Fornal trafił do dream teamu? Rusza liga mistrzów Europy!

Jakub Radomski

16 października 2026, 08:56 • 11 min czytania 2

Reklama
Fornal trafił do dream teamu? Rusza liga mistrzów Europy!

Tomasz Fornal, Jakub Kochanowski, Bartłomiej Bołądź, Jakub Popiwczak i Mateusz Bieniek w jednym zespole klubowym. Czy to recepta nie tylko na wygranie polskiej ligi, ale i Ligi Mistrzów? W Zawierciu wierzą, że tak. Miejscowy Aluron wydaje się faworytem ligi mistrzów Europy, która od tego lata jest nie PlusLigą, a Tauron Ligą. Ale konkurencja nie spała. Wilfredo Leon będzie występował u boku dwóch genialnych Japończyków, a działacze z Warszawy ściągnęli z Rosji pierwszego atakującego reprezentacji Włoch. Rozgrywki zapowiadają się fascynująco. Kto zrobił najlepsze transfery? Jak wygląda Power Ranking Weszło? Dlaczego ukraińska drużyna, która będzie występować w Jastrzębiu, budzi kontrowersje?

Reklama

„Dream team” – to określenie pojawia się w ostatnich dniach wyjątkowo często w mediach, gdy różne osoby zastanawiają się, kto w sezonie 2026/2027 może zostać mistrzem Polski. PlusLiga stała się Tauron Ligą, trzeba przyzwyczaić się do nowej nazwy rozgrywek. Na jej mistrza najczęściej typowany jest obrońca trofeum, czyli Aluron CMC Warta Zawiercie, a słowa o „dream teamie” nie mogą za bardzo dziwić.

Wystarczy spojrzeć na letnie ruchy klubu: do zespołu dołączyli Tomasz Fornal i Jakub Kochanowski, czyli czołowi zawodnicy świata na swoich pozycjach. Na ataku o miejsce w szóstce będą walczyć mający znakomity czas Bartłomiej Bołądź i reprezentant Włoch, Kamil Rychlicki. Pozostał w klubie Jakub Popiwczak, podobnie jak Mateusz Bieniek, Bartosz Kwolek czy znakomity Amerykanin Aaron Russell.

Aluron w ubiegłym sezonie wygrał ligę, ale przegrał dwa ostatnie finały Ligi Mistrzów, w obu przypadkach z włoską Perugią. Teraz wydaje się, że zespół prowadzony przez Michała Winiarskiego ma skład, by triumfować nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Choć Kryspin Baran, szef klubu, nie do końca kupuje narrację o zawierciańskim teamie marzeń.

Tomasz Fornal jako współczesna wersja Michała Winiarskiego. „Są bardzo podobni”

– Pamiętam czasy, gdy wszyscy na siłę czuli potrzebę, żeby gatunki muzyczne były w pewnej szufladzie. Nie chcieliśmy budować dream teamu, ściągać sławy z plakatów, które młodzież wiesza sobie nad łóżkiem. Nie reaguję jakoś źle na to określenie, ale trochę inaczej patrzę na siatkówkę. Każdy z zawodników, których mamy w składzie, to pewien osobny element całości. Nie ma dla mnie znaczenia, kto jak się nazywa i ilu ma obserwujących w mediach społecznościowych. Większość tych topowych graczy znałem i chciałem pozyskać, zanim stali się tak bardzo rozpoznawalni. Pierwsze myśli o ściągnięciu Fornala do Zawiercia pojawiły się w 2016 roku, gdy kończył granie w SMS-ie Spała, ale wtedy zdecydował się na Czarnych Radom – mówi nam Baran.

Reklama

W rozmowie z serwisem Przegląd Sportowy Onet szef klubu opowiedział o kulisach pozyskania Fornala, który poprzedni sezon spędził w tureckim Ziraacie Bankkart Ankara. – Rozmowy toczyły się pod koniec ubiegłego roku. Po kilku tygodniach spędzonych w lidze tureckiej wypadało zapytać Tomka, czy chce zostać za granicą na dłużej. Okazało się, że trafiliśmy na podatny grunt. On wiedział, że chce wrócić do Polski, a my, że chce do nas dołączyć – stwierdził. Dodał w tym samym miejscu, że finalizacja transferu przebiegła sprawnie. Zajęła nieco ponad tydzień.

Najlepiej zarabiającym zawodnikiem Tauron Ligi jest Wilfredo Leon. W Bogdance LUK Lublin rocznie inkasuje prawie milion euro. Fornal w Zawierciu będzie miał drugi najwyższy kontrakt. Według naszych informacji ma zarabiać nieco poniżej 850 tysięcy euro.

– Tomek Fornal jest w moich oczach współczesną wersją Michała Winiarskiego. To zawodnik technicznie kompletny, który dobrze przyjmuje, broni, ma czucie w bloku i świetnie zagrywa. Różni ich kilkanaście lat, grali w siatkówkę w różnych erach, ale uważam, że technicznie są do siebie bardzo podobni. Najbardziej cenię jego wszechstronność. Są zawodnicy posiadający jeden unikalny element, a Fornal to siatkarz kompletny – ocenia Baran w rozmowie z Weszło.

Udało mu się ściągnąć do zespołu również Jakuba Kochanowskiego, który w 2017 roku, razem z Fornalem i Bartoszem Kwolkiem, był członkiem niepokonanej reprezentacji Polski. Sięgnęli wtedy w świetnym stylu po mistrzostwo świata juniorów. Teraz cała trójka spotyka się w jednym klubie. Co ciekawe, Kochanowski, który w karierze wygrał prawie wszystko, jeszcze nigdy nie zwyciężył w PlusLidze. Ma na koncie cztery medale – jeden srebrny i trzy brązowe. Wydaje się, że teraz jest wyjątkowa szansa na pierwsze złoto.

Reklama

Tomasz Fornal i Jakub Kochanowski

Tomasz Fornal i Jakub Kochanowski

– Przekaz, który na początku otrzymywałem od środowiska i agenta Kuby, był taki, że on jest w Projekcie Warszawa zadowolony i raczej planuje rozmawiać o przedłużeniu umowy. Zainteresowałem się jednak tematem głębiej i odkryłem, że sytuacja jest skrajnie inna. Że jest przestrzeń do rozmowy. W przypadku Kochanowskiego to Fornal zapytał mnie w pewnym momencie, czy nie myślałem o podjęciu z nim rozmów i jak to by się miało do strategii kontraktowej w klubie. Pytał, czy jest taka koncepcja, dodając, że, gdyby była, Kuba mógłby być zainteresowany – opisuje Baran.

Przeprowadzenie transferu ułatwił fakt, że Fornal i Kochanowski są dobrymi kolegami.

Reklama

Jak wiele Bogdance LUK Lublin dadzą japońskie gwiazdy? „Jest jak bramkarz w piłce nożnej”

W poprzednim sezonie Aluron sięgnął po tytuł po długiej batalii w finale z Bogdanką LUK Lublin. Gra się do trzech zwycięstw, decydowało piąte spotkanie. Zespół z Lublina przed nowym sezonem też dokonał wzmocnień, które robią duże wrażenie. W drużynie pozostał Leon, podobnie jak dwaj inni mistrzowie Europy – Marcin Komenda i Kewin Sasak. Jest bardzo dobry bułgarski środkowy Aleks Grozdanow, ale przede wszystkim pozyskano przyjmującego Rana Takahashiego i libero Tomohiro Ogawę.

To wielkie gwiazdy japońskiej siatkówki, topowi zawodnicy świata na swoich pozycjach. Ran to również fenomen popkulturowy, socjologiczny: na Instagramie ma ponad 2,5 miliona obserwujących. Kiedy w latach 2021-2024 występował we Włoszech, do Italii na jego mecze przylatywali masowo kibice z Azji.

Japońskich zawodników bardzo dobrze zna Michał Mieszko Gogol. Polski szkoleniowiec w latach 2023-2025 był trenerem drużyny z tego kraju, JTEKT Stings, a obecnie jest w tym klubie dyrektorem sportowym.

– Pamiętam, jak Ran w 2021 roku wchodził do japońskiej kadry. Pięć lat temu imponował głównie defensywą. On w zasadzie bronił jak libero, świetnie się ustawiał. Był też stabilny w elemencie przyjęcia. Teraz ma lepszą fizyczność, to jest bardzo skoczny chłopak. Dysponuje również świetną zagrywką. Uderza piłkę z boczną rotacją, przez co ta leci takim małym rogalem, co powoduje problem, zwłaszcza kiedy trafia w strefy konfliktu. To jeden z najbardziej wszechstronnych siatkarzy świata – opowiada Gogol w rozmowie z Weszło.

Reklama

Ran Takahashi i Wilfredo Leon

Ran Takahashi i Wilfredo Leon

Ogawa w sezonie 2024/2025 był w JTEKT Stings jego zawodnikiem.

– On w przyjęciu potrafi brać na siebie nawet pół boiska. Przy technicznej zagrywce rywala mogą z Takahashim stanąć do przyjęcia we dwóch, co pozwoli Wilfredo Leonowi skupić się na innych elementach. Ogawa jest bardzo szybki na nogach, lubi zmieniać pozycję. Przy nowych przepisach, w myśl których zawodnik przyjmujący zagrywkę może wcześniej wykonać ruch, zyskuje dodatkową przewagę. Ogawa lubi prowadzić mentalne gry w serwującym. Pokazuje mu się w jednym miejscu, nagle błyskawicznie jest w nieco innym. Trochę jak bramkarz w piłce nożnej przy obronie rzutu karnego. Do tego świetnie amortyzuje mocne serwisy, podchodzi pod piłkę, czasami nawet upada do tyłu po takich przyjęciach. Dzięki tej dwójce Bogdanka będzie mogła grać szybko i kombinacyjnie – ocenia Gogol.

Reklama

Jakub Malke, agent siatkarski: – Lublin z nimi w składzie będzie sportowo bardzo mocny. Mają potencjał pozwalający na rywalizację z zawierciańskimi „Galacticos”. Mamy w tym sezonie Tauron Ligi swoją Barcelonę i Real Madryt.

Trzy, cztery drużyny dominujące nad resztą. Czy to jest dobre dla ligi mistrzów Europy?

Ale przecież jest jeszcze PGE Projekt Warszawa. Drużyna ze stolicy, pod względem konstrukcji zespołu, trochę przypomina Zawiercie. Ma świetnego trenera, jednego z najlepszych na świecie w osobie Włocha Roberto Piazzy. Projekt, podobnie jak Aluron, dysponuje dwoma mocnymi atakującymi, z których jeden jest reprezentantem Włoch. W przypadku drużyny z Warszawy są nimi Bartosz Gomułka i hitowy transfer z lata, czyli Yuri Romano.

Włoch, mistrz Europy i dwukrotny mistrz świata z Italią, trafia do Polski, po sezonie, który spędził w Rosji, w Fakiele Nowy Urengoj. 

Reklama

Do Projektu dołączyli również latem dwaj mistrzowie Europy – mający najlepszy moment w karierze Bartłomiej Lemański i Aleksander Śliwka, który jednak znów doznał kontuzji.

Yuri Romano (z lewej) i Bartłomiej Lemański - nowi gracze Projektu

Yuri Romano (z lewej) i Bartłomiej Lemański – nowi gracze Projektu

Nie można zapominać o Asseco Resovii Rzeszów, która co roku ma duże aspiracje, ale z reguły spełnia je tylko częściowo albo w ogóle. Jej letnie transfery – Łukasz Kaczmarek, Kamil Kwasowski, młody i zdolny Temoteusz Lenik, Niemiec Tobias Brand, do tego Rumun Bela Bartha. Niby mają kim grać, ale czy to jest zespół, który może rywalizować z najmocniejszą na papierze trójką? Nie każdy jest do tego przekonany.

Reklama

– Aluron ma w składzie gości, którzy potrafią odmienić każdy mecz. Lublin ma Leona. W Warszawie takich zawodników trochę brakuje. Myślę, że dla Projektu sukcesem będzie obronienie brązowego medalu. A w Resovię nie do końca wierzę. Nie zdziwię się, jeśli zabraknie ich w czwórce. Obawiam się, że magia trenera Gheorghe Cretu może nie zadziałać – słyszę od osoby ze środowiska.

Mamy więc trzy zespoły, które zdają się górować nad resztą. Później Resovię. Po niej różnica jest dużo większa. Ciężko wskazać ekipę numer pięć, która miałaby argumenty, by dobrać się do tych, o których już było w tym tekście. Olsztyn? Może Gdańsk? A może Ślepsk Malow Suwałki, który stworzył ciekawą drużynę, z 21-letnim libero reprezentacji Polski Maksymilianem Graniecznym? Skra Bełchatów, a przede wszystkim ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wydają się słabsze niż w poprzednich rozgrywkach.

Ktoś powie, że trzy bardzo mocne kluby to dobry układ dla ligi. Inna osoba stwierdzi jednak, że potencjalna dominacja trzech, może czterech ekip, które najprawdopodobniej rozegrają między sobą walkę o medale, oznacza dysproporcję sił i sporą przewidywalność, a docelowo – mniejszą atrakcyjność. Prezes klubu z Zawiercia widzi jednak w tym przede wszystkim pozytywy.

– Problemem zazwyczaj były zespoły odstające poziomem, czyli ogon ligi. To był wyrzut sumienia szefów rozgrywek, kibiców. Do najlepszej trójki mimo wszystko przyłączyłbym Resovię. A poza tymi ekipami? Dziesięć pozostałych zespołów prawdopodobnie będzie odstawać, ale one albo są równorzędne, albo ich potencjał się jakoś znacząco nie różni. Uważam, że pomiędzy piątym a 14. miejscem wszystko się może wydarzyć i to jest świetne dla dramaturgii ligi, w której chcemy mieć jakość we wszystkich spotkaniach. Mamy cztery drużyny z wielkimi aspiracjami, z balonikiem napompowanym przez kibiców, sponsorów i media. A obok nich pozostałą dziesiątkę, która ma swoje marzenia, chce wejść do play-offów i zagrozić najlepszym. To naprawdę świetna informacja – tłumaczy nam Baran.

Reklama

Ukraiński klub będzie grał w Jastrzębiu-Zdroju. Niechęć i kontrowersje

Przed startem nowego sezonu ciekawe jest, czy komentatorzy Polsatu regularnie będą wymawiać pełną nazwę drużyny z Chełma. Od kilku dni ta ekipa to oficjalnie Podziemia Kredowe ChKS Chełm.

Złą informacją dla poziomu ligi jest na pewno upadek jednej z najlepszych drużyn Europy ostatnich lat, Jastrzębskiego Węgla. Siatkówka na poziomie Tauron Ligi jednak dalej w tym mieście będzie: właśnie w Jastrzębiu swoje spotkania będzie rozgrywał ukraiński zespół, znany przez lata jako Barkom-Każany, który od listopada 2022 roku występuje w najwyższej polskiej lidze. Drużyna rozgrywała spotkania w różnych polskich miastach: Wieluniu, Tarnowie, Krakowie, Elblągu, a teraz pod nazwą Jastrzębie Barkom będzie grać na Górnym Śląsku.

To budzi pewne kontrowersje. Kibice, którzy przez lata trzymali kciuki za Jastrzębski Węgiel, w zdecydowanej większości nie identyfikują się z tym zespołem. W tle są obecne w całej Polsce, mniej lub bardziej, nastroje antyukraińskie. Jastrzębie Barkom ma na papierze dość ciekawy skład, pozwalający myśleć o walce o play-offy. Ale jak do gry będą podchodzili niektórzy zawodnicy? Atakujący Barkomu i reprezentacji Ukrainy, Wasyl Tupczij, dwa miesiące temu udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że to prawdopodobnie jego ostatni sezon w Polsce.

Reklama

– Gdybyś gdzieś spotkał jakąś babcię i usłyszała, że mówisz po ukraińsku, to mogłaby na ciebie krzywo spojrzeć. Ale zdarzały się w drużynie przypadki, że samochody były uszkadzane, a na taśmach wisiały napisy: „Wracaj do domu” albo „Wyp…aj na Ukrainę” – powiedział.

I jeszcze drugi fragment: – W drużynie, do której dołączyliśmy, jest szef klubu kibica. On generalnie stwierdził, że klub kibica nie będzie wspierać tej drużyny, bo to nie jest polski klub. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak tam zagramy.

Siatkarze Jastrzębia Barkomu

Siatkarze Jastrzębia Barkomu

Reklama

Pytam Barana, jak podchodzi do tematy gry Barkomu w Jastrzębiu-Zdroju i czy to w ogóle ma sens.

– Na początku przedstawiałem argumenty, dlaczego pomysł z dołączeniem do PlusLigi tego klubu, który byłby zlokalizowany we Lwowie, miał potencjał. Tamta strona gwarantowała wówczas transmisje telewizyjne na całą Ukrainę w otwartym kanale, do tego zapewniała transport i pobyt dla klubów we Lwowie. Był potencjał biznesowy i sponsorski. Kiedy natomiast okoliczności wojenne sprawiły, że stało się to nie do zrealizowania, jako jedyny albo jeden z nielicznych głosowałem przeciwko modelowi, w którym Barkom rozgrywa spotkania w Polsce. Z prostego powodu – waloru turystyczno-biznesowego nie widziałem wcale. Działacze i zawodnicy tej ekipy byli zaangażowani, potrafili udowodnić na boisku swoją jakość, ale do polskich i ukraińskich kibiców to nie trafiało – opisuje Baran.

I dodaje: – Teraz szczerze trzymam kciuki za próbę zakorzenienia tego klubu w Jastrzębiu-Zdroju. Nie dziwię się niechęci tamtejszych fanów, którzy jeszcze kilka miesięcy temu kibicowali swojej drużynie, licząc na jej sukcesy i teraz trudno jest im stać się fanami zespołu o ukraińskich korzeniach. Ale czas leczy rany. Rozmawiałem z wieloletnim prezesem Jastrzębskiego Węgla, Adamem Gorolem i wiem, że on patrzy znacznie szerzej. Boi się sytuacji z wielu miejscowości, gdzie po upadku klubu upadała siatkówka. W tym przypadku ciągle działa Akademia Talentów, szkoląca młodzież, i chcąc to utrzymać, stwierdził, że lepiej by grał tutaj inny klub, niż żeby nie było niczego i siatkówka zniknęła z Jastrzębia. Projekt Barkomu nie przyjął się w innych polskich miejscowościach. Jeżeli gdzieś to może się udać, warto zagnieździć go właśnie w mieście, w którym emocje siatkarskie są od lat.

Nowy sezon Tauron Ligi rusza w piątek. W pierwszym spotkaniu, o 17.30, beniaminek – GKS Katowice – zmierzy się z drużyną z Zawiercia.

Reklama

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

 

Reklama
2 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji

Jan Broda
4
„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji

Polecane

Reklama
Piłka nożna

„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji

Jan Broda
4
„Nie żałuję żadnej decyzji”. Rybus szczerze o grze w Rosji