Wisła Puławy rozpoczęła sezon 2026/27 od dwóch zwycięstw w trzech pierwszych kolejkach. Suchy fakt, o którym można byłoby zapomnieć za pięć minut. A wiecie, w jakich rozgrywkach występuje puławska Wisła? Jeśli nie jesteście z Lubelszczyzny, to pewnie nie. „Duma Powiśla” wylądowała bowiem w A-klasie, czyli na przedostatnim szczeblu ligowej drabinki w Polsce. Dwoma zwycięstwami w tym sezonie wyrównała już swoje osiągniecie z poprzednich rozgrywek, kiedy to z hukiem spadła z lubelskiej okręgówki. Oto, gdzie zawędrował klub, w którym ponad dekadę temu na szerokie wody wypływał Jarosław Niezgoda.
Wisła zniknęła z radarów po sezonie 2024/25. Zajęła 15. miejsce w Betclic 2. Lidze, ale było zupełnie jasne, że i tak nie wystąpi na szczeblu centralnym. Już sam fakt, że udało się wystartować w rozgrywkach 2024/25 był czymś na kształt cudu. Wcześniej jednak Puławianie grali na tym etapie przez 10 sezonów z krótkimi przerwami na III ligę i jeden sezon na zapleczu Ekstraklasy.
Przed tąpnięciem „Duma Powiśla” piłki regionalnej zasmakowała po raz ostatni w sezonie 2008/09. Od tamtej pory nie grała niżej niż w III lidze. Aż do poprzedniego sezonu… Co się stało, że tak solidny przez lata ośrodek piłkarski wylądował na totalnym marginesie? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Pora na wiwisekcję puławskiej degrengolady.
Azotozależność
Żeby zrozumieć, dlaczego Wisła znalazła się dziś na peryferiach poważnej piłki, trzeba przenieść się mniej więcej o pięć kilometrów od stadionu przy ul. Hauke-Bosaka – do miejsca, bez którego puławski sport przez lata nie mógł funkcjonować. Mowa oczywiście o Azotach.
Skala tej zależności robi wrażenie. W 2018 roku, kiedy Grupa Azoty wycofała się z wcześniejszej umowy, pojawiły się informacje, że zakłady przekazywały Wiśle około 3 milionów złotych rocznie, a ich pieniądze stanowiły ponad 90% budżetu klubu (sic!). Sytuacja była tak poważna, że do dokończenia sezonu brakowało około 900 tysięcy złotych. Wisła przetrwała, Azoty wróciły do współpracy, a w czerwcu 2019 roku podpisano umowę na kolejne trzy lata. Ówczesny prezes klubu, Piotr Owczarzak, nie owijał w bawełnę – zdecydowana większość pieniędzy na bieżące funkcjonowanie Wisły miała pochodzić właśnie od zakładów azotowych.
I tutaj pojawia się pierwszy paradoks. Problemy finansowe Wisły nie zaczęły się w 2024 roku, gdy Azoty ostatecznie odcięły Wisłę od finansowej kroplówki. Zaczęły się znacznie wcześniej. W 2018 roku klub miał jeszcze 93 tysiące złotych dodatniego kapitału własnego. Rok później był już 485 tysięcy pod kreską. W 2020 roku nadal był na minusie, a w 2021 roku sytuacja zrobiła się naprawdę poważna – przy przychodach sięgających 3,93 miliona złotych Wisła zanotowała aż 1,19 miliona złotych straty netto. Jej kapitał własny wynosił już -1,60 miliona złotych.
Z jednej strony może to zdumiewać. Jak można tak nieudolnie zarządzać klubem i przepalać pieniądze? Z drugiej – skoro Azoty i tak pomogą zasypać dziurę, to w czym problem? Pewnie z tego założenia wychodzono. Sęk w tym, że w końcu i same Azoty wpadły w tarapaty.
Azoty mają kłopoty
W 2021 roku Azoty Puławy przekazały Wiśle około 2,9 miliona złotych, rok później już około 3,9 miliona. W 2023 roku padła rekordowa kwota – 4,75 miliona złotych. Dla porównania cały Klub Sportowy Wisła Puławy wykazał w 2023 roku 5,96 miliona złotych przychodów.
Ustalmy ważną rzecz – nie oznacza to, że 4,75 miliona złotych stanowiło wsparcie budżetu piłkarskiej drużyny – Wisła jest przecież klubem wielosekcyjnym. Pokazuje to jednak skalę uzależnienia od jednego sponsora. Pieniądze z Azotów stanowiły około 80% wszystkich przychodów całego klubu.

Screen artykułu o przedłużeniu współpracy w 2019 roku.
Rok 2023 zakończył gazowe eldorado na Powiślu. Wisła miała najwyższe przychody w historii, ale zakończyła rok z symbolicznym zyskiem, wynoszącym 34 tysiące złotych. Jednocześnie same Azoty znajdowały się już nad przepaścią.
Grupa Azoty Puławy zakończyła 2023 rok stratą netto wynoszącą około 621,5 miliona złotych! A mimo to do Wisły popłynęło 4,75 miliona. To nie jest pomyłka. W najgorszym finansowo roku Azotów w całej tej historii Wisła dostała od nich najwięcej pieniędzy. Mówiliśmy o lekkomyślnym zarządzaniu klubem. To co powiedzieć o zarządzaniu tak potężną firmą?
„Wśród przyczyn tak dramatycznej kondycji spółki nowy zarząd „Puław” wskazuje m.in. kontrowersyjne inwestycje, jak np. budowa bloku węglowego, na który wydano do tej pory 1,23 mld zł.” – pisała Wirtualna Polska w lipcu 2024 roku.
W tym samym tekście czytamy:
„Po zmianie władzy w Azotach nowy prezes „Puław” zlecił przygotowanie podsumowania wydatków na sponsoring i darowizn w latach 2016-2023″.
Co na to ówczesny prezes przedsiębiorstwa?
– Część z tego sponsoringu – to jest olbrzymia kwota – absolutnie nie dotyczyła regionu, Puław, powiatu i nawet gmin ościennych. To były pieniądze trwonione na różnego rodzaju inicjatywy w Kraśniku, Świdniku, Włodawie, Zamościu, Terespolu – powiedział Hubert Kamola w rozmowie z WP.
Z publikacji tej dowiadujemy się, że skala źle rozumianej szczodrości Azotów była ogromna: 717 darowizn kosztowało spółkę 11,4 mln zł, a 327 umów sponsoringowych pochłonęło aż 107,9 mln zł. Część pieniędzy trafiała oczywiście na uzasadnione cele lokalne, ale na liście znalazły się również wydatki trudne do powiązania z interesem Puław czy regionu – m.in. 12 tys. zł na zawody strzeleckie „10 strzałów ku chwale Ojczyzny” w Grójcu oraz 20 tys. zł na wydawanie „Zeszytów Sandomierskich”.
Azoty finansowały także… Turniej Nalewek Kresowych, stroje ludowe kół gospodyń wiejskich na Podlasiu, wydarzenia religijne w innych częściach województwa czy budowę Łuku Triumfalnego w Tomaszowie Lubelskim. Wśród beneficjentów znalazły się również OSP, które otrzymywały pieniądze m.in. na zakup nieruchomości pod boisko czy organizację mistrzostw siatkarskich dla strażaków. Problemem nie było więc samo wspieranie lokalnych inicjatyw, lecz skala i rozproszenie wydatków – ponad 119 mln zł w osiem lat płynęło do setek podmiotów, często bez wyraźnego związku z podstawową działalnością spółki czy nawet z Puławami.
I pewnie nie jest to główna oś problemów Azotów, ale taka rozrzutność bez wątpienia nie pomogła w utrzymaniu finansowej płynności. Kolejne kroki było już łatwo przewidzieć.
Kurek zakręcony
Problem Azotów nie pojawił się jednak nagle w 2024 roku. Pierwsze sygnały były widoczne już w drugiej połowie 2022 roku. Rekordowe ceny gazu, będącego kluczowym surowcem do produkcji nawozów, doprowadziły do ograniczenia produkcji. W IV kwartale puławskie zakłady poniosły stratę przekraczającą pół miliarda złotych. Cały 2022 rok zamknęły jeszcze zyskiem, wynoszącym około 291 milionów złotych, ale była to przede wszystkim zasługa bardzo dobrych pierwszych miesięcy. Prawdziwa katastrofa przyszła rok później.
W 2023 roku przychody Grupy Azoty Puławy spadły z 8,90 do 4,40 miliarda złotych. EBITDA z ponad miliarda złotych zrobiła się ujemna i wyniosła około -338 milionów, a wynik netto znalazł się na poziomie -621,5 miliona złotych. Przypomnijmy, że mówimy o roku, w którym Wisła otrzymała rekordowe wsparcie!
Nowe władze Azotów uznały jednak, że tak dalej być nie może. W kwietniu 2024 roku zakłady wypowiedziały umowy sponsoringowe, a współpraca z Wisłą wygasła 30 czerwca. Oficjalny powód był prosty: dramatyczna sytuacja finansowa spółki i konieczność przeprowadzenia programu naprawczego.
Dla Azotów kilka milionów złotych nie mogło oczywiście rozwiązać problemu liczonego w setkach milionów. Dla Wisły była to jednak kwestia być albo nie być.
Równia pochyła
Rachunki klubu bardzo dobrze pokazują, co stało się po odcięciu sponsora.
W 2023 roku cały KS Wisła miał 5,96 miliona złotych przychodów. W 2024 roku zostało z tego 4,03 miliona. Spadek wyniósł ponad 1,9 miliona złotych, czyli ponad 32%. Koszty wynagrodzeń spadły z 2,34 do 1,66 miliona złotych. Klub zaczął więc ciąć wydatki, bo musiał dostosować się do nowych realiów.
Nie była to jednak zdrowa restrukturyzacja bogatego klubu. Wisła już wcześniej miała bardzo słaby bilans. Na koniec 2024 roku jej zobowiązania wciąż przekraczały 2,2 miliona złotych, podczas gdy aktywa wynosiły zaledwie około 300 tysięcy. Kapitał własny pozostawał ujemny i wynosił -1,91 miliona złotych. W kasie i na rachunkach było około 23 tysięcy złotych.
Kasa klubu świeciła pustkami! Piłkarze mieli kilkumiesięczne zaległości w płatnościach i odchodzili z klubu. Mimo wszystko „Duma Powiśla” przystąpiła do sezonu 2024/25 w Betclic 2. Lidze, choć niemal do samego końca nie było to pewne. Ba, w środowisku chodziły wręcz słuchy, że najprawdopodobniej nic z tego nie będzie, a Wisła zagra w którejś z niższych klas rozgrywkowych.
Ostatecznie zupełnie na wariackich papierach udało się zmontować drużynę. Na zdrowy rozum – nie miało prawa się to udać. A nie dość, że się udało, to jeszcze Wisła na „dzień dobry” zremisowała bezbramkowo z ŁKS II Łódź. Potem w sierpniu Puławianie wygrali jeszcze trzy ligowe mecze. Po rundzie jesiennej podopieczni Macieja Tokarczyka zajmowali nawet 12. miejsce. Ostatecznie sezon skończyli na 15. pozycji. Miało to już marginalne znaczenie. Otwarte pozostawało bowiem tylko pytanie, o ile kroków na planszy trzeba się będzie cofnąć.

A jeszcze niedawno mierzyli się z Wieczystą Kraków…
Welcome to okręgówka
Ostatecznie Wisła wylądowała w lubelskiej klasie okręgowej. Trzeba było zapomnieć o podróżach po dużych miastach, poważnych ośrodkach piłkarskich, a przyzwyczaić się do prowincjonalnych boisk i niższych standardów. Na dodatek „Duma Powiśla” nie umiejscowiła się w gronie faworytów ligi – wręcz przeciwnie. Z trudem sklecony skład przegrywał zdecydowaną większość meczów. Szczególnie bolesna była wiosna, gdy w drużynie została głównie klubowa młodzież. Puławianie zanotowali 13 porażek i remis. Dwukrotnie w ogóle nie wyszli na boisko i na dwie kolejki przed końcem sezonu groziło im wykluczenie z rozgrywek za trzy walkowery.
Ostatecznie ligę dograli, zajmując ostatnie, 15. miejsce. Bilans bramkowy 23:107 obrazował miejsce, w którym znalazł się klub. Choć w myśl słów piosenki „cieszmy się z małych rzeczy” można było poszukać pozytywu w fakcie, że Wisła ani razu nie dostała od rywala dwucyfrowego bagażu – najwyższa porażka to 0:9, za to tym boleśniejsza, że z lokalnym rywalem, który przez lata był ubogim krewnym puławskiego potentata – Powiślakiem Końskowola. Bolesne.
Licencja rzutem na taśmę
Przed sezonem 2026/27 nad Wisłą zaczęły zbierać się jeszcze ciemniejsze chmury. W czerwcu ukonstytuował się nowy zarząd klubu, z prezesem Łukaszem Marczukiem na czele. Jednak pod dużym znakiem zapytania stało, czy klub w ogóle przystąpi do rozgrywek w A-klasie. Dopiero 10 lipca przyszły dobre wieści dla fanów „Dumy Powiśla”. Komisja Odwoławcza do spraw licencji przy Lubelskim Związku Piłki Nożnej poinformowała, że Wisła Puławy otrzymała licencję uprawniająca ją do występów w A-klasie w sezonie 2026/27. Przyznany dokument zawiera nadzór finansowy.
Tak więc wyjazdy do Leokadiowa, Michowa czy Kurowa stały się faktem. Dwa lata temu Wisła rywalizowała z Polonią Bytom, Zagłębiem Sosnowiec czy… Wieczystą Kraków. Ba, z tą ostatnią dwukrotnie wygrała! Wieczystej potem między innymi tych sześciu punktów zabrakło do bezpośredniego awansu, ale koniec końców klub Wojciecha Kwietnia przebił się na zaplecze Ekstraklasy przez baraże. To zresztą w tej historii tylko didaskalia. W Puławach zwycięstwa nad Wieczystą mogą wspominać z rozrzewnieniem, ale aktualnie świętować trzeba triumfy nad LZS Poniatowa Wieś i Żyrzyniakiem Żyrzyn. A już w weekend kolejne wyzwanie – mecz z Serokomlą Janowiec.

Tabela lubelskiej A-Klasy. Źródło: 90minut.pl
Powrót „Palucha”
Świętować można było też przed sezonem. Klub ogłosił powrót kilku zawodników, którzy w przeszłości reprezentowali barwy „Dumy Powiśla”. Największym szokiem była informacja, że do Puław wraca Adrian Paluchowski. To zawodnik, którego nie trzeba przedstawiać nie tylko kibicom Wisły, ale nie jest on też anonimowy w skali kraju. Rozegrał 30 meczów w Ekstraklasie dla Legii Warszawa, Piasta Gliwice i Bruk-Betu Nieciecza. Barwy puławskiej drużyny reprezentował w sezonach 2020/21, 2021/22 i 2022/23. W sezonie 2020/21 został królem strzelców III ligi. Dwa lata później był czołowym snajperem II ligi, ustępując tylko Maciejowi Firlejowi i Damianowi Nowakowi.
Potem Paluchowski trafił do świdnickiej Avii, a wkrótce „poszedł w dyrektory”. Właśnie w Avii objął funkcję dyrektora sportowego. Przed startem bieżących rozgrywek Avia rozstała się z Paluchowskim, a ten niespodziewanie odkurzył piłkarskie korki.
– Wróciłem trochę z nadmiaru wolnego czasu, ale i z chęcią wsparcia, bo doszły mnie słuchy, że jest szansa, by Wisła wyszła z kryzysu – mówi nam Paluchowski. – Aktualnie sytuacja jest stabilna. Klub szykuje się do restrukturyzacji, aby móc zacząć w miarę normalnie funkcjonować. Myślę, że to pierwszy i najważniejszy krok. PR wokół klubu się zmienia, na meczach licznie pojawiają się kibice w liczbach porównywalnych do czasów gry w II lidze – wyjaśnia „Paluch”.

Adrian Paluchowski jako zawodnik Stali Mielec.
Działania naprawcze
Faktycznie, 21 lipca klub wydał komunikat, który przytaczamy w całości:
Dokładnie miesiąc temu nowy Zarząd przejął odpowiedzialność za Klub Sportowy Wisła Puławy. Był to moment wymagający podjęcia natychmiastowych działań i zmierzenia się z wieloma wyzwaniami.
Przejęliśmy Klub w trudnej sytuacji organizacyjnej i finansowej. Z poważnymi zobowiązaniami, brakami w dokumentacji oraz ograniczonymi możliwościami swobodnego operowania środkami. Każdy dzień od tego momentu to praca na rzecz tego, aby Wisła Puławy mogła dalej funkcjonować i krok po kroku wracać na stabilne fundamenty.
W ciągu ostatniego miesiąca wykonano szereg działań porządkujących sytuację Klubu. Zaktualizowano spis wierzycieli i rozpoczęto bezpośredni kontakt z każdym z nich. Rozpoczęto współpracę z doradcą restrukturyzacyjnym oraz podjęto pierwsze kroki formalno-prawne zmierzające do uporządkowania sytuacji finansowej. Klub uzyskał licencję Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, dzięki czemu Wisła może przystąpić do rozgrywek. Prowadzone były również rozmowy z przedstawicielami Miasta Puławy, Komisji Sportu oraz MOSiR, a także spotkania z rodzicami, trenerami i zawodnikami.
Ważnym elementem ostatnich tygodni było przeprowadzenie Walnego Zgromadzenia, podjęcie kluczowych uchwał, złożenie dokumentów rejestrowych do KRS oraz rozpoczęcie procesu odzyskiwania dokumentacji i dostępów do zasobów Klubu. Równolegle przygotowywana jest koncepcja sportowa na sezon 2026/2027 oraz działania mające na celu dalszy rozwój Wisły i jej powrót do aktywnej obecności w życiu miasta.
Kolejnym krokiem w procesie porządkowania sytuacji finansowo-organizacyjnej było złożenie dziś wniosku o ogłoszenie upadłości. Chcemy jednak jasno podkreślić, że nie jest to działanie mające na celu zakończenie działalności Klubu Sportowego Wisła Puławy. To rozwiązanie prawne, które ma umożliwić przeprowadzenie dalszych działań naprawczych i otworzyć drogę do restrukturyzacji.
Jednocześnie nie ukrywamy, że sytuacja Klubu jest bardzo wymagająca. Najbliższy czas będzie kluczowy dla dalszych losów Wisły Puławy. Powodzenie tego procesu będzie zależało od współpracy całego środowiska skupionego wokół Wisły – kibiców, sponsorów, partnerów, samorządu oraz wszystkich osób, którym przyszłość naszego Klubu nie jest obojętna.
Nie chcemy uciekać od odpowiedzialności. Zobowiązania, które powstały przez lata, nie znikną, ale chcemy zmierzyć się z nimi w sposób uporządkowany, transparentny i odpowiedzialny. Przed nami wciąż wiele pracy i trudnych decyzji. Wisła Puławy to historia, tradycja, zawodnicy, trenerzy, kibice, partnerzy i całe środowisko, które od lat tworzy ten Klub.
Dziękujemy wszystkim, którzy w ostatnim czasie okazali wsparcie i zaufanie.
Cóż, nowym władzom Wisły trzeba kibicować. Szkoda, by tak zasłużony klub tułał się po „arenach” siódmej ligi. Dokładnie dekadę temu „Duma Powiśla” rozpoczynała sezon w ówczesnej Nice I lidze, rywalizując m.in. z Górnikiem Zabrze i GKS Katowice. Dekada w futbolu to jednak więcej niż cała epoka.
Po najtłustszych czasach przyszły te najchudsze. Dało się ich uniknąć, budując klub na zdrowych fundamentach niż całkowite uzależnienie od jednego sponsora – nawet tak bogatego i szczodrego, jakim kilka lat temu były Azoty. Wisła stała tylko na jednej nodze i właśnie dlatego tak szybko i boleśnie się przewróciła. Ale nie takie kluby triumfalnie wracały z piłkarskiego niebytu. Jeśli tak będzie i w tym przypadku, to aktualnie biało-niebiescy są na początku tej drogi. I to samym początku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix