Można tylko pogratulować Jagiellonii, że w przeciwieństwie do innych drużyn z Ekstraklasy potraktowała rywalizację w Pucharze Polski z należytą powagą. Podczas gdy Lech skompromitował się z Siarką Tarnobrzeg, Ousmane Sow i spółka wzorowo przejechali się po Lechii Gdańsk. Wzorowo, bo na szóstkę do zera.
To nie było spotkanie piłkarskie, a raczej spotkanie gołej dupy z otwartą dłonią. Jagiellonia spuściła Lechii soczyste lanie, choć trzeba uczciwie przyznać, że pierwotnie nie spodziewaliśmy się takiego obrotu spraw. Po pierwsze, podopieczni Adriana Siemieńca jechali do Gdańska w trudnym dla siebie momencie. Po drugie, Gdańszczanie ostatnio na dobre rozkręcili się w 1. Lidze. Po trzecie wreszcie, puchar rządzi się swoimi prawami, gdzie faworyci nierzadko miewają problemy ze skazywanymi na pożarcie outsiderami.
La zabawa w Pucharze Polski. Ousmane „Yamal z Jagiellonii” Sow
Były więc podstawy, by sądzić, że wcale nie będzie to dla Jagi szybka, łatwa i przyjemna przeprawa. Tyle teoria, bo w praktyce stało się zupełnie na odwrót. Siemieniec pomimo napiętego terminarza wyszedł na galowo, dokonując tylko czterech zmian w podstawowym składzie w porównaniu do poprzedniego spotkania z Wisłą Płock (1:0). Abramowicz zastąpił w bramce Perchela, Kobayashi w obronie Stojinovicia, Klynge Lozano w środku pola, a miejsce Agbonifo na skrzydle zajął Ousmane Sow.
I to właśnie ten ostatni okazał się znów bohaterem. W weekend Francuz dał Białostocczanom pierwsze zwycięstwo w lidze od półtora miesiąca i najwyraźniej postanowił pójść za ciosem. Tym razem Sow ustrzelił hat-tricka – i to w jakim stylu! Yamal z Białegostoku bawił się z obrońcami Lechii niczym z dziećmi, co przypieczętował w 61. minucie cudownym trafieniem.
Zresztą, zobaczcie sami:
Bawi się Ousmane Sow, bawi się Jagiellonia w Gdańsku! 🔥 https://t.co/zOkWMQPwtY
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 28, 2026
Francuzowi wychodziło na boisko wszystko. Podobnie zresztą, jak jego kolegom z drużyny. Wynik spotkania otworzył Nik Prelec, który z trzema zawodnikami na plecach i tak zdołał znaleźć drogę do bramki Weiraucha. Tak samo Imaz, po strzale którego piłka przeszła między nogami dwóch rywali i zatrzepotała w siatce. Nie inaczej Dimitris Rallis, który przebiegł pół boiska, po drodze założył siatkę, a całą akcję zwieńczył – a jakże – golem. Szóstym golem tego wieczoru, dodajmy.
SZEŚĆ.
DO.
ZERA.Nie ma litości Jagiellonia, a Dimitris Rallis kradnie show!
🔴📲 OGLĄDAJ 👉 https://t.co/goNYRyirn7 https://t.co/TVUyLaTETC
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 28, 2026
Jagiellonia bawiła się w Gdańsku. Do śmiechu nie było tylko gospodarzom. Nie chcemy kopać leżącego, bo przecież nie przystoi tak robić, ale niestety Lechia nie dała nam żadnych pozytywnych argumentów. Stracili sześć, strzelili zero, tyle samo też oddali celnych strzałów na bramkę nudzącego się między słupkami Abramowicza. Równie dobrze golkiper Jagi zamiast stać bezczynnie na boisku mógłby zająć się grą na swoich ulubionych skrzypcach, a i tak zachowałby czyste konto.
Siemieniec i spółka mają nie tylko awans do 1/8 finału, ale również – a może przede wszystkim – chwilę spokoju. Spokój ma też Lechia, która może odtąd w pełni skupić się na rywalizacji o powrót do Ekstraklasy.
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 0:6 (0:2)
- 34′ Prelec – 0:1
- 40′ Sow – 0:2
- 50′ Sow – 0:3
- 54′ Imaz – 0:4
- 61′ Sow – 0:5
- 68′ Rallis – 0:6
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix