Sochan sam przyznaje, że myśli o transferze. Gdzie trafi?

Tomasz Kordylewski

19 stycznia 2026, 08:00 • 13 min czytania 2

Sochan sam przyznaje, że myśli o transferze. Gdzie trafi?

Na pewno nie takiego sezonu walki o nowy kontrakt spodziewał się Jeremy Sochan. Reprezentant Polski cały czas nie ma miejsca w rotacji San Antonio Spurs. I niewiele wskazuje na to, że sytuacja się w najbliższym czasie zmieni. W sobotnim starciu z Minnesota Timberwolves nie pojawił się na parkiecie nawet na sekundę. Coraz bardziej prawdopodobne jest to, że kończy się jego przygoda z teksańskim klubem. Sochan sam zresztą zdaje sobie z tego sprawę i w rozmowach z lokalnymi dziennikarzami mówi wprost: – To niemożliwe, by o tym nie myśleć.

Reklama

Jeremy Sochan w NBA miał momenty dobre i złe

Ekscytacja wokół Jeremy’ego Sochana była spora, gdy w 2022 roku po udanym sezonie na parkietach akademickich został wybrany z wysokim dziewiątym numerem draftu do NBA. Trafił wtedy do San Antonio Spurs, czyli jednej z najlepszych organizacji w lidze, choć przechodzącej przez swój największy od lat 90. kryzys. Sochan miał przyspieszyć przebudowę Spurs jako najwyżej wybrany w drafcie zawodnik od czasu legendarnego Tima Duncana w 1997 roku.

Oczywiście nikomu nie przyszło do głowy, żeby porównywać Sochana do Duncana – jednego z najwybitniejszych koszykarzy w historii ligi, który poprowadził Spurs do pięciu mistrzowskich tytułów – natomiast wydawało się, że Jeremy trafił w idealne miejsce dla młodego koszykarza. Tym bardziej że wylądował pod skrzydłami Gregga Popovicha – legendarnego szkoleniowca, który w NBA wygrał więcej meczów niż ktokolwiek inny.

Reklama

Przez trzy lata gry Sochan miewał jednak sporo wzlotów i upadków – jak na młodego gracza przystało. Były występy znakomite, było też sporo bardzo solidnych. Takich, w których Sochan pokazywał to, co jest jego największą siłą, czyli wszechstronną defensywę. Nie zabrakło efektownych wsadów albo spięć, z których 22-latek szybko stał się znany, bo często stawał w obronie swoich kolegów lub sam szedł po prostu do końca i nie odpuszczał, gdy rywale próbowali pokazać młodemu, kto rządzi.

Było również sporo momentów średnich czy wprost złych. W drugim sezonie Sochana na parkietach NBA trener Popovich eksperymentował ze skrzydłowym, wystawiając go na pozycji rozgrywającego, na której Jeremy nigdy wcześniej nie grał. Eksperyment mocno zachwiał więc pewnością siebie młodego zawodnika. Przeszkadzały mu też powracające jak bumerang – w każdym z dotychczasowych sezonów – problemy zdrowotne.

W poprzednich rozgrywkach Sochan z powodu różnych urazów wystąpił w 54 z 82 meczów sezonu zasadniczego. Osiągnął więc najgorszy w karierze wynik. Statystycznie wypadł bardzo podobnie jak w poprzednich rozgrywkach. Regularnie bronił najlepszych zawodników drużyny przeciwnej, za co nieustannie był w San Antonio chwalony. Nie poprawił jednak swojego rzutu, trafiając tylko 30,8 proc. prób z dystansu. Lato, do którego przystępował w dobrym humorze – w przeciwieństwie do tego, co działo się rok wcześniej, gdy sam przyznawał, że czuje się niepewny siebie – miał więc poświęcić przede wszystkim na poprawę rzutu oraz powrót do pełni zdrowia.

Dziś możemy już powiedzieć, że nie udało mu się tych celów spełnić.

22-latek z opóźnieniem rozpoczął bowiem rozgrywki. Najpierw latem w trakcie treningów z reprezentacją Polski, w ramach przygotowań do Eurobasketu, doznał kontuzji łydki. Zgrupowanie opuścił, dla kadry nie zagrał. Miał się wyleczyć na start nowego sezonu NBA, lecz na początku października, gdy już wrócił do treningów, doznał kolejnego urazu – tym razem nadgarstka. To dodatkowo utrudniło mu przygotowania do nowych rozgrywek. Opuścił więc pięć pierwszych meczów swojego czwartego sezonu NBA.

Dobre złego początki

Sochan wrócił 5 listopada na starcie z Los Angeles Lakers. I od razu przypomniał, dlaczego jest ekscytującym graczem. Zdobył 16 punktów i znów błysnął w obronie, a przecież nie miał łatwego zadania na start, bo przyszło mu zmierzyć się z Luką Donciciem – jednym z najlepszych strzelców ligi oraz kandydatem do MVP rozgrywek. Świetnie ograniczył poczynania Słoweńca, a sam w ataku zaprezentował się bardzo solidnie. Trafił jedną trójkę, był też bezbłędny na linii rzutów wolnych. Meczu nie dokończył ze względu na sześć popełnionych fauli, Spurs to spotkanie przegrali dwoma punktami, ale to był naprawdę udany początek dla Sochana.

Niestety ten pierwszy mecz był też jego ostatnim tak dobrym występem w tym sezonie…

Sochan od początku rozgrywek ani nie udowodnił, że może być zdrowy – bo nie był – ani nie pokazał, że poprawił rzut. Spurs tymczasem po latach przegrywania przebojem wbili się do ligowej czołówki. Młody zespół wzmocniony kolejnymi weteranami złapał rytm, a trener Mitch Johnson – który rok temu przejął stery od Popovicha, gdy ten na początku ubiegłego sezonu miał wylew – zaczął stawiać na innych.

Bo choć Jeremy pasuje do Spurs pod względem charakteru, doskonale odnajduje się w klubowej kulturze, jest lubiany przez kolegów z zespołu, z którymi ma bardzo dobre relacje i uchodzi też za jednego z ulubieńców teksańskich kibiców, to jednak musi przede wszystkim pasować do największej gwiazdy, czyli Victora Wembanyamy.

W defensywie jak najbardziej pasuje. W ataku jednak musi grozić rzutem, by Wembanyama miał więcej miejsca do operowania z piłką, tym bardziej, gdy obwodowi gracze Spurs – jak De’Aaron Fox czy młodsi Stephon Castle i Dylan Harper – też nie mają aż tak pewnego rzutu. Na boisku nie ma więc już za bardzo miejsca dla jeszcze jednego gracza, którego przeciwnik może odpuścić na obwodzie.

No a Sochan niestety nadal takim jest.

To długi proces, by zmienić myślenie wśród rywali. Nie nastąpi to z dnia na dzień. W międzyczasie Polaka w rotacji wyprzedzili jednak i Harrison Barnes, i Keldon Johnson czy nawet Julian Champagnie. Ten ostatni na koniec 2025 roku trafił w jednym meczu aż… 11 trójek, ustanawiając tym samym nowy rekord w historii San Antonio. Okazało się zresztą, że nawet gdy Spurs są w pełni zdrowi, to Sochan ma problem, by znaleźć minuty. W poprzednich sezonach klub wykorzystywał jego wszechstronność i często łatał nim dziury na różnych pozycjach, ale teraz sprawa wygląda inaczej. Szczególnie że latem formację podkoszową wzmocnili Luke Kornet i Kelly Olynyk.

Jeremy Sochan: to niemożliwe nie myśleć o transferze

Sochan gra więc mało albo wcale. W przekroju całego sezonu notuje średnio najmniej minut w karierze. Niedawno wrócił do rotacji na kilka spotkań. Był chwalony przez trenera za energię, lecz takie rwane granie z pewnością nie buduje jego pewności siebie, szczególnie że za pochwałami nie idzie wcale większe zaufanie. Dość powiedzieć, że od 10 grudnia Spurs rozegrali łącznie 20 meczów (licząc z finałem NBA Cup), a Sochan wystąpił tylko w dziewięciu i średnio był na boisku przez ledwie osiem minut.

Tymczasem za jego plecami jest już 20-letni Carter Bryant wybrany z 14. numerem ubiegłorocznego draftu, który w dłuższej perspektywie może być dla Spurs po prostu lepszą opcją, bo jest jeszcze młodszy i tańszy.

To brutalna rzeczywistość w NBA. Dość powiedzieć, że latem ubiegłego roku Spurs wytransferowali dwóch kolegów Sochana wybranych razem z nim w pierwszej rundzie naboru do ligi w 2022 roku, bo uznali po prostu, że mają ciekawsze projekty do rozwijania.

Teksańska ekipa przed sezonem mogła, ale nie dogadała się z Sochanem w sprawie przedłużenia kontraktu. Nie było to do końca niespodzianką. Wydawało się jednak, że skrzydłowy będzie miał szansę o tę umowę powalczyć na boisku. Nikt raczej wtedy nie myślał, że jego przygoda z San Antonio może zaraz dobiec końca. Rzeczywistość pokazała jednak, że jest inaczej, a Sochan może nawet nie dokończyć tego sezonu w barwach Spurs. I teraz nawet on sam nie ukrywa, że myśli o zmianie otoczenia.

Staram się żyć przede wszystkim teraźniejszością – mówił kilka dni temu, cytowany przez San Antonio Express-News. – Ale to niemożliwe, by nie myśleć o byciu wytransferowanym – dodał reprezentant Polski, który z San Antonio nie chciałby odchodzić. On też zdaje sobie sprawę, w jakiej jest sytuacji. Dobrze wie, że u trenera, który w meczach korzysta z usług dziewięciu-dziesięciu zawodników, on w rotacji jest być może jedenasty. Przestał stanowić więc integralną część trzonu Spurs, a zamiast tego stał się czymś w rodzaju polisy ubezpieczeniowej.

Jeremy Sochan – statystyki w karierze

Dobrym sygnałem jest to, że 22-latek nie robi z tego powodu żadnej dramy. NBA to przecież często liga obrażalskich. A on wspiera kolegów i entuzjastycznie dopinguje ich w trakcie meczów, nawet jeśli przez większość czasu przyspawany jest do ławki, co jest dla niego trudne. – Nie będę kłamał i mówił, że wszystko jest super, bo były w ostatnim czasie momenty, gdzie było naprawdę ciężko – przyznał. Jednocześnie stara się pozostać gotowym do gry. Udowodnił to w tych krótkich momentach, kiedy dostał trochę minut.

Wiem, że chciałby mieć więcej szans – stwierdził nawet Victor Wembanyama, czyli lider zespołu, cytowany przez San Antonio Express-News. – Zaangażowanie to nigdy nie był u niego problem – zauważył Francuz, który akurat z Sochanem od samego początku swojej przygody w NBA ma świetne relacje.

Spurs będą próbować wymienić Sochana

Coraz więcej wskazuje jednak na to, że jeśli Spurs wykonają jakiś transfer przed zamknięciem okienka (5 lutego), to właśnie z udziałem Sochana.

A choć nie chce on z klubu odchodzić, to zmiana otoczenia może mu dobrze zrobić. Szczególnie że ważą się losy jego kolejnego kontraktu w NBA. Na koniec rozgrywek Polak może stać się zastrzeżonym wolnym graczem, jeśli tak zdecyduje jego aktualny klub. Co to tak właściwie oznacza? Sochan będzie mógł negocjować nowy kontrakt z każdym, kto posiada na niego odpowiednie środki – a takich drużyn ma być przyszłego lata w NBA sporo – ale to jego zespół (Spurs albo inny klub, do którego trafi w ramach transferu) będzie miał ostatnie słowo i możliwość wyrównania każdej oferty. Strony mogą też po prostu spróbować porozumieć się między sobą w sprawie przedłużenia współpracy.

W ostateczności, jeśli Jeremy nie znajdzie żadnej satysfakcjonującej propozycji, będzie mógł skorzystać z tak zwanej oferty kwalifikacyjnej (to po złożeniu tej oferty klub zastrzega sobie prawo do zawodnika) o wartości 9,6 miliona dolarów i automatycznie przedłużyć kontrakt o jeden sezon. A po jego zakończeniu znów będzie wolnym graczem, ale już niezastrzeżonym.

Na razie jednak trzeba skupić się na teraźniejszości. Tej, w której Sochan ma problem, by przebić się do rotacji Spurs. A przecież jeśli tych minut nie dostanie, to trudno będzie mu pokazać – komukolwiek tak naprawdę – ile rzeczywiście jest wart. Nie da się ukryć, że ostatnie tygodnie nie wpłynęły zbyt dobrze na wartość transferową reprezentanta Polski. Jego kartą przetargową cały czas jest defensywa, natomiast dobrze by było, aby był w stanie dalej pokazywać swoją wszechstronność. Jeśli nie dla Spurs, to dla innej drużyny, która powie sobie: „my na pewno zrobimy z niego zawodnika”. Ryzyko w sumie nie jest duże.

Teksańska ekipa ma tymczasem powody do poszukania wzmocnienia na rynku transferowym. W tym sezonie jest przecież w ligowej czołówce. Na koncie ma choćby aż trzy zwycięstwa z drużyną Oklahoma City Thunder, czyli obrońcami tytułu. Na półmetku rozgrywek jasne jest, że tylko katastrofa mogłaby sprawić, że Spurs nie awansują do play-off. Są na dobrej drodze, by przerwać najdłuższą taką serię w historii klubu i po raz pierwszy od 2019 roku zameldować się w fazie posezonowej. – Na pewno spróbują zamienić Sochana, wybór w drafcie i może jeszcze jednego zawodnika w gracza, który będzie miał znaczącą rolę w rotacji – stwierdził więc niedawno Zach Lowe, ekspert The Ringer.

Gdzie może wylądować Jeremy Sochan?

Otwarte jest pytanie, gdzie będą szukać Spurs, a co za tym idzie, gdzie może wylądować Jeremy Sochan. Oto kilka propozycji, o których w ostatnich tygodniach jest najgłośniej:

🟠 New York Knicks

Nowojorska drużyna ostatnio przewija się w kontekście Sochana najczęściej, a to dlatego, że Spurs mogą chcieć Guerschona Yabusele. Francuz też nie ma w tym sezonie pewnego miejsca w rotacji Knicks, a w San Antonio połączyłby siły ze swoim dobrym kolegą z reprezentacji, czyli wspomnianym już Wembanyamą. Z kolei dla Sochana transfer do Nowego Jorku byłby ciekawą szansą. Knicks to mocny zespół i jeden z faworytów do walki o zwycięstwo w Konferencji Wschodniej. W zespole Mike’a Browna przydałby się jeszcze skrzydłowy, który potrafi bronić i dałby dobrą energię z ławki rezerwowych. 22-letni reprezentant Polski jawi się jako bardzo dobry kandydat.

Sochan może rozwiązać problemy Knicks. Jest niewątpliwie ograniczony ofensywnie, ale ma dobre warunki fizyczne i udowodnił, że radzi sobie z trudnymi zadaniami w obronie. Ma doświadczenie w obronie wyższych zawodników, a w ataku potrafi dobrze ścinać i ma dobre wyczucie gry obok podkoszowych, którzy potrafią podawać i rozciągać grę. Knicks nie mają zbyt wiele opcji, a Sochan może być ich najlepszym wyborem – pisze Sam Vecenie z The Athletic.

🟣 Los Angeles Lakers

Od dawna słychać, że Los Angeles Lakers chcą tej zimy dodać do składu gracza w typie 3-and-D, czyli takiego, który skutecznie rzuca za trzy i zapewni solidną defensywę. Sochan docelowo takim zawodnikiem miał się w NBA stać, ale brak rozwoju rzutowego sprawił, że (jeszcze) na ten poziom nie wszedł. Mimo wszystko może być dla Lakers opcją, choć na pewno nie jedną z pierwszych. Dla reprezentanta Polski transfer do Los Angeles oznaczałby grę obok takich gwiazd jak LeBron James czy Luka Doncić.

Reprezentant Polski znalazłby się też w samym centrum medialnego szumu, bo Lakers – niezależnie od wyników; w tym sezonie idzie im nieźle, choć nikt nie widzi w nich realnych kandydatów do mistrzostwa – to nieustannie jeden z najbardziej popularnych i najczęściej komentowanych zespołów w całym amerykańskim sporcie. No i w Mieście Aniołów spotkałby on również… Jareda Vanderbilta, z którym to miał kolejne spięcie po końcowej syrenie ostatniego starcia między Spurs i Lakers:

🟠 Phoenix Suns

Latem ubiegłego roku sam Sochan podgrzał temat transferu do Suns, gdy w mediach społecznościowych dał znać, że zmierza do Phoenix. A że wszystko działo się w trakcie sagi transferowej z udziałem Kevina Duranta, który łączony był wtedy z San Antonio, to kibice szybko złapali przynętę. KD wylądował jednak w innej części Teksasu, czyli w Houston, a Sochan w Phoenix był po prostu na treningach.

Był to kolejny przykład jego „zabawy” w mediach społecznościowych. Pojawiły się zresztą sugestie, że tego typu aktywność bardziej mu szkodzi, o czym mówił Marcin Gortat w Kanale Sportowym, natomiast nie wydaję mi się, żeby był to największy jego problem. Tak, to prawda, że nie wszystkim w San Antonio musi podobać się to, co i jak często wrzuca 22-latek na swojego Instagrama, jednak w dzisiejszych czasach raczej wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że zawodnicy z chęcią dzielą się urywkami swojego życia. A u Sochana to rzeczywiście stało się normą, szczególnie odkąd znalazł sobie drugą połówkę.

Wracając jednak do ewentualnego transferu Sochana do Phoenix – ekipa z Arizony po wymianie Duranta miała być wśród najgorszych, a tymczasem walczy o bezpośredni awans do fazy play-off, a więc miejsce w czołowej szóstce Konferencji Zachodniej. Dla Polaka znów byłaby to ciekawa opcja, ale sęk w tym, że to nie on jest pożądany przez Słońca, lecz… w składzie Suns jest ktoś, kogo na oku mają Spurs, czyli 32-letni Royce O’Neale. Weteran parkietów NBA byłby dla teksańskiej ekipy solidnym wzmocnieniem rotacji na tu i teraz.

🔵 Washington Wizards

Stołeczna drużyna jest od lat jedną z najgorszych w lidze. Nie inaczej jest w trwającym sezonie, bo Wizards na półmetku rozgrywek w zasadzie odpadli już z rywalizacji o fazę play-off. Waszyngton to też jednak miejsce, w którym Sochan mógłby dostać więcej minut i większą szansę, choć w słabym klubie trudno jest zrobić naprawdę dobre wrażenie, a o wiele łatwiej zakopać się jeszcze głębiej, jeśli nie ma dobrej passy. Tym bardziej, że w słabych zespołach rywalizacja o minuty, pozycję i piłkę jest często nawet większa niż w tych bardziej poukładanych drużynach. Wizards niedawno pozyskali co prawda nowego rozgrywającego w osobie Trae Younga, czyli byłego all-stara, ale mimo to cały czas są w trakcie przebudowy.

Na razie nie ma i jeszcze przez jakiś czas nie będzie tam więc presji na wyniki, dlatego ściągnięcie Sochana ma dla nich sens. Warto pamiętać, że w 2022 roku przed draftem Polak odbył treningi w wielu klubach, w tym także dla Wizards. Jeśli wtedy stołeczna drużyna była zainteresowana, to teraz ma szansę ściągnąć 22-latka stosunkowo niskim kosztem, by podjąć próbę odbudowy wciąż młodego przecież zawodnika. Bobby Marks z ESPN zaproponował nawet trójstronną wymianę między Spurs, Wizards a Knicks, w której ramach Sochan trafiłby do Waszyngtonu, a w San Antonio wylądowałby wspomniany już w tym tekście Yabusele.

Transfer Sochana wszystkim może wyjść na dobre

Okienko transferowe w NBA zamyka się 5 lutego. Do tego czasu Spurs mogą szukać transferu dla Sochana lub inne drużyny mogą same zgłosić się po skrzydłowego. Jeśli do wymiany jednak nie dojdzie, to Polak zostanie w San Antonio do końca sezonu. A potem się zobaczy, choć na ten moment wydaje się, że prędzej czy później Sochan ze składem Spurs się pożegna – już teraz albo dopiero latem.

W teksańskim klubie przestał być już bowiem potrzebny i nie widać drogi, by to się miało zmienić. Oddanie go przed zamknięciem okienka pozwoli przynajmniej Spurs zyskać coś w zamian tu i teraz na drugą część rozgrywek. Dla Sochana transfer może być jedyną okazją na zwiększenie szans, by jego kolejny kontrakt w NBA był wart więcej niż minimalna umowa.

Zmiana otoczenia w tym przypadku może więc wszystkim wyjść na dobre.

TOMASZ KORDYLEWSKI

Fot. Newspix

Czytaj więcej o koszykówce na Weszło:

2 komentarze

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Koszykówka

Koszykówka

Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela

AbsurDB
3
Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela
Reklama
Reklama