Leszczyński o początkach w Niemczech: Jest bardzo dużo piłki i nie ma przesuwania

Marcin Ziółkowski

04 września 2026, 21:24 • 4 min czytania 1

Reklama
Leszczyński o początkach w Niemczech: Jest bardzo dużo piłki i nie ma przesuwania

Jan Leszczyński latem był bohaterem dość nieoczekiwanego transferu. Po raptem czterech występach dla warszawskiej Legii, stołeczny klub sprzedał go do bundesligowej Borussii Moenchengladbach za trzy miliony euro. Mimo to od samego początku Leszczyński zbiera bardzo pozytywne recenzje. Młody Polak był gościem Eleven Sports i zdradził kilka sekretów dotyczących jego nowej codzienności.

Reklama

Polski stoper o nowej rzeczywistości w jego życiu

Jan Leszczyński spędził już w nowym klubie kilka tygodni. Jego rokowania są bardzo dobre. Przyszedł więc czas na to, aby odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących jego rzeczywistości w Moenchengladbach.

Młody stoper przyznał, że język niemiecki nie jest mu obcy, a to z uwagi na edukację w szkole. W zespole Źrebaków, problemów z komunikacją nie ma w ogóle, także jeśli chodzi o rozmowy z trenerem Eugenem Polanskim.

– W szkole uczyłem się niemieckiego od szóstej klasy. Podstawy mam opanowane na spokojnie, jak mogę, to używam, przełamuję barierę. Angielski idzie mi zdecydowanie lepiej.

Z trenerem rozmawiam po polsku. Nie każde słowo potrafi, ale czasem wtedy łapię jaki jest kontekst. Fizjoterapeuta [Adam Szordykowski, pracuje w klubie od 2009 roku – przyp. MZ] też mi pomaga poza boiskiem, nie mam problemów z komunikacją ani w klubie, ani z drużyną.

Reklama

W sprawie transferu kontaktował się z Kacprem Potulskim oraz Marcinem Kamińskim. Stoper Wisły Płock to klubowy kolega jego kuzyna, bramkarza Rafała. Młodszy z krewnych uważa, że trafił we właściwe miejsce.

– To jedyny klub, który się zgłosił. Widzę, jaki mają plan na młodych. Jest kilku jakościowych chłopaków, nawzajem się napędzamy. Uważam, że to odpowiedni kierunek i że podjąłem dobrą decyzję.

Reklama

W swojej karierze Jan Leszczyński pauzował przez 9 miesięcy z racji na zerwane więzadło krzyżowe. Rehabilitował się wtedy w Rzeszowie. Jak przyznał, dużo go ten czas nauczył.

– Wtedy byłem w Legii po kapitalnym okresie przygotowawczym u trenera Goncalo Feio. Wydarzyła się ta kontuzja. Tak sobie to ułożyłem w głowie, że Bóg tak chciał i na tamten moment nie byłem gotowy. Uważam, że dobrze przepracowałem ten czas, wykorzystałem go na maksa, mentalnie i fizycznie odbudowałem się. Zwłaszcza pod kątem świadomości budowy własnego ciała.

Miałem świadomość, że długo pauzowałem. Aby zapomnieć o urazie, potrzebowałem jakieś dwa miesiące. Tak, by kompletnie wymazać to z głowy.

Reklama

Gdy analizowano grę Leszczyńskiego z Legii, anegdotą jest, że zainteresowanie w biurach BMG wzbudziło to, że Polak to prawonożny środkowy obrońca. Stoper używa jednak w grze obydwu nóg i nie jest to dla niego żaden problem.

Przyznał też, że wielokrotnie zwracał mu uwagę na ten aspekt jego tata i włożył w to dużo pracy. Sporo dało mu też ustawianie na wielu pozycjach w Ursusie Warszawa przez trenera Michała Kaletę. Grał u niego nawet na bramce. Jak przyznał młody stoper, pomogło mu to w rozwoju.

– Rozwój pod kątem różnych pozycji sporo mi dał. Trzeba inaczej myśleć, ustawić się. Na pewno to miało wpływ. Jestem przez to bardziej wszechstronny.

Reklama

A czym się różni niemiecka szatnia od tej polskiej? Leszczyński przyznał, że w rodzimej panuje więcej dobrego humoru, choć nie znaczy to, że brakuje go w Moenchengladbach.

Tu jest większa świadomość zawodnika (…) Po treningu każdy wie, że musi zrobić coś dla siebie. Pod kątem odnowy trochę bardziej to widzę. W Legii na pewno więcej było tego żartu w szatni. Nie twierdzę, że tutaj tego nie ma, ale z Legii pamiętam różne sytuacje z szatni.

– Jesteśmy dobrze zgraną drużyną. Tu na pewno się więcej trenuje, porównując obóz przygotowawczy, jest wiele wstawek motorycznych na siłowni czy na boisku. Tu jest bardzo dużo piłki, nie ma jakiegoś przesuwania na sucho. Jest rondo na wiele sposobów.

Reklama

Leszczyński ma już za sobą debiut w oficjalnym meczu w Borussii Monchengladbach. Choć rywal nie był wymagający (TSV Schott Mainz), Polak przyznaje, że od początku musiał być czujny, bo w takim meczu, gdzie przeciwnik jest kilka klas gorszy, BMG sama dla siebie była zagrożeniem.

A jaki jest Eugen Polanski jako trener?

– Stawia na jakość gry z piłką przy nodze, to się tyczy mojej pozycji. Jest spokojny przy linii, nie ma ekspresyjności w emocjach. To go różni od tego, co miałem wcześniej.

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy

Jan Broda
9
Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy

Bundesliga

Reklama