Pogoń Szczecin jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej była wskazywana jako kandydat do spadku. Thomas Thomasberg miał po prostu jedno zadanie – punktować. Nieważne w jaki sposób, jakim cudem i ile będzie w tym farta. Chodziło o dowiezienie wyniku, by uciec od czerwonej strefy. No i Portowcy wygrali trzy razy z rzędu po 1:0. W tych skromnych i wyrachowanych rezultatach nie ma przypadku.
Nie wszyscy muszą grać piękny dla oka futbol i iść na wymianę ciosów z przeciwnikiem, żeby podczas meczu padało po 40 strzałów. Futbol jest na tyle uniwersalny, że dopuszcza też do tego sportu strategie bardziej bezpośrednie bądź w ogóle wycofane i czyhające na błąd.
Można też być królem stałych fragmentów gry jak Arsenal. Wrzuty z autu też stały się modne. Już nie tylko za sprawą Puszczy Niepołomicy trenera Tułacza. Robią tak w całej Europie, nawet w najbogatszej Premier League. Brentford pokusiło się o zabawny filmik z rzucającym tam auty Michaelem Kayode, który zrobił dość nietypowe tzw. gender reveal, czyli ujawnienie płci dziecka. Po prostu… rzucił piłkę do bramki. Jakby rzucał z autu.
Michael Kayode zorganizował sobie „gender reveal” na stadionie Brentford, wykonując wyrzut z autu 💀pic.twitter.com/ihuhoDOPyV
— Maciej Łaszkiewicz (@maciejlasz) February 19, 2026
Krótko mówiąc, metody, które jeszcze niedawno wydawało się dość mocno prymitywne, przynoszą efekt.
Pogoni trudno strzelić gola
Jeśli wygrywasz trzy mecze z rzędu po 1:0 i pozwalasz przy tym przeciwnikom na maksymalnie dwa strzały celne, to ograniczasz ryzyko do minimum. No dobra, Maksym Chłań uderzył raz w słupek, a raz w poprzeczkę, ale nie były to składne akcje Górnika Zabrze, tylko indywidualny popis Ukraińca, zrobienie przewagi. Poza tym przy drugim strzale piłkę przy swojej szesnastce stracił Kellyn Acosta, więc obrona nawet nie zdążyła się zorganizować.
Statystyki meczowe dostarczona przez Superscore
Wystarczy zresztą spojrzeć na xG – Górnik nie stworzył klarownych okazji. Męczył się, oglądaliśmy absolutnie obrzydliwy paździerz, ale Pogoni w to graj. Grała na 0:0. Liczyła trochę na jakąś jedną kontrę, stały fragment, fart. Przy czym zanotowała też jedną kompletnie wstydliwą statystykę. Nie oddała ani jednego strzału w pierwszej połowie. Jakiegokolwiek. Nawet z 40 metrów do kajeciku. To jasko pokazywało strategię.
No i przytrafił się ten wyczekiwany fart. Fredrik Ulvestad oddał uderzenie, piłka pechowo trafiła w rękę Josemy, a że leciała akurat w światło bramki, to decyzja nie mogła być inna – rzut karny. Norweg wytrzymał wojnę nerwów i pokonał Marcela Łubika. Pogoń przegrywała nawet większość bezpośrednich pojedynków, ale obrona dobrze się ustawiała.
Idźmy teraz do meczu z Widzewem Łódź, który nakupił przecież za miliony monet kreatywnych i przebojowych zawodników. Oni też zostali wyłączeni z gry. Łodzianie oddali – uwaga – jeden strzał celny i to jeszcze w momencie, gdy było 0:0. Kiedy już przegrywali od 58. minuty po trafieniu Karola Angielskiego, to w ataku wyglądali trochę jak dzieci we mgle. Trudno wygrać albo nawet zremisować, jeśli Valentin Cojocaru nawet nie musi nic obronić.
Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore
Najlepszą sytuację zmarnował w piątej minucie Sebastian Bergier, który nie trafił czysto w piłkę i ten kiks mocno podkręcił xG. Paradoksalnie więc Widzew stworzył lepsze jakościowo okazje niż Górnik Zabrze, który uderzył dwa razy w obramowanie.
A Pogoni wpadło wcale nie po jakiejś składnej akcji, tylko… źle wykonanym rzucie wolnym i ponowieniu akcji. Poza tym pomógł jeszcze Carlos Isaac i znów też szczęście, że akurat w dobrym miejscu po paradzie Drągowskiego stał Karol Angielski. I od tego momentu oglądaliśmy już całkowity paździerz z najciekawszą sytuacją, jaką było staranowanie Piotra Lasyka przez Lucasa Leragera. To Pogoń była reżyserem tego niskobudżetowego horrorku. Kontrolowała cały plan filmowy.
Widzew przez pół godziny nie zrobił nic, bo nie pozwoliła mu na to obrona Portowców. Dopiero w 96. minucie Krajewski uderzył w słupek. Miał przed sobą cały blok defensywny Pogoni i strzał zablokował Leo Borges. Cojocaru nie musiał więc bronić ani jednego uderzenia w światło bramki przez ponad pół godziny gry przy korzystnym wyniku.
A jest jeszcze mecz z Arką, który zapoczątkował tę serię. Ktoś powie – stary, to Arka na wyjeździe, oni nie potrafią w delegacjach grać w piłkę. Paul Mukairu strzelił gola już w piątej minucie i w zasadzie przez dalszą część spotkania chyba w żadnym momencie nie miało się wrażenia, że Gdynianie są bliscy wyrównania. No dobra, może raz, kiedy po zamieszaniu Serafin Szota nagle znalazł się dwa metry przed bramką i kopnął tak, że piłkę z linii wybił Wahlqvist.
Arkowcy oddali tylko dwa celne strzały. Żadnego w pierwszej połowie.
Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore
Próbka trzech meczów pokazuje nam, że trener Thomas Thomasberg naprawdę ułożył te defensywne klocki, bo tam wiele rzeczy się zgadza. Przecież Attila Szalai to notuje profesorskie wejście do drużyny. Koutris, Szalai, Keramitsis, Wahlqvist – tak pewnie wyglądałaby żelazna czwórka w obronie, gdyby nie poważny uraz Szweda. Ale w jego miejsce wszedł Ali i daje radę. Na tyle, że trener Thomasberg zapowiedział, iż żadnego kontraktowania wolnych piłkarzy na prawą obronę nie będzie.
I tylko biedny Karol Angielski, któremu piłka lata nad głową, bo ileż on miał tych okazji? Zmarnował jedną po strzale z główki z Arką Gdynia. Oddał w sumie dwa strzały, bo jeszcze raz zablokował go Szota. Identycznie było z Widzewem – jedna duża szansa (wykorzystana) i jeden strzał zablokowany. Z Górnikiem nawet nie doszedł do żadnej okazji.
No więc nie zapowiada się na to, żeby Karol Angielski zanotował tu jakiś fenomenalny wynik, skoro w trzech meczach miał raptem dwie okazje. Taki Luis Palma potrafi mieć przecież tyle w kilka minut, ale Lech ma też więcej piłkarzy kreatywnych. W Szczecinie ich brakuje. Sam Greenwood nie okazał się Philem Fodenem dla Pogoni. A skoro nie masz ludzi do takiej gry, to wykorzystuj te atuty, które posiadasz.
Nie wszyscy muszą grać pięknie. Zrozumiał to nawet Guardiola
Czy wszyscy muszą grać piękny dla oka futbol? No nie. Mikel Arteta w Arsenalu już od jakiegoś czasu pokazuje, że można w ten sposób walczyć o mistrzostwo. Gareth Southgate był obrażany przez angielskich kibiców, bo blokował ofensywny potencjał wielkich gwiazd w kadrze. Mimo to konsekwentnie robił swoje i dwukrotnie dotarł do finału mistrzostw Europy. Raz był też czwarty na świecie.
Wiadomo, że piłka to rozrywka. Przychodzisz na mecz, żeby się dobrze pobawić, mieć co wspominać. Trudno raczej podniecać się 1:0 po jedynym celnym strzale. Bardziej będziesz wspominał to, co zrobił Lech Poznań z Rakowem Częstochowa. Tymczasem trener Thomas Thomasberg ustawił zespół tak, że w trzech meczach nie dopuścił do tylu szans rywali, co tam oba zespoły siebie wzajemnie w jednym. A on miał i nadal ma taki cel, żeby przede wszystkim nie spaść z ligi.
Nawet Pep Guardiola, który jest inspiracją dla setek czy może tysięcy trenerów, po latach zrozumiał, że ofensywną naiwnością nie da się ciągle wygrywać. Często słabsze zespoły dominują Manchester City, a obrońcy wybijają gdzieś po autach, bo mają jednobramkowe prowadzenie. To było w przeszłości nie do pomyślenia. Teraz to norma.
Zresztą idealnym przykładem na to, że Pep gra inaczej niech będzie mecz z sezonu 2022/23. Obywatele mieli tylko 36% posiadania piłki, a wygrali 3:1 z Arsenalem. Wykorzystali błąd jak jakiś zespół z dolnych rejonów tabeli, który przyjeżdża do giganta i tylko czyha. Wiedzieli, kiedy uderzyć. To był arcyważny mecz w kontekście mistrzostwa Anglii.
FT: Arsenal 1-3 Manchester City
🔵 24′: De Bruyne
🔴 42′: Saka (P)
🔵 72′: Grealish
🔵 82′: Haaland#MCFC secure a huge win and go top of the Premier League on goal difference but Arsenal have a game in hand.#ARSMCI pic.twitter.com/RYqL8101TU— The Athletic | Football (@TheAthleticFC) February 15, 2023
Zresztą ostatnio bardzo często najlepszym piłkarzem City jest Marc Guehi, nowo pozyskany stoper, który jest kimś takim, jak dla Pogoni Szczecin Attila Szalai. Że od razu widać wzrost jakości i pewności siebie. Miał swoje perypetie, ale przecież bycie flopem w Bundeslidze to nie jakiś wielki wstyd. Na warunki Ekstraklasy to na razie Pan Piłkarz.
Jeszcze jedno, pozwólcie, ostatnie odniesienie do Guardioli, kiedy wygrywał swoje trzecie mistrzostwo z City w sezonie 2020/21. Gamechangerem okazał się stoper – Ruben Dias. Wszyscy się nim zachwycali. Oficjalnie wybrano go najlepszym piłkarzem Premier League. Zgarnął też taką nagrodę przyznawaną przez dziennikarzy sportowych. Został też wreszcie w samym klubie wybrany najlepszym graczem sezonu. Sześć spotkań ligowych The Citizens wygrali wtedy po 1:0.
Skoro od jakiegoś czasu sam Pep Guardiola, guru pięknej gry w piłkę, prezentuje futbol bardziej wyrachowany, stonowany i ostrożny, to dlaczego ma się go zabraniać innym trenerom? Nie ma jednej recepty na zwycięstwo. Thomas Thomasberg swoją strategię opracował i wdrożył. Nie dopuścić i może uda się coś strzelić. To jednocześnie jest świadomość własnych ograniczeń. Dzięki temu Pogoń Szczecin zapytana o to, czy gra o awans do europejskich pucharów, czy o utrzymanie, może odpowiedzieć: TAK.
Może i źle się to ogląda i na dłuższą metę zacznie kibiców męczyć, ale tym będą się martwić później. Na razie priorytety są inne i strategia ryglowania drzwi przez Thomasberga przynosi doskonały efekt.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- W Cracovii wciąż gorąco. Elżbieta Filipiak ujawnia kwoty
- Siemieniec uderza w sędziów: Jestem za głupi
- Lech, Raków i prawdziwy hit! KOSMICZNY mecz w Poznaniu!
Fot. Newspix