Spektakl w Teatrze Marzeń. Marzeń o zwycięstwie gospodarzy

Adrian Mańko

08 listopada 2026, 19:39 • 5 min czytania 0

Reklama
Spektakl w Teatrze Marzeń. Marzeń o zwycięstwie gospodarzy

Ach, cóż to było za widowisko na Old Trafford! Obiekt nazywany nie bez kozery Teatrem Marzeń zaserwował publiczności spektakl najwyższych lotów. Może da się znaleźć lepszych aktorów i bardziej ambitnych reżyserów, ale pełna zwrotów akcja była szalenie wartka. Sympatycy Manchesteru United mogą mieć wprawdzie poczucie, że ich drużyna powinna występować raczej w gmachu Teatru Komedia, bowiem popisy defensywne zespołu Michaela Carricka są doprawdy groteskowe. Jednak mimo wszystko United należy też pochwalić za walkę do końca, która pozwoliła uratować remis 4:4. 

Reklama

Akt pierwszy – United nieobecne

Po czterech minutach najbardziej wymownym obrazkiem były przebitki serwowane przez realizatora transmisji – na twarz Carricka oraz twarze włodarzy Manchesteru United, który właśnie przegrywał 0:2! Aston Villa potrzebowała 61 sekund, by wyjść na prowadzenie. Wystarczyło kilka razy szybciej wymienić piłkę, zagrać w strefę, za którą odpowiadał Diogo Dalot i był efekt. Alysson uderzył, Senne Lammens przepuścił piłkę między nogami, a ta zatrzepotała w siatce.

Za chwilę ekipa Unaia Emery’ego podwyższyła. Goście wykonywali rzut wolny, piłka trafiła pod nogi Alyssona. Autor pierwszego gola strzelił celnie, Lammens odbił piłkę przed siebie, a użytek zrobił z niej Nicolas Jackson.

Reklama

Ciężko wyobrazić sobie bardziej spektakularny falstart, ale przecież na Old Trafford podobny scenariusz przestawienia przerabiano ledwie kilka dni temu. Wtedy była to jednak sztuka zakończona happy endem. „Czerwone Diabły” odrobiły dwubramkową stratę i ograły Romę 3:2.

Akt drugi – United dominujące

Ekipę Carricka do prądu podłączył Boubacar Kamara. Po co francuski pomocnik atakował wślizgiem Matheusa Cunhę? To pozostanie jego tajemnicą. Kamara trafił piłkę, ale zanim do tego doszło zwyczajnie wykosił Brazylijczyka. Sędzia wskazał na rzut karny, a Bruno Fernandes spokojnie wykorzystał szansę.

Gospodarze ruszyli do przodu. Pod bramką Ziona Suzukiego raz po raz się gotowało. Japończyk pięknie odbił mocny, podkręcony strzał Cunhi. Potem blisko szczęścia byli Fernandes i Amad Diallo. Pod koniec pierwszej połowy znów świetnie spisał się Suzuki. Golkiper The Villans minutę później był już bezradny, gdy po składnej akcji i asyście Noussaira Mazraouiego, piłkę w bramce umieścił Youri Tielemans.

Reklama

Na przerwę obie ekipy schodziły z remisem 2:2, ale po takiej grze, kibice Manchesteru United mogli być dobrej myśli. Oczywiście, wyłączając z tego pierwszy kwadrans.

Akt trzeci – Zagraj to jeszcze raz, Man Utd

Ekipa Carricka, którą nie bez podstawy kilka tygodni temu ochrzciliśmy mianem „Carrickatury poważnej drużyny”, postanowiła odbić na kserokopiarce początek pierwszej połowy. Kilkadziesiąt sekund, głupi faul Dalota i Villa otrzymała rzut karny. Tej okazji nie zmarnował John McGinn.

W 53. minucie zespół z Birmingham znów był na dwubramkowym prowadzeniu, notabene znów wskutek rzutu wolnego. Dośrodkowanie raczej nie było groźne, piłka zmierzała na aut bramkowy, ale wtedy popis nieudolności dał Leny Yoro, który stracił głowę i… głową właśnie skierował piłkę na słupek własnej bramki. Po chwili zamieszania z bliska do siatki wbił ją Leon Goretzka, naprawiając kiks Jacksona, który sam powinien to zrobić sekundę wcześniej.

Reklama

Zachowanie defensywy Man Utd po raz kolejny było zdumiewające, ale jeśli chodziło o uatrakcyjnienie widowiska, to wyszło znakomicie. Sześć goli i zwroty akcji? Nie ma co narzekać.

No chyba, że jest się kibicem „Czerwonych Diabłów”. Wtedy litania powodów do narzekania robi się nad wyraz długa.

Reklama

Gospodarze nie odrobili lekcji z pierwszej połowy. Długo wydawało się, że goście owszem. Po strzeleniu dwóch goli zespół Emery’ego umiejętnie kontrolował przebieg meczu. Pod bramką Suzukiego bardzo długo nie działo się prawie nic. Godny wyższego uniesienia powieki był jedynie strzał Cunhi, po niefrasobliwym zagraniu Goretzki. Uderzenie Brazylijczyka obronił jednak naśladowca i rodak legendarnego Genzo Wakabayashiego.

Akt czwarty – zryw w końcówce

W końcówce United aktywowało jednak tryb Sir Alexa Fergusona. Po znakomitym, prostopadłym podaniu Fernandesa, świetnie z pierwszej piłki uderzył Mason Mount, ale trafił tylko w poprzeczkę. Ta sytuacja to już 89. minuta, gdy nadzieję na cokolwiek mieli już nieliczni, obdarzeni największymi pokładami optymizmu, kibice United.

W doliczonym czasie gry zastrzyk optymizmu nadszedł jednak z boiska. Patrick Dorgu dograł z lewej strony do Joshuy Zirkzee, a Holender wbił piłkę do siatki. Do końca meczu pozostawało jeszcze kilka minut. Iskierka nadziei na remis zaczęła tlić się nieco mocniej.

Szał radości nadszedł później. Dośrodkowanie z rzutu rożnego trafiło na głowę Dorgu, a Duńczyk do asysty dołożył bramkę. Zawalił Suzuki, który próbował jeszcze reklamować faul… Lammensa, który pofatygował się w pole karne przeciwników. Nic z tego – przewinienia nie było. Japoński bramkarz nie jest obdarzony spektakularnymi warunkami fizycznymi i w tego typu sytuacjach często ma problemy. Tym razem były to problemy na wagę bolesnej straty punktów.

Reklama

Po szalonym meczu drużyny podzieliły się więc punktami. To mimo wszystko średnie pocieszenie dla kibiców „Czerwonych Diabłów”. Ligowy bilans Man Utd w przededniu reprezentacyjnej przerwy jest godny pożałowania – 1 zwycięstwo, 5 remisów, 4 porażki i miejsce w strefie spadkowej. Czy kredyt zaufania wobec Carricka zostanie prolongowany o kolejne tygodnie? Póki co angielski menadżer nie zapłacił zbyt wielu rat. Z drugiej strony – czy to jego wina, że Yoro, Dalot czy Lammens wykonują zagrania, które mogą stanowić portfolio do trupy cyrkowej, a nie drużyny piłkarskiej na poziomie Premier League?

Manchester United – Aston Villa 4:4 (2:2)

  • 0:1 – Alysson 2′
  • 0:2 – N. Jackson 4′
  • 1:2 – B. Fernandes (k.) 16′
  • 2:2 – Y. Tielemans 44′
  • 2:3 – J. McGinn 48′
  • 2:4 – L. Goretzka 53′
  • 3:4 – J. Zirkzee 90+2′
  • 4:4 – P. Dorgu 90+7′
Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama