Takiej obsady meczu o złoto w PGE Ekstralidze można się było spodziewać – szczególnie po fazie zasadniczej. Ale tego, że sprawy będą rozstrzygnięte już po pierwszych meczach w Lesznie i Lublinie spodziewał się mało kto. Tymczasem Betard Sparta Wrocław i Pres Grupa Deweloperska Toruń wygrały mecze wyjazdowe i mogą się powoli szykować do batalii o Drużynowe Mistrzostwo Polski 2026.
Wrocławski walec na Smoczyku
Gdyby ktoś powiedział fanom wrocławskiej Sparty, że przywiozą z Leszna aż 55 punktów, to pewnie ten by nie uwierzył i uznał to za scenariusz nazbyt optymistyczny. Ale gdyby ten ktoś dodał jeszcze, że w tych 55 punktach raptem 6 oczek stanowić będzie dorobek wicemistrza świata, Brady’ego Kurtza, to pewnie zostałby uznany za wariata i odwieziony w kaftanie bezpieczeństwa do zakładu zamkniętego. A były to po prostu profeta.
Sparta pojechała na stadionie im. Alfreda Smoczyka bez koncertowy, niemalże idealny, a cichymi bohaterami zespołu Piotra Protasiewicza byli juniorzy – Marcel Kowolik i Mikkel Andersen przywieźli do spółki 13 punktów. I to wszystko na terenie Nazara Parnickiego. Urzędujący mistrz świata juniorów był z kolei tym, który mocno „położył” ten mecz gospodarzom – raptem 2 punkty Ukraińca w trzech startach to wynik katastrofalny. Zresztą – zawiedli praktycznie wszyscy. Janusz Kołodziej uzbierał 3 punkty, Grzegorz Zengota 6, a Ben Cook 8 – ale w aż sześciu startach. Żaden z „Byków” nie wykręcił dwucyfrówki i to mówi samo za siebie. W ekipie gości dokonało tego aż trzech żużlowców, a Artiom Łaguta skończył mecz z czystym kompletem (pięć trójek).
Ozdobą spotkania była akcja Macieja Janowskiego, który w świetnym stylu wyprzedził Zengotę na finiszu.
𝐌𝐀𝐆𝐈𝐀 𝐍𝐀 𝐒𝐌𝐎𝐂𝐙𝐘𝐊𝐔! 🔥 Co tam zrobił Maciej Janowski?! 😍
📺 Ostatnie biegi w Lesznie przed nami. Oglądaj w CANAL+: https://t.co/9CwCPEJx5w pic.twitter.com/SCPdTaw8hv
— CANAL+ SPEEDWAY (@CPLUS_SPEEDWAY) September 6, 2026
Pozamiatane, rewanż jest formalnością. Gdyby to była piłka nożna, Protasiewicz mógłby wystawić rezerwowy skład.
Lublin w szoku
Przez lata stadion przy Alejach Zygmuntowskich 5 w Lublinie był twierdzą żużlowców Motoru. W tym sezonie przestał nią być. W fazie zasadniczej sezonu wygrali tu żużlowcy GKM Grudziądz – wprawdzie zaledwie 46:44, ale twierdza padła. O mały włos tamta porażka kosztowałaby Orlen Oil Motor Lublin udział w playoffach. Ostatecznie wicemistrzowie Polski zrewanżowali się „Gołębiom” na wyjeździe i wślizgnęli się do najlepszej czwórki. Po raz kolejny jadą więc o medale. Z tym, że od wczoraj wiadomo już, że na 99% będzie to wyłącznie rywalizacja o brąz z Unią Leszno.
W ostatnich sezonach scenariusz dwumeczów lubelsko-toruńskich był z góry znany. Motor wysoko wygrywa u siebie i przegrywa na wyjeździe. Od rozmiarów porażki na wyjeździe zależna była wygrana w dwumeczu. Oczywiście – Motor bez Jacka Holdera, Wiktora Przyjemskiego i Dominika Kubery to już nie sama drużyna, ale naprawdę ciężko było przypuszczać, że Toruń wywiezie ze stolicy Lubelszczyzny więcej niż 40 oczek. A wywiózł 48!
Przesądziła o tym przede wszystkim pierwsza seria. Goście wygrali dwa pierwsze biegi po 5:1. Lubelska para juniorów rzadko przegrywa na swoim torze, a podwójna porażka z juniorami z Torunia to de facto klęska. Po czterech biegach na tablicy wyników było 7:17. Pierwsze biegowe zwycięstwo gospodarze odnieśli w 5. gonitwie, a pierwsze podwójne w 12. Pomógł w tym Robert Lambert, który wjechał w taśmę. To właśnie wtedy Motor na chwilę objął prowadzenie, a w sercach kibiców „Koziołków” pojawiła się wiara. Na krótko – mistrzowie Polski wygrali trzy kolejne biegi i praktycznie załatwili temat dwumeczu.
W zespole gospodarzy najmniej pretensji można mieć do Bartosza Zmarzlika. Najmniej – to nie znaczy, że wcale. Mistrz świata trzykrotnie przyjeżdżał za plecami rywala, a w 13. biegu za plecami obydwu. Właśnie w tym momencie, gdy Motor chwilowo był na prowadzeniu. Trzynastka jest zresztą w tym sezonie pechowa dla Zmarzlika, bo to już nie pierwszy raz, gdy przyjeżdża on za parą rywali w meczu ligowym.
W Motorze w miarę na plus jeszcze Mateusz Cierniak, a w ekipie gości kiepsko pojechał właściwie tylko Patryk Dudek. Bohaterem przyjezdnych został zaś Norick Bloedorn. Niemiec zanotował 9 pkt i 2 bonusy. I to właśnie on (w parze z Emilem Sajfutdinowem) ustrzelił Zmarzlika w 13. biegu.
Falubaz utrzymany
W piątek rozgrywano rewanżowe mecze play-down. GKM oczywiście gładko wygrał dwumecz z Włókniarzem Częstochowa. Niemal do ostatniego biegu decydowała się za to kwestia wygranej w derbach Ziemi Lubuskiej. Ostatecznie 91 punktów w tym dwumeczu zdobyli zawodnicy Falubazu Zielona Góra i mimo słabiutkiego sezonu, nerwową walkę o utrzymanie mają już za sobą. Stal Gorzów będzie zaś murowanym faworytem rywalizacji z częstochowskim „Lwami”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix