Grube transfery i fatalny start. Tottenham znowu przegrał i zamyka tabelę

Patryk Idasiak

29 sierpnia 2026, 20:25 • 4 min czytania 1

Reklama
Grube transfery i fatalny start. Tottenham znowu przegrał i zamyka tabelę

Sandro Tonali, Mateus Fernandes, Savinho, Jan Paul van Hecke za ponad 320 milionów funtów, a do tego pozyskanie z wolnej umowy Andrew Robertsona czy Marcosa Senesiego. Ostatnio wypożyczony z obowiązkiem wykupu został też Omar Marmoush. To jest zupełnie inny Tottenham od tego, który walczył o utrzymanie. Nowa ekipa wystartowała tragicznie. Po porażce 0:2 z Newcastle United znalazła się na ostatnim miejscu w Premier League. 

Reklama

Tottenham sezon temu bronił się przed spadkiem. Nie przystoi to takiej firmie, dlatego potrzebna była rewolucja. To jest zupełnie inna ekipa, aż pięciu nowych graczy zaczęło mecz z Newcastle w podstawowej jedenastce – Jan Paul van Hecke, Andy Robertson, Sandro Tonali, Mateus Fernandes i dopiero co ściągnięty Omar Marmoush. A gdyby nie drobny uraz Savinho po meczu pucharowym, to pewnie i on by grał. A tak na prawym skrzydle wystąpił… Pedro Porro.

Zespół De Zerbiego już po 40 sekundach mógł przegrywać, kiedy Anthony Elanga przelobował Kinsky’ego, tylko nie trafił w bramkę. W trzeciej minucie z kolei van de Ven wyciął Yoane’a Wissę i dostał żółtą kartkę. Nie zaczął się ten mecz najlepiej dla miejscowych. Elanga i Nico Gonzalez popisali się odbiorami na ich połowie. Był szybki doskok i generalnie goście mogli się podobać.

Koguty dopiero po piętnastu minutach opuściły kurnik i się wzięły do roboty. Najpierw Tel strzelił po dalszym rogu i sprawdził Lukasa Hornicka, a później Pedro Porro w ostatniej chwili zablokował wślizgiem Lewis Hall. Hiszpan także miał dobrą szansę, gdy uderzał zza pola karnego lewą nogą, piłka minimalnie minęła poprzeczkę.

Gospodarze dobrze bili stałe fragmenty. Coraz bardziej dominowali pod kątem wykreowanych okazji – w 33. minucie Omar Marmoush zaczaił się kompletnie niepilnowany, ale uderzył bardzo źle z woleja. Potem z kolei po kornerze z główki strzelił van Hecke, ale znów interweniował Hornicek.

Reklama

Tottenham trochę otrzepał się z kurzu i zaczął coraz lepiej wyglądać. Do przerwy oddał osiem strzałów (cztery celne), goście ani razu nie sprawdzili Kinsky’ego – wszystko lądowało obok bramki, a uderzenie Willocka nawet… na aucie.

Po stronie Newcastle United mógł się podobać niedoszły gracz… Manchesteru United – Lewis Hall, bo to on na początku drugiej połowy oddał strzał, a później znalazł Elangę prostopadłą piłką, tylko Szwed mijając bramkarza za mocno się wygonił.

Reklama

No i tak raczej niewiele się działo aż do 62. minuty, kiedy to Anthony Elanga kompletnie z niczego walnął gola. Jakże to było proste – długa piłka od Nico Gonzaleza, główka wygrana przez Dedicia i Szwed, który zdążył obrócić się o 360 stopni i strzelić technicznie od słupka.

Co zadziwiające, w całym sezonie 2025/26 w Premier League nie trafił do siatki ani razu! A to przecież nie jakiś stoper, tylko ofensywny, niebojący się pojedynków bardzo przebojowy skrzydłowy. A tymczasem miał równe zero bramek po 1300 minutach. Jeśli trafiał, to w Lidze Mistrzów i Pucharze Ligi. Trzy gole to nie są jakieś oszałamiające liczby, ale przynajmniej dwa walnął wtedy Barcelonie.

Reklama

Roberto De Zerbi przeprowadził trzy zmiany, żeby coś zmienić. Weszli Mikey Moore, Mohammed Kudus i Destiny Udogie. No i zmienił się, ale wynik po stronie Newcastle. Wcześniej to Tottenham dobrze bił rzuty rożne, ale… to Sroki po takim stałym fragmencie strzeliły gola. Woltemade wygrał pojedynek, a reprezentant Demokratycznej Republiki Konga sprytnym strzałem – będąc tyłem do bramki – pokonał Kinsky’ego.

Sytuacja Kogutów była dramatyczna, z bilansem bramkowym 0:5 wylądowali w tamtym momencie na… ostatnim miejscu w tabeli… i nie byli w stanie już niczego zdziałać. Gol Wissy w zasadzie podciął im skrzydła i zamknął mecz. Ostatnie 20 minut to po prostu jakieś tam kopanie piłki do przodu, do tyłu, w prawo i w lewo, małe przyciśnięcie w końcówce i to tyle. Mecz był rozgrywany całkowicie na warunkach Newcastle United.

Reklama

A Wissy chociaż można było wybaczyć tego obrzydliwego „nura”.

Fani Tottenhamu na pewno będą wracali do sytuacji pomiędzy Marmoushem a Thiawem w polu karnym. Nie brakuje opinii, że Egipcjanin był przy piłce pierwszy, a Niemiec go sfaulował. Kontrowersja miała miejsce jeszcze przy stanie 0:0.

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Żużel

Klątwa Narodowego ciągle w mocy. Australia w złocie!

Adrian Mańko
0
Klątwa Narodowego ciągle w mocy. Australia w złocie!

Piłka nożna

Reklama