Mamy kolejny dowód, że Victor Wembanyama jest kosmitą. Francuski środkowy w środowym starciu z San Antonio Spurs zapisał na konto 52 punkty, 24 zbiórki i osiem bloków. Tak, to wszystko w jednym tylko meczu. Po spotkaniu Wembanyama zapowiedział, że takich występów będzie… coraz więcej.
Victor Wembanyama z kosmicznym meczem w NBA!
Już do przerwy Victor Wembanyama notował mecz, który innym zawodnikom nigdy się nie zdarza. Po 24 minutach gry miał na koncie 29 punktów, 15 zbiórek i pięć bloków. To się nigdy wcześniej w historii ligi nie zdarzyło.
W drugiej kwarcie w ciągu 13 sekund Wembanyama trzykrotnie zablokował rywali, rzut po rzucie:
Ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem 52 punktów (rekord kariery), 24 zbiórki (rekord kariery) i ośmiu bloków. Wcześniej w dziejach ligi tylko Wilt Chamberlain i Elgin Baylor wykręcili takie cyferki w meczu NBA.
– On jest w zasadzie jak Wilt – stwierdził wiec po wszystkim Dylan Harper, kolega Wembanyamy z San Antonio Spurs. – Rywale robią wszystko, żeby go zatrzymać. Usprawniają, co się da, ale ciężko jest go trzymać poza strefą podkoszową. Dominuje, gdy roluje do kosza po zasłonie. Wie, jak dostawać się w swoje ulubione miejsca na boisku. Jest też świetny na linii rzutów wolnych. My musimy więc tylko skupić się na tym, by dostarczyć mu piłkę – dodał obrońca.
Victor Wembanyama jak Superman. „Takie występy powinny zdarzać się częściej”
Francuski gigant poprowadził Spurs do zwycięstwa 105:104 nad Dallas Mavericks, choć w czwartej kwarcie podkręcił kostkę. 22-latek na chwilę zszedł z boiska, ale potem wrócił i jak gdyby nigdy nic dalej dominował.
– Jest Supermanem – stwierdził Harper. Można zresztą rzec, że Wemby uratował Spurs, bo drużyna bez niego na boisku była aż o 22 punkty gorsza od Mavericks. Było to szóste z rzędu zwycięstwo San Antonio w tym sezonie na osiem rozegranych meczów.
– Ostatnio nie czułem się zbyt dobrze. Jestem trochę chory. Czuję, że wróciła mi siła w nogach. Więc takie występy powinny zdarzać się częściej – oznajmił z kolei Wembanyama.
I to jest straszna wiadomość dla NBA.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. YouTube/ESPN