Polscy sportowcy zdobywają dużo medali. To fakt. Faktem jest też jednak, że na igrzyskach jest ich stosunkowo mało, a spora ich liczba wynika z imprez „mniejszych”. Kogo jednak możemy uznać za najlepszych sportowców ostatnich lat? Kto dał nam najwięcej radości i medali? Postanowiliśmy to przeanalizować. A wnioski? Cóż, częściowo są zaskakujące, częściowo niekoniecznie.
Spis treści
- Najlepsi polscy sportowcy w ostatnich dwóch latach. Zwolińska, Mirosław czy Siemirunnij?
- Jakość kontra liczba
- Sporty najbardziej medalodajne
- Najlepsi sportowcy ostatnich dwóch lat. Kto punktował na poziomie?
- TOP 10. Kto z polskich sportowców dał nam najwięcej radości?
- Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:
Najlepsi polscy sportowcy w ostatnich dwóch latach. Zwolińska, Mirosław czy Siemirunnij?
Zacząć musimy od zasad. Skupcie się więc na moment nieco mocniej albo przeczytajcie to dwa razy, bo to będzie istotne… aczkolwiek możecie na razie tę wyliczankę opuścić i wrócić do niej przed ostatnim śródtytułem. Niemniej, wygląda to tak:
- pod uwagę braliśmy WYŁĄCZNIE sporty olimpijskie i zawodników, którzy zdobyli choć jeden medal w konkurencji na igrzyskach się odbywającej.
- okres „rozliczeniowy” to ostatnie dwa lata – od zakończenia sezonu zimowego 2023/24, do teraz. A więc dwa sezony zimowe (2024/25 i 2025/26) oraz dwa letnie (2024 i 2025). Dlaczego tak? Bo w zdecydowanej większości sportów odbyły się wtedy trzy najważniejsze imprezy – igrzyska, mistrzostwa świata i Europy.
- pod uwagę braliśmy jednak maksymalnie cztery imprezy. Jeśli dany sport miał ich w tym okresie więcej, opuszczaliśmy najmniej „cenną” lub chronologicznie najdawniejszą. To jest: przy zestawie igrzyska, dwukrotne MŚ i dwukrotne ME, odpadną dawniejsze z mistrzostw Europy.
- każde złoto, bez względu na imprezę, miało wagę 5 punktów, srebro – 3, a brąz – 1.
- każdy punkt za medal na igrzyskach był mnożony razy cztery, na mistrzostwach świata razy dwa, a na mistrzostwach Europy nie miał mnożnika. Innymi słowy: złoto igrzysk jest warte 20 punktów (5 punktów razy 4), złoto MŚ ma wagę 10 oczek (5 punktów razy 2), a złoto ME to po prostu 5 punktów.
- w przypadku medali drużynowych w sportach indywidualnych (sztafety, rywalizacja w duetach w skokach itp.) punkty dzielono odpowiednio zgodnie z liczbą członków, przy założeniu że za taki medal otrzymuje się minimum jeden punkt, a połówki zaokrąglamy w górę – z korzyścią dla zawodnika.
- jeśli w danym sporcie w ostatnich dwóch latach nie odbyły się cztery imprezy mistrzowskie, uzupełnialiśmy ten brak biorąc pod uwagę inne zawody, które można za taką imprezę uznać LUB dodając do ogólnej sumy punkty wywalczone przez zawodnika na pozostałych imprezach, dzieląc przez ich liczbę (np. 15 punktów z trzech imprez daje nam 5 bonusowych oczek, a w efekcie 20 punktów łącznie). Wszystkie takie przypadki – nie jest ich wiele – zostaną odpowiednio zaznaczone.
Ufff, to chyba tyle. Wiemy, wiemy. Wiele tych założeń, ale uwierzcie – to ma sens. Powinniście zresztą dość szybko załapać, o co w tym chodzi, gdy dojdziemy do tych wyliczeń. Ale na start będzie coś znacznie prostszego. Spójrzmy bowiem na to, jaki sport dał nam medali najwięcej. I prawdopodobnie dość szybko przekonacie się, czemu system punktowy jest przy takich wyliczeniach istotny.
To jak, jedziemy?
Jakość kontra liczba
Poszkodowane są tu sporty, w których mało jest okazji do zdobywania medali. Nikt przecież nie zaprzeczy, że siatkarze regularnie sięgają po kolejne krążki, ale w zakładanym okresie mogli zdobyć tylko medale igrzysk i mistrzostw świata… no i je zdobyli. We wspinaczce sportowej mieliśmy dublet na mistrzostwach Europy (wybrakowanych, dodajmy), złoto i brąz na IO oraz złoto na MŚ, ale pięć medali to za mało, by być w czołówce najbardziej medalodajnych sportów.
Takich dyscyplin jest więcej. Z czego część tych, które na igrzyskach dały nam powody do radości. Nie łapią się czy to z tego powodu, czy ze względu na to, że na innych imprezach brakowało nam medali, skoki narciarskie. Brakuje boksu, kolarstwa, wioślarstwa, tenisa (no, tu to akurat brak po prostu imprez mistrzowskich tego rodzaju) i wspomnianych siatkówki oraz wspinaczki sportowej.
Zaznaczamy to, bo to sporty, w których mamy spore sukcesy na igrzyskach. Ale niekoniecznie poza nimi, przynajmniej w ostatnich latach.
Gdzie jednak tych krążków było dużo?
Chcieliśmy tu wymienić pięć sportów. Wyszło, że musi być ich sześć, bo trzy zajmują ex aequo czwartą pozycję. To lekkoatletyka, zapasy i short track – w każdym z nich zdobyliśmy przez ostatnie dwa lata osiem medali. Jeśli o short track chodzi, ktoś mógłby napisać, że moment jest niefortunny, bo zaraz odbywać się będą mistrzostwa świata. I to prawda, możliwe, że dorobek Polaków zostanie powiększony, ale patrząc na formę z igrzysk, jest to bardzo wątpliwe.
W każdym razie na osiągnięcia w tym sporcie składają się trzy medale mistrzostw świata i pięć mistrzostw Europy. Co jednak kluczowe – żadnego złota. Ale tragedii nie ma, bo na MŚ mieliśmy srebro, a na ME – dwa. Zresztą odpowiedniej perspektywy pozwalają tu nabrać zapasy. Mamy w nich co prawda osiem medali, ale aż siedem z mistrzostw Europy i tylko jeden ze światowego czempionatu. Samo to nie brzmi najlepiej. Owszem, medal jest medal, ale okazuje się, że w mocniejszej stawce mamy spore problemy.
Co więcej: wszystkie te medale są brązowe. A w zapasach nie ma walk o trzecie miejsce – brąz zapewnia przegrana w półfinale. Na MŚ udało się tam dojść tylko Robertowi Baranowi, w europejskiej rywalizacji zrobiło to siedem kolejnych osób. Żadna jednak nie weszła do walki o złoto. No i sami widzicie, rozumiecie. Są medale i są medale. Stąd dalej czeka na was system punktowy, a nie tylko „sucha” liczba krążków.
Lepiej to wszystko wygląda w przypadku lekkiej atletyki, która też dała nam osiem medali, ale w tym i olimpijski. Co prawda jest to brąz, jednak całkiem cenny, bo w rywalizacji biegowej na 400 metrów, który wywalczyła Natalia Bukowiecka. Jeden krążek udało się też przywieźć z mistrzostw świata, gdzie nasz honor uratowała Maria Żodzik zdobywając srebro w skoku wzwyż. A poza tym – mamy sześć medali z mistrzostw Europy.

Maria Żodzik zdobyła jedyny medal dla Polski na ostatnich lekkoatletycznych MŚ. Fot. Newspix
Niby dobrze, a jednak wydaje się, że mogło być lepiej. Zwłaszcza pamiętając wyczyny naszych lekkoatletów na igrzyskach w Tokio.
Sporty najbardziej medalodajne
Całkiem jakościowo było na łyżwach, gdzie zdobyliśmy aż 15 medali. Igrzyska to, wiadomo, srebro Władimira Siemirunnija na 10000 metrów. Mistrzostwa świata to trzy medale Władka, ale też krążek drużyny naszych sprinterek. I tu problem: jeden z medali Siemirunnija jest w konkurencji nieolimpijskiej (wieloboju), podobnie na igrzyskach nie ma drużynowych sprintów (dla nas: niestety, bo to nasza najmocniejsza strona w ostatnich latach). Punkty przyznamy, wiadomo, ale w Mediolanie takich medali Polacy nie mogli nawet zdobywać.
Poza tym mamy 10 medali z mistrzostw Europy. Tam już było dobrze, bo nasz bilans to 6-3-1. Sęk w tym, że rywalizowaliśmy w nich na własnym terenie, w Tomaszowie Mazowieckim. Z łyżwami jest więc u nas tak, że temat ogarniamy… ale jeszcze trochę brakuje nam, by robić to regularnie na największych imprezach.
Inaczej jest w kajakarstwie, w którym zdobyliśmy przez ostatnie dwa lata aż 16 medali. I mamy tu na myśli kajakarstwa całość – i górskie, i sprinty. Jest w tym olimpijskie srebro, jest aż osiem medali mistrzostw świata, w tym pięć złotych. Kajaki, choć na igrzyskach w sumie i tak zawiodły, bo oczekiwano po nich więcej, to sport, który daje nam sukcesy, po prostu. Piszemy o nich tu jednak krótko, bo jeszcze będzie okazja, by tam wrócić.
Jaki więc sport dał nam medali najwięcej? Otóż… pływanie, gdzie pod uwagę braliśmy wyłącznie mistrzostwa na długim – a więc olimpijskim – basenie. Krążków przez ostatnie dwa lata było aż 18. Haczyk? Wiadomo, rozłożenie „imprezowe”. Na igrzyskach była susza i regularne zawody występami naszych reprezentantów. Na mistrzostwach świata w tym okresie udało się zgarnąć cztery medale – srebro i trzy brązowe. Szaleliśmy jedynie na mistrzostwach Europy, gdzie zdobyliśmy 14 krążków.

Krzysztof Chmielewski zdobył najcenniejszy medal dla polskiego pływania w ostatnim czasie – srebro MŚ. Fot. Newspix
Tyle że pływanie bez Amerykanów czy Australijczyków, a także części zawodników z Azji jest… cóż, nieco wybrakowane. I trudno te medale mistrzostw Europy traktować aż tak poważnie jak w wielu innych sportach.
Więc jeszcze raz: system punktowy jest potrzebny. A skoro tak, to przejdźmy właśnie do niego.
Najlepsi sportowcy ostatnich dwóch lat. Kto punktował na poziomie?
Wiecie, można mówić i pisać, że ostatecznie liczą się tylko igrzyska. Ale mistrzostwa Europy i świata też ostatecznie są istotne. Pokazują bowiem siłę naszego sportu i danego zawodnika w „corocznym” schemacie, a do tego pomagają się na te igrzyska dostać czy otrzymać odpowiednią pomoc w przygotowaniach do nich. Dlatego właśnie te imprezy też wypada – czy nawet trzeba – brać pod uwagę. Ale że igrzyska są najważniejsze, to – zgodnie z tym, co już wiecie – za nie otrzymać można najwięcej punktów.
Za złoto – równe 20. Biorąc pod uwagę i Paryż, i włoskie zimowe igrzyska, to zgarnęła tyle tylko jedna osoba. Gdybyśmy takie zestawienie robili przy okazji Soczi 2014 albo Tokio 2020 (w rzeczywistości 2021) pewnie byłoby ciekawiej.
A tak? Cóż, Aleksandra Mirosław wiele zyskała tym jednym, jedynym występem. Ale nie tylko nim, bo już w sezonie poolimpijskim dołożyła do tego mistrzostwo świata. A to kolejne dziesięć punktów, razem 30. Więcej nie zdobyła, bo nie wystartowała nawet na mistrzostwach Europy, odpuszczając sobie – jak i wiele innych zawodniczek – ten występ. Skorzystały na tym inne Polki: złoto zdobyła Natalia Kałucka (to ta z sióstr, która w Paryżu nie startowała) oraz Patrycja Chudziak. Zdobyły one odpowiednio złoto i srebro.
Ale to inny temat, bo obie punktów mają mimo tego niewiele. A my chcemy skupić się na zawodnikach i zawodniczkach, którzy wywalczyli ich dużo więcej.
Mirosław jest jedną z takich osób i łącznie oczek ma w naszym zestawieniu 40. A to dlatego, że nie miała czwartej wielkiej imprezy, więc „bonusem” dopisujemy jej kolejnych 10 – tak, jakby wywalczyła drugi raz tytuł mistrzyni świata. I akurat w jej przypadku można uwierzyć, że by to zrobiła, bo to największa sprinterka w świecie wspinaczki, na ogół bez podjazdu ze strony rywalek. Tak więc choć w okresie, o którym tu piszemy, wywalczyła tylko dwa medale, Aleksandra jest punktowo drugą najlepszą osobą z Polski.
CZYTAJ TEŻ: MIROSŁAW KOŃCZY KARIERĘ. TO NIE POWINNO TAK BARDZO DZIWIĆ
Zanim o pierwszej, to warto napisać, kto uzupełnia to podium, bo jest to… wspominany już Władimir Siemirunnij. I ciekawostka: Władek pierwsze medale dla Polski zdobył jeszcze przed otrzymaniem naszego obywatelstwa, bo Międzynarodowa Unia Łyżwiarska wyraziła zgodę na to, by Polskę reprezentował już wtedy na mistrzostwach świata. Siemirunnij pojechał tam znakomicie, zgarniając srebro na 10 000 i brąz na 5000 metrów. Na tegorocznych mistrzostwach Europy wywalczył z kolei złoto i srebro.
A potem były igrzyska i upragniony medal dla naszych łyżew, srebrny na 10 000 metrów. Wszystko to zamknął, zdobywając brąz w tak zwanym dużym wieloboju na kolejnych MŚ. Historyczny. Generalnie więc Władek jest rzadkim przykładem zawodnika, który zaliczył cztery imprezy i na każdej zdobył medal. Udało się to jeszcze naszej wioślarskiej czwórce podwójnej, tyle że w tej zmieniał się skład (medale IO, MŚ i dwa razy ME) oraz reprezentacji siatkarzy, jeśli liczyć Ligę Narodów w randze imprezy medalowej (ostatnie mistrzostwa Europy rozegrano w 2023 roku).
Innymi słowy: Siemirunnij okazał się znakomitym dodatkiem do naszej kadry. A jego sukcesy przełożyły się na 30 punktów: 12 z igrzysk, 8 z mistrzostw świata, tyle samo z mistrzostw Europy i 2 kolejne za brąz na mistrzostwach świata, ale w wielobojach. Trudno nie doceniać takich wyników.
Jednak i Siemirunnija, i Aleksandrę Mirosław, a także Kacpra Tomasiaka z jego trzema medalami igrzysk (29 punktów, z czego 7 „awansem” za brak jednej imprezy – Kacper miał nieco pecha, bo nie startował i na MŚ, i na MŚ w lotach, wszystko wywalczył na fenomenalnych igrzyskach), wyprzedza zawodniczka, o której niedawno sporo się mówiło. Bo została Sportowcem Roku w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i rzuciła kilka zdań, które podzieliły opinię publiczną. W ostatnich dwóch latach jednak faktycznie była genialna.
Klaudia Zwolińska jest bowiem aktualnie gigantką kajakarstwa.
W 2024 roku Zwolińska sięgnęła po srebrny medal igrzysk olimpijskich, ale też złoto i srebro mistrzostw Europy. W 2025 nie powtórzyła sukcesów w europejskiej stawce… ale w światowej była absolutnie fantastyczna. Jako pierwsza kajakarka w historii przywiozła medal z każdej olimpijskiej konkurencji. Dwa z nich były złote, trzeci brązowy.
CZYTAJ TEŻ: DLACZEGO KLAUDIA ZWOLIŃSKA ZOSTAŁA SPORTOWCEM ROKU?
Łącznie więc w dwa sezony zaliczyła cztery imprezy mistrzowskie. Z trzech wracała z medalami. Na dwóch zdobyła więcej niż jeden krążek. Łącznie zgarnęła ich sześć. Tylko Siemirunnij miał ich w tym okresie tyle samo, ale u niego zabrakło złotych, bo taki wywalczył tylko na mistrzostwach Europy. A Zwolińska królowała na MŚ. Jej punkty rozkładają się następująco:
- srebro igrzysk – 12 punktów.
- dwa złota i brąz MŚ – 22 punkty.
- złoto i srebro ME – 8 punktów.
Łącznie? 42 oczka. Minimalnie nad Mirosław (choć trzeba pamiętać o 10 „bonusowych” punktach), znacząco nad całą resztą. Zwolińska przeżywa najlepszy okres w karierze i widać to też w takich zestawieniach. Do pełni szczęścia zabrakło jej właściwie tylko złota igrzysk… ale nic straconego, bo w 2028 roku Klaudia też powinna być w światowej czołówce.
A przynajmniej taką mamy nadzieję.
TOP 10. Kto z polskich sportowców dał nam najwięcej radości?
Na koniec zostawiamy was z rankingiem najlepszej „10” polskich olimpijczyków. Podkreślmy to jeszcze raz: olimpijczyków. Uprawianie konkurencji, które na igrzyskach są, to niezmienny wymóg dla tego tekstu. Nie będzie tu więc Roberta Kubicy mimo wygranej w LeMans czy Bartosza Zmarzlika zgarniającego mistrzostwa świata.
Nie znajdzie się tu też Iga Świątek, bo tenisowy system turniejów bardzo utrudnia rozpisanie sobie tego wszystkiego na punkty – co nie oznacza, że nie zasługuje na wzmiankę i stąd to wspomnienie. Bo w latach 2024-2026 zgarnęła jak na razie olimpijski brąz i dwa turnieje wielkoszlemowe.
Jak jednak wygląda najlepsza „10” naszego zestawienia?
- Klaudia Zwolińska (kajakarstwo) – 42 punkty: 12 IO, 22 MŚ, 8 ME.
- Aleksandra Mirosław (wspinaczka) – 40 punktów: 20 IO, 10 MŚ, 0 ME + 10 bonusowych.
- Władimir Siemirunnij (łyżwiarstwo szybkie) – 30 punktów: 12 IO, 10 MŚ, 8 ME.
- Kacper Tomasiak (skoki narciarskie) – 29 punktów: 22 IO, 0 MŚ*, 0 ME** + 7 bonusowych.
- Julia Szeremeta (boks) – 24 punkty: 12 IO, 6 MŚ, 0 ME + 6 bonusowych.
- Anna Puławska (wioślarstwo) – 21 punktów: 0 IO, 15 MŚ, 6 ME.
- Reprezentacja mężczyzn (siatkówka) – 20 punktów: 12 IO, 2 MŚ, 6 LN***.
- Natalia Bukowiecka (lekkoatletyka) – 12 punktów: 4 IO, 0 MŚ, 5 ME + 3 bonusowe.
- Daria Pikulik (kolarstwo torowe) – 12 punktów: 12 IO, 0 MŚ, 0 ME.
- Damian Żurek (łyżwiarstwo szybkie) – 10 punktów: 0 IO, 0 MŚ, 10 ME.
*brane pod uwagę są i MŚ, i MŚ w lotach.
**ME w tej dyscyplinie nie istnieją.
***LN traktowana jest tu jako „zastępca” ME, których w tym okresie nie było. To ze względu na to, że gdyby dodawać siatkarzom bonusowe punkty, mieliby ich aż 14, czyli więcej, niż mogliby zdobyć w dwóch edycjach ME (maksymalnie 10).
W rankingu nie znaleźli się, mimo wystarczającej liczby punktów:
- Tomasz Bartnik (strzelectwo) – 19 punktów.
- Wiktor Głazunow (kajakarstwo) – 15 punktów.
- Agata Kaczmarska (boks) – 13 punktów.
Wszyscy oni zdobywali swoje medale wyłącznie w konkurencjach lub kategoriach nieolimpijskich.

Jak więc widać – tylko dwie osoby w najlepszej „10” nie zdobyły medalu igrzysk olimpijskich – to Anna Puławska, która została podwójną mistrzynią świata (punkty za jedno mistrzostwo dzieli na pół z Martyną Klatt, z którą wiosłuje w parze) oraz mistrzynią i srebrną medalistką mistrzostw Europy, a także Damian Żurek, podwójny mistrz Europy, zamykający dyszkę. Darii Pikulik z kolei – dla równowagi – wystarczyło srebro igrzysk, by się w tym zestawieniu znaleźć, a Kacper Tomasiak samym występem na igrzyskach wskoczył do górnej połówki czołowej „10”.
I w sumie tak właśnie powinno być – igrzyska przede wszystkim. A potem cała reszta.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:
- Wraca stara Iga Świątek? Demolka na korcie
- Najlepsze sportsmenki w historii Polski [RANKING]
- Cadillac rusza na podbój F1. „Zaczynaliśmy z niczym”