z dobrym trenerem i środowisko, które daje pole do rozwoju. Musisz mieć ambicję, bo ja grałem na ulicy z przyjaciółmi. Gdybym myślał negatywnie, to nie byłoby mnie tutaj.

Nie miałem chleba, czasami nie miałem jedzenia w ogóle, więc jadłem kukurydzę, która była bardziej dostępna. Grillowało się ją na ogniu i popijało wodą. Było trudno. Nie było mnie też stać na taxi. U nas to się nazywa taptap. To coś pomiędzy zbiorową taksówką, minibusem a pikapem przerobionym na pojazd pasażerski. Dlaczego taptap? Bo jak ktoś chce wysiąść, to po prostu stuknie dwa razy (tap-tap) w ścianę/ dach/ramę pojazdu i kierowca zatrzymuje się w dowolnym miejscu na trasie. A ciebie rodzice wspierają, masz jedzenie w lodówce i nie masz motywacji? To kiedy będziesz ją miał?

Są miejsca na świecie jak właśnie Haiti, gdzie jeden problem rodzi drugi. Katastrofa naturalna powoduje ubóstwo. Ubóstwo powoduje przestępczość na nieprawdopodobną skalę. Czytałem twoje poprzednie wywiady i wiem, że trzęsienie ziemi o apokaliptycznej skali z 2010 roku przeżyłeś zrządzeniem losu. Do dziś trwa spór, ile osób straciło wtedy życie. Maksymalne szacunki mówią o 316 tysiącach ofiar śmiertelnych. Straty materialne wyceniono na około 8 miliardów dolarów. 

Byłem wtedy na treningu i ziemia zaczęła się trząść. O trzęsieniach ziemi uczyłem się w szkole, ale pierwszy raz tego doświadczyłem. Położyłem się na gruncie i z chłopakami mówimy: co jest grane? Po treningu czekaliśmy na taptap. Jak mówiłem, taksówka, ale o niskim standardzie, żaden luksus. Nie mogliśmy znaleźć żadnego pojazdu. Szliśmy 20, może 30 minut i w ogóle nie widzieliśmy żadnego samochodu. Znowu: co jest grane? Doszliśmy do terenu zabudowanego i dopiero zobaczyliśmy wszystko na własne oczy. Pięciopiętrowe, sześciopiętrowe budynki były zgruzowane do zera. Ludzie krzyczeli: “Pomocy, pomocy!”. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, co się stało. W mieście zobaczyliśmy katastrofę. Kompletną katastrofę. Mój hotel też się zawalił.

Reklama

Nie przeżyłbym, gdyby nie mój przyjaciel Charlederson Charlemagne. Nazywaliśmy go “Poky” i teraz mieszka w Gwadelupie. Źle się czułem i tego dnia nie miałem motywacji, żeby iść na trening. On mówił: „Dawaj, stary. Gramy w środę i musisz z nami trenować. Potrzebujemy cię”. Posłuchałem go. Gdyby nie on, nie rozmawialibyśmy dzisiaj. To naprawdę szalona historia i smutna jednocześnie. Po kilku dniach kraj cuchnął rozkładającymi się zwłokami ludzi, którzy stracili życie pod gruzami. My, Haitańczycy tego nigdy nie zapomnimy. Później dochodziło jeszcze do trzęsień ziemi na Haiti. W wyniku jednego z nich moja mama straciła dom. 

Wilde-Donald Guerrier: W Polsce macie luksus

Pamiętam trzęsienie ziemi na Haiti w sierpniu 2021 roku. Zorganizowałeś wtedy internetową zbiórkę. Jak to się skończyło?

To prawda. Udostępniałem filmy i zdjęcia, gdzie pokazywałem, jak udało się pomóc. Dziękuję ludziom, którzy zaangażowali się z dobroci serca. Wśród tych osób byli też Polacy. Dostałem pomoc od tureckiego ministra, który jest moim przyjacielem. Dzięki tej pomocy udało się odbudować dom ofiarom trzęsienia ziemi albo wyremontować szkołę, do której chodziłem, bo były uszkodzone ściany i dach. Pomagamy też dzieciom z Haiti, które potrzebują leczenia. Jak ci mówiłem, tam problemem jest chleb i filiżanka kawy, bo ludzi po prostu na to nie stać. A co dopiero na leczenie…

Często mówię, że wy w Polsce macie luksus, bo rząd myśli o ludziach. Idziesz w Polsce do szpitala i nie musisz za to płacić, bo masz ubezpieczenie zdrowotne. Za darmo chodzisz do szkoły. Na Haiti to nikogo z polityków nie obchodzi. Za wszystko musisz płacić. Moja mama płaciła co miesiąc, żebym mógł się uczyć. W Polsce możesz się postarać o dotację na wyprawkę do szkoły dla dziecka. Na Haiti to nie do pomyślenia. Tam za wszystko musisz płacić sam. Za buty, za książki. W Polsce macie 500+, 800+, a na Haiti rodzina z pięcioma dzieciakami może pomarzyć o takim świadczeniu. Rząd nie tworzy miejsc pracy, stąd straszne bezrobocie. Ludzie nie widzą dla siebie szansy wyjścia z tej matni. Kolejnym problemem na Haiti jest nepotyzm. Możesz mieć dyplom uczelni, kwalifikacje. Ja mogę nie mieć i to ja dostanę robotę, bo mam znajomości, a ty nie.

Reklama

W naszej rozmowie wątki życiowe mieszają się ze sportowymi. Słyszałem, że po golu z Hiszpanią zostałeś bohaterem narodowym. Twoja gra w Lidze Mistrzów również wzbudziła poruszenie na Haiti. Podobno znałeś prezydenta Jovenela Moïse’a, który w 2021 roku został zamordowany. 

Nawet nie podobno. Był moim dobrym przyjacielem. Pamiętam, kiedy powiedziałem do żony, że idziemy na kolację do prezydenta. Nie mogła w to uwierzyć. Powtarzałem jej, że to nie jest żart i idziemy spotkać się z prezydentem. W Polsce też nie jest łatwo po prostu pójść i spotkać się z głową państwa, prawda? Ona dalej nie mogła w to uwierzyć. Powiedziałem jej: „Hej, nie zapominaj, że gram w reprezentacji, jestem ambasadorem Haiti!” Wtedy uwierzyła i poszliśmy na tę kolację. Pamiętam dzień, gdy Moïse został zamordowany. Grałem wtedy w Apollonie Limassol. Albo mogło to być już po wygaśnięciu kontraktu. Żona mnie budzi i była między nami taka wymiana zdań

– Donald, twój przyjaciel nie żyje.

– Kto?

Reklama

— Prezydent.

Głowa mnie rozbolała. Byłem w szoku. Dosłownie kilka dni wcześniej rozmawiałem z nim o takim jednym projekcie.

Wracając do piłki nożnej. Czym się charakteryzują eliminacje do MŚ w strefie CONCACAF? Zawsze mi się kojarzyły z potężną dysproporcją. Wygraliście na przykład z Sint Marteen 13:0 i miałeś trzy asysty. Z drugiej strony Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanada, o dużo większym potencjale niż wasz. 

Mecze na przykład z Kanadą są o tyle lepsze, że motywują. Wierz mi, jest ogromna motywacja, gdy się z nimi gra. Na mecze z Sint Marteen czy innymi słabymi zespołami w tej strefie trudno o motywację. Niektórzy w takich meczach w ogóle jej nie mają. Ale zawsze trzeba zachować pokorę. Powiedziałem ci już o meczu z Gujaną Francuską. Normalnie taki mecz powinniśmy wygrać 7:0, 8:0, a przegraliśmy 2:5. Moja mentalność jest taka, że jak jest poniedziałek, a mecz w niedzielę, to już od poniedziałku się nakręcam. Powtarzam sobie, że strzelę gola, wygram. Na przykład w Wiśle Kraków tak było. Nakręcałem się na mecz od początku tygodnia. Nie możesz myśleć przed jakimkolwiek meczem, że na pewno go wygrasz. Zdarzały nam się wpadki z zespołami uważanymi za outsidera. Remisy albo porażki, bo brakowało odpowiedniego nastawienia.

Reklama

Reprezentacja Haiti zapewniła sobie awans na mundial po zwycięstwie 2:0 nad Nikaraguą. Bramki strzelili Don Deedson Louicius i Ruben Providence.

Sébastien Migné powiedział, że rodzina i przyjaciele odradzali mu przyjęcie posady selekcjonera reprezentacji Haiti, bo to zakrawa o szaleństwo. Nie może oglądać piłkarzy w kraju i tylko miejscowi trenerzy zdają mu raporty. Chciał sam obejrzeć jednego zawodnika z Haiti, ale ten piłkarz nie mógł opuścić kraju, bo wszystkie rządowe placówki były pozamykane.

Sprawy papierkowe to w ogóle osobna kwestia. Jedna rzecz to organizacja instytucji publicznych na Haiti, a druga to restrykcje ze strony rządu Stanów Zjednoczonych odnośnie wjazdu obywateli Haiti na ich terytorium. To sprawy urzędnicze i nie mogę się o tym szerzej wypowiedzieć, ale sam widzisz, że funkcjonowanie w takich warunkach jest trudne. Ubolewam nad tym, bo piłka nożna powinna jednoczyć świat, pokazywać tę pozytywną stronę każdego kraju. Na co dzień mamy na Haiti gangi, przemoc, biedę, dlatego piłka nożna jest terapią dla Haitańczyków. Pomyśl, 52 lata nie było nas na mistrzostwach świata. Futbol polega na tym, że możesz być bogaty, biedny. Środowiska, z których pochodzimy, mogą być skrajnie od siebie różne. Ale jest turniej, wychodzimy na boisko i mamy równe szanse, jesteśmy wspólnotą. Popatrz na Iran. Nie chcą grać na MŚ, bo dzieje im się krzywda, jest wojna. Każdy, kto się poczuwa do odpowiedzialności, powinien umożliwić Irańczykom grę na mistrzostwach świata, ponieważ to jest sposób na zamanifestowanie tego, że nie zgadzamy się na przemoc i dyskryminację 

Reklama

Nie jest trudno się domyślić, że skład reprezentacji Haiti składa się wyłącznie z piłkarzy z lig zagranicznych. Sébastien Migné kładzie nacisk na rekrutację piłkarzy, którzy mają haitańskie korzenie. W ostatnich miesiącach do drużyny dołączyli trzej piłkarze na trzy różne pozycje. Hannes Delcroix (FC Lugano, środkowy obrońca), Jean-Ricner Bellegarde (Wolverhamton, środkowy pomocnik) i Josué Casimir (Auxerre, skrzydłowy). Co sądzisz o takiej polityce?

(Po naszej rozmowie pierwszy raz do reprezentacji Haiti został powołany Wilson Isidor z Sunderlandu, który gra na pozycji napastnika.)

Mamy ligę na Haiti, ale jak się domyślasz, jej poziom sportowy się pogorszył. Jest gorzej niż wtedy, gdy ja tam grałem. Druga rzecz to ta, o której już mówiliśmy, czyli problemy z wizą i administracją Donalda Trumpa. Popatrz jakich mamy rywali na mistrzostwach świata. Brazylia, Maroko. Dzisiaj piłkarz z ligi haitańskiej niestety nie może stanowić konkurencji dla naszych przeciwników. Nawet grając w Hutniku Kraków rozmawiam z selekcjonerem. Pytał, dlaczego teraz nie gram. Akurat miałem złamany palec i powiedziałem mu, że mam teraz taki mały problem. Pierwszy raz skontaktował się ze mną, gdy grałem jeszcze w Niemczech (FC Cosmos Koblenz – red.) i powiedział: „Wierzę, że jesteś w stanie znaleźć lepszy klub w lepszej lidze, żebyś był gotowy, bo być może będę cię potrzebował”.

W Cosmosie grał ze mną bramkarz reprezentacji Haiti Josué Duverger. Selekcjoner powiedział, że on jest młodszy ode mnie, jest bramkarzem, ale jeśli chodzi o grę w reprezentacji, mamy takie same szanse. Po prostu na mojej pozycji muszę znaleźć lepszą ligę, żeby być gotowym. To jest powód, dla którego przeniosłem się do Hutnika. Z selekcjonerem nadal jesteśmy w kontakcie. Ostatnio rozmawiałem również z Monique André, która pełni funkcję przewodniczącej komitetu normalizacyjnego haitańskiej federacji, o którym ci opowiadałem. Akurat wróciłem ze Stanów Zjednoczonych i pytała mnie, jak tam moja sytuacja, czy już wróciłem do treningów. Miałem pecha, bo po powrocie do Polski zachorowałem, miałem gorączkę i tydzień leżałem w łóżku. Mówiłem, że zaczynamy przygotowania do rundy i zobaczymy.

Reklama

Trzeci poziom ligowy w Polsce robi na nich wrażenie?

Powiedziałem im, że nawet trzeci poziom w Polsce jest bardzo trudny, bo to bardzo fizyczna liga. Sztab reprezentacji poprosił mnie o linki do meczów Hutnika. Wysłałem im i powiedzieli, że to wcale nie jest zły poziom. Nawet nie są tym zaskoczeni, bo Polska im się kojarzy z silną grą, nawet na drugim i trzecim poziomie, bo Polacy są jak maszyny. Wyleczyłem kontuzję lewej stopy i wierzę, że mam jeszcze szansę na powrót do reprezentacji.

Wilde-Donald Guerrier

Wilde-Donald Guerrier w barwach Hutnika Kraków. Zmierzył się z byłym zespołem – Wisłą Kraków – w Pucharze Polski

Reklama

Ostatni raz wystąpiłeś latem 2023 roku z Hondurasem. Trochę czasu minęło.

Po ostatnim meczu byłem rozgoryczony niektórymi rzeczami. Byłem w konflikcie z jedną osobą, której na szczęście już tam nie ma. Mówiłem sobie, że mam już tego dosyć i potrzebuję przerwy, ale nigdy nie powiedziałem, że kończę karierę w reprezentacji. Selekcjoner mi powiedział, że drzwi są dla mnie zawsze otwarte. Reszta to kwestia mojej kondycji fizycznej i tego, jak będę sobie radził w klubie. Dają mi nadzieję jego słowa, że jak mnie zobaczył w grze, to nadal widzi we mnie szybkość, technikę i wiek nie jest problemem, jeśli będę gotowy fizycznie. Dlatego teraz pracuję z całych sił.

Wracając do naturalizacji. Nie obawiasz się, że reprezentacja Haiti jest narzędziem? Cor Pot (asystent selekcjonera w reprezentacji Curaçao) powiedział mi, że po awansie na mundial dzwonią piłkarze, którzy chcą dla nich grać, ale selekcja jest już zamknięta. 

Haiti obrało słuszną drogę pod kątem głębi składu. Zależy mi jedynie, żeby piłkarze, którzy dołączają do reprezentacji mieli czystą głowę. Załóżmy, że marzysz o grze dla Francji. Czekasz na powołanie, a to jest trudne, bo tam jest szalona konkurencja. Bradley Barcola, Désiré Doué itd. W tak silnej reprezentacji możesz się pokazać światu, zapracować na wysoki kontrakt w klubie. Gdy Francja ich odrzuca, ich motywacja spada. Znam wiele takich przypadków. Myślą: no dobra. Francja mnie nie chce, to będę grał dla Haiti. Ale jednocześnie tacy piłkarze nie dadzą z siebie maksimum. Gdybym ja był trenerem, to ja bym takich “wzmocnień” nie chciał.

Reklama

Ostatnio dziennikarz z Londynu do mnie zadzwonił i rozmawialiśmy o reprezentacji Haiti. Pyta, czy byłbym szczęśliwy, gdybym wrócił do kadry. Mówię: „Tak, ale tylko wtedy, gdy to powołanie przyjdzie za moją pracę w klubie, a nie za nazwisko i to, co zrobiłem dla Haiti przez 13 lat”. To już jest przeszłość. Chcę dostać powołanie tylko wtedy, gdy będę na nie zasługiwał. Wiek może być nawet moją zaletą. Kiedyś robiłem głupie rzeczy na boisku. Dawałem się sprowokować, biłem się, łapałem głupie czerwone kartki. Dziś jestem dużo dojrzalszy i lepiej rozumiem futbol niż wtedy. Chciałbym pokazać lepszą wersję siebie. Czy byłoby mi dane wyjść na 5 minut czy 20 minut, zawsze dawałbym z siebie 100%. 

Wilde-Donald Guerrier: Ze mną czy beze mnie – wierzę w tę reprezentację

W mediach mignęła mi lista potencjalnych wzmocnień reprezentacji Haiti:

  • Odsonne Édouard (Lens)
  • Jean-Baptiste Gorby (Braga)
  • Emil Konradsen Ceïde (Rosenborg)
  • Mikkel Konradsen Ceïde (Rosenborg)

Z jednej strony nie możesz zabronić komuś reprezentowania kraju rodziców, a z drugiej strony zawsze będzie obawa, że po mundialu nie będzie im się chciało.

Zgoda. My nie decydujemy, tak? Mogę jedynie wyrazić nadzieję, że tym facetom będzie się chciało walczyć na boisku za Haiti, za tę koszulkę i dadzą z siebie 100%. A trenerowi się nie dziwię, że chce mieć wybór i piłkarzy z doświadczeniem w dobrych europejskich ligach. Sam powiedziałeś – koniec końców Haiti to kraj ich rodziców i tacy zawodnicy powinni mieć otwartą drogę do reprezentacji 24/7. 

Reklama

Gdy grałem w Lidze Mistrzów, to nie myślałem, że o rany, teraz reprezentacja, nie chce mi się. Leciałem na mecz i dawałem z siebie wszystko. Miałem ludzi za sobą, którzy oglądali mnie w telewizji i na ulicy było szaleństwo, gdy mnie widzieli. Nigdy nie chciałem ich rozczarować i nie miałem zadartego nosa. Pozostałem tą samą osobą. Chłopaki, z którymi grałem i są jeszcze w reprezentacji znają mój charakter. Z obecnej drużyny grałem z Duckensem Nazonem, Frantzdy Pierrotem, Derrickiem Etiennem, Ricardo Adé, tym z dredami. To środkowy obrońca. Carlens Arcus z Angers to też mój kolega, prawy obrońca. W ostatnim meczu niestety odniósł kontuzję. Josué Duvergera już wymieniłem wcześniej.

Łączymy się z chłopakami na video, żeby pogadać, zmotywować. Tyle lat próbowaliśmy się dostać na mundial i dopiero teraz nadszedł ten moment. Jeszcze muszę wymienić bramkarza. Johny Placide to wielka postać, bardzo doświadczony facet. Byłem jego kapitanem w reprezentacji przez jakiś czas. Ja zadebiutowałem w 2010 roku, on w 2011 i teraz mamy podobne liczby. Ja, Placide, Adé, Arcus. Arcus to wojownik, profesjonalista, wierzy w ciężką pracę. To, że on dzisiaj gra w lidze francuskiej w ogóle mnie nie dziwi. 

Haitańczycy cieszą się z gola przeciwko Islandii w meczu towarzyskim. Strzelił go urodzony we Francji Wilson Isidor, który grał dla francuskich młodzieżówek i dopiero zadebiutował w kadrze Haiti. 

Reklama

Duckens Nazon z Kostaryką w eliminacjach wszedł z ławki i zapakował hat-tricka.

Nazon to piłkarz, którego zawsze chciałbym mieć obok siebie. Czy gra on, czy Pierrot, to zależy od ustawienia. Obaj mają swój potencjał i dla mnie obaj powinni być na boisku. Wspominałem ci o moim golu z Kanadą w ćwierćfinale Gold Cup. Nazon grał wtedy na prawym skrzydle, a ja na lewym i to on mi asystował. 

Masz z nim jakiś kontakt? Jest piłkarzem Esteghlal FC. To Iran, gdzie teraz jest wojna.

Mamy kontakt od lat. Gdy w Iranie się to wszystko zaczęło, zadzwoniłem do Duckensa, żeby się upewnić, że z nim i jego rodziną jest OK i są bezpieczni. Przed Kostaryką był mecz z Hondurasem, który skończył się wynikiem 0:0. Nazon był obrażany przez kibica na Instagramie, a ja odpisałem agresorowi w komentarzu, że to jest moment, żeby wspierać zawodnika, a nie go zdołować. Nie napisałem tego jako przyjaciel Duckensa. Napisałem to jako zawodowy piłkarz, ponieważ wiem, jak ważne jest nastawienie mentalne i jak bardzo wtedy potrzebujemy wsparcia. Pomyśl o najgorszym dniu w swoim życiu i jak bardzo wtedy potrzebowałeś pocieszenia. Żeby ktoś przyszedł i powiedział, że to nie jest koniec świata.

Reklama

Zadzwoniłem do niego i powiedziałem mu: „Pamiętasz, jak kiedyś ci mówiłem, jak jest na Haiti, jak wygląda piłka nożna ogółem?” Kibica nie obchodzi, co się dzieje w twoim życiu prywatnym. Czy coś cię boli, czy coś się z tobą dzieje złego. Liczy się tylko wynik. A jak nie ma wyniku, to zaczyna się kopanie, obrażanie. Mówiłem mu: „Te wszystkie złe rzeczy, które mówią to nie jest prawda o tobie. Piszą, że jesteś słaby? Ty im nie odpisuj. Wyjdź na boisko i tam pokaż, że oni są w błędzie. Zamknij im usta”. I wiesz co jest zabawne? Dam ci numer do Nazona. Zadzwoń do niego i on ci powie to samo. Byłem jedyną osobą, która próbowała go pocieszyć, powiedzieć mu dobre słowo. W następnym meczu z Kostaryką wszedł z ławki i strzelił trzy gole. Oddałem mu wtedy szacunek na Instagramie. Napisałem “mój wojownik”. Mnie krytyka zawsze napędzała. Im brutalniejsza krytyka, tym większa energia przed następnym meczem. Ale nie każdy ma takie podejście. W głowie wszyscy jesteśmy inni. Jak rozmawiam z chłopakami, to mówią, że za mną tęsknią i fajnie byłoby znowu zagrać razem. 

Co piłkarze mówią o Sébastienie Migné?

Chwalą go. Nie miałem jeszcze okazji z nim pracować, ale po tym, co mówią piłkarze, bardzo bym chciał. Podoba mi się nastawienie, z jakim Haiti wychodzi na przeciwników. Trzeba powiedzieć jasno, że Migné wykonuje świetną robotę, bo inaczej nie awansowałby na mundial. Niektórzy obserwatorzy mówią, że to szczęście. Ja nie wierzę tylko w szczęście. Wierzę w ciężką pracę i szczęście. Jedno bez drugiego nie może istnieć. 

Macie grupę z Brazylią, Maroko i Szkocją. Wiesz dobrze, że to trudny zestaw. Zresztą w 2016 roku byłeś w drużynie, gdy przegraliście 1:7 z Brazylią na Copa America Centenario. I to nie jest żaden przytyk z mojej strony. Hat-tricka strzelił wam Philippe Coutinho. Na co was stać na MŚ 2026?

Ze mną czy beze mnie, wierzę w reprezentację. Nie dlatego, że w niej grałem. Wierzę w piłkarzy ze względu na sytuację na Haiti, gdzie panują gangi, przemoc i nędza. W obliczu tej sytuacji, gdy ubierasz tę czerwono-niebieską koszulkę, musisz być gotowy za nią umierać. Umierając na boisku, poświęcasz się dla kraju, żeby przywrócić uśmiech cierpiącym. Żeby dać nadzieję tym młodym ludziom, którzy ją stracili. Z mojego doświadczenia, każdy nowy piłkarz w reprezentacji Haiti musiał wiedzieć, za co się bije. Przychodzisz się bić dla tych wszystkich ludzi, którzy są w złej sytuacji i kiedyś marzyli, żeby być na twoim miejscu.

Naszym selekcjonerem był Marc Collat. Znowu, zadzwoń do niego i się zapytaj. Za jego kadencji przed meczami puszczaliśmy video z trzęsienia ziemi, gdzie ludzie są zabijani przez żywioł. Gdzie widać straszną nędzę na Haiti. Mieliśmy dużo piłkarzy, którzy wychowali się we Francji. Nie wiedzieli wiele o Haiti i nie znali języka kreolskiego. Grał u nas Jeppe Simonsen (były piłkarz Podbeskidzia – red.), który urodził się w Danii i też nie znał kreolskiego. Tak było z każdym nowym, że OK. Przyszedłeś grać dla Haiti, ale pamiętaj, że reprezentujesz ludzi, którzy cierpią. Uczyliśmy tego. Dlatego odpowiem ci, że ja po prostu wierzę w swoją reprezentację. Od pierwszego dnia. Możemy dobrze zagrać z Brazylią, Maroko i Szkocją, bo mamy kilku piłkarzy, którzy też grają w topowych ligach. Nie mówię, że rozgromimy Brazylię. Mówię, że dobrze się zaprezentujemy i będziemy mieli korzystny wpływ na cały mundial. Mówię to też w imieniu piłkarzy. 

Słyszę nadzieję w twoim głosie. Don Deedson Louicius (reprezentant Haiti) powiedział, że ma nadzieję, iż udział Haiti na mistrzostwach świata zjednoczy kraj i chociaż na chwilę zapanuje pokój. Być może to odniesienie do słynnego przemówienia Didiera Drogby po awansie Wybrzeża Kości Słoniowej na MŚ 2006, które miało przyczynić się do rozmów pokojowych i późniejszego zakończenia wojny domowej. Wierzysz w to?

Tak. Ja też w to wierzę. 

ROZMAWIAŁ: KAMIL ROGÓLSKI

Czytaj też inne wywiady autora na Weszło:

11 komentarzy

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama