Liverpool zaserwował kibicom deja vu, ale chociaż z niewygodnym rywalem nie przegrał

Marcin Ziółkowski

29 sierpnia 2026, 15:40 • 5 min czytania 0

Reklama
Liverpool zaserwował kibicom deja vu, ale chociaż z niewygodnym rywalem nie przegrał

Nie udało się Nottingham Forest doprowadzić do hattricka zwycięstw na Anfield Road. Choć przez wiele minut The Tricky Trees prowadzili, to mecz zakończył się podziałem punktów. Wynik 2:2 w dużym stopniu odzwierciedlił przebieg pierwszej kolejki w wykonaniu The Reds. Po bramkach dla rywali Liverpool dwukrotnie doprowadzał do remisów. Oznacza to wprost jedną rzecz – zespół Andoniego Iraoli nie prowadził jeszcze w tym sezonie Premier League ani przez minutę!

Reklama

Okoliczności meczu

Żaden z zespołów przed starciem na Anfield Road nie zgarnął kompletu punktów w pierwszej kolejce. The Reds szczęśliwie zremisowali na St. James’ Park 2:2, a Nottingham w starciu z Leeds United poległo 0:1. Dobrym pierwszym wrażeniem popisał się nowy zawodnik Andoniego Iraoli, a więc Victor Munoz. Wywalczył rzut karny w ostatnich minutach meczu.

Hiszpan rozpoczął więc spotkanie z Nottingham Forest w podstawowym składzie. Inną zmianą w zestawieniu Hiszpana był wybór Alexisa Mac Allistera kosztem Ryana Gravenbercha. Oliver Glasner z kolei dokonał jednej korekty. Ibrahima Sangare zastąpił Xavera Schlagera. Dla Austriaka był to debiut od pierwszej minuty w Premier League.

Przed pierwszym gwizdkiem oddano hołd zmarłemu tego lata Kevinowi Keeganowi. Legenda Liverpoolu przegrała walkę z nowotworem.

Reklama

Liverpool XI: Alisson – Frimpong, Jacquet, van Dijk, Kerkez – Szoboszlai, Mac Allister – Munoz, Wirtz, Gakpo – Isak,

Nottingham XI: Sels – Cunha, Milenković, Murillo – Aina, Schlager, McAtee, Williams – Ndoye, Gibbs-White – Igor Jesus.

Nottingham z przewagą. Minimalną wynikowo, ale widoczną optycznie

Liverpool nie chciał dopuścić do trzeciej porażki z rzędu z Nottingham na własnym stadionie (sezon temu 0:3, a rozgrywki 2024/25 to z kolei 0:1). Mimo to groźniejszą sytuację na początku stworzyli sobie goście. Igor Jesus w 10. minucie został jednak zatrzymany przez Alissona Beckera, po próbie z bliskiej odległości. The Reds wyglądali trochę niemrawo w początkowej fazie spotkania.

Reklama

Wspomniany już Jesus, a także Dan Ndoye sprawiali problemy defensywie. Liverpool przeżywał kryzys, a wysiłki rywali w końcu się opłaciły. Dalekie podanie posłał spod własnej bramki Mats Sels. Sekwencja kilku podań i to decydujące Morgana Gibbsa-White’a usadowiły Szwajcara w doskonałej pozycji do pokonania Alissona Beckera. I tak też się stało. Świetny płaski strzał dał prowadzenie Nottingham.

Prowadzenie dwukrotnych klubowych mistrzów Europy na Anfield było całkowicie zasłużone. Liverpool z przodu nie istniał. Kibice liczą, że transfer Bradleya Barcoli zostanie dopięty jak najszybciej. Kto wie, czy oznacza to koniec ruchów przychodzących do klubu.

Reklama

Victor Munoz próbował, ale na niewiele się to zdawało. Po 30 minutach przegrał pięć z sześciu pojedynków. Ciągle jednak chciał coś zmienić, nie można było mu odmówić zaangażowania. Wysiłki gospodarzy przyniosły efekt, ale tylko na chwilę. Choć Florian Wirtz trafił do siatki, to Jeremie Frimpong wcześniej w tej akcji był na pozycji spalonej. Niemniej jednak The Reds to pobudziło.

Wirtz uderzył głową, w związku z czym Sels musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. A to nie koniec, bo jeszcze w jednej z okazji chybił Munoz. Był to owoc kapitalnej akcji Gakpo po prawej stronie i nieudanego, choć szczęśliwego zagrania Isaka.

Reklama

Kilkadziesiąt sekund później mogło być już po zabawie. Ola Aina na skrzydle zbiegł do środka, dograł do Igora Jesusa, a jego strzał sparował na poprzeczkę Alisson Becker. Oliver Glasner był w ciężkim szoku, że wysiłek jego zespołu nie zakończył się dwubramkowym prowadzeniem na Anfield.

Liverpool rozczarowywał, podopieczni Iraoli oferowali jedynie przebłyski. Dość powiedzieć, że jedną z najlepszych akcji był… wpis dziennikarza Jamesa Pearce’a w temacie ukarania kartką jednego z rywali Nottingham.

Reklama

Liverpool zdeterminowany i przełamał złą passę

Nie były to dobre zawody Frimponga. Holender po raz kolejny dał się okiwać Ndoye’owi. Wajcha powoli przestawiała się jednak w stronę The Reds. Z każdą kolejną minutą zespół Iraoli wyglądał coraz lepiej.

Po kwadransie Wirtz z Gakpo pograli na prawej stronie, a Holender niczym Kevin De Bruyne – dograł doskonale w pole karne do Isaka. Szwed trafił z bliska. To jego pierwsze ligowe trafienie od 25 kwietnia. 

Zadebiutował w nowych barwach Liam Delap. Rekordowy transfer w historii The Tricky Trees kosztował 50 milionów euro. W Chelsea świata nie podbił, trafił w lidze… raz w 28 meczach. The Blues na czysto zarobili dwucyfrową kwotę. A Andoni Iraola? Przez kilka minut irytował się pewnym problemem technicznym. Otóż nie działała tablica, na której pokazuje się zmiany. Tym sposobem przy linii ciągle czekali trzej muszkieterowie, którzy nie mogli wejść na boisko.

Reklama

Kuriozum całej sytuacji dodał fakt, że Nottingham otrzymało krótko później rzut karny. Neco Williams przelobował Alissona Beckera, a sędzia uznał, że Brazylijczyk po wszystkim sfaulował bocznego obrońcę. Arbiter wątpliwości nie miał, choć można było dyskutować, czy podjął słuszną decyzję.

Ile cieszył się Liverpool z remisu? 10 minut.  Bo jedenastkę pewnie wykonał Morgan Gibbs-White. 

Reklama

Przed wznowieniem gry w końcu udało się zrobić zmiany. Ngumoha, Tsimikas i Gravenberch zastąpili odpowiednio Gakpo, Kerkeza i Frimponga.

Victor Munoz długo zawodził, ale na koniec może być zadowolony ze swojego występu. Po doskonałym podaniu w uliczkę i obrocie walnął debiutanckiego gola w Premier League. Wytrwałość się opłaciła. Wirtz poza anulowanym golem i asystą drugiego stopnia, dopisał sobie tę najważniejszą asystę. Po cichu grał naprawdę dobry mecz.

Reklama

Nie było daleko pierwszego prowadzenia w meczu ze strony gospodarzy. Minimalnie chybił z rzutu wolnego Dominik Szoboszlai. Do końca spotkania brakowało jakościowych okazji i zakończyło się na podziale punktów. Liverpool na wygraną nie zasłużył, a Nottingham na porażkę, więc ułożyło się dość sprawiedliwie.

Liverpool – Nottingham Forest 2:2 (0:1)

  • 0:1 – Dan Ndoye – 24′
  • 1:1 – Alexander Isak – 60′
  • 1:2 – Morgan Gibbs-White – 70′ (karny)
  • 2:2 – Victor Munoz – 82′

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Melikson wspomina Wisłę. „Mistrzowska feta to było szaleństwo”

Braian Wilma
0
Melikson wspomina Wisłę. „Mistrzowska feta to było szaleństwo”
La Liga

Złota Piłka dla Mbappe? Mourinho nie ma wątpliwości

Jan Broda
6
Złota Piłka dla Mbappe? Mourinho nie ma wątpliwości

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Melikson wspomina Wisłę. „Mistrzowska feta to było szaleństwo”

Braian Wilma
0
Melikson wspomina Wisłę. „Mistrzowska feta to było szaleństwo”
La Liga

Złota Piłka dla Mbappe? Mourinho nie ma wątpliwości

Jan Broda
6
Złota Piłka dla Mbappe? Mourinho nie ma wątpliwości