„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji

Jan Broda

Autor:Jan Broda

16 października 2026, 08:35 • 3 min czytania 4

Reklama
„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji

Maciej Rybus po raz pierwszy zabrał głos po powrocie do Polski z Rosji. Były już reprezentant w szczerej rozmowie z WP Sportowe Fakty wprost stwierdził, że niczego nie żałuje. 37-latek deklaruje, że wiedzie szczęśliwe życie w rodzinnym Łowiczu, gdzie gra dla tamtejszego Pelikana i może liczyć na powszechną sympatię, co kontrastuje z powszechnym w internecie hejtem. Na temat rosyjskiej inwazji na Ukrainie nie chciał się jednak wypowiadać. 

Reklama

Maciej Rybus już nieodłącznie będzie kojarzony przez swoją postawę po agresji Rosji na Ukrainę. Po tym, jak cały świat na wszelkie możliwe sposoby ucinał kontakty z Moskwą, ten postanowił w niej pozostać. – Ze względu na rodzinę – argumentował. Nie potępił też zbrodniczej wojny Putina, ba, sam był członkiem delegacji, która składała wieńce przed pomnikiem Armii Czerwonej. W reakcji na to stał się persona non grata w Polsce i reprezentacji, do której drzwi zamknęła mu właśnie kariera w Rosji.

Latem tego roku, po blisko dekadzie spędzonej w kraju Putina, Rybus powrócił do Polski. Powód? Znów zadecydowała rodzina. 37-latek rozstał się z byłą żoną i przeprowadził się wraz z dwójką synów do rodzinnego Łowicza. Tam też podpisał kontrakt z IV-ligowym Pelikanem.

„Wróciłem do domu”. Rybus zaprezentowany w nowym-starym klubie

W szczerym wywiadzie dla WP Sportowe Fakty, Rybus wypowiedział się na temat życia w ojczyźnie. Jak twierdzi, na co dzień nie spotyka się z negatywnymi reakcjami, wprost przeciwnie. – Nie bałem się tego przyjazdu. Jak jeszcze mieszkałem w Rosji i podróżowałem choćby do Turcji, przekonałem się, że ludzie z Polski mają do mnie inny stosunek na żywo, niż w internecie – przyznał.

Reklama

– Podchodzili, prosili o zdjęcie, autograf, rozmawiali jak z kolegą, a nie „zdrajcą”. Od jakiegoś czasu dość często przyjeżdżałem też do Warszawy i nie spotkałem się z żadną negatywną reakcją na ulicach. Wręcz przeciwnie, jeżeli ktoś mnie zaczepił, to miał dobre intencje. Padały pytania w stylu: czy zamierzam jeszcze grać w piłkę, jak teraz wygląda moje życie, czy zostaję tu na stałe. Hejt istniał tylko w wirtualnym świecie, to też dało mi do myślenia – dodał.

Rybus wrócił pamięcią do 2022 roku, gdy po wybuchu wojny na Ukrainie zdecydował się pozostać w Rosji, czym podpadł rodakom:

– Wszystkie oczy zwrócone były na mnie, wszyscy mnie oceniali, mówili, co mam robić. Zastanawiałem się nad tym zjawiskiem. Miałem poświęcić kontakt z synami? Swoją decyzją o pozostaniu w Rosji poszedłem pod prąd i nie spełniłem oczekiwań tłumu. Nic jednak nikomu złego nie zrobiłem. Chciałem być ojcem dla swoich dzieci, na miejscu, przy nich. To był kluczowy powód, dla którego dalej prowadziłem swoje życie w Rosji. Tak podpowiadało mi sumienie. Ludzie nie byli w mojej sytuacji, nie założyli tam rodziny. Obcokrajowcom, których nic w Rosji nie trzymało, łatwiej wyjechać z dnia na dzień – wyjaśnił.

– Wiele osób próbowało mi radzić. Postanowiłem, że zrobię po swojemu, nie chciałem żeby ktoś mi życie układał. Nie żałuję żadnej decyzji. Niczego bym nie zmienił. Choć był taki moment, gdy skończył mi się kontrakt z Lokomotiwem w 2022 roku i bardzo szybko podjąłem rozmowy ze Spartakiem. Był dopiero czerwiec, początek okna transferowego, może mogłem trochę poczekać na inne propozycje? Spartak dawał mi jednak umowę na dwa lata. Miałem obawy, że lepsza oferta się nie trafi – kontynuował.

Reklama

Co ciekawe, w temacie wojny rosyjsko-ukraińskiej Rybus nie chciał zabrać jednoznacznego stanowiska: – Nic to nie zmieni, że zabiorę głos w tym temacie. Jest jak jest, stoję w rozkroku między Polską i Rosją i muszę to zaakceptować. Staram się odciąć od tematów wojennych, a zająć rzeczami, na które mam wpływ. Założyłem w Rosji rodzinę, rozstaliśmy się z żoną, ale nie wyobrażam sobie dalszego życia bez swoich dzieci. Na tematy wojenne nie chcę się wypowiadać – odpowiedział wymijająco.

37-letni dziś Maciej Rybus to 66-krotny reprezentant Polski. Ostatni występ w biało-czerwonych barwach zaliczył za kadencji Paulo Sousy w listopadzie 2021 roku w wygranym 4:1 meczu z Andorą w eliminacjach MŚ.

Fot. Newspix

Reklama
4 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama