Nowak szczerze po wyrzuceniu Żyliny. „Żona przyniosła mi szczęście”

Marcin Ziółkowski

31 lipca 2026, 00:06 • 3 min czytania 0

Reklama
Nowak szczerze po wyrzuceniu Żyliny. „Żona przyniosła mi szczęście”

Bartosz Nowak to piłkarz, którego przedstawiać nie trzeba. Był on po raz kolejny kluczowy dla poczynań boiskowych GKS-u Katowice. Nowak w dwumeczu ze słowacką Żyliną zanotował trzy asysty, z czego dwukrotnie obsłużył podaniami kolegów w rewanżu na Nowej Bukowej. Ten wspaniały czwartkowy wieczór nie mógł nie mieć „pieczątki” z nazwiskiem wyróżniającego się playmakera. Po spotkaniu wypowiedział się on dla TVP Sport i zadedykował ten występ świętującej urodziny żonie.

Reklama

Bartosz Nowak superstar. GieKSa w Europie gra dalej

Prawdopodobnie najważniejszy zawodnik w całej układance trenera Rafała Góraka rozpoczął wywiad od ważnej dla niego okoliczności. W dniu meczu urodziny obchodziła jego żona. Wykorzystał więc okazję do tego, aby złożyć jej życzenia przed widzami. Przyznał, że małżonka przyniosła mu szczęście, bowiem w dodatku była obecna na stadionie.

– W moje urodziny, pierwszy mój mecz pucharowy, odpadliśmy ze Slavią w IV rundzie. Dzisiaj urodziny ma moja żona, także ona przynosi mi szczęście, wszystkiego najlepszego dla niej, nie było mnie cały dzień. Dziś była na meczu, mogła się pocieszyć – mówił piłkarz.

– Dziś każdy coś dał. Ja dałem asystę, chłopaki dali piękne bramki, kibice doping. Piękny wieczór dla wszystkich, ludzi związanych z GieKSą, ze Śląskiem, gramy dalej. Walczyliśmy o to cały sezon, głupio było to przegrać po jednym dwumeczu. Chcieliśmy dać z siebie tyle, by nie mieć do siebie pretensji. I nie możemy ich mieć. Było trochę wszystkiego, trochę sytuacji miała Żylina, trochę mieliśmy my.

Reklama

Bartosz Nowak nie mógł przestać chwalić kolegów. Podkreślił on choćby wpływ na mecz Kacpra Łukasiaka, który jego zdaniem jest piłkarzem bardzo niedocenianym, a jego praca broni się cały czas. Wspomniał też o Bartoszu Wolskim i jednym z nowych zawodników GieKSy, Szymonie Bartlewiczu. Były piłkarz Chrobrego w debiucie w Ekstraklasie kilka dni temu wpisał się na listę strzelców.

– Środek super wyglądał nie tylko w drugiej połowie, ale i w całym meczu. Myślę, że Bartka Wolskiego to każdy zna, czołowy pomocnik w naszej lidze, Kapi był trochę w cieniu, ale świetnie przepracował okres przygotowawczy, pokazywał to w sparingu. Dziś ma za to nagrodę. Ja tu znów stoję, ale każdy tutaj ma swój moment. Szymek [Bartlewicz – MZ] też dzisiaj dobra zmiana.

Reklama

Nie zabrakło też w rozmowie nawiązania do sytuacji sprzed roku, gdy GieKSa rozpędzała się bardzo powoli. Bartosz Nowak przypomniał jednak, że należy zachować w ocenie drużyn piłkarskich zdrowy rozsądek. Podopieczni Rafała Góraka tym razem wygrali w swoim trzecim meczu w sezonie, a pogłoski o „kończącej się” GieKSie są znacznie przesadzone.

– W niedzielę już słyszałem, że byliśmy w kryzysie. Trzeba zachować spokój. W Legii słyszałem, trener Vuković tak powiedział, że nigdy nie jest tak dobrze jak mówią, ani tak źle jak mówią. Myślę, że tak to działa w piłce, trzeba zachować kult pracy i cierpliwość. Dalej robiliśmy swoje konsekwentnie po golu Żyliny.

W III rundzie eliminacji GKS Katowice zmierzy się z izraelskim Hapoelem Tel Awiw. Zespół Elyaniva Bardy wyeliminował z rozgrywek bułgarski Łudogorec Razgrad. Grający europejskie mecze domowe w węgierskim Miszkolcu zawodnicy z Izraela w dwumeczu wygrali 4:2. Z katowicką drużyną zmierzą się 6 i 13 sierpnia, a GieKSa rewanż ponownie zagra u siebie.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama